5 kroków dzieli cię od pięknych ust

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
5 września 2018
Fot. iStock / Deagreez
 

Prawdopodobnie masz całkiem spory arsenał do pielęgnacji skóry. Żele, kremy, serum, peelingi… Pamiętasz, a przynajmniej obiecujesz sobie, że będziesz to robić, by dbać o twarz rano i wieczorem, zmywasz makijaż i chociaż ten krem nałożysz… a kiedy ostatni raz pomyślałaś o ustach (nie wiem, czy znajdzie się ktoś, kto kiedykolwiek się nimi na serio zajął?). Kusząca pomadka, to nie pielęgnacja. Jedno jest pewne, jeśli chcesz kusić i w dodatku marzą ci się bajeczne, kolorowe szminki – o usta po prostu musisz zadbać! Bo twoje usta, też potrzebują miłości.

Przeczytaj, jak o nie zadbać, by każde – szerokie, wąskie, pełne czy maluśkie – były piękne i całuśne! 😉

5 kroków dzieli cię od pięknych ust

#1: Złuszczaj swoje usta za pomocą peelingu cukrowego

Nie pomijaj tego kroku w codziennej pielęgnacji, o skórze twarzy i ciała przecież pamiętasz!

To absolutna podstawa, zwłaszcza jeśli masz suche, łuszczące się wargi, a zimą trudno będzie tego uniknąć. Złuszczanie może pomóc pozbyć się nagromadzenia martwych komórek skóry na powierzchni, co z kolei może sprawić, że usta staną się gładsze i bardzo miękkie. Dzięki temu szminka wygląda dobrze.

Genialnie sprawdzi cukrowy peeling. W drogeriach znajdziesz też niedrogie pomadki do peelingów – wyglądają jak szminka w sztyfcie, tyle że zawierają drobinki ścierne. Nakłada się je na usta jak pomadkę i masuje palcem. Możesz kupić miękką, dziecięcą szczoteczkę do zębów i nią masować usta podczas mycia twarzy.

Spłucz peeling letnią (nie gorącą) wodą i osusz usta.

#2:Chroń usta, nałóż balsam

Kup jedną porządną pomadkę ochronna lub balsam do ust. Porządną, czyli taką z filtrem SPF.

Tak jak używasz ochrony przeciwsłonecznej o szerokim spektrum działania, aby chronić cerę przed słońcem, powinieneś używać balsamu do ust formułowanego z SPF, aby chronić usta. Wydłużenie okresu ochrony przed słońcem może prowadzić do pojawienia się oznak starzenia się, takich jak ciemne plamy i drobne linie i zmarszczki, które pojawiają się wzdłuż drogi. Zastosuj balsam do ust z SPF zgodnie z zaleceniami (powinieneś ponownie aplikować co najmniej co dwie godziny) – i pamiętaj, aby dodatkowo zabezpieczyć się przed słońcem, np. Szukając cienia, gdy jesteś na zewnątrz i ograniczając ilość czasu na słońcu, szczególnie pomiędzy 10 jestem i godzina dwudziesta, które są godzinami szczytu słońca.

# 3: Wybierz odpowiedni odcień szminki

Niestety, nie wszystko dla wszystkich. Szczególnie modne, ciemne fiolety. Nie pasują do każdego typu urody. Natomiast są trzy kolory szminki, które pasują każdemu – pod warunkiem, że wybierzesz odpowiedni odcień. Musisz sprawdzić, czy lepiej wyglądasz w ciepłych czy zimnych barwach.

Dobrze dobrana szminki zrobi niesamowity efekt. Ale szminki trzeba się „nauczyć”. Dojrzeć do niej.

Jeśli boisz się zdecydowanych kolorów lub nakładania szminki, wybierz delikatny błyszczyk. Pamiętaj, że szminka chodzi w parze z konturówką.

Przeczytaj, jakie kolory szminki są świetne dla każdego: 3 pomadki, które musi mieć w kosmetyczce każda kobieta (bez względu na typ urody!)

# 4:Określ linie warg za pomocą korektora

Byłaś pewna, że do podkreślenia konturu warg używa się tylko konturówki? Niespodzianka. J

Kolejnym świetnym sposobem na podkreślenie twoich ust – zwłaszcza gdy wypełniłeś je kolorem – jest użycie korektora na zewnętrznych krawędziach warg. Aby zrobić to dokładnie użyj pędzelka lub precyzyjnego korektora, najlepiej gdy wybierz produkt rozświetlający. Granicę możesz delikatnie rozetrzeć patyczkiem kosmetycznym.

