Udawaj tak długo, jak trzeba. 12 trików, które pozwolą ci „wygrać” życie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 kwietnia 2016
Fot. Unsplash/Sylvain Reygaerts / CCO
 

Jak  opisać nasz świat? To takie dziwne miejsce, w którym mnóstwo ludzi robi bardzo dużo rzeczy na raz, cały czas. Jak tych wszystkich ludzi zrozumieć, jak wytłumaczyć ich zachowania? Jak ułożyć sobie z nimi relacje, skoro każdy z nich to indywidualista? Jak wygrać to nasze, „społeczne” życie?  Jest kilka trików, użytecznych w kontaktach z innymi ludźmi. One ułatwią ci zawodowy i towarzyski sukces, pomogą odnaleźć w trudnych sytuacjach.

1. Ludzie pamiętają pierwszą i ostatnią rzecz jaką zrobisz. Zrób więc dobre wrażenie na początku, a zakończ z (pozytywnym) przytupem 🙂

Starasz się o pracę, masz spotkanie zawodowe albo po prostu rozmawiasz z kimś, na kim ci zależy? Zacznij oryginalnie, błyskotliwie. Wychodząc, zrób jakiś sympatyczny lub zaskakujący gest. To, co nastąpiło pomiędzy tymi dwoma punktami nie będzie już miało znaczenia…

2. Nie zachęcaj nikogo do radości, to nie sprawi, że będzie cieszyć się bardziej

Choć prawdopodobnie brzmi to dziwnie, im bardziej ktoś każe ci się cieszyć z twojego sukcesu, wygranej na loterii, awansu, tym mniej masz na oto ochotę…”Przymusowa” radość jest bardzo demotywująca i dla twojego partnera i dla twojego pracownika.

3.  Jeśli pytasz, cierpliwie poczekaj na odpowiedź

Jeśli odpowiedź nie jest satysfakcjonująca, daj to rozmówcy do zrozumienia za pomocą wymownej ciszy… Ludzie mają tendencję do odczuwania w takiej sytuacji presji. Chcąc zminimalizować uczucie niezręczności zaczynają mówić.

4. Żuj gumę, jeśli denerwujesz się podczas rozmowy

A jabłko jedz podczas rozmowy telefonicznej z osobą, którą jesteś zainteresowany. To proste i stare triki. Żując oszukujesz swój mózg, że czujesz się komfortowo. Dajesz mu znak, że skoro robisz coś jeszcze (żujesz gumę) to nie jest z twoimi nerwami tak źle, bo jesteś w stanie żuć tę gumę…

5. Patrz na stopy twojego rozmówcy

Oczywiście, nie chodzi o to, żeby się na nie bez przerwy gapić (to byłoby dziwne :)), jedynie zerknąć od czasu do czasu. Dlaczego? Ludzie (często nieświadomie) stają odwróceni czubkami butów od osoby, która ich nie interesuje. To działa w obie strony. Jeśli czubki butów twojego rozmówcy są zwrócone w twoją stronę,  jest on zainteresowany tym co masz do powiedzenia.

6. Jeśli ktoś okazuje wobec ciebie gniew lub irytację, pozostań spokojny

Być może to zdenerwuje go jeszcze bardziej, ale ostatecznie doprowadzi do zakłopotania. Przypomnij sobie sytuację, w której to ty odczuwałeś gwałtowne, negatywne emocje w stosunku do kogoś, kto cały czas zachowywał spokój. Pamiętasz tę frustrację i obezwładniające poczucie bezradności?

7. Ogrzej dłoń zanim podasz ją na przywitanie

Wracamy do siły „pierwszego wrażenia”. Ciepły uścisk wzbudza o wiele większe zaufanie i daje dobrą energię. Ludzi o ciepłych dłoniach odbiera się podświadomie jako bardziej stabilnych emocjonalnie. Zimne ręce wskazują na nerwowość i słabość.

8. Zwracaj się po imieniu do osoby, z którą rozmawiasz, jak najczęściej się da 

Bo większość z nas kocha słuchać i mówić… o sobie. Zwracanie się do kogoś po imieniu wskazuje nie tylko na to, że je pamiętasz :), ale że jesteś uważny, miły, i że ci zależy. Widzisz jak łatwo sprawić, by twój rozmówca poczuł się wyjątkowo?

9. Kiwaj głową, kiedy ludzie do ciebie mówią

To przekona ich o twoim zainteresowaniu rozmową i wzbudzi sympatię. Uważaj tylko, żeby z tym potakiwaniem nie przesadzić.

