Niedoceniony kosmetyk z kuchennej półki… sól. Zrób peeling z soli lub domowe SPA

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
4 lutego 2016
Fot. Pixabay / kaboompics /
Fot. Pixabay / kaboompics / CC0 Public Domain
 

Do tej pory sól kojarzyła się przede wszystkim z gotowaniem i przyprawianiem potraw. Jej zaletą jest nie tylko smak, ale zawartość wielu mikro- i makroelementów, a cenne właściwości wykazuje zarówno sól wydobywana z ziemi, jak i Morza Martwego. Czas odkryć ciekawe zastosowania tych niepozornych kryształków, które każda z nas trzyma na półce w kuchni.

Peeling z soli gruboziarnistej

To prosty sposób na wykorzystanie soli gruboziarnistej podczas kąpieli. Wystarczy wymieszać garść soli z oliwką i energicznie wetrzeć w ciało, a następnie spłukać, najlepiej na końcu zabiegu chłodnym prysznicem. Dzięki temu złuszczysz martwy naskórek i zregenerujesz skórę.

Relaks dla stóp

Po długim, ciężkim dniu kąpiel stóp w soli, przyniesie ukojenie, zmniejszy obrzęk. Aby zafundować sobie tę przyjemność, wsyp łyżkę soli kuchennej do miski z ciepłą wodą, jeśli lubisz, dodaj kilka kropli olejku eterycznego. Zrelaksuj się i mocz nogi przez 10 -15 minut, poczujesz zdecydowaną ulgę, oraz wygładzoną i nawilżoną skórę.

Kąpiel z solą z Morza Martwego

Jeśli tylko masz do dyspozycji wygodną wannę i sól z Morza Martwego, możesz wyczarować dla siebie wyjątkowy wieczór SPA w domowym zaciszu. Poza chwilą wyciszenia i regeneracji, dostarczysz swojemu ciału wyjątkowej pielęgnacji. Taka kąpiel dzięki wcześniej wspomnianym mikro- i makroelementów wzmacnia skórę i ujędrnia. Regularne stosowanie ma działanie wyszczuplające i wspiera walkę z cellulitem. Zapobiega wysuszaniu skóry, przyczynia się do jej regeneracji. Pobudza krwioobieg, złuszcza martwy naskórek, ujędrnia, zmiękcza i wygładza skórę. Grzechem byłoby więc choć raz nie wykorzystać pomysłu na taką kąpiel. To proste, garść soli z morza martwego (opcjonalnie może być kuchenna, lub gotowa mieszanka do kąpieli) wsyp do wanny, wlej gorącą wodę by sól się rozpuściła, i dolej chłodniejszej, by temperatura sprzyjała relaksowi i rozluźnieniu mięśni. Możesz użyć również pachnących olejków eterycznych. 10 minut spędzone w takiej kąpieli zagwarantują odprężenie po męczącym dniu.

Prawda, że proste?


„Przecież na byłe dzieci płacić nie będę”. Uporczywy dłużnik alimentacyjny to złodziej i to złodziej gorszego sortu. Trzeba o tym mówić głośno

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 lutego 2016
Zamiast alimentów – opieka naprzemienna grzmią członkowie Parlamentarnego Zespołu Na Rzecz Praw Dzieci Do Obojga Rodziców, którym przewodniczy poseł Kukiz’15 Paweł Skutecki.
Fot. iStock / Blackbeck
 

„Stary, co będziesz płacił. Mój kumpel nie płaci alimentów i jakoś go do więzienia nikt nie wsadził. Na pazury i fryzjera będziesz jej dawać?” – klepie kolegę po ramieniu i razem w nos śmieją się byłej żonie, prawu, komornikowi i… dzieciom. O nich już nikt nie wspomina. O uchylaniu się od alimentów, dłużnikach i pomysłach na zwiększenie skuteczności egzekwowania alimentów rozmawiamy z komornikiem Robertem Damskim.