# 5:Delikatnie oczyść usta i usuń szminkę

Pod koniec dnia nadszedł czas na oczyszczenie – ale to nie znaczy, że musisz z grubsza wytrzeć szminkę mokrą chusteczką. Bądź delikatna! Użyj płynu do demakijażu, usta, tak jak oczy, potrzebują delikatnego i dokładnego oczyszczenia.

Wszystko, co musisz zrobić, to nasycić wacik wodą micelarną lub płynem do demakijażu i zetrzeć kosmetyk z ust. Kontynuuj odżywianie balsamem do ust, aby nawilżyć usta przez noc – niech odpoczną tak, jak twoja skóra.


źródło: dailynewsview.com


Apel optymizmu dla powracających do szkoły. Nie jest wcale tak źle, wystarczy spojrzeć na wszystko z innej strony

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
5 września 2018
Fot. iStock
 

Czytam od kilku dni same żale rodziców. Jakie to okropne wrócić do szkoły. Jakie straszne. Jak wszystko (zło) znów się zaczyna. Koniec wakacji, koniec radości, koniec życia. Ej! A może spróbujmy popatrzeć na to od innej strony?

Wstaję dziś po szóstej. O rany, ale jest piękny świat o świcie! Zapomniałam już o tej stronie życia. Lekko uśpionej, cichej, gdzie słychać tylko dźwięki dobiegające z ulicy, kilka trąbnięć, gwizd jakiegoś ptaka, ciche pomruki sąsiadów albo też chomika, który postanowił wygrzebać się ze słomy w poszukiwaniu jedzenia. To istna symfonia zapomnianych dźwięków!

Wyjrzyjcie za okno rano lub idźcie wyrzucić śmieci. Nawet nie wiecie jakie ciekawe osoby/obiekty można spotkać. U mnie na uliczce spaceruje od szóstej Pani Irena. Ma kolorowy szlafrok i powłóczysty chód. Chodzi tam i z powrotem. Mówi dzień dobry (nawet kilka razy), ostatnio miała pod szlafrokiem koszulkę z Depeche Mode. Albo też Pan Tornado (taki ma pseudonim). Wieczorem narobi rabanu, wykrzykuje, śpiewa, a ranek jaki przyjemny z nim. Drzemie sobie na ławce zwinięty w kłębek. Słyszałam ostatnio ciekawą dyskusję w Tok FM, że Plac Szembeka nie chce bezdomnych vs. pijaków, bo zajmują ich cenne ławki. Hmmm, naprawdę o szóstej rano nikomu to nie przeszkadza.

Organizacja, motywacja, porządek. Znacie to? W wakacje wstajesz „rano” i coś co prezentujesz chyba nawet nie jest obecnością, ale jakimś osobnym bytem, przesuwasz się z łazienki do pokoju, z pokoju do łazienki, ucinając drzemki w różnych miejscach po drodze, to ani faza REM, ani NREM, takie zawieszenie między świtem a nocą. A teraz proszę! Kilka minut udręki jak zadzwoni budzik i od razu wskakujesz w garnitur dyscypliny. Znów tworzysz znany ci schemat: łazienka, kawka (kolejność dowolna), pieczywo z zamrażarki, prysznic, kanapki do szkoły, wyciskarka do soku (masz znów ambitne założenia w sprawie witamin itp.), śniadanie, warkocz vs tzw. kontrolowany pierdzielnik na czubku głowy („daj spokój Mamo, nie mam pięciu lat by nosić kucyki”), kasa na wodę lub wafla ryżowego („nie wolno kupować batonów i puszek!” aha, jasne), auto, stacja radiowa z muzyką („mamo, wyłącz to gadanie, posłuchasz sobie jak wysiądziemy), papa dobrego dnia kochani, kocham was (już nie słyszą, bo poszli). I ten cudowny moment ciszy. Jak ona inaczej brzmi!!! Jak najpiękniejsza melodia, jak V Symfonia Beethovena , jak Mazurek C-dur Chopina. I jest dopiero ósma rano. I to jest ocean możliwości.

I znów odkrywasz świat. Kawka po drodze w ulubionej kawiarni lub Starbucsie. Spokojnie przeczytana gazeta albo (jeszcze lepiej!) Onet Rano Twój mózg zaczyna pracować na najwyższych obrotach. Może siłownia? Albo bieganie (jeszcze ciepło jest). Albo też zjawiasz się pierwsza w pracy ku zaskoczeniu innych niedzieciatych i masz ten komfort, że możesz wyjść wcześniej i znów poznać swoje miasto w południe. Telefon do przyjaciela, ten to, ta tamto, ty też tak z rana jedziesz? Też! Na szczęście my matki i my ojcowie żyjemy w podobnym rytmie.

