8 zmian w diecie, które pokocha twoja cera

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
8 września 2016
Fot. iStock / ariwasabi
Fot. iStock / ariwasabi
 

Zgodnie z powiedzeniem, że prawdziwe piękno zaczyna się wewnątrz nas, powinnyśmy dbać o naszą urodę kompleksowo. Stosowanie wyłącznie nawet najdroższych kosmetyków, bez odpowiedniej diety i dawki ruchu, nie przyniesie takich samych efektów, jak połączenie wszystkich działań. A skóra twarzy ma większe wymagania od skóry pokrywającej resztę ciała.

Brak odpowiedniej pielęgnacji i złą dietę widać na twarzy gołym okiem. Pojawiają się niedoskonałości, skóra traci na jędrności, a wokół oczu i ust pojawiają się zmarszczki, o wiele szybciej niż powinny. Jeśli nie nawadniasz wystarczająco organizmu, skóra może zacząć się łuszczyć. Jeśli z nadużywasz alkoholu i  jesz zbyt dużo słodkich pokarmów, skóra będzie zaogniona i opuchnięta. To nie jest zbyt pocieszające, bo wcale nie łatwo jest odwrócić samodzielnie efekty często wieloletnich zaniedbań.

Aby zadbać o stan skóry, trzymaj się tych 8 wskazówek:

1. Pożegnaj śmieciowe jedzenie

Wysoko przetworzona żywność traci większość swoich właściwości prozdrowotnych podczas produkcji. Najczęściej staje się źródłem energii pozbawionej cennych składników odżywczych, a takim jedzeniem nie nakarmimy dobrze naszej skóry. Śmieciowe jedzenie i słodkie pokarmy przyczyniają się do powstawania stanów zapalnych, wyprysków i zmarszczek, a w dodatku sprawia, że tyjemy i mamy gorsze samopoczucie.

2. Odpuść toksyczne jedzenie

A dokładnie chodzi o mięso i nabiał, które zawierają hormony, pestycydy, czy sterydy. Twoja skóra nie potrzebuje takich „odżywek”, co więcej te substancje mogą prowadzić do zaburzeń endokrynologicznych i stanów zapalnych, które pogorszą kondycję cery. Najzdrowiej — choć nie najłatwiej — jest kupować  produkty pochodzące od zwierząt z gospodarstw ekologicznych, gdzie zwierzaki nie są podkarmiane taką chemią.

3. Nawadniaj, nawadniaj, nawadniaj

Nawilżenia twojemu organizmowi nigdy dość. Przez cały czas tracisz wodę przez skórę, z potem, oddechem, a jeśli pijesz niewystarczające ilości napojów — najlepiej wody — organizm nie ma skąd uzupełnić braków. W efekcie cera traci na świeżości i jędrności. Woda wypłukuje toksyny i pomaga dostarczać substancje odżywcze w całym organizmie. Jeśli nie chcesz wmuszać w siebie więcej płynów, jedz owoce i warzywa (np. cytrusowy, jagody, arbuzy, ogórki i in.), które są również bogate w wodę.

4. Antyoksydanty i polifenole w natarciu

Znajdują się owocach i roślinach, pomagają zwalczać stany zapalne w organizmie i chronią organizm przed przedwczesnym starzeniem się i uszkodzeniem komórek. Świeże produkty pochodzenia roślinnego znakomicie przeciwstawią się negatywnemu wpływowi żywności i napojów bogatych w rafinowany cukier, alkohol, smażonym potrawom, które mogą prowadzić do opuchnięć twarzy i worków pod oczami, zmarszczek, braku jędrności skóry. 

Fot. iStock / ballero

Fot. iStock / ballero

5. Zjadaj naturalną witaminę młodości

Witamina E wspaniale zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry i organizmu. Poprawia odporność i wspomaga funkcje metaboliczne, pobudza produkcję kolagenu, co z kolei redukuje zmarszczki. Pokarmy zawierające witaminę E pomagają zwalczać szkodliwe działanie wolnych rodników oraz promieniowania UV i zanieczyszczenia powietrza. Nasiona słonecznika, migdały i zielone warzywa, takie jak brokuły, botwina i szpinak są naturalnymi źródłami witaminy E. Pamiętaj tylko, że ta witamina najlepiej jest przyswajana w obecności tłuszczu w pożywieniu.

