Jak działają fitohormony i czy pomagają w kobiecych dolegliwościach?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
8 sierpnia 2017
Jak działają fitohormony i czy pomagają w kobiecych dolegliwościach?
Fot. iStock / Szepy
 

Fitohormony, czyli hormony roślinne, swoim działaniem i budową bardzo przypominają kobiece estrogeny. Okazuje się, że mają bardzo szerokie zastosowanie i my, kobiety, możemy sporo z ich pomocą zyskać . Bo fitohormony bardzo dobrze sprawdzają się nie tylko w okresie menopauzy i zastosowane w medycynie alternatywnej. Całkiem poważnie wzięły je pod lupę firmy kosmetyczne, szczególnie te, które lubią naturalne i jakościowe rozwiązania. Sprawdźcie, w jakich roślinach występują fitohormony i jak z nich korzystać.

Jak działają fitohormony i czy pomagają w kobiecych dolegliwościach?

Nieregularny cykl  miesiączkowy

W przyrodzie fitohormony są odpowiedzialne za cykl życiowy rośliny. To one regulują jej proces wzrostu, kiełkowania, owocowania, dojrzewania  – bardzo podobnie zachowują się ludzkie estrogeny podczas cyklu miesiączkowego. Okazało się, że wykorzystanie roślinnych hormonów, może pomóc w ujarzmieniu problemu nieregularnych miesiączek.

Entuzjaści medycyny naturalnej podkreślają, że to własnie fitohormony pomagają wskoczyć ciału w odpowiedni rytm, jeśli z jakiś powodów jego równowaga została zachwiana. Z pewnością ich największą zaletą jest naturalność. W przeciwieństwie do sztucznych hormonów, fitohormony są bardziej bezpieczne, a ich stosowanie nie powoduje szeregu niepożądanych skutków ubocznych.

Menopauza

Podczas przekwitania, gdy kobiece ciało zaczyna cierpieć z powodu niedoboru hormonów, zazwyczaj stosuje się HTZ, czyli hormonalną terapię zastępczą. Okazuje się jednak, że nie zawsze pozwala ona w stu procentach zniwelować nieprzyjemne objawy przekwitania lub, z rożnych powodów zdrowotnych, kobieta nie może z takiej formy leczenia skorzystać. Tu znów do akcji wkraczają fitohormony.

FTZ – fitohormonalna terapia zastępcza pomaga wypełnić estrogenową lukę w działaniu dojrzałego organizmu.

Fitohormony – znowu młoda skóra?

Dlaczego nasza skóra się starzeje? Odpowiedź jest prosta – ponieważ starzeje się całe ciało. Organizm ma do dyspozycji coraz mniej alchemicznych eliksirów młodości – hormonów czy kolagenu. I choć to sprawa bardzo indywidualna, nigdy w procesie walki ze zmarszczkami samo maskowanie objawów dojrzałości nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Dlatego we współczesnej kosmetyce nacisk kładzie się na nieinwazyjne, lecz skuteczne metody. Zamiast w sztuczny sposób ograniczać efekty starzenia, pomaga się skórze w lepszym, chciałoby się powiedzieć „młodszym”, funkcjonowaniu. W tej roli idealnie sprawdzają się fitohormony.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

„Podobieństwo budowy przestrzennej fitohormonów do estrogenów sprawia, że łączą się one z receptorami znajdującymi się w skórze, naśladując ich działanie w tkankach. Może to wywierać wpływ między innymi na odblokowanie genu odpowiedzialnego za syntezę kolagenu, a w konsekwencji powstawanie nowych włókien podporowych odpowiedzialnych za jędrność i prawidłowe napięcie skóry twarzy i ciała”.*

Gdzie szukać fitohormonów?

W roślinach oczywiście! Nie trzeba jednak być zapalonym zielarzem lub znachorem, żeby wykorzystać zbawienne działanie hormonów roślinnych. W zależności od przeznaczenia należy stosować różne formy produktów z fitohormonami.

Herbatka na nieregularny cykl miesiączkowy

Żeby stworzyć napar idealny do walki z nieregularnym cyklem, wystarczy udać się do sklepu zielarskiego lub apteki. Pomogą wam:

  • czerwona koniczyna (np. w formie herbatki ekspresowej),
  • przywrotnik pospolity (nalewka).

