Laminowanie włosów? Za ten zabieg u fryzjera słono zapłacisz. W domu wykonasz go za jedynie 2 złote

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 grudnia 2017
Fot. iStock/Yuri_Arcurs
Fot. iStock/Yuri_Arcurs
 

Laminowanie włosów jest coraz bardziej znanym zabiegiem i właściwie jego koncepcja podobna jest do laminowania papieru, czyli nałożenia warstwy ochronnej i dodania połysku. Tak samo działa maska, która tworzy warstwę ochronną na włosach, dodając im nie tylko połysk, ale też miękkość.

Na laminowanie naszych włosów możemy się umawiać do profesjonalnych gabinetów fryzjerskich –  wówczas słyszymy: „dodamy połysku pani włosom”. Nie zawsze  jednak stać nas na ten zabieg, gdyż jest on bardzo drogi, poza tym używa się do jego wykonania wielu chemicznych substancji. Ale uwaga – laminowanie włosów można wykonać w domu, wystarczy samodzielnie przygotować odpowiednią  maseczkę, do której zrobienia potrzebujemy jedynie żelatyny i oleju kokosowego, choć tak naprawdę każdy inny też będzie dobry. Żelatyna  od dziesięcioleci była używana w wielu różnych urodowych zabiegach, doceniano ją zwłaszcza przy pielęgnacji włosów, paznokci i skóry.

Jak przygotować maskę, dzięki której nasze włosy będą bardziej lśniące i gładsze?

Składniki:

1/2 szklanki wody
1 opakowanie żelatyny
1 łyżka oleju kokosowego lub innego, który masz pod ręką
Przygotowanie:

Zagotuj wodę, dodaj żelatynę i mieszaj tak długo, aż żelatyna się rozpuści, następnie wlej olej i wymieszaj. Nałóż tak przygotowaną maskę na suche włosy, ważne by była ciepła, bo gdy ostygnie żelatyna zastygnie i będziesz musiała zacząć wszystko od nowa. Nakładając zwróć uwagę szczególnie na końcówki włosów. Nakryj głowę mokrym, gorącym ręcznikiem i pozostaw na co najmniej 15 minut. Po tym czasie umyj włosy szamponem. Wysusz i zobacz różnicę!

Laminowanie, by efekty były widoczne, powinno się wykonać przez miesiąc – raz w tygodniu.

źródło: styletips101.com


7 dobrych argumentów, by od jutra wstawać wcześniej

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
4 grudnia 2017
Fot. iStock/PeopleImages
Fot. iStock/PeopleImages
 

Poranek to dla ciebie istny koszmar? Wszystko robisz w biegu? Szybki prysznic, makijaż na autopilocie, kanapki dla dzieciaków, kompletowanie ubrań dla wszystkich domowników. Jeszcze na dobre nie rozpoczęłaś dnia, a już jesteś umordowana? A gdybym tak powiedziała ci, że wystarczy po prostu wstać wcześniej, żeby ze wszystkim się wyrobić i z uśmiechem stawiać czoła codziennym wyzwaniom? Ok, rozumiem, że ten argument cię nie przekonuje…Oto kilka dodatkowych powodów, by od jutra ustawiać budzik godzinę (a nawet dwie!) wcześniej niż zazwyczaj:

Zacznij dzień od treningu

Pewnie myślisz, że to jakiś absurd. Ledwo możesz oczy otworzyć i złapać kontakt z rzeczywistością, a już masz ćwiczyć? Nic tak nie pobudza organizmu (a przede wszystkim mózgu), jak trening o poranku. Wbrew pozorom będziesz miała więcej energii w ciągu dnia. Idealnie, gdybyś przed pracą mogła pójść na siłownię. Jeśli jednak nie masz takiej możliwości, ćwicz w domu. Wystarczy dosłownie 30 minut.

Skoro trening nie, to może joga?

„Rozpoczęcie mojego poranka od jogi i medytacji pozwala mi pozostać sobą przez resztę dnia” – mówi Chelsey Kapuściński, dyplomowany instruktor jogi z Nowego Jorku. Na początku możesz być przerażona. Szczególnie, jeśli do tej pory nie miałaś styczności z tą formą ćwiczeń. Poszukaj w sieci pozycji, które dodają energii, a na start możesz zacząć od medytacji. Usiądź wygodnie, połóż dłonie na kolanach, zamknij oczy i głęboko oddychaj, koncentrując się na tym, co czujesz w tym momencie.

Wyjdź z psem na spacer

O świcie na mieście jest jeszcze pusto. To idealny moment, żeby wyjść z czworonogiem na dłuższy spacer. Już sam kontakt ze zwierzęciem sprawi, że poczujesz się lepiej, a dodatkowo świeże powietrze spowoduje, że będziesz miała więcej chęci do działania.