6. Pamiętaj o witaminie A

Witamina A także rozpuszcza się w tłuszczach. W efekcie wzmacnia skórę, układ immunologiczny, wzrok, wpływa na regenerację komórek i chroni przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Witaminy A szukaj przede wszystkim w roślinach o zabarwieniu pomarańczowym i żółtym.

7. Witamina C wesprze produkcję kolagenu

Jest ona silnym przeciwutleniaczem i znakomicie wzmacnia odporność, stymuluje produkcję kolagenu, wygładza skórę i przyspiesza gojenie stanów zapalnych. Warto ją jeść na co dzień, w naturalnych produktach — brokułach, kiwi, cytrusy, papryce, natce pietruszki i wielu innych owocach i warzywach, najlepiej surowych, gdyż w wysokich temperaturach witamina C ulega zniszczeniu.

8. Jedz dobre kwasy tłuszczowe

Kwasy omega3 wzmacniają błony komórkowe, pomagają zwalczyć skutki działania wolnych rodników, zmniejszają stan zapalny, poprawiają ogólną odporność, nawilżają skórę od wewnątrz. Do źródeł kwasów omega-3 należą nasiona chia, orzechy włoskie i zmielone nasiona lnu, dziki łosoś i sardynki oraz oleje np. rzepakowy.


źródło: www.mindbodygreen.com


„Nie można być ojcem na wyrywki, jedynie co drugi weekend. Myślałem, że oboje chcemy tego samego – dobra naszego syna”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
8 września 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

– Wiesz jaka jest moja recepta na bycie dobrym ojcem? Wyobrażam sobie, że jestem dzieckiem i jakiego tatę chciałbym sam mieć. I takim staram się później być dla mojego synka. I nie pytaj, kim młody jest dla mnie. Tego się nie da tak jednym słowem czy zdaniem, bo on ze mnie wykrzesał wszystko, co człowiek ma w sobie najlepsze. Nauczył mnie, jak i po co żyć. Nie chcę nawet myśleć o tym, że ktoś miałby mi go odebrać, ograniczyć kontakty. I nie będę walczył, bo wojna to nie miejsce dla dziecka. Będę się starał, robił wszystko, żeby go nie stracić. I nie skrzywdzić, bo my rodzice się bez sensu w sądach szarpiemy, a dzieci obrywają, i to najbardziej. A przecież ja go kocham, ponad wszystko i na zawsze.

Zanim  rozmowa, oglądam zdjęcia Maćka z jego czteroletnim synkiem Błażejem. To co mnie uderza najbardziej, to nie tylko niesamowite podobieństwo, te same uśmiechy, ale sposób, w jaki na siebie patrzą. To, jak ten mały człowiek wpatruje się w swojego tatę. Ze zdjęć bije tyle ciepła i miłości… Już na pierwszy rzut oka widać, że chłopaki po prostu bardzo się kochają i siebie potrzebują. Siadamy w pokoju malca. Jasne, przestronne miejsce, ulubione zabawki i poduszki, niedokończona budowla z klocków i fotografie, te z mamą Błażeja też.

Maciek: – Po prostu nam nie wyszło, w równym stopniu czuję się odpowiedzialny za rozpad związku, nie będę przerzucał winy, oczerniał mojej żony, za chwilę już byłej. No właśnie, trochę naiwnie wierzyłem, że to wszystko dłużej potrwa, chociażby albo zwłaszcza ze względu na naszego synka. W naszym domu nie było przemocy, nadużywania alkoholu, zdrad. Po kilku latach małżeństwa, coś się wypaliło i choć oboje na początku staraliśmy się to jeszcze naprawić, nie udawało się. Potem odpuściliśmy. Ona kogoś poznała, mnie to nawet ucieszyło, choć możesz mi nie wierzyć. Ale skoro sam już jej nie kochałem, sypialnie od dawna mieliśmy oddzielne, wiedziałem, że lepiej jak każde pójdzie w swoją stronę. Więc dlaczego miałbym jej życzyć źle, jak ona będzie szczęśliwa, spełniona to i nasz synek też będzie to czuł, będzie mu lepiej. Przecież gdybym był złośliwy, chciał zemsty, to pierwszy podałbym do sądu pozew o rozwód z orzekaniem o winie, ale po co tak? To nie lepiej się po ludzku rozejść, tym bardziej, że jest jeszcze ktoś. Bardzo ważny ktoś, najważniejszy.

