Halo, halo blondynki. Te kosmetyki was zachwycą!

Ochy i Achy
Ochy i Achy
16 maja 2018
Fot. iStock / mihailomilovanovic
 

Kto ma blond włosy ręka w górę! A teraz zastanówcie się, ile razy klęłyście pod nosem, że już po paru myciach kolor zaczyna wyglądać: brzydko, blado, za żółto, nienaturalnie, matowo, itepe, itede. Znamy doskonale. Przez jakiś czas z tego powodu, bałam się ryzykować użycie innej farby do włosów, niż moja ukochana. Bo to, że po farbowaniu włosy wyglądają pięknie, wcale nie oznacza, że za chwilę nie zrobi się z nich istna tragedia. Do tego, nie czarujmy się, blondy, czyli rozjaśnianie bardzo niszczą włosy. Mówi się „coś za coś”… hmmm, ja dziś mówię – niekoniecznie!

Dobrze znanym ratunkiem dla blondynek był tzw, fioletowy szampon, chyba nie ma na świecie blondynki, która by o nim nie słyszała. Jednak ja mimo dobrego efektu „kolorystycznego”nigdy za nim nie przepadałam. Owszem ratował kolor jak nic innego, ale… moje włosy po jego użyciu były jak druty, suche i paskudne siano. Wyglądały na koszmarnie zniszczone. Dlatego, gdy w moje ręce trafił słynny „fioletowy” innej marki, niż ta którą znałam, podchodziłam do sprawy sceptycznie.

Okazało się jednak, że można upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu! Zadbać o włosy i jednocześnie nie skazywać się na żółte makarony! 😉

Zaciekawione, co to za cudeńko? Mam dziś pochwały dla dwóch super kosmetyków od L’biotica.

BLOND TONER SHAMPOO – Fioletowy szampon

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Kocham i uwielbiam. Pierwsze zaskoczenie – choć L’biotica słynie z  jakości produktów przy relatywnie niskiej cenie – to informacja, że szampon nie zawiera parabenów, była miłym zaskoczeniem. Można? Można!

Im bardziej naturalny produkt, tym lepiej dla włosów. Szampon genialnie pielęgnuje, zamiast maskować. Zero siana i puszenia. Włosy są bardzo miękkie i nawilżone. O niebo łatwiej je ułożyć, a nawet wręcz nie układać – po wysuszeniu są zwyczajnie ładne i zdrowe. Jeszcze jedna zaleta, w porównaniu z fioletowym szamponem, które wcześniej używałam – ten nie farbuje jak szalony. Nie miałam problemu z plamami na rękach czy skórze głowy. Czego chcieć więcej?!

Fioletowy szampon, co siedzi w środku?

Opracowany i przetestowany przez kreatywny zespół, prowadzony przez Mistrza Świata fryzjerstwa Pawła Matrackiego, doskonale neutralizuje niepożądany, żółty odcień włosów blond, farbowanych i rozjaśnianych. Zapewnia im intensywne odżywienie, świetlistość oraz przedłużenie trwałości koloru.

  • Formuła Violet Flower Complex (Lavender, Rosemary, Viola) neutralizuje żółty odcień włosów blond, farbowanych i rozjaśnianych.
  • Skład szamponu wzbogacono o wielofunkcyjny Protein Complex (Silk, Wheat Protein) bogaty w aminokwasy, które wnikają do włókna włosa, wypełniają ubytki strukturalne w warstwie korowej, zapewniając efekt głębokiego nawilżenia i jedwabistego wygładzenia.
  • Aktywny składnik Hydrafeel-3™, dzięki małemu rozmiarowi cząsteczek, wnika w strukturę włosa, nadaje mu elastyczność i miękkość oraz zapewnia trwałość i ochronę koloru.
  • Włosy zyskują blask i pożądany odcień blondu już po pierwszym użyciu.

cena: około 27 zł, kupicie go np. tutaj: biutiq.pl/professional-therapy-blond-toner-shampoo

Nasze Ochy i Achy!