Aha, zapomniałam o alkoholu i innych używkach. Zdrowiej żyjemy, prawda? Nie można już przesadzić wieczorem z winkiem, lepiej nie zajadać do pierwszej w nocy, bo ciężko wstać rano, nie wstawiasz wody na makaron po północy bo złapała cię gastrofaza albo nie pieczesz jak ja tarty z malinami, którą potem sama zjadasz. Dyscyplina tygodniowa zobowiązuje do dbania o siebie, do myślenia do przodu. Jak zaśniesz późno, to…. Jak się najesz, to… Jak wypijesz za dużo, oj. A jak miło się wstaje bez bólu głowy, bez tego zmulenia po imprezie wieczornej, bez napęczniałego żołądka który jak śmietnik przyjął wszystko co mu zapodałaś w nocy. Co za ulga.

Nie jest źle Kochani. Naprawdę. Życie jest piękne, bo jest takie różne. Raz mamy słońce wakacje, slow life. A potem mamy zimę, brak słońca i fast life. Przecież bez smutku nie znalibyśmy radości, bez strachu odwagi, bez goryczy – tej słodyczy życia którą poznajemy na kontrastach właśnie. To tak jak z moim wczorajszym parszywym dniem, w trakcie którego dowiedziałam się co najmniej dwóch nieprzyjemnych rzeczy, spędziłam prawie trzy godziny u Komornika (sytuacja jak z filmu czeskiego), potem byłam świadkiem w pewnej smutnej sprawie, zapomniałam portfela i nie miałam czym zapłacić kierowcy taksówki, wyładował mi się telefon, a na końcu nie doszacowałam paliwa, więc stanęłam wieczorem na środku Wału Miedzyszyńskiego, jadąc po syna na trening i mając jeszcze kawał drogi do domu oraz trzydzieści złotych w kieszeni. Więc zrozumiały może być mój dzisiejszy euforyczny nastrój w kontrze do dnia poprzedniego. O tym właśnie mówię.

Kocham wakacje, serio. Ale kocham też ten moment, gdy czuję że zrobiłam w ciągu dnia/miesiąca/roku tyle fajnych rzeczy, przeprowadziłam tyle ciekawych rozmów, złapałam dźwięki, kolory, emocje. Lubię być czasami zmęczona, tym przyjemnym zmęczeniem dobrze wykonanej roboty. To jest właśnie nieustający rozwój, do przodu, do celu, do marzeń. Po to jest właśnie rok szkolny, aby potem rozsiąść się wygodnie w słońcu, złapać całoroczne marzenie, podziękować sobie za trud, nagrodzić zmęczone ciało i umysł, spojrzeć wstecz, ile się rzeczy wydarzyło, ilu ludzi spotkało, ile książek przeczytało. Bez tego trudu nie byłoby tego uczucia błogości.

Nie ma nic złego w tym, że wracamy z naszymi dziećmi do „szkoły”. Napiszcie w komentarzach (oprócz hejtowania oczywiście, to też ma pozytywne strony!), co widzicie dobrego we wrześniowym powrocie do szkoły. Pozdrawiam Was optymistycznie, dobrego dnia!


„W życiu nie chodzi o to, aby przetrwać burzę, lecz nauczyć się tańczyć w deszczu”. Rozmowa z właścicielką marki Lemoniade

Redakcja
Redakcja
5 września 2018
Monika Sadowska

Przebierając w ofertach ubrań, które pojawiają się w internetowych sklepach, coraz częściej zwracamy uwagę na pochodzenie marki. Kiedy okazuje się, że piękne ubrania wychodzą spod igieł polskich przedsiębiorców, możemy być przekonani o ich dobrej jakości. Lemoniade jest jedną z takich marek. Jak wyglądała droga do założenia firmy? Z czym zmagała się właścicielka i czy spełniła swoje marzenia? Rozmawiamy z właścicielką marki Lemoniade – Moniką Sadowską.

Redakcja: Kim chciałaś zostać, gdy byłaś dzieckiem?

Monika Sadowska: Kiedy byłam dzieckiem, często stawałam przed lustrem z dezodorantem w dłoni i śpiewałam. Wtedy marzyłam o zostaniu piosenkarką, od zawsze ciągnęło mnie do zawodów artystycznych.