Ewa Raczyńska: O dłużnikach alimentacyjnych mówi się w Polsce coraz głośniej, nadal jednak ponad milion dzieci pozostaje bez wsparcia finansowego swoich ojców.

Robert Damski: Można oczywiście mówić o olbrzymich liczbach, o tym ile pieniędzy jest do wyegzekwowania, ile dzieci alimentów nie otrzymuje. Te liczby robią wrażenie. Jednak skalę zjawiska mogę przedstawić z  pozycji komornika w 15-sto tysięcznym miasteczku, gdzie w swojej kancelarii prowadzę obecnie około 1600 spraw alimentacyjnych, a rocznie wpływa ich 110, czyli średnio jedna sprawa co trzeci dzień. To pokazuje, z jak wielkim zjawiskiem mamy do czynienia. To jedna strona medalu, druga to skuteczność egzekwowania alimentów, która w Polsce wynosi nieco ponad 20%, w mojej kancelarii 30%, ale chluby mi to wcale nie przynosi, bo statystyka jest nieubłagana. Na 10 spraw tylko w trzech udaje mi się uzyskać pieniądze dla dziecka. W siedmiu sprawach muszę powiedzieć matkom (bo 95% spraw dotyczy kobiet), że dla ich dzieci pieniędzy nie mam.

Ja na własny użytek dzielę dłużników na trzy kategorie. Pierwsza to Piotruś Pan – ten co siedzi u mamusi, całe życie chce się bawić i nie ponosić żadnej odpowiedzialności . Druga kategoria to Smerf Ciamajda. Przychodzi i mówi: „Ja nie wiem, żadnej pracy nie ma, żadna nie spełnia moich aspiracji. Ja bym nawet płacił, ale niech pan komornik da mi pracę”. I trzecia to dłużnik, którego bardzo nie lubię – cwaniak. On wie, jak ukryć majątek. Nie jest biedny, na wiele mu wystarcza, majątek ma rozpisany na nową partnerkę, na rodziców. Jak się do niego wchodzi, to mówi, że nic nie ma, jest „pusty jak bęben”.

Kobiety liczą, że im pan pomoże?

Przede wszystkim kobieta wstydzi się przyjść do komornika, nie wiedzieć czemu wstydzi się prosić o to, co się należy jej dzieciom. Często widzę, jak chodzi po korytarzu z wyrokiem w  ręce i zastanawia się: wejść czy nie wejść. Sprawa rozwodowa jak i alimentacyjna trwa miesiącami, więc kobieta oczekuje, że jak już przyjdzie do komornika, to ten załatwi sprawę od ręki. Kobiety myślą, że gdy minął termin, a alimentów nie ma, to wystarczy, że położą wyrok, a komornik wyciągnie pieniądze z szuflady i dopiero później pójdzie je egzekwować. Podczas gdy wygląda to inaczej. Niestety nie jestem „połączony” z Narodowym Bankiem Polskim i nie mam tych pieniędzy. A są kraje, gdzie tak to się odbywa, podczas gdy w Polsce proceder niepłacenia alimentów ma dwa źródła.

Jakie?

Pierwsze to przyzwolenie społeczne. Powinniśmy jakąś wielką  kampanią zacząć od zmiany myślenia społeczeństwa o dłużnikach. Powinniśmy uświadamiać wszystkim, że kto nie płaci alimentów nie okrada byłej partnerki, a okrada „byłe” dzieci, bo tak o nich mówią. Teraz już mają nowe dzieci, a na tamte „byłe dzieci płacić nie będą”. To jeszcze nie koniec. Dłużnik alimentacyjny okrada nas jako społeczeństwo, bo pieniądze z naszych podatków lądują w Funduszu Alimentacyjnym i to my płacimy na utrzymanie jego dzieci. Twój sąsiad nie płaci alimentów – ty płacisz za niego. Społeczeństwo powinno zrozumieć przez kogo jest okradane.

A drugie źródło?