Działanie💗💗💗💗 💗
Zapach💗💗💗💗 💗
Opakowanie💗 💗 💗 💗
Cena💗 💗 💗 💗

Drugi bohater, a raczej bohaterka dzisiejszego dnia, to profesjonalna, keratynowa maska do włosów.

INTENSIVE REPAIR KERATIN MASK – głęboko odbudowująca maska do włosów zniszczonych i bardzo suchych

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Maska nie jest dedykowana tylko blondynkom, absolutnie każdy może jej używać 🙂 . Natomiast, jak już ustaliłyśmy, my  – blondynki, mocniej narażamy włosy na nieprzyjemności podczas farbowania (ach ten nieszczęsny rozjaśniacz). Zdecydowanie po takich zabiegach, należy im się rozpieszczanie, inaczej bardzo szybko się zemszczą (klątwa siana lub makaronów 😉 ).

Maska L’biotica jest świetna, w dobrej cenie i z efektem WOW. To produkt, który trzyma się na włosach około 20 minut, więc doskonale sprawdza się jako rytuał co tygodniowy. Bardzo ładnie pachnie i ma przyjemną konsystencję, nie za gęstą, dzięki czemu łatwo rozprowadza się na włosach i nie spada podczas aplikacji prosto do odpływu…

Maska bardzo mocno uelastycznia włosy, nawilża i wzmacnia. Wyraźnie widać, że ich struktura się poprawia. Są miękkie, gładkie, wyglądają zdrowo. Co ważne, posiada kompleks ceramidów i keratyny – czyli intensywnie regeneruje zniszczone włosy. Duży plus za nie przetłuszczanie głowy, mimo siły działania. Bardzo fajny kosmetyk, dołącza do listy moich ulubionych.

Jak działa?

Głęboko odbudowująca maska do włosów zniszczonych i bardzo suchych. Opracowana i przetestowana przez kreatywny zespół mistrzowskich salonów fryzjerskich, aby zapewnić Twoim włosom intensywną regenerację.

Maska głęboko odbudowuje i regeneruje naruszone struktury wewnętrzne zniszczonych włosów. Profesjonalny efekt w codziennej pielęgnacji Twoich włosów.

  • Keratyna trafia w warstwę korową włosa i odbudowuje najbardziej uszkodzone miejsca.
  • Kondycjonujący ekstrakt z nasion Amarantusa zapewnia idealną gładkość i połysk.
  • Innowacyjny Ceramid Complex działa jak cement spajający włókna włosów. Domyka powłokę zewnętrzną, chroniąc przed uszkodzeniami i zmniejszając podatność na dalsze zniszczenia. Silnie regeneruje i widocznie wzmacnia nawet ekstremalnie zniszczone włosy. Nadaje włosom witalność i elastyczność.

cena: około 27 zł, kupicie ją np. tutaj: biutiq.pl/prfofessional-therpay-intensive-repair-keratin-mask

Nasze Ochy i Achy!

Działanie💗💗💗💗 💗
Zapach💗💗💗💗 💗
Opakowanie💗 💗 💗 💗
Cena💗 💗 💗 💗

 

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Kojarzycie ten efekt po farbowaniu, kiedy po użyciu maski dołączonej do farby, włosy są naprawdę wyjątkowo miękkie i błyszczące? (Swoją drogą zawsze zastanawiałam się, co u licha jest w tych maskach, że żadna zwykła odzywka nie potrafi tego naśladować? 😉 ) Z tymi kosmetykami mogę sobie ten efekt przedłużać  nieskończoność. A kto nie wypróbuje sam, ten trąba 😛


Znalazłam idealny krem do stóp. Nic nie robi im tak dobrze jak odpowiednie nawilżenie

Ochy i Achy
Ochy i Achy
23 lipca 2018
Fot. iStock/wundervisuals
 

Dzień, kiedy mogę wyjść boso na dwór, poczuć pod stopami mokrą od rosy trawę jest dla mnie pierwszym sygnałem, że zaczęło się lato. Nie cierpię butów, skarpetek, co więcej – w ogóle nie znoszę kapci (czy papci, jak ktoś woli), lubię jak moje stopy są kompletnie wolne, a tę wolność zapewnia im właśnie lato.