Skąd taki pomysł? Ktoś w domu zajmował się sztuką?

Prawdopodobnie ciągnęło mnie w tą stronę dlatego, że moja mama w miarę szybko zorientowała się, że wykazuję zainteresowanie muzyką, więc zachęcała mnie do nauki nowych piosenek, melodii. Pamiętam, że w przedszkolu, zostałam wybrana do zagrania w przedstawieniu i jako jedyna miałam śpiewać. Duszę artystyczną odziedziczyłam zapewne po moim tacie, ponieważ hobbystycznie malował obrazy oraz grał na gitarze, także mam artystyczne wspomnienia z dzieciństwa.

To zainteresowanie z wiekiem minęło?

Rzeczywiście, z wiekiem moje zainteresowanie muzyką malało i zaczęło ustępować miejsca zainteresowaniu modą. Już jako 10-letnia dziewczynka lubiłam oglądać Fashion TV i śledzić trendy. Z czasem to właśnie moda stała się moim hobby.

Skąd się wzięło?

Myślę, że wynika ono z wewnętrznego poczucia estetyki oraz zainteresowania kreowaniem wizerunku. Dla mnie moda to swego rodzaju sztuka, a że jak każdy zodiakalny Wodnik mam duszę artysty, idealnie to ze sobą współgra. My – kobiety, z reguły dbamy o wygląd i zwracamy uwagę na to, w co się ubieramy, ja mam dokładnie tak samo, tyle że rozwój mojej kariery zawodowej dał mi szansę na stworzenie własnej marki oraz kreowanie mody na swój sposób.

Skąd to poczucie estetyki? Kogoś naśladowałaś, inspirowałaś się?

Myślę, że poczucie estetyki wpoiły mi mama i babcia. Kobiety w mojej rodzinie mogę śmiało określić jako estetki, dbamy o szczegóły i drażnią nas nawet drobne mankamenty, np. krzywo ułożone kwiaty w wazonie. Szczerze, nie przypominam sobie, abym miała jedną osobę, która stanowiła dla mnie inspirację, raczej określiłabym to jako wnikliwą obserwację otoczenia, ludzi, gwiazd oraz trendów i to wszystko stanowiło dla mnie inspirację. Starałam się dostrzec w ludziach, którzy mnie zainteresowali, ich dobre, mocne strony i z tego wyciągałam naukę dla siebie. Co do kwestii mojej kariery od samego początku była związana  z modą, ale także z handlem. Od początku naszej drogi zawodowej działamy wspólnie z mężem, jesteśmy razem od czasów licealnych. On zawodowo jest związany z handlem, ja natomiast miałam powiązania ze światem mody, więc połączyliśmy siły. Na początku było nam troszkę łatwiej, ponieważ pracowałam przez jakiś czas jako modelka, zatem kwestia zdjęć i prezentacji odzieży w naszym przypadku rozwiązała się samoistnie. Zresztą w starszych kolekcjach Lemoniade jestem jeszcze na zdjęciach w roli modelki. Później, w miarę rozwoju firmy, musiałam zająć się natłokiem spraw związanych z jej prowadzeniem,  a rolę naszej modelki przejął ktoś inny.

Mat.prasowe

Lemoniade to spełnienie marzeń, czy naturalna konsekwencja tego, czym zajmowałaś się wcześniej?

Szczerze, nigdy nie myślałam o tym, że będę miała własną markę i tak naprawdę rozwój mojej kariery doprowadził mnie do momentu, w którym zdecydowałam się na jej założenie. Lemoniade określiłabym więc jako naturalną konsekwencję tego, czym zajmowałam się do tej pory. Nie ukrywam, że na pewnym etapie zaczęła kiełkować we mnie myśl o własnej marce, zatem Lemoniade jest też marzeniem, które dość szybko się spełniło.

Kiedy to marzenie pojawiło się po raz pierwszy?

Tak jak wspominałam, wcześniej wraz z mężem założyliśmy firmę jeszcze w czasie naszych studiów Firma od zawsze związana była z modą. Na początku prowadziliśmy sprzedaż detaliczną w internecie, z czasem klienci darzyli nas coraz większym zaufaniem, rynek się nami zainteresował i zaczęły pojawiać się oferty hurtowe. Tym sposobem z czasem przerodziliśmy się w hurtownię odzieżową. W pewnym momencie postanowiłam, że chcę realizować modę na swój sposób i zaproponować naszym klientom coś od siebie. Tak zrodził się pomysł o Lemoniade.