No właśnie, bo z samym dłużnikiem ja, jako komornik, jeszcze sobie poradzę. Nie poradzę sobie natomiast ze „zorganizowaną  grupą wspierającą dłużnika”. I do tej grupy należy mamusia, która przychodzi ze swoim synkiem i synka tłumaczy zaczynając od tego, że prawdopodobnie to w ogóle nie jest jego dziecko – bo mamusia leżała pewnie pod łóżkiem, więc chyba wie, co mówi. A poza tym ta jego była, to ona „taka i owaka”, na alimenty go złapała. Jej „księcia z bajki”.

Do tej grupy wspierającej dłużnika zalicza się także obecna partnerka dłużnika, która mówi, że „była” traktuje go tylko jak bankomat…

A ty głupi płacisz…

Właśnie, wiec wszyscy: ta kobieta, rodzice, ale też brat, siostra pomagają dłużnikowi ukrywać majątek. Bo przecież aparat opresyjny w postaci komornika wszystko z niego wyssie.

W skład tej zorganizowanej grupy wchodzą jeszcze pracodawcy. „Panie Władku, bo ja mam tutaj alimenty…”. „Dobrze, dobrze to się jakoś umówimy, wpiszemy tyle, a resztę dostanie pan pod stołem, a ja przy okazji mniej ZUS-u zapłacę”. Czasami wynagrodzenie rozpisują na diety, bo z nich nie mogę ściągnąć alimentów. Gdyby pracodawcy mieli świadomość, że gdy pomogą przestępcy zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje, to pewnie wyglądałoby to zupełnie inaczej.

A tymczasem, w moim niedużym miasteczku, wszyscy wiedzą, że dłużnik pracuje u pana X. Ja też o tym wiem. Wysyłam więc zapytanie do pana X, czy ten realizuje zajęcie wynagrodzenia dłużnika. Po czym dostaję odpowiedź: „Przecież on u mnie nie pracuje”. Idę więc do tej firmy i widzę, że siedzi tam cały dzień i bezczelnie mi mówi, że w gości przyszedł, na herbatę. Więc ja się pytam, gdzie jest twoja aktywność zawodowa, gdzie chęć podjęcia pracy, szukania jej.

Jeszcze inna sytuacja. Po kilku latach dłużnik alimentacyjny dostał pracę i pech chciał, komornik się o tym dowiedział i zajął mu wynagrodzenie – w przypadku alimentów jest to 60%. I przychodzi taki do mnie i mówi, że ja mam zejść z jego pensji, bo jemu nie opłaca się pracować.

Z takimi rzeczami musimy się zmagać. Stawać naprzeciw rodzinki, która wspiera dłużnika, jego najbliższych znajomych, którzy klepią go po plecach i mówią: „Ty to jesteś gość, wykiwałeś komornika i byłą żonę”. Ale o tym, że wykiwał własne dzieci nikt się nawet nie zająknie.

A przepisy, wsparcie państwa? W końcu jest pan funkcjonariuszem publicznym

Zgadza się, więc jako publiczny funkcjonariusz egzekwujący wyrok wydany w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej mam prawo oczekiwać, że państwo stanie po mojej stronie. Niestety, nie do końca tak jest.

Artykuł 209. kodeksu karnego dotyczący przestępstwa niealimentacyjnego pozwala dłużnikowi uniknąć kary. Wystarczy, że wpłaci on 5 złotych miesięcznie, by prokurator odrzucił wniosek, bo przecież dłużnik wykazuje chęć płacenia. A dla mnie jest to śmianie się w nos państwu i wyrokom sądowym. Poza tym zapis kodeksu mówi, że dłużnik poniesie karę, gdy jego niepłacenie alimentów sprawi, że dziecko będzie żyć w niedostatku.

Tylko która matka do tego dopuści.

No właśnie, która? Te kobiety stają na uszach, pracują na dwa trzy etaty, żeby dziecko nie czuło się gorsze, żeby niczego mu nie zabrakło, żeby nie było stygmatyzowane tym, że jego mama sobie nie poradziła.