Cóż, płacę za to dość wysoką cenę. Bo gdy zimno i stopy mimo wszystko opatulone skarpetkami mniej są wystawione na niepożądane działania, tak latem – hulaj dusza, piekła nie ma. Boso po ogrodzie, po plażowym piasku, czasami nawet na boso można wyskoczyć do pobliskiego sklepu, zwłaszcza, gdy jesteśmy na wakacjach. Efekt – suche stopy, popękane i w konsekwencji także obolałe. Przez całe życie unikałam kremów do stóp. Nie z przekory, ale kiedyś nie myślałam, że stopy wymagają jakieś szczególnej pielęgnacji. Ot, umycie, użycie pumeksu i wystarczy. Kiedy jednak postanowiłam zadbać o swoje stopy, bo to w końcu one niosą mnie przez życie, nie byłam w stanie znaleźć idealnego kremu.

Nie należę do osób, które usiedzą na miejscu, więc czekanie – przy większości kremów, aż wchłonie się w stopy, było dla mnie nie do zniesienia. Kiedyś nawet wywinęłam orła w kuchni, bo zapomniałam o natłuszczonych stopach. A z drugiej strony, jak się już krem wchłaniał szybko, to nie czułam, żeby nawilżał moje stopy. Zrezygnowałam. Stwierdziłam – trudno i od czasu do czasu używałam kremów do ciała, gdy chciałam rozmasować zbolałe stopy.

Tego lata jednak odkryłam nowy krem. Co prawda trudno mi było się przekonać, ale zapewnienie na opakowaniu: „intensywne nawilżenie” jednak mnie skusiło, zwłaszcza, że moje obolałe stopy domagały się jakiejkolwiek pielęgnacji. I to był strzał w dziesiątkę. Krem do stóp Flexitol faktycznie intensywnie nawilża suchą skórę moich stóp.

37253658_982093271969139_8483099874672246784_n

Właściwie już po kilku dniach używania poczułam różnicę, skóra stała się bardziej miękka, a stopy zdają się być wdzięczne za takie traktowanie, bo bolą jakby mniej. Moje pięty, które traktowałam jedynie pumeksem są teraz aksamitne w dotyku, skórki wokół palców u stóp także zrobiły się miękkie. Co więcej – największym plusem kremu Flexitol jest szybkie wchłanianie, nie muszę czekać, leżeć, przewracać się z boku na bok. Posmaruję stopy, w międzyczasie wysuszę na siedząco włosy i gotowe. Mogę ruszać w świat. W przypadku tego kremu „Natychmiastowe wchłanianie” jak zapewnia na opakowaniu producent, nie jest żadnym przekłamaniem. Krem lekki w konsystencji, o delikatnym, ale neutralnym zapachu, to poezja dla każdych stóp. Wzbogacony o witaminę E, zawierający mocznik, glicerynę, lanolinę pomaga utrzymać skórę stóp gładką, nadaje jej naturalny wygląd.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Tak się zachwyciłam tym kremem, że postanowiłam polecić mojej znajomej chorującej na cukrzycę maść do stóp Flexitol, która przeznaczona dla diabetyków pomaga w pielęgnacji stopy cukrzycowej. Ona biedna walcząc z mocno pękającą i przesuszoną skórą stóp, pomimo starań, straciła już wszelką nadzieję na kosmetyk, który by jej pomógł. I znowu Flexitol okazał się strzałem w dziesiątkę.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Po użyciu maści Flexitol jej stopy zrobiły się bardziej miękkie, delikatne i lepiej nawilżone. Duża zawartość mocznika sprawiła, że stopy są wygładzone i zmiękczone, a efekt utrzymuje się naprawdę przez długi czas. Poza tym krem świetnie sobie radzi z miejscami, gdzie skóra jest zrogowaciała. Po siedmiu dniach używania maści znajoma wysłała mi zdjęcie swoich stóp pisząc: „Dziękuję, wcześniej nigdy bym ci ich nie pokazała” i zapewniała, że tak naprawdę efekty były widoczne już po pierwszym dniu. Faktycznie, ani śladu pęknięć czy przesuszeń. Stopy jak u małego dziecka. Zobaczcie sami.