Nalewki na nagłe uderzenia gorąca podczas klimakterium

Aby wprowadzić pomoc fitoestrogenów w walce z objawami menopauzy, znów należy skierować swoje kroki do apteki (lub zielarza). Do takiej wspomagającej terapii, możecie wykorzystać zmieszane ze sobą w  równych proporcjach:

  • nalewkę z szałwii,
  • nalewkę z nostrzyka,
  • nalewkę z głogu.

Fitohormony na co dzień

Aby podratować swój organizm tymi naturalnymi hormonami nie zawsze musicie szukać sklepu zielarskiego. Dobrym źródłem fitohormonów będą następujące produkty:

czerwona koniczyna, soja, rośliny strączkowe,  jabłka, rabarbar, nasiona granatu, czosnek, produkty zbożowe, czereśnie, siemię lniane, szałwia, chmiel, żeń-szeń syberyjski, liście malin i jeżyn.

W terapii dolegliwości związanych z menopauzą lub bolesnymi  miesiączkami można wykorzystać pluskiwcę groniastą.To roślina, która wykazuje dodatkowo działanie rozkurczowe.

W aptekach znajdziesz również gotowe suplementy diety zawierające fitohormony. Jeśli chcesz wykorzystać ich działanie w procesie odmładzania i regeneracji skóry, najlepiej zawierzyć dobrze przygotowanym kosmetykom.

Seria Phyto-sensation powstała, aby opóźnić proces hormonalnego starzenia się skóry

Jeśli poszukujecie najlepszych fitohormonów dla waszej skóry, dobrze zwrócić oczy w stronę wyjątkowej, kosmetycznej marki.

Dr Belter w swojej innowacyjnej linii Phyto-sensation skupił się na tych składnikach, by stworzyć linię ukierunkowaną na wygładzenie i ujędrnienie skóry dotkniętej procesem starzenia. Organiczne flawony pozyskane z soi, czerwonej koniczyny, korzenia yam (pochrzyn) oraz chmielu dostarczają do wnętrza skóry kluczowych składników odpowiadających za proces starzenia – hormonów fitoestrogenów.

Linia pielęgnacyjna składa się z elixiru, kremu anti-aging, maski regenerującej oraz koncentratu do masażu. Elixir to serum o ultralekkiej konsystencji, który m.in. dodatkowo zawiera antyoksydacyjną witaminę E.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Krem wzbogacony został o naturalny skwalen – substancję bioorganiczną, która uaktywnia procesy regeneracyjne skóry i pozwala zatrzymać młodość, antyoksydacyjną witaminę C, przeciwstarzeniowy retinol oraz kompleks antystresowy.

Koncentrat do masażu dodatkowo zawiera koenzym Q10, który chroni skórę przed działaniem wolnych rodników. Cała seria zawiera składniki hightech . Belisomy  AP® – są to peptydy pozyskane z awokado zamknięte w belisomach ( liposomy produkowane przed firmę DR.BELTER).

Dzięki zaawansowanej technologii zamknięte w ten sposób fitopeptydy stanowią dla skóry kompleks detoksykujący – pomagają w usuwaniu uszkodzonych białek, dzięki temu skóra poddana jest odnowie.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 


Na podstawie: polki.plporadnikzdrowie.pl, *doz.pl/czytelnia

Artykuł powstał we współpracy z Dr Belter.

 


Powakacyjne przygnębienie? Nie daj mu się! Niech nie zabija twoich dobrych urlopowych wspomnień

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
8 sierpnia 2017
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Znajoma wróciła z urlopu: „I jak?” – pytam. „A daj spokój, pierwsze dwa dni resetowałam głowę od pracy, a ostatnie cztery już mnie ściskało w żołądku na samą myśl o powrocie”. Niefajnie. Przecież tyle czekamy na to wolne, na detoks od pracy, od ludzi z pracy, obowiązków i codzienności. Tymczasem sama końcówka urlopu staje się dla nas stresem. Przez naukowców zostało to nawet nazwane powakacyjnym przygnębieniem.