Bo jak sobie nie poradzi, to zabiorą jej dziecko…

No masakra jakaś, prawda? Kto pisał te przepisy? Ja patrząc tylko i wyłącznie na nasze prawo powiem z pełną odpowiedzialnością, że państwo polskie nie stoi dostatecznie po stronie dzieci. Bo jaka jest kara za niepłacenie alimentów – do niedawna było to odebranie prawa jazdy, ale ten przepis został zniesiony wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Dłużnik alimentacyjny kpi sobie z zapisów prawa. To matka i komornik muszą udowadniać, że on jest w stanie podjąć pracę, mógłby zarabiać i płacić alimenty.

A może skoro dłużnicy tłumaczą się brakiem pracy, to załóżmy  im bransoletki dozoru elektronicznego – w końcu i tak siedzą w domu, nie mają czego się wstydzić. Bo wsadzenie ich do więzienia nie rozwiąże podstawowego problemu – braku pieniędzy. A dodatkowo my jako społeczeństwo będziemy musieli zapłacić za pobyt tego pana w więzieniu i w tym samym czasie nasze pieniądze trafią do Funduszu Alimentacyjnego, który musi zapłacić jego dzieciom. Może też rozważyć czy pracodawcom dać zniżki, gdy zatrudnią dłużnika alimentacyjnego.

Można też o alimenty wystąpić do rodziców – dziadków dziecka.

Tak, choć mówi się, że czemu oni są winni, że syn nie płaci. Ale ja ze swojego doświadczenia wiem, że ten królewicz najczęściej nadal z nimi mieszka, nadal korzysta z wszystkich dóbr, nadal nie wyślą go do pracy, nie zmuszą, by się zaktywizował. Na każde pytanie komornika odpowiadają, że to wszystko należy do mamusi i do tatusia, nic synka nie jest, a jak komornik coś zajmie, to się spotkamy w telewizji. Dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji, kiedy 70-letnia pani wciska mi, że hantle i ławeczka do ćwiczeń są jej, bo ona dba o tężyznę fizyczną, a syneczek w drzwiach się ledwo mieści.

Jako komornik nie mam od państwa dostatecznych narzędzi, które pomogłyby skuteczniej egzekwować alimenty.

Kobiety często mówią – komornikom nie opłaca się nam pomagać.

I opłaca i nie opłaca. Opłata egzekucyjna, z której komornik utrzymuje kancelarię, pracowników i siebie wynosi 15% tak, jak w przypadku alimentów, tak w każdej innej sprawie, więc mówienie, że komornikom się nie opłaca jest kłamstwem. Problem tkwi gdzie indziej – w skutecznym egzekwowaniu alimentów. Bo gdyby mnie pani spytała, czy mi się opłaca, to odpowiedziałbym, że w 30% mi się opłaca, bo tyle spraw kończę sukcesem. Gdyby ściągalność alimentów wynosiła jak na Zachodzie 70%, to powiem: opłaca mi się w 70%. Ale, żeby tak było powtarzam – musimy zmienić nasze myślenie, mieć świadomość, że uporczywy dłużnik alimentacyjny jest złodziejem, że okrada własne dzieci, więc jest złodziejem gorszego sortu, a my nie powinniśmy go dłużej kryć.


Robert Damski/Arch. Prywatne

Robert Damski/Arch. Prywatne

Robert Damski – komornik, wspierający tych,  którzy walczą o zmianę prawa w zakresie przestępstwa niealimentacyjnego, nieustannie podkreśla, że jest potrzeba wielkiej kampanii społecznej zmieniającej nasze myślenie o dłużnikach alimentacyjnych, a co za tym idzie – także zmiana prawa w tym zakresie. Jest honorowym członkiem Stowarzyszenia „Dla Naszych Dzieci” – które walczy o poprawę sytuacji tych dzieci, które alimentów nie otrzymują. Laureat „Białej Wstążki” nagrody przyznawanej przez Fundację Jolanty Kwaśniewskiej, którą otrzymał za wyprowadzenie problemu alimentów „z wstydliwych nizin na wyżyny mówienia, szukania i zauważania”.