Stopa cukrzycowa przed testem

Stopa cukrzycowa przed testem

stopa cukrzycowa po teście

stopa cukrzycowa po teście

Czy wiecie, że każdego dnia nasze stopy noszą nas przez około cztery godziny. Dziennie wykonujemy od 5 do 10 tysięcy kroków, przy czym każdy nasz krok wywiera nacisk na stopę o 50% większy niż masa naszego ciała. Przejście jednego kilometra to kilkunastotonowe obciążenie dla naszych stóp. Właśnie dlatego powinniśmy o nie dbać w sposób szczególny. Bo jak wyglądałoby nasze życie, gdyby pewnego dnia, stopy odmówiły nam posłuszeństwa? Krem Flexitol wynagrodzi im wszystkie trudny codzienności, a ty poczujesz się lepiej wiedząc, że zapewniasz swoim stopom najlepszą pielęgnację.

Flexitol_maść i krem_opakowania maść i krem


Artykuł powstał przy współpracy z Stada Poland

 


Krótkie włosy? Sprawdzamy, jakimi kosmetykami łatwo je ułożyć. Wyzwanie – nie wydajemy więcej niż 30 zł na zestaw kosmetyków

Ochy i Achy
Ochy i Achy
20 kwietnia 2018
Fot. iStock / jandrielombard

Niektórym wydaje się, że posiadanie krótkich włosów to taka wygoda. O nie, nic z tych rzeczy. Odkąd niespełna 10 lat temu ścięłam włosy na 9 mm, byłam u fryzjera setki razy, ponieważ krótka fryzura wymaga nieustannych poprawek – mowa przede wszystkim o bardzo krótko przystrzyżonych bokach. Góra teoretycznie długo może żyć swoim życiem i nie potrzebuje zmian. Pod warunkiem, że coś z nią robimy – w jakiś sposób układamy. To nie jest tak, że wstając rano nie ma się problemu z ułożeniem włosów, bo nic nie trzeba czesać, zaplatać i wiązać. Każda posiadaczka krótkiej fryzury wie, jakie gniazdo na czubku głowy robi się po nocy. Jeśli jeszcze dzień wcześniej nałożyło się na głowę mnóstwo różnych kosmetyków, nie da się (jak w przypadku długich włosów) zebrać w kitkę i zająć się makijażem. Krótkie włosy trzeba umyć. CODZIENNIE. Plus, że same schną bardzo szybko. Schody zaczynają się potem.

Na przestrzeni tych kilku lat wypróbowałam wiele kosmetyków do krótkich włosów – pasty, gumy, żele, pianki, mgiełki i pudry. Jestem ogromną fanką tych ostatnich i co ciekawe, nie mam ulubionej marki. Zauważyłam, że wszystkie pudry dają radę, problem tylko w tym, że potwornie wysuszają skórę głowy i powodują, że włosy się elektryzują i potrzebują dodatkowego ujarzmienia, dlatego nie pogardziłabym zamiennikiem. Kiedy dostałam do testowania produkty Joanny, patrzyłam na nie sceptycznie. O ile lakier natychmiast poszedł w ruch, na krem i gumę patrzyłam bez przekonania, a to dlatego, że mam bardzo złe doświadczenia ze wszystkimi lepkimi i mokrymi kosmetykami – po prostu nie umiem odpowiednio ich dozować i aplikować. Zawsze nabierałam tyle produktu, że zamiast „chaosu” miałam na głowie makaron. I to nie „nitki” a raczej „tagliatelle”. Mimo wszystko podjęłam wyzwanie i przetestowałam produkty.