Zaczęło się, od tego cholernego mieszkania. Mówiłem nie raz, że ok, jeśli to ma być kością niezgody, a już w ogóle ważyć na tym, czy i ile razy w tygodniu będę się z Błażejem spotykał, to odpuszczę. Wszystko jej oddam, nie ma problemu, byleby tylko nie robiła trudności z dzieleniem obowiązków i wychowywaniem dziecka. Wiem, że nie da rady inaczej przy rozstaniach, ale mnie nawet ta opieka naprzemienna, na którą liczę w wyroku sądu, przeraża. Wiesz, to nie tak, że się chwalę, zresztą pytałaś innych o nasze relacje, o to jaki jestem, wiesz, ile czasu mu zawsze poświęcałem, mimo pracy i innych obowiązków. A teraz co? Zabranie dzieciaka na basen, czy do parku, kina dwa razy w tygodniu na kilka godzin, to nie rodzicielstwo. Nie można być ojcem na wyrywki, co drugi weekend. Myślałem, że oboje pragniemy w tej jednej kwestii tego samego – dobra naszego syna. Czasem mam wrażenie, że im bardziej jestem uległy, ugodowy, tym bardziej ona nieustępliwa, zaborcza, konfliktowa. Nie raz mnie usiłowały, razem z teściową, sprowokować i to przy dziecku. Rozumiesz? Przecież też jesteś matką, z różnymi sprawami się zmagasz w życiu i zawsze robisz tak, żeby swoje dzieciaki ochronić, prawda? Przecież nie można tego bezbronnego istnienia, które coraz więcej rozumie i coraz bardziej się boi, tak narażać.

Sądy, fundacje, adwokaci? Nie wiem, może to ja jestem taki pechowy, ale odnoszę wrażenie, że ojcowie są z góry na przegranej pozycji, bo matka, jaka by nie była, to matka. A ja nie twierdzę, że moja żona jest złym rodzicem, nigdy bym tak nie powiedział! Ale prawo jest jakby obok tego wszystkiego. Jakby nikt nie rozumiał, że rozwody nie zawsze są wtedy, gdy okazuje się, że mąż to bijący i pijący psychopata, zaniedbujący rodzinę. Że czasem lepiej się polubownie rozejść, żeby do takich sytuacji nie doprowadzić właśnie, przez nerwy i brak porozumienia. A tu przychodzisz po sprawiedliwość, po pomoc, poradę jak to zrobić żeby było dobrze, po wsparcie. Bo nie jesteś mordercą tylko rodzicem, który szuka najlepszego rozwiązania dla swojej pociechy.  I od razu na wejściu masz wrażenie, że prawo jest po to, żeby gnębić ludzi. A zwłaszcza ojców, takich jak ja. Wiesz, co mi powiedziała niedawno? Że jak się nie będę stosował do jej wytycznych, to zabierze małego i wyjadą. Prawo tego nie reguluje, nie chroni mnie przed taką sytuacja , w żaden sposób! Ja nie chce w sądzie dochodzić, kto ma lepsze warunki, więcej pieniędzy, czy lepiej mu u niej czy u mnie. Syn ma być wolnym człowiekiem, a nie przerzucanym przedmiotem. I jedyne co ma czuć, to nie lęk a miłość mamy i taty. Nawet jeśli oni dwoje, już dawno przestali się kochać.