„Zapal świece, a przeżyjesz piękny seks” to powszechna bzdura. Jak oswoić pornografię?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
3 lutego 2016
Fot. iStock/Vizerskaya
Fot. iStock/Vizerskaya
 

„Pomocy, mój mąż ogląda filmy pornograficzne” – dla wielu kobiet to dramat, wiele z nich zupełnie nie akceptuje obecności pornografii w swoim związku. Czy jest się czego obawiać, czy oglądanie treści pornograficznych można uznać za zdradę? Odejść czy zostać, kiedy partnera podnieca tylko pornografia? O tym wszystkim rozmawiamy – jak sam o sobie mówi – z dinozaurem polskiej seksuolgii dr. n. med. Markiem Marcyniakiem.

 Ewa Raczyńska: Dla kobiet pornografia to dość trudny temat, trudno nam zaakceptować fakt, że partner oglądała filmy pornograficzne.

dr n.med. Marek Marcyniak: Pornografia w związku partnerskim to zagadnienie skomplikowane i wielopłaszczyznowe. Tak naprawdę wszystko zależy od tego jak partnerzy traktują pornografię. Są kobiety i tych jest rzeczywiście dużo, które oglądanie pornografii przez współpartnera odbierają jako zdradę. Uważają, że to one nie są dostatecznie atrakcyjne dla swoich partnerów i ci muszą szukać podniety, bodźca erotycznego w pornografii. W podobny sposób podchodzą do tego mężczyźni, choć są bardziej tolerancyjni, kiedy to ich partnerka ogląda pornografię, w większości jednak rzadko to tolerują. Pytają: To co ja ci  się już nie podobam. Ja już ci nie wystarczam, nie możesz na mnie popatrzeć. I tak dalej.

Ale są takie układy partnerskie, które dzięki pornografii istnieją. W tych związkach partnerzy sobie spowszednieli, znudzili się sobą, już się opatrzyli, zobojętnieli wzajemnie na swoja fizyczność, nie są dla siebie atrakcyjni. Ich współżycie to dla nich rutyna, seks traktowany jest mechanicznie. Nie podniecają już siebie nawzajem, więc oglądają treści pornograficzne i to ich fascynuje. Trzeba jednak podkreślić, że to nie jest prawidłowe realizowanie seksualności, bo oni nie kochają się ze sobą tylko z wyobrażeniami wyniesionymi z filmów pornograficznych. W takiej sytuacje partnerzy traktują siebie już czysto instrumentalnie: on jest dla niej jak wibrator, a ona jak dmuchana lala z sex shopu.

Poza tym pornografia jest w tej chwili bardzo powszechna, ogólnie dostępna, chociażby w internecie możemy bez żadnego problemu znaleźć twardą pornografię.

O dziwo nasza rodzima pornografia siermiężna, pszenno – buraczana cieszy się bardzo dużą popularnością na zachodzie, jak i na wschodzie.

To mnie pan zaskoczył, chyba nigdy nie oglądałam polskiej pornografii.

A widzi pani, warto do niej sięgnąć. Wiadomo, że niemieckie produkcje są ciężkie, wyzute z romantyzmu. Francuska pornografia jest z kolei przeromantyzowana, angielska – to rutynowe działania. We wszystkich tych zachodnich produkcjach występują profesjonaliści, którzy się nie angażują, robią to za pieniądze i zależy im, by jak najszybciej nakręcić ileś tam kadrów. Natomiast polska pornografia bazuje na naturszczykach, na młodych ludziach, którzy występują oczywiście dla zysków finansowych. Ale są to ludzie, którzy robią to w sposób spontaniczny i naturalny. To są ludzie, którzy się wstydzą, rumienią się, demonstrują swoje zażenowanie, kiedy muszą się rozebrać To jest pełne uroku, co oczywiście nie zmienia faktu, że jest to w najczystszej formie pornografia, która jednak jest bardzo pozytywnie odbierana na zachodzie, a Japonia się w niej lubuje, zwłaszcza, gdy występują w filmach młodzi ludzie, którzy nie są profesjonalistami.