10. Żeby zdobyć miłość, trzeba… mieć miłość

To dość brutalna prawda, ale jedną z najlepszych metod na to by przekonać kogoś by cię polubił, jest pokazanie mu, że inni też cię lubią. Chcesz mieć partnera, najpierw udowodnij, że warto się tobą zainteresować…

11. Zachowaj tajemnicę

Nie każda nowo koleżanka w pracy musi poznać historię twojego życia. Im więcej zagadek, tym więcej zainteresowania…

12. Udawaj tak długo, jak trzeba

Czyli angielskie „fake it till you make it”. Uśmiechnij się, a poczujesz się szczęśliwy. Oszukuj w ten sposób swój mózg, niech myśli, że jest ci dobrze. Skoro się uśmiechasz, musi tak być…

A na koniec, pamiętaj: ludzie są z reguły mili i chętni do pomocy. To różne społeczne okoliczności i zależności, czasem presja im to uniemożliwiają…


Źródło:Psychology Today                                                                                                                  


Hej, nie musisz wszystkich lubić, naprawdę. Jak sobie radzić z ludźmi, których nie darzymy sympatią?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 kwietnia 2016
Hej, nie musisz wszystkich lubić, naprawdę. Jak sobie radzić z ludźmi, których nie darzymy sympatią?
Fot. Pexels / Unsplash / CC0 Public Domain
 

No nie da się wszystkich lubić. Choćbyśmy się dwoili i troili, to za diabła się nie da. Spotykamy ludzi, którzy działają nam na nerwy, w towarzystwie których źle się czujemy. To może być ktoś z pracy, nowy facet przyjaciółki, koleżanka teściowej, albo i sama teściowa. A nawet nowa osoba w znanym już towarzystwie.

Niby się nie uprzedzamy, niby wszystkich traktujemy równo i każdemu dajemy taką samą szansę na poznanie, ale bywa, że już od pierwszego momentu niemal organoleptycznie kogoś nie lubimy. Jak sobie z tym brakiem sympatii poradzić, by nie czuć się w towarzystwie takiej osoby niekomfortowo?

Po pierwsze: nie musisz wszystkich lubić

Wbij sobie do głowy, że ludzie są różni. Mamy różne poglądy, inne priorytety. Poznajmy faceta – szowinistę, nikt nie każe nam go lubić. Masz w pracy koleżankę, która uwielbia flirtować z żonatymi kolegami i przekraczać granice – nie musisz się z nią zaprzyjaźniać. Są ludzie, których mamy prawo nie lubić, bo wyznają zupełnie inne wartości niż nasze. Nie musimy się z nimi zgadzać, kłócić lub ulegać ich wizji świata. Jeśli dotrze do nas, że nie każdego musimy darzyć sympatią, jest jakoś łatwiej znieść obecność takiej osoby.

Po drugie: nie skupiaj się na wyszukiwaniu wad

Czasami, kiedy kogoś nie lubimy, nieustannie szukamy sygnałów na potwierdzenie naszych uczuć. W głowie punktujemy każde potknięcie, głupią wypowiedź, nieodpowiednie zachowanie. Wszystko po to, żeby sobie móc siebie usprawiedliwić: „Widzisz masz rację, że go/jej nie lubisz”. Ale po co? Nie szkoda energii na skupianie się na tej osobie? Przyjęłaś już do wiadomości, że nie wszystkich musisz lubić i naprawdę nie potrzebujesz na to usprawiedliwienia.

Po trzecie: ustal, za co nie lubisz

To ułatwia takie relacje, z którymi musimy sobie radzić. Powiedz sobie: „Nie lubię go, bo nie szanuje kobiet”, „Nie lubię jej, bo jest plotkarą”, „Nie lubię jej, bo ma za nic innych ludzi”. Jak już nazwiesz powód swojej antypatii, to przestaniesz się przesadnie skupiać na tej osobie. Wiesz, dlaczego nie lubisz i tyle, nie zajmuje już ciebie wredna koleżanka, czy upierdliwy kolega. O wiele łatwiej z taką osobą, o której wiemy, za co jej nie lubimy, jest funkcjonować, gdy sytuacja nas do tego zmusza.