Masz pojęcie jak mi ciężko, gdy ona tak wrogo się do mnie nastawia, jakbym zrobił coś skrajnie złego, maltretował czy gnębił psychicznie. A przecież to jest matka mojego dziecka. Ja też jestem dzieckiem swojej mamy, choć już dorosłym i cokolwiek by się nie działo, nie chciałbym, żeby mój tata ją krzywdził. Nie umiem inaczej o tym myśleć, tak mnie wychowano. Znajomi mi zarzucają, że jestem za dobry, że ona to wykorzystuje, że weszła mi głowę. . Tylko jaki mam być? Naciągać się, bić, awanturować i pozwalać, żeby Błażej na to patrzył? I tak już czasem nie wiem, co robić. Boję się, że doprowadzimy do sytuacji, gdzie zaczną go szarpać i ciągać biegli sądowi, psycholodzy, żeby ustalić, z kim dziecko ma większą więź emocjonalną? Przychodzą myśli, że może lepiej dać im spokój, bo serce mi pęka, gdy odwożę go do domu a on nie chce się ode mnie odkleić. Albo gdy przyjeżdżam po niego w ustalonym terminie, a ona otwiera drzwi i oznajmia, że zmienili plany i zamyka mi przed nosem. I słyszę go, jak płacze i krzyczy: „Tata, gdzie tata?”.

Siedzimy chwilę w milczeniu, widzę jak Maćkowi drży broda.  Ja też jestem samotnym rodzicem, były mąż nie chciał naszych dzieci, nie ma z nami kontaktu. A przede mną siedzi facet, który za  możliwość bycia w życiu syna poddałby się torturom. I zniósł każdy ból. Przestaję rozumieć niektóre matki i instytucje, które teoretycznie mają pomóc w takich sytuacjach. I nagle słyszę: – Wiesz, gdy mały się urodził i pierwszy raz mogłem go ukryć w swoich ramionach, to byłem zaskoczony. Wzruszony do granic i zaskoczony tym, co czułem najsilniej. Nigdy nie czułem się bardziej bezpieczny. Jak takie małe niemowlę, kruche i delikatne może spowodować, tak ogromne uczucia u dorosłego faceta? Poczułem się bezpieczny, bo wiedziałem, że jest ktoś, dzięki komu już nigdy nie będę na tym świecie sam. I chcę, żeby on też to wiedział, że zrobię wszystko, żeby miał nas oboje. Mamę i tatę. Tatę, dla którego nie ma nikogo ważniejszego niż on.

Sytuacji takich jak ta, jest w Polsce i na świecie setki tysięcy. Fundacje praw ojca oraz inne instytucje prześcigają się w statystykach mówiących o tym, jak bardzo niesprawiedliwie są oceniani ojcowie w bataliach o dzieci. Dyskusje o tym, kto jest mniej lub bardziej winny, że prawo nie takie, że sędziowie bezduszni i bez wyobraźni, że prawnicy często maja związane ręce. Liczby rosną, fundacji dla walczących ojców przybywa. A ja wciąż zastanawiam się nad jedną, najistotniejszą w tym wszystkim sprawą. Gdzie miejsce dla tego małego człowieka, który nie rozumie, nie pojmuje dlaczego nie może być po prostu kochany i szanowany. Bo już sam rozwód rodziców jest dla niego strasznym przeżyciem. A przecież, to tylko dziecko.

Gdy zbieram się do wyjścia Maciek pospiesznie dodaje: – Tylko gdybyś jeszcze miała jakieś, pytania, poprawki to proszę, do 14.00. Bo później odbieram pewnego, młodego człowieka z przedszkola i nie ma nas dla nikogo. Dostaliśmy całe popołudnie tylko dla siebie! I może też u mnie dziś zostać na noc. Popatrz, już wszystko przygotowałem, będziemy rysować, bawić się, potem skoczymy na działkę powygłupiać się na hamaku. Błażej bardzo to lubi, nie przestaje się uśmiechać, gdy tam jesteśmy. A wieczorem przed snem przybijemy sobie piątkę, powiemy, jak bardzo się kochamy. I znowu, przez te parę godzin będę najszczęśliwszym facetem na ziemi.  Bo będę ojcem.


Nie matkuj! Facet tego nie znosi. A czego jeszcze nie lubią w kobietach panowie, choć raczej niechętnie się do tego przyznają?

