Tymczasem nasza autentyczna prawda rzadziej brzmi jak „dziękuję”, a częściej jak „zamknij się, ku*wa”

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
26 czerwca 2018
Fot. iStock/lechatnoir
Fot. iStock/lechatnoir
 

Najlepszą rzeczą jaką dla siebie zrobiłam, to przestałam być dobrą i grzeczną dziewczynką, która za wszystko przeprasza i o każdą rzecz prosi.

Nie, nie zostałam wychowana w duchu: „Dziewczynki są grzeczne i miłe”. Szczerze nawet sobie nie przypominam, żeby kiedykolwiek moi rodzice coś takiego mi powiedzieli. Nie miałam brata, który mógł wszystko. Kiedy dzisiaj o tym myślę, wydaje mi się, że to presja społeczna tworzy w nas pewne schematy zachowań, że to panie w przedszkolu podkreślały, w jaki sposób – odpowiedni dla płci, powinniśmy się zachowywać. I jakbyśmy nie były w tamtych czasach „zbuntowane”, to jednak wrzucone do jednego worka z dziewczynkami, zaczynamy śpiewać jak wszyscy. Później szkoła i tam to się zaczyna hard core. Dziewczynki lepiej się uczą, lepiej się zachowują, sadzane są z chłopcami, by ich utemperować, by pomóc im w nauce, by oni byli grzeczniejsi. Ja pie*dolę właśnie zdałam sobie sprawę, że tak jest od początku. Dziewczynki mają być pomocne, usłużne. Sama siedziałam z takim chłopakiem, choć fakt, że waliłam go w trzeciej klasie podstawówki linijką po łbie, jak czegoś nie wiedział… Hmm ciekawe na kogo wyrósł.

Całą podstawówkę byłam jedną z tych, którą stawiano za wzór. A kiedy wyrwałam się z podstawówkowego systemu, od razu poczułam w sobie bunt. Rozciągnięte swetry, imprezy, picie taniego wina podczas wakacyjnych wypadów nad morze. I chociaż moja mama powtarzała mi: „Ja bym tak chciała, żebyś nosiła spódniczki i malowała paznokcie”, nie dałam się w to wciągnąć. Nie, to nie było dla mnie, to nie byłam ja. I pewnie tylko dlatego, że nigdy nie miałam problemów z nauką, moi rodzice przetrwali ze mną ten czas i nie zamknęli mnie w klatce, żebym całkiem nie zdziczała. Pomalowałam nawet której zimy szyby w oknie pokoju na czarno, żeby nie widzieć szarości – na znaku buntu i oczekiwania na wiosnę. Nikt nie kazał mi tego zmyć, nikt w domu nie łamał mi kręgosłupa, nikt nie mówił: „Bądź grzeczna”.

A jednak jesteśmy, grzeczność wraca do nas jak bumerang. Poznajmy faceta, który zdaje się nam być tym na całe życie i znowu stajemy się miłe, usłużne, zrobimy wszystko, żeby go zatrzymać, a przykład, który wytycza nam drogę pokazuje, że to najlepsza metoda, w końcu nasze matki i babcie takie były.

A później drogi mamy dwie – zostać miłymi i grzecznymi albo zawalczyć o siebie. I wybór wcale nie jest łatwy. Wbrew pozorom więcej kobiet wybiera tę pierwszą opcję, bo drugiej nawet nie znają, bo nikt im jej nie podrzucił. Ba, myślą, że ich na nic innego nie stać. Boją się, że kiedy w końcu powiedzą czego chcą i tupną nogą, ich świat się zawali, odrzuci je, zostaną niezrozumiane i zupełnie same. Każda z nas tam była. Każda. Która postanowiła wyjść?

Ładne, miłe i grzeczne dziewczynki całe życie uczą się, że muszą płacić za akceptację innych, za uznanie, aprobatę. Muszą połknąć wściekłość i ukryć swoją furię. Przez cały czas muszą być niezwykle uprzejme. Muszą się nagiąć do innych, podczas gdy to inni przekraczają ich granice. Muszą pozwolić na to, by inni traktowali je jak gówno, podczas gdy one zawsze mają do buzi przyklejony uśmiech.

Tymczasem nasza autentyczna prawda rzadziej brzmi jak „dziękuję”, a częściej jak „zamknij się, ku*wa”.