Po czwarte: bądź miła

Tak wiem, brzmi paradoksalnie, ale jak już akceptujesz, że kogoś nie lubisz, nie szukasz usprawiedliwienia, wiesz za co nie lubisz, to pozostaje ci być miłym. Nie jakoś wylewnie, po prostu zachowywać się grzecznie wobec tej osoby. Dlaczego? Bo to jak ty do niej podchodzisz, zawsze będzie odbiciem tego, jak ona będzie cię traktować. Jeśli będziesz niemiła, opryskliwa, sfochowana w takiej relacji, to ona nigdy nie ułoży się choćby znośnie. Bądź ponad to. Nie pyskuj, nie atakuj, toleruj. To najlepszy sposób na wytrzymanie w towarzystwie osoby, której nie lubisz.

Po piąte: mów, kiedy czujesz się urażona

Nie pozwól, żeby osoba, której nie lubisz weszła ci na głowę, nie musisz dawać jej niemego pozwolenia na wyrażanie jej poglądów, z którymi się nie zgadzasz. Wiesz też, że dyskusja nic tu nie da, tylko podsyci wzajemną niechęć, sprawi, że inni poczują się niekomfortowo w waszym towarzystwie i będą musieli opowiedzieć się jakieś stronie. Jeśli wiesz, że przekonywanie do swoich racji nie w relacji z osobą, której nie lubisz, nic nie zmieni, spróbuj inaczej. Powiedz: „Kiedy tak mówisz, czuję…”. Sygnalizuj, że są rzeczy z którymi się nie zgadzasz. Nie krzycz, nie prowokuj konfliktu. Możesz się nie zgadzać jak najbardziej, ale po co tracić siłę na kłótnie. Zadbaj o swój komfort.

Po szóste: nie licz, że coś się zmieni

Często przed spotkaniem z kimś, kogo nie lubimy liczymy gdzieś podświadomie na to, że może jednak coś się zmieniło, że on czy ona przejrzeli na oczy. Że może jak ty się bardziej postarasz, to będzie lepiej. Daj sobie spokój z takim nastawieniem, bo zazwyczaj niemiło się rozczarowujesz. „Znowu to samo”, myślisz czując jak narasta w tobie frustracja, że po raz kolejny zostałaś oszukana, że jesteś naiwna. Odpuść sobie. Pomyśl: „Ok, przyjeżdża ciotka, której nie lubię, bo jest zgorzkniałą starą babą, która nie lubi dzieci, choć uważa, że kobiety miejsce jest w domu przy garach”. Przyjeżdża na urodziny twojej mamy, musisz się z nią spotkać, nie ma wyjścia.

Ale jak się nastawisz, że ona nic a nic się nie zmieniła, plus przygotujesz swoje oręże w postaci powyższych punktów – uwierz – będzie łatwiej. Stracisz mniej energii, mniej się będziesz irytować. A gdy poczujesz, że nie dasz rady, usiądź w zupełnie innej części pokoju, daleko od miejsca, w którym owa ciotka siedzi i skup się na tych ludziach, których lubisz, z którymi możesz porozmawiać. Nie wyławiaj jednym uchem, co ona mówi. Po co? Szkoda czasu, który na pewno można spędzić przyjemniej niż wysłuchiwać, co osoba, której nie lubimy, ma do powiedzenia.


Stała obok i nagrywała, gdy ktoś gwałcił jej koleżankę. Żeby przez te trzy sekundy błysnąć w Internecie. A że to złe? Nieważne, dziś zło dobrze się sprzedaje

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
21 kwietnia 2016
Fot. Pexels / jeshoots / CC0 Public Domain

Pamiętam jak w 2001 roku ruszyła pierwsza edycja Big Brothera, oglądałam zastanawiając się dlaczego to oglądam. Nowe zjawisko społeczne – tłumaczyłam sobie. – Ekshibicjonizm medialny – i tak dalej. Prawda jest taka, że oglądałam, bo jak inni lubię podglądać cudze życie. Na tej potrzebie buduje się imperia medialne od wielu lat; w Internecie hulają plotkarskie portale ciesząc się milionowymi odsłonami.  Człowiek jest ciekawy. Ale jego ciekawość prowadzi czasami do piekła.

Czytam dziś o nagraniu gwałconej koleżanki, które umieściła pewna amerykanka. Stała obok, nagrywała i się śmiała. „Ciekawscy” śledzili gwałt na żywo w Internecie, dziękując za tak zaangażowaną relację. Koszmar. Dzikość. Odczłowieczenie. Przypadek ekstremalny oczywiście.