Anika Zadylak
Anika Zadylak
8 września 2016
nie matkuj facet tego nie znosi
Fot. iStock / Izabela Habur
 

Od wieków uważa się, że to my, kobiety, jesteśmy bardziej skomplikowane. A panowie to ci konkretni, rzeczowi. Tylko, czy jednak nie lepiej mówić otwarcie o swoich uczuciach i spostrzeżeniach, niż kryć je w sobie? I przyznawać się niechętnie, i to dopiero gdy namolna koleżanka dziennikarka, atakuje takim pytaniem z samego rana, a wiecie, że nie odpuści? I wyciągam z was, wszelkimi sposobami, dwojąc się i trojąc, kilka odpowiedzi na jedno pytanie. Czego jeszcze w nas nie lubicie, drodzy panowie?

1. Rozdrabniamy sprawy i mamy kłopoty z  pamięcią (?)

Krótko. Według facetów, mamy umiejętność rozkładania każdej sprawy na czynniki pierwsze, bardzo dokładnie podchodząc, do każdego szczegółu. Niestety, robimy to na poziomie nie do ogarnięcia, przez męski umysł. Więc chyba nadaremne nasze trudy. A co do pamięci, to nasza jednak jest zbyt dobra, zbyt, powiedziałabym, szczegółowa. Faceci twierdzą, że jej największe przebłyski, mamy przy kłótniach, że wtedy idealnie potrafimy coś wypomnieć. Z dokładnością co do daty, koloru jego koszuli, wypowiedzianych wraz z przecinkami słów. Zgoła inaczej jest, przy sprawach bardziej przyziemnych.  No faktycznie, jak tak o tym pomyślę, to trochę w tym racji jest (odrobinę musimy im przytaknąć), bo gdy on pyta, gdzie wsadziłam ostatni rachunek za prąd, to rzadko kiedy pamiętam.

2. Jesteśmy utrapieniem, gdy oczekujemy od nich wsparcia w momencie, gdy oni sami go potrzebują

Mówią, że jest tak: wracają do domu po podłym dniu w pracy, zmęczeni, źli, poniżeni, dramat. Każdy ma takie dni, i ciężko się z tym nie zgodzić. I wtedy my, oczywiście podajemy obiad, czy chociaż pytamy, czy nie jest głodny i zamiast dać mu spokój, wszczynamy śledztwo. Czy aby to tylko o pracę chodzi, że jest taki dziwny, nieobecny, podejrzany? Tylko się tak tłumaczy, a pewnie ma mnie już dość, chce odejść. Acha! On kogoś ma i chce mi to w końcu powiedzieć! Wpadamy w rozpacz, pęka nam głowa. Jemu już z tego wszystkiego chce się płakać. My te zaszklone oczy, odbieramy jako potwierdzenie, że to koniec.  Serio, aż takie jesteśmy?  Niemożliwe…

3. Zadajemy za dużo pytań, a zwłaszcza podchwytliwych! 

Podobno to najgorsza katorga – z tymi pytaniami. Na nasze pytania nie tyle trzeba odpowiedzieć, co odpowiedzieć w sposób odpowiedni. Dobierając starannie słowa, cały czas intensywnie myśleć i ciągle starać się to myślenie  ukryć. Bo przecież my kobiety jesteśmy bardzo spostrzegawcze i jak tylko to zauważymy, to od razu pomyślimy, że kombinuje. Nie, że się stara wybrnąć, żeby nas nie urazić. Tylko, że  już coś jest na rzeczy, bo czemu nie odpowie wprost?! Aż takie bywamy nieznośne?

4. Robimy porządki w jego rzeczach, choć nikt nas o to nie prosił

Coś, co u niewprawnego kobiecego oka wygląda jak chaos, jest w rzeczywistości przemyślaną, często tygodniami budowana misterną konstrukcją. Umożliwia ona znalezienie najmniejszego i najbardziej potrzebnego przedmiotu, nawet w ciemności. Tzw. porządkowanie to zamach na wrodzony, inżynieryjny geniusz mężczyzny. Zjawisko to jest jeszcze groźniejsze, jeśli któraś z nas ( czyli większość, dobra bądźmy szczere – wszystkie) posiada umiejętność chowania rzeczy w tzw. „bezpieczne miejsca”. To w zasadzie, po temacie. Szukaj wiatru w polu. Przedmiot, który tam umieścimy, faktycznie dostaje status bezpiecznego na wieki, bo niemożliwego do odnalezienia.