Zjedz pożywne śniadanie

Zdaniem Jennifer Glockner, dietetyka z Los Angeles, idealne śniadanie powinno zająć ci 20 minut – 5 minut poświęć na przygotowanie, 15 na jedzenie posiłku. „Idealnie śniadanie, jak każdy inny posiłek, powinno być spożyte uważnie i powoli, aby wywołać uczucie sytości” – twierdzi. Śniadanie pobudza metabolizm, dostarcza energii i sprawia, że w ciągu dnia spożywamy mniej.

Zrób coś inspirującego

Zaczynasz dzień od sprawdzania wiadomości z kraju i ze świata, co sprawia, że jesteś zdenerwowana przez resztę dnia? Zacznij wykonywać czynności, które pozytywnie cię nakręcają. Może to być np. słuchanie ulubionej muzyki lub audiobooka w drodze do pracy, zamiast radia.

Rozkoszuj się ciszą i spokojem

Czasem wystarczy rozpocząć dzień godzinę wcześniej tylko po to, by pobyć przez chwilę samemu. To idealny moment, że w spokoju wypić kawę, delektując się jej smakiem, wziąć dłuższy prysznic czy z uwagą wykonać makijaż. Nie ma nic gorszego, niż poranek w biegu z wywieszonym jęzorem.

Zadbaj o siebie

Kto powiedział, że wszystkie zabiegi upiększające trzeba wykonywać wieczorem? A dlaczego nie rano? Świeży lakier na paznokciach czy nawilżająca maseczka na twarz pomogą ci dobrze rozpocząć dzień i poprawią samopoczucie.

Postanowiłaś nastawić jutro budzik godzinę wcześniej? Wspaniale! Pamiętaj jednak, że położyć się do łóżka godzinę wcześniej. Nie chodzi o to, żeby skrócić czas snu, ale żeby przesunąć godziny, o jakich kładziesz się i budzisz. Tylko tak zmiana ta wyjdzie ci na dobre.


 

Na podstawie: Psychology Today


Nie chcę mieć dzieci, czy tak trudno to zrozumieć? I nie, nie będę żałować swojej decyzji, może wy żałujecie swojej?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
3 grudnia 2017
Fot. iStock/lechatnoir
Fot. iStock/lechatnoir
 

Powiedzieć w naszym kraju „Nie chcę mieć dzieci” to skazanie się na ostracyzm. Oczywiście wtedy, kiedy mówi to kobieta. Z wielką uwagą przeczytałam tekst Macieja Rębisza o kobiecie, która nie chce mieć dzieci. I chociaż autor zarzekał się, że nie miał w ogóle zamiaru oceniać decyzji swojej znajomej, to jednak tekst wybrzmiał tak, jak wybrzmiał.

Pomyślałam: „Znowu”, tak – znowu kobieta, która stawia na siebie, na karierę, na własny rozwój widziana jest jako skrajna egoistka, bo nie dba nawet o potrzeby swojego partnera, który tylko po cichu za jej plecami mówi, że on to jednak ojcem chciałby być.

Wiele słyszałam na swój temat. Znam na pamięć te wszystkie niekoniecznie wypowiedziane głośno w mojej obecności:

– „Jeszcze będzie żałować swojej decyzji”

Zawsze mam ochotę spytać: „A może to wy żałujecie swojej?”, co to w ogóle za pewność. Jeśli w swoim życiu czegoś żałuję, to czasami tego, że wdaję się w takie bezsensowne dyskusje, dzisiaj już wiem, że nikogo nie przekonam. Są mądrzejsi, którzy przecież wiedzą lepiej, czego ja chcę. Że też się jeszcze nie przyzwyczaiłam.

– „Zachce się jej dzieci, jak już będzie za późno”

Jakby termin przydatności kobiety kończył się w momencie, kiedy nie może mieć już dzieci. Jak już nie może, to nic nie jest warta. Brawo za takie myślenie! Trudno o coś głupszego. Jakby jedyną funkcją życiową kobiety było rodzenie dzieci, bo przecież w końcu jej się „zachce”, jest tak zakodowana, nie może naruszać zastanego porządku świata. A właśnie, że może i ma na to ochotę!