Wiecie, co jest najlepsze w wakacjach? Ich planowanie. Nic nie sprawia nam tyle radości i frajdy, jak ustalanie, gdzie pojedziemy, co zobaczymy. Jak wybieranie hotelu, pola namiotowego, ustalanie trasy, atrakcji. Tak naprawdę to właśnie na etapie planowanie towarzyszy nam największa euforia. Sama realizacja wakacyjnych planów nie dostarcza nam już tak dużo radości, jakby się mogło wydawać. Dlaczego? Bo jesteśmy spięci, bo nie potrafimy odciąć głowy od pracy, od problemów, z którymi na co dzień się borykamy.

Ja sama nauczyłam się, że na wakacjach wyłączam telefon, odcinam się od internetu, bo wiem, że inaczej nie ma szans na odpoczynek. Dziewczyny z redakcji wiedzą, że jak by się waliło i paliło, to mają wysłać SMS-a, kocham je za to, że nigdy takiego SMS-a nie dostałam, co pozwala mi kompletnie odciąć się od tego, co zostawiam wyjeżdżając na urlop i pozwala chłonąć nowe doświadczenia z pustą i głodną na takie doznania głową.

Ale planowanie wakacji i wyjazd na nie to jedno, pozostaje jeszcze niełatwy powrót. Znacie to? Zaciśnięty żołądek, niepokój, stres? Brrrr, to wszystko sprawia, że bardzo szybko zapominamy o dobrych urlopowych chwilach. Jak tego uniknąć, albo jak zminimalizować powakacyjne koszty?

Jest na to kilka sposobów naprawdę wartych wykorzystania.

Pielęgnuj wspomnienia

Ostatnio przyjaciółka spytała mnie: „A ty jeszcze pamiętasz, że byłaś na wakacjach?”. I o dziwo pamiętam, bo pielęgnuję w sobie wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas wyjazdu. Poskładałam je i odłożyłam w kąciku tak, by nie zniknęły, bym jeszcze długo mogła czerpać z nich energię i wzruszać się na samo wspomnienie tych cudownych chwil.

Oglądaj zdjęcia

Nim wrócisz do pracy, zrób porządek w wakacyjnych zdjęciach. Usiądźcie wszyscy razem i wspominajcie, śmiejcie się, zastanawiajcie w jakim momencie zdjęcie zostało zrobione. To takie trochę przedłużenie wakacji, dobrego nastroju, namacalny dowód na to, że byłaś na wakacjach i że spędziłaś z najbliższymi ci osobami fantastycznych czas. A później w pracy – też zaglądaj do tych zdjęć.

Daj sobie czas

Warto przygotować się do powrotu do pracy. Nie wpadać w wir obowiązków z nierozpakowaną jeszcze w domu walizką. Ja zawsze planuję wakacje tak, żeby wrócić do domu, złapać oddech, uporządkować wszystko po naszym powrocie, złapać oddech i wrócić do pracy spokojniejszą.

Fot.  iStock

Fot. iStock

Nie zrobisz wszystkiego na raz

Jasne, że po powrocie do pracy czekają na nas setki nieprzeczytanych maili, dziesiątki spraw do załatwienia. Ale pamiętaj – nie zrobisz wszystkiego na raz i lepiej zdać sobie z tego sprawę niż wpadać w popłoch. Ustal plan działania, nawet jak na ten plan poświęcisz pół godziny, to jednak przemyślane działania odejmą ci stresu, a przecież o to chodzi.

Zaakceptuj pogorszenie się nastroju

Tak radzą naukowcy i z pewnością mają rację. No trudno się cieszyć na myśl, że z wakacji wracamy znowu do pracy, zwłaszcza, gdy jest to praca, której nie lubimy, która nie daje nam satysfakcji. Wakacje tego nie zmienią. Problemy w pracy same się nie rozwiążą. Gdy zaakceptujemy, że po wakacjach zamiast tryskać energią, dopada nas smutek i nostalgia, łatwiej będzie nam przejść przez powakacyjne przygnębienie.