Ile jest cech wspólnych między Tobą a ubraniami Lemoniade? Jest jakiś wspólny mianownik?

Tworząc kolekcje Lemoniade, zawsze staram się przygotować takie ubrania, które są w stanie spełnić oczekiwania współczesnych kobiet. Dbam o to, aby były przede wszystkim dobre jakościowo, wygodne i praktyczne. Sama wybieram takie ubrania, więc to samo chcę zagwarantować naszym klientkom. Bardzo istotne jest dla mnie także to, aby ubrania były kobiece, a kobiety, które je noszą, czuły się w nich atrakcyjnie – to kolejna wspólna cecha łącząca mnie i markę. Uwielbiam też zdecydowane kolory, więc jeśli widzicie w projektach odważny dobór kolorystyczny, to zdecydowanie moja robota. Nie projektuję ubrań, w których sama bym się źle czuła, ale zwracam też baczną uwagę na potrzeby innych kobiet.

Mat. prasowe

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w prowadzeniu tego biznesu? Pojawiały się kryzysy?

Tak, oczywiście, że były kryzysy. Uważam, że rynek, który zalany jest masą tanich rzeczy chińskiej produkcji, stwarza pewne przeszkody w rozwoju marki i handlu ubraniami wyprodukowanymi w Polsce. Na szczęście coraz więcej klientek docenia polskie produkty przede wszystkim za jakość. Drugą kwestią, która na początku dość mocno mnie irytowała, była terminowość. Zanim powstanie dany produkt musi się złożyć na to kilka etapów, począwszy od wytworzenia materiału, poprzez konstrukcje, dobór dodatków i procesy szycia. Jeśli na jednym etapie coś pójdzie nie tak, bardzo łatwo o chaos, zwłaszcza przy dużej produkcji. Na szczęście, dzięki mojemu wspaniałemu teamowi aktualnie wszystko idzie u nas zgodnie z planem, a terminowość utrzymana jest w 100%, co mnie bardzo cieszy.

Na kogo mogłaś liczyć, kiedy pojawiały się kryzysy?

Gdy pojawiały się kryzysy mogłam liczyć na wsparcie mamy. Jesteśmy mocno związane i zawsze, kiedy mam problem, mogę się jej wyżalić. Mama wspiera mnie duchowo, a w kwestii rozwiązywania problemu w praktyce zawsze liczyć na męża.

Co poradziłabyś dziewczynom, które chciałyby zająć się modą i podobnie jak ty stworzyć własną markę?

Poradziłabym im, żeby uzbroiły się w cierpliwość, przygotowały na ciężką pracę i nie kierowały się emocjami. Trzeba spokojnie robić swoje i czekać z pokorą na owoce swojej pracy.

Z czego najbardziej jesteś dumna – w życiu prywatnym i zawodowym?

Posiadanie własnego biznesu wiąże się z tym , że życie zawodowe i prywatne silnie się ze sobą przeplatają, dlatego mogę powiedzieć, że i w jednym i w drugim przypadku jestem dumna z Lemoniade, dumą napawa mnie fakt, że stale pniemy się w górę nie zwalniając tempa, a coraz większe grono klientek nas docenia.

Jednak nie samą pracą człowiek żyje. Jak spędzasz wolny czas?

Wolny czas spędzam jak chyba większość z Was, czytam książki, spotykam się z przyjaciółmi, często też robimy sobie z mężem jednodniowe wypady za miasto. Myślę, że jeszcze kilka lat temu określiłabym się pracoholiczką, ale w chwili obecnej już nie. Najważniejsza w życiu jest rodzina i przyjaciele, ludzie, którzy dają ci dobrą energię i dobrze ci życzą oraz zdrowie, a cała reszta zależy już od nas samych. Na co dzień staram się żyć w zgodzie z samą sobą i ludźmi, którzy są dla mnie ważni, mój mąż wyznaje zasadę, że w życiu nie chodzi o to, aby przetrwać burzę, lecz nauczyć się tańczyć w deszczu i ja się z tym zgadzam.

Mat. prasowe


Wywiad powstał we współpracy z marką Lemoniade, najnowszą kolekcję możecie zobaczyć TUTAJ


Zobacz także

Karmienie piersią kontra seksowny biust… Jedno odraża, drugie zachwyca. Dlaczego?

Podróżuje po świecie tworząc kobiecy „Atlas Piękna”

Dzieci radzą sobie same tylko w bajkach. W prawdziwym życiu potrzebują naszej pomocy