Ale my jednak nadal jesteśmy bardzo pruderyjnie jeśli chodzi o seks, choć trochę się to zmienia.  

Trochę z tej pruderii zaczynamy się wyzwalać, jednak nie bardzo nam to wychodzi. No cóż, nasze władze ustosunkowują się do pornografii negatywnie. Później mamy kler, który zdecydowanie pornografię potępia, bo jest obrzydliwa, grzeszna i z tego trzeba się spowiadać, trzeba zadawać surowe pokuty za oglądanie czegoś takiego.

A przecież pornografia istnieje od zawsze. Wszystkie te sławne rzeźby rysunki naskalne z Leskaux przedstawiające mężczyzn z wzwiedzionymi członkami z czasów prehistorycznych, czy później w kulturze starożytnej Grecji, Babilonu, Egiptu pornografia była na porządku dziennym. We wszystkich okresach historii pornografia była obecna, co więcej była czymś poszukiwanym, nabywanym, podziwianym i tak jest po dziś dzień. Różnice w odbiorze pornografii to efekt nastawienia zwierzchności w sensie władzy i episkopatu.

Tylko jak swobodnie rozmawiać o seksie, kiedy nasze słownictwo jest ubogie. Łatwiej obejrzeć film, niż powiedzieć partnerowi jakie są moje fantazje.

Tak, z tym słownictwem niestety tak jest. Dlatego też u nas o seksie się nie rozmawia. Rozmawianie o seksie jest grzeszne, słownictwo niesłychanie ubogie i często trudno wyrazić to, co by się chciało. A poza tym wstyd, no bo jak to… Lepiej po cichu obejrzeć film, albo przerzucić karteczki jakiegoś czasopisma.

Ale trzeba pamiętać, że istnieje pornografia słowna. Przecież w naszej rodzimej literaturze jest mnóstwo pornograficznej twórczości. Wystarczy zajrzeć do fantastycznej książki Sekscytacje pod redakcją Andrzeja Możdżonka, gdzie można przeczytać, co pisał już Kochanowski, Morsztyn, czy później hrabia Fredro, Boy-Żeleński. Przecież nasza noblistka Szymborska uwielbiała limeryki, o których wiadomo, że im bardziej sprośny tym lepszy. Limeryk, aby był dobry musi być straszliwie nieprzyzwoity. Szymborska u siebie w domu urządzała konkursy – podawało hasło, do którego goście układali limeryki. Ten, kto ułożył najbardziej sprośny dostawał nagrodę.

Jednak my rzadko myślimy o pornografii w ten sposób, częściej traktujemy ją jako szkodliwą dla związku.

Przyjmuje się twierdzenie skądinąd słuszne, że pornografia w 88% jest dla mężczyzn. W tych filmach kobieta traktowana jest czysto instrumentalnie. Jest przedmiotem. W takich treściach pornograficznych to mężczyzna szuka zaspokojenia, więc eksponowana jest głównie kobieta, jej ciało, jej genitalia, reakcje, wyraz twarzy, biust wypięte pośladki. To ona dostaje tego klapsa w pupę, co ma ją  doprowadzić do jeszcze większej ekscytacji. I tak tutaj nie ma sprawiedliwości.

Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że pornografia jest dla osób świadomych, dla ludzi dojrzałych,  którzy wiedzą jak ją traktować i jakie  z niej czerpać korzyści dla swojego związku. Oczywiście niedobrze jeśli partnerzy bazują na podnieceniu osiąganym tylko przez pornografię. Jeśli nie podniecają się nawzajem swoim widokiem, dotykiem, zapachem, jeżeli tego im za mało, trudno niech się podeprą pornografią, ale niech nie traktują jej jako jedyny sposób na realizację bliskości.