Pomyśl o wolnym weekendzie

Co może nas wyrwać z przygnębienia? Oczywiście planowanie kolejnego wolnego czasu, może weekendu, przerwy świątecznej, ferii, a może kolejnych wakacji? Jedna z moich przyjaciółek mówi, że jedyne co ją trzyma w pracy przy życiu, to planowanie kolejnych wakacji. Zaczyna krótko po powrocie do pracy, rozpisuje kalendarz z wolnymi weekendami, przerwami świątecznymi. „Jak mam w perspektywie jakiś czas wolny, to jakoś lżej mi na duszy się robi” – śmieje się, a ja ją rozumiem.

Do tej listy dodałabym jeszcze jedno – często powakacyjne przygnębienie związane jest z samą pracą. Wsłuchaj się w siebie, pomyśl, dlaczego tak bardzo stresuje cię powrót po wakacjach? Czy twoja praca naprawdę warta jest tych nerwów. A może to impuls, by przez ten rok spróbować ją zmienić? Tak, by za rok wracać do miejsca, które jest dla ciebie przyjazne, gdzie wiadomo, że stres zawsze jakiś towarzyszy, ale nie psuje nam ostatnich dni wakacji?


Do kobiety, która w tramwaju nazwała mnie złą matką: nic o mnie nie wiesz, nie masz pojęcia, jak daleko prawdy jesteś

Listy do redakcji
Listy do redakcji
8 sierpnia 2017
fot. iStock/ Guasor
fot. iStock/ Guasor
 

Do kobiety, która w tramwaju nazwała mnie złą matką:

zabolały mnie Pani słowa i chciałabym, żeby wiedziała Pani, jak daleko od prawdy była oceniając mnie zbyt szybko. Jestem matką od pięciu lat, przez 365 dni w roku, siedem dni w tygodniu, 24 godziny na dobę, a Pani na podstawie jeden sytuacji, jednego zdania usłyszanego przypadkiem, wydała na mnie chyba jeden z najgorszych wyroków – bo przecież żadna z nas nie chce być uznana za złą matkę.

Nic Pani o mnie nie wie, a jednak z satysfakcją i na tyle głośno, bym słyszała, powiedziała Pani do siedzącej obok znajomej „patrz, jak to teraz wszędzie pełno złych matek, co to dziećmi się zajmować nie chcą, po co to w ogóle rodzi i matką zostaje? Biedne dziecko”. Oceniła mnie Pani po tym, jak poprosiłam swojego pięcioletniego syna o to, by w czasie jazdy nie zadawał mi żadnych pytań i był cicho. Nie chodziło o to, że nie chcę się zajmować własnym dzieckiem, że go nie kocham i nie lubię spędzać z nim czasu. Nie zostałam matką z przypadku, to było moje największe marzenie. Nie zrobiłam tego dlatego, że jestem zła matką – zrobiłam to, by właśnie taką się nie stać.

Miałam za sobą naprawdę ciężki dzień w pracy, pełen obowiązków, zadań do wykonania „na wczoraj” i niezbyt miłej rozmowy z przełożonym, która zakończyła się moim płaczem w łazience. Miałam za sobą też ledwo przespaną noc, bo młodszy syn znowu zaczął kaszleć, a starszy obudził się z powodu złego snu i wołał wystraszonym głosem mamę – przysięgam, że serce na kilka chwil przestało mi bić. Rano jak zwykle gimnastykowałam się, by oderwać od siebie dwulatka, który choć uwielbia nianię, wciąż ma problemy z porannym rozstaniem. Jednocześnie walczyłam z własnymi emocjami i łzami cisnącymi się do oczu i czułam, jak po plecach spływają mi kropelki potu spowodowane upałem, zdenerwowaniem i wyrzutami sumienia matki. Te dziesięć minut ciszy w tramwaju było mi potrzebne na złapanie oddechu, poukładanie myśli i uspokojenie się. Na to, by nie wyładować swoich frustracji na kimś niewinnym, by móc być najlepszą mamą na jaką zasługują moje dzieciaki.