No cóż, no każdemu się może zdarzyć…

5. Wymagamy zdolności telepatycznych oraz każemy im się domyślać, o co nam chodzi

Na to wygląda, że własnego faceta nie można zapytać, co będziemy robić za tydzień, po 18. Albo czy będzie nas równo mocno kochał za 23 lata. Albo czy za rok polecimy na te Teneryfę w końcu. Bo od razu usłyszymy, że wymagamy, żeby byli wróżbitami. Argumentują to tym, że nawet jutro jest niepewne, po co wybiegać aż tak w przyszłość? Że przecież nie może mi dziś powiedzieć na pewno, bo jutro może z jakiś przyczyn zwolnią go z pracy. Że jest jeszcze czas.

Oni zawsze maja na wszystko czas, zauważyłyście? A i jeszcze robimy tak, że wysyłamy sprzeczne informacje do tych, które chciałybyśmy, żeby on się domyślił. Serio, potrafimy tak?

6. Traktujemy swoje matki jak wyrocznie i dodatkowo, doskonale wiemy, co ich denerwuje i wykorzystujemy to

Słuchamy rad i wskazówek swoich mam, do tego stopnia, że przestajemy używać własnych mózgów, przez co blokujemy swoje umysły. Prowadzi to nas do całkowitej utraty gwarancji niezależnego, suwerennego myślenia. O rany, faktycznie źle z nami dziewczyny. Suwerenne myślenie, szlag trafił.  No i wytknięto nam naszą ” tajną broń”, czyli dolewanie oliwy  do ognia, wbijanie szpili, gwoździa do trumny –  zwał jak zwał –  wiemy, co ich drażni i w odpowiednim momencie potrafimy tej wiedzy użyć.

No ale zaraz, o co pretensje. Jeśli już nawet się coś takiego zdarza, to nie jest tak, że ot tak to robimy, dla hobby. Wy przedstawiacie swoje argumenty, to my swoje też! :)

7. Złota siódemka, czyli galerie handlowe i…prowadzenie za naszych mężczyzn auta, włącznie z lepszą orientacją w terenie

Oni wchodzą do jednego sklepu, wybierają:  koszulę, spodnie, kurtkę, krawat, szalik, płacą i  wychodzą. Akcja trwa 15 minut, w porywach do 25. My, zanim wybierzemy sklep, do którego najpierw wejdziemy z miliona innych planowanych, potrzebujemy dwa razy tyle czasu. I proste rozwiązanie brzmi, żeby każde z nas chodziło osobno na wojaże galeriowe. My możemy z koleżankami. No pewnie, dźwigajcie też same, i same się brońcie przed natrętami koło przymierzalni. A potem wracamy i słyszymy, że ta sukienka za krótka, a w tej  bluzce dekolt za duży.

Przejdźmy lepiej do tego samochodu. Zawsze, ale to zawsze podobno pytamy facetów, czy aby na pewno dobrze jedziemy. Nigdy, nie powinnyśmy o to pytać! Bo facet zawsze zna drogę, nawet gdy jej nie zna. Sam przed sobą się za nic nie przyzna, że pomylił trasę, a co dopiero przed nami!  Zresztą, oni nigdy nie błądzą.  Zawsze jest to wina złej mapy, nie takiego oznaczenia lub jego braku. No, i wszystko jasne.  Po prostu, niech jedzie ostrożnie!  Nie matkuj, o f*ck, zapomniałam. Ale co tam.

Tak sobie pomyślałam, że skoro za tyle rzeczy nie do końca nas lubicie panowie, to chyba jutro z rana przyatakuje innym pytankiem. W takim razie, za co nas tak kochacie, że żyć bez nas nie umiecie?

 


Zobacz także

Fot. iStock / bluecinema

Co zrobić, by włosy urosły 5 cm w 1,5 godziny? Istnieje taki zabieg!

perrfumy

Szukasz idealnych perfum ? Sprawdź, jak je kupować i który z zapachów do ciebie pasuje

Fot. iStock/encrier

Jak zawsze wyglądać pięknie i zdrowo? Francuzki mają na to swoje sposoby