– „On ją na bank zostawi, na pewno chce mieć dziecko”

I ona na pewno się przestraszy i wtedy zajdzie w ciążę, bo przecież nie ma nic gorszego niż wizja porzucenia. Znam mnóstwo par, które są razem tylko dlatego, że ona pewnego dnia na teście ciążowym zobaczyła dwie kreski. To jak znak od Boga: „i teraz musicie być razem”, jakby test był testem na ich związek. Nie zaszłaby w ciążę, może szukałaby dalej, ale już przyklepane i koniec. Nie pytam już: „Byłabyś z nim, gdybyście nie mieli dzieci”, bo to pytanie zbyt często trafia w czuły punkt. My jesteśmy razem, chociaż dzieci nie mamy, nie dziecko scala nasz związek.

– „Co to za życie, bez dzieci”

Życie takie, jakie lubię. Z ustalonym porządkiem, rytmem, z czasem na wyjście do kina, do teatru, na jogę, z czasem na medytację i na wyjazd na wakacje, gdzie podróżujemy tylko autostopem. Nie, nie czuję się przez to lepsza. Szkoda mi tych kobiet, które mówią, że czasu nie mają na przeczytanie książki, bo cały czas dzieci. Pewnie jak będą większe i one ten czas znajdą. A teraz – po prostu mamy różne życia.

– „Egoistka dba tylko o swoją wygodę”

Egoistka to dla kobiety najgorsza obelga, bo przecież ona nie ma prawa być egoistką, musi się poświęcać rodzinie, dzieciom, mężowi. Musi zrzec się swoich marzeń i planów na rzecz innych. W takim kulcie zostałyśmy wychowane – Matek Polek, dla których potrzeby inne muszą być ważniejsze od ich własnych. Dlatego blady strach pada na te, które chcą się z tego kieratu wyrwać. Najczęściej coraz więcej jest takich kobiet, także tych, które mają dzieci. I teraz nie wiem, co gorsze – być uważaną za egoistkę, gdy jest się matką, czy wtedy, gdy się nią nie jest?

To jakaś masakra, to udowadnianie mi, że się mylę, że moja decyzja jest zła.

Czy tak trudno zrozumieć, że kobieta może po prostu nie chcieć dziecka, zwyczajnie, nie chce. I tyle. I koniec. Czy można jej po prostu nie oceniać, nie dyskutować o jej decyzjach, zająć się własnym, a nie jej życiem. Ona naprawdę wie, co robi i za nic ma wszystkie „dobre rady”, jakimi każdy chce ją obdarzyć. Dlaczego inni tak bardzo chcą wtykać nos w cudze życie? Niech zajmą się w końcu własnym.

Wiecie, co sobie czasami myślę, że ludzie tak mnie namawiają na dziecko, bo sami nie chcą być w tej rodzicielskiej niedoli, bo wiadomo, że dziecko to zawsze (choć oczywiście nie tylko) problem, to w pewnym stopniu zmiana dotychczasowego pojęcia wolności, na kilka lat ograniczenie, zmiana priorytetów czasami przymusowa. Tak wiem – już co niektórzy rodzice się oburzają, że co ja mogę wiedzieć, że sobie projektuję, jak to jest mieć dziecko i widzę to tylko w czarnych barwach. Tyle, że ci rodzice wszystko chcą widzieć w różowych i za skarby świata nie przyznają mi racji, bo boją się, że jak powiedzą: „Kurde dziecko, to problem” sami skażą się na potępienie innych, usłyszą: „Trzeba było oddać, są ludzie dla których dziecko nie byłoby kłopotem”. Naprawdę nie można wyrażać swojego zdania, a posiadanie dziecka traktować jak jajko – z którym nadzwyczaj delikatnie należy się obchodzić?

Nie mam dziecka i nie zamierzam mieć. Jestem z facetem, który też nie chce mieć dzieci. Nie mam ochoty tłumaczyć się, usprawiedliwiać trudnym dzieciństwem, rodzicami, błędami przeszłości. Nic takiego nie miało miejsca. Lubię dzieci, ale cudze i na chwilę. Swoich nie chcę mieć. Dbam o siebie, żebym jak najdłużej sama mogła sięgać po szklankę wody. Swoją drogą, jeśli argument, że jak będę stara i schorowana, nie będzie się miał kto mną opiekować, ma przemawiać za tym, by dziecko posiadać, to współczuję tym dzieciom, których rodziców właśnie to przekonało!


Zobacz także

Hula-hoop - połączenie doskonałej zabawy i ćwiczenia mięśni brzucha

Hula-hoop – połączenie doskonałej zabawy i ćwiczenia mięśni brzucha

Poznaj sposoby na wrastające włoski po depilacji. 4 kroki do skóry idealnej

Poznaj sposoby na wrastające włoski po depilacji. 4 kroki do skóry idealnej

Fot. iStock / Paolo Cipriani

Uda, pośladki czy brzuch? Wymodeluj ruchem swoje ciało. Sprawdź jaka aktywność pomoże różnym partiom ciała