fot. iStock/ AleksandarNakic

fot. iStock/ AleksandarNakic

Nie wie Pani, że gdy wysiadamy z synem z tramwaju i idziemy do domu (bez nadeptywania na linie na chodnikach), opowiadamy sobie o swoim dniu i wtedy odpowiadam na setki jego pytań, a on odpowiada na moje – nie ma mowy o ciszy i braku komunikacji, za to jest mnóstwo opowieści, śmiechu i wygłupów. Nadkładam też drogi, żeby synek nie musiał przechodzić obok miejsca, w którym zawsze szczeka wielki pies (panicznie się ich boi) i żeby mógł zaliczyć swoje dziesięć zjazdów na zjeżdżalni i pięć minut huśtania na pobliskim placu zabaw. To czasem nasze jedyne chwile w ciągu dnia, gdy mamy czas tylko dla siebie, zanim w naszą codzienność wkroczą inni domownicy. Chwile, które i dla niego i dla mnie znaczą naprawdę wiele.

Nie wie Pani, że gdy przekraczam próg domu czeka na mnie roześmiany dwulatek, który wtula się we mnie na powitanie tak mocno, że aż dziwię się, skąd w takim maluchu tyle siły.  Nie pamiętam już wtedy o pracy, o pretensjach szefa, obowiązkach, które czekają i naglą, zamykam się w swoim rodzinnym świecie i odcinam od wszystkiego, nie odbieram telefonów i nie sprawdzam maili – długo uczyłam się wyznaczania tych granic. Bawimy się chwilę, a ja udaję, że transformersy, samochody i potwory, to coś, co uwielbiam, choć wciąż gubię się trochę w tym chłopięcym świecie. Potem przygotowuję kolację, w której staram się przemycić warzywa – coś, do czego starszy syn nagle zapałał wielką niechęcią – uwzględniam indywidualne preferencje i prośby dzieci, układam kolorowe kompozycje i robię z kanapek misie. Słowo daję, naleśniki smażę chyba trzy razy w tygodniu, a makaron kupować mogłabym kilogramami, ale nie zamierzam na to narzekać, najważniejsze, że dzieciaki rosną zdrowo i są szczęśliwe – czy tak robi zła matka?

Nie ma Pani pojęcia, że gdy wieczorem kładę się z moimi synkami i czytam im bajkę na dobranoc, choć jestem zmęczona i padam na twarz, to i tak nie oddałabym tych chwil za nic w świecie. Uwielbiam słuchać ich regularnego oddechu po zaśnięciu, patrzeć na ich spokojne twarze i czuć zapach ich włosów, płynu do kąpieli i tej swoistej dziecięcości – dla mnie to najpiękniejszy zapach świata. Patrzę na ich małe dłonie (małe, choć z dnia na dzień coraz większe), głaszczę ich głowy i wiem, że właśnie to się liczy w życiu, że warte jest każdego poświecenia i wysiłku. I wiem też jedno – że nie jestem złą matką. Daleko mi do ideału, popełniam błędy, ale nigdy świadomie nie skrzywdziłabym moich chłopców, a myśl o nich towarzyszy mi w każdej chwili dnia Bez wahania oddałabym za nich życie, skoczyła za nimi w ogień i wydrapała oczy każdemu, kto chciałby zrobić im krzywdę.

Nie widzę nic złego w tym, że czasem proszę syna o chwilę ciszy i spokoju – jestem matką, ale nadal tylko człowiekiem. Chcę, by moje dzieci było tego świadome, by potrafiły wyczuć i zrozumieć potrzeby innych ludzi, by miały w sobie życzliwość, empatię i sympatię do drugiego człowieka. Mam też nadzieje, że nigdy nie będą oceniać nikogo pochopnie i zanim wydadzą o kimś opinię i powiedzą głośno coś, co może go dotknąć, dobrze przemyślą swoje słowa. Pani swoich wyraźnie nie przemyślała.

Zapisz

Zapisz


Zobacz także

Fot. Fit and Beauty Warszawa

Skąd się biorą zabójczo piękne rzęsy? Z Warszawy… Fakty i mity o przedłużaniu rzęs

Fot. iStock /

Domowe sposoby na spierzchnięte usta

Fot. iStock / LaraBelova

Sygnały ostrzegawcze, które wysyła twoja skóra (i których nie powinnaś ignorować)