Przy czym trzeba pamiętać, że pornografia absolutnie nie jest dla młodzieży, która odbiera ją opatrznie, czerpie niewłaściwe wzorce, które może realizować później w swoim dorosłym życiu.

A w pornografii jako takiej nie ma nic strasznego, jeśli ogląda ją właściwa osoba. Ja sam mam wiele książek traktujących o pornografii – chociażby komiksy pornograficzne.

Ale jeśli kobieta jednak rozpacza, że jej mąż ogląda filmy pornograficzne?

To wówczas jest to dla niej koniec świata i ewidentna zdrada. On ją zdradza z osobą występującą w filmie pornograficznym.

Naprawdę powinna traktować to jak zdradę?

Partnerka spowszedniała, stała się zwykła, codzienna taka. A w pornografii działa urok nowości. On jest moim zdaniem najpotężniejszym afrodyzjakiem, bo to co nowe, co świeże, jeszcze niepoznane to pociąga. A do tego jeszcze dochodzi pokusa owocu zakazanego, bo pornografia to grzech i taki mężczyzna myśli: ja sobie ten grzech popełnię, bo mnie to podnieca.

Ale dla kobiety w większości przypadków jest to wielka osobista tragedia. Często równoznaczna z sytuacją, kiedy mąż masturbuje się w łazience zamiast zająć się nią. Kobiety przychodzą do mnie i płaczą,  mówią: jeśli on chce się masturbować, to niech sam mi o tym powie, a ja mu podam pomocną dłoń, ja mu to zrobię. Jeżeli to jest dla niego forma zaspokojenia, to ich on mnie też w to włączy, bo chcę uczestniczyć w pełni w jego życiu. I to samo jest z pornografią. To tak, jakby mężczyzna wyszedł wieczorową porą, spotkał uliczną kobietę i w bramie zrealizował to, co mu było w danym momencie potrzebne.

Mężczyzna ogląda treści pornograficzne, bo nie czuje podniecenia w związku?

On może nie czuć podniecenia w związku to raz, ale może to być uwarunkowane jego cechami osobowości. Często jest to po prostu typ infantylny, któremu utrwalił się proces masturbacji i oglądania pornografii, więc wybiera tę drogę zaspokojenia. Bo dla niego problem to wysiłek, który musi włożyć, by doszło do zbliżenia z partnerką. Bo trzeba się przygotować, stworzyć aurę, ogolić się, umyć zęby użyć dezodorantu, już nie mówiąc o zapaleniu świec, o których, kiedy słyszę to kipię ze złości, bo według kolorowych pism wygląda to tak: Zapal świecie a przeżyjesz piękny seks. Ja bym takim paniom piszącym doradził, żeby inny użytek zrobiły z tych świec, a nie mówiły takich bredni, bo czynią wodę z mózgu czytelniczkom.

Ale dla takiego infantylnego mężczyzny te ceregiele, to jest niepotrzebna fatyga: jakaś gra wstępna, nie wszystko od razu, trzeba jednak poczekać na to zaspokojenie. A tak on zna swój organizm, ma utrwalony stereotyp swoich reakcji i jak to mówi młodzież: trzy ruchy i suchy –  on już jest zaspokojony, szczęśliwy i nie musi się starać. Takich układów partnerskich znam naprawdę sporo, to w związkach z takimi mężczyznami kobiety rozpaczają, jeżeli im jeszcze na partnerze zależy, bo jeśli nie zależy to po prostu odchodzą.


 

Marek Marcyniak – dr nauk medycznych, seksuolog, ginekolog położnik, jak sam o sobie mówi: dinozaur polskiej seksuologii

 


Zobacz także

Fot. iStock

Włosy długie czy krótkie? Jakie ty wybierasz? Akcja „Jaki jest twój sekret pięknych włosów?” – wyzwanie #4

Fot.  Screen z Youtube  /

Relaksujące ćwiczenie dla kręgosłupa. Rozciąganie mięśni pleców

Fot. iStock/RomarioIen

Jak uratować nieudany makijaż lub zabieg kosmetyczny domowymi sposobami?