Krem stylizujący Joanna Styling Effect Chaos Ekstramocny

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Pachnie trochę jak odżywka do włosów, to duży plus. Kolor i konsystencja standardowa. Nauczona wcześniejszymi doświadczeniami, używałam go dosłownie odrobinkę. Tylko w ten sposób można zapanować nad chaosem, który faktycznie dzieje się na głowie. Produkt wyciskałam na dłoń, rozcierałam i dopiero w ten sposób nakładałam na włosy, by mieć większą kontrolę nad tym, w które miejsca trafia. Unosi włosy od nasady i nie skleja pasm, jeśli nałoży się go naprawdę wiele. Jeśli ktoś nie miał wcześniej styczności z kremami do włosów powinien trochę poćwiczyć. Znalezienie odpowiedniej dla siebie ilości wymaga kilku prób. Moja rada? Im mniej, tym lepiej. Po zastosowaniu można w ciągu dnia delikatnie poprawiać swój „chaos” na głowie palcami, ale na ogół nie jest to koniecznie – produkt dobrze utrwala.

cena: ok. 7 zł (kupicie go TUTAJ)

Nasze Ochy i Achy!

Działanie💗💗💗💗 💗
Zapach💗💗💗💗 💗
Opakowanie💗 💗 💗
Cena💗 💗 💗 💗 💗


Pasta matująca Joanna Styling Effect Ekstramocna

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Z pastą jest nieco łatwiej niż z kremem czy żelem. Ma inną konsystencję – jest gęsta i mało plastyczna. Moim zdaniem idealna do wykończenia fryzury, nadania jej tego charakterystycznego „pazura”. Dosłownie i w przenośni, ponieważ przy pomocy pasty możemy faktycznie zrobić ostre pazurki z pojedynczych pasemek włosów (patrz – moja grzywka).

cena: ok. 7 zł (kupicie ją TUTAJ)

Nasze Ochy i Achy!

Działanie💗💗💗💗 💗
Zapach💗💗💗💗 💗
Opakowanie💗 💗 💗
Cena💗 💗 💗 💗 💗


Lakier do włosów Joanna Styling Effect Ekstramocny

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Potwierdzam, jest ekstramocny. Na szczęście nie tworzy na głowie czegoś w rodzaju hełmu i w ciągu dnia można delikatnie modyfikować fryzurę. Mówię oczywiście o krótkich włosach. Tam, gdzie miało leżeć, leży, a tam, gdzie miało stać, stoi. Duży plus za zapach. Jest dość przyjemny i utrzymuje się na włosach przez cały dzień. Lakier nie skleja włosów w nieestetyczne strąki i nie powoduje, że nadmiernie się błyszczą, jakby były przetłuszczone. Ten wyjątkowy blask przeszkadzał mi przy stosowaniu innych lakierów, ponieważ przy mojej fryzurze nie muszę traktować lakierem boków, a jedynie samą górę. Głupio wyglądało, gdy tylko góra się błyszczała.

Moim zdaniem wszystkie te trzy kosmetyki nadają się do codziennej stylizacji krótkich włosów. Co więcej, można ich używać jednocześnie, ponieważ każdy z nich spełnia trochę inną funkcję i daje inny efekt. Ba! Na początek można nawet trochę sypnąć pudru, jeśli ktoś jest od niego uzależniony jak ja 🙂 Potem odrobina kremu, wykończenie pastą i całość psiuknąć lakierem. Gotowe!

cena: ok. 7 zł (kupicie go TUTAJ)

Nasze Ochy i Achy!

Działanie💗💗💗💗 💗
Zapach💗💗💗💗
Opakowanie💗 💗 💗
Cena💗 💗 💗 💗 💗
Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Artykuł powstał we współpracy z marką Joanna – dziękujemy za produkty do testowania 😉