Ale ile jest takich sytuacji, gdy nagrywają nas obcy ludzie? Na ulicy. W pracy. W szkole nasze dzieci i nauczycieli. Nikt nie pyta o zdanie „Można Panią nagrać?”. Po co? Czyj telefon, tego wola. Nagrywani są nauczyciele, niektóre filmy przedostają się do sieci, większość zalega w archiwach komputerów dzieci. Nauczyciele skarżą się, że niemal na każdej lekcji ktoś ukradkiem wyciąga telefon i włącza wideo. Nagrywają nas sąsiedzi, gdy pies zrobi kupę na ich terenie, a trzeba mieć dowód dla straży miejskiej. Nagrywają, gdy za głośno będziemy świętować swoje urodziny albo otwarcie sezonu letniego (bójcie się, gdy mieszkacie obok zwolenników rezerwatów przyrody, którzy chcą przenosić tamtejsza cisze na wasz blok mieszkalny). Nagrywają nas wrogowie, którzy życzą nam najgorzej, chodząc bezczelnie za nami trzymając w ręku aparat i machając nim nam przed nosem. „I co mi zrobisz?” – powiedział do mojej koleżanki syn kobiety, która podejrzewała ją o romans z mężem. „Mam prawo cię nagrywać. Możesz mi nas* na głowę” – podsumował 14-latek.

Nagrywają nas w kawiarni, gdy jesteśmy znani (kategoria „ledwo rozpoznawalny też się załapuje”). Siedzisz i pijesz kawę, a sympatyczny kelner, który nalewa ci kawę i dostanie za to napiwek, na zapleczu wykonuje za dwa grosze telefon do kolegi z aparatem („mam tu tę X z tym Y”). Pstryk i kawa się kończy. Nagrywają w sklepie, gdy zmordowana po tygodniu robisz zakupy z jęczącym maluchem. Nie daj Boże, młody zacznie coś demolować, a materiał gotowy „Pani X nie radzi sobie z dzieckiem”. Przez dwa dni jesteś najgorsza matką w Polsce. Łyk wody, trzy oddechy i żyjesz dalej pewna, że i tak zaraz cię dopadną.

Nie musimy być znani, by nagrywali nas obcy ludzie na ulicy, bo a) mamy śmieszny kapelusz, bluzkę, buty b) coś śmiesznego dzieje się wokół nas, c) potknęła nam się noga i „śmiesznie” walnęliśmy twarzą w beton. Zamiast pomóc znajdą się tacy, którzy zrobią zdjęcie, snapa albo nagrają filmik. Kim trzeba być, by zamiast pochylić się nad drugim człowiekiem, odczuć współczucie, instynktownie podać rękę – myśląc o tym, by wykorzystać ten materiał dla własnych celów? Jakich? Przez te trzy sekundy błysnąć w Internecie. A że to złe? Nieważne, dziś zło sprzedaje się równie dobrze jak altruizm, a może i lepiej.

Dawniej elegancki pan na ulicy zatrzymałby się i nieśmiało zapytał, czy może zrobić zdjęcie, bo tak mu się podoba nasza sukienka. Dziś nikt nie pyta, czy wolno. Nie ma granic. Ta, która nagrywała gwałconą koleżankę, ale także wszyscy ci, którzy bawią się kosztem innych, krzywdzą, ośmieszają, zapomnieli o ludzkiej wrażliwości. Zapomnieli o empatii. Tym, co pozwalało nam ludziom zachować godność w najtrudniejszych warunkach życia.

Dziś człowiek wciąż się boi. Powinien się bać. Nie wiadomo w którą stronę zmierza polityka zagraniczna i czy wojna jest naprawdę tak abstrakcyjnym słowem we współczesnym świecie. Najgorsze, że zarówno w makro jak i mikro skali nie możemy czuć się bezpieczni. Bo nawet metr obok może się okazać, że człowiek człowiekowi wilkiem.


Zobacz także

Niektórzy szczęśliwcy mają już ferie! Sprawdź, jak odpowiednio ubrać dziecko, żeby było mu ciepło i wygodnie

Świat wkurza się na Kate, a mamy pokazują swoje zdjęcia po porodzie

Co ty mówisz, a co ja rozumiem. Są rzeczy, których nigdy nie powinniśmy ani usłyszeć, ani mówić

Co ty mówisz, a co ja rozumiem. Są rzeczy, których nigdy nie powinniśmy ani usłyszeć, ani mówić