Uczy się nas trzymać język za zębami, nie wtrącać się w trakcie rozmowy. Przepraszać tonem przepraszającym za to, że w ogóle istniejemy. Przestać zajmować zbyt dużo cholernej przestrzeni. . Przestać obnażać się ze swoją seksualnością, ale nadal być seksi. I jeszcze stłumić emocje, które sprawiają, że wyglądamy histerycznie i emocjonalnie.

Tymczasem faceci mogą być źli, odważni, mogą wtrącać się w trakcie rozmowy, być nieuprzejmi i protekcjonalni z dużą większą swobodą i z mniejszym strachem, że zostaną odrzuceni. Mogą odmówić seksu albo wziąć go, kiedy mają ochotę. Mogą wyrażać siebie bez ogródek i przeprosin.

Grzeczne dziewczynki czekają na swoją kolej, muszą mieć naprawdę poważny powód, żeby zabrać głos, udają, że nie mają pragnień i myślą, że godząc się na seks zyskają więcej, niż gdy odważą się odmówić.

Bycie dobrą dziewczynką jest wyczerpujące i tak naprawdę rzadko kiedy przynosi jakieś nagrody. Bo w efekcie każda z nas musi znaleźć drogą powrotną do siebie, do miejsca, które pokaże kim jest naprawdę.

Powiem wam jedno – czasami opłaca się odwiedzić swoją ciemną stronę. Zdecydowanie wolę być niegrzeczną i bywa c wku*wioną dziewczyną, czyli taką, która wie, czego chce i idzie po to bez pardonu. Powiewa mi, gdy ktoś mówi, że jestem szorstka czy nieuprzejma – to ich opinia i oni mają z tym problem. Nie ja. Ja walczę o swoje, bo mam jedno życie, jedną szansę do wykorzystania, kolejnej nie będzie.

Każdego dnia pytam siebie: „Czego ty ku*wa chcesz” i znajduję odpowiedź, choć nie zawsze jest prosto i czasami droga do celu jest poplątana na maksa. Jednak przestałam pozwalać ludziom jeździć po mnie, wchodzić mi na głowę. Zaczęłam walczyć o swoje, pozwoliłem sobie na luksus odczuwania wszystkich mrocznych emocji, których inni mi odmawiają.

I – jak na ironię – bycie złą dziewczyną stało się najmilszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem – dla siebie. Polecam.


Muszę wam coś powiedzieć, żeby oddać sprawiedliwość wszystkim kobietom: faceci się brzydko starzeją. Bardzo brzydko

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
18 czerwca 2018
Fot. iStock/pixelfit
Fot. iStock/pixelfit

Siedzę sobie nad jeziorem. Jest to kolejna niedziela, bo kolejny upalny dzień, ale też kolejna plaża, na której spędzam miło niedzielny czas. Owszem – kąpię się, staję na rękach w wodzie i biorę udział w konkurach typu: „Kto najdłużej wytrzyma pod wodą”, ale też czytam książę od czasu do czasu zerkając na zbierający się tłum.

I muszę wam coś powiedzieć, żeby oddać sprawiedliwość wszystkim kobietom. Faceci się brzydko starzeją. To jest jakaś masakra! My tu fit-srit, a oni? Jakby zupełnie zapomnieli, że kiedyś pewne dziewczyny się kochały w ich fajnych ciałach, po których teraz nawet śladu nie zostało.

Przedyskutowałam tę kwestię z moim mężem, który ostatecznie powiedział, że trochę się mnie boi, jak tak ludzi obserwuję i wnioski wyciągam. Podzieliłam się plażową refleksją z przyjaciółką i stwierdziłam, że to cholernie niesprawiedliwe, że to my – kobiety, czujemy na sobie presję tego, by dobrze wyglądać, a faceci mają to głęboko w dupie. To znaczy to, jak oni się prezentują wraz z upływem wieku i ilości wypitych piw.

Wiecie, co jest najgorsze, że ja znam takich facetów, a już na pewno o nich słyszałam, co to potrafią swojej kobiecie zwrócić uwagę: „O znowu się przytyło”, „No wiesz, te boczki mogłabyś zgubić” i do tego jeszcze powłóczyć wzrokiem za jakąś blond długonogą. Nie dla psa kiełbasa, stary! Nawet ta żona, co to lepiej od ciebie wygląda sto razy, powinna pacnąć się w łeb i karnet na siłownię pod choinkę kupić, żeby w następne lato koleżanki mogły jej pozazdrościć fit męża.

Tja… marzenie ściętej głowy. Wiecie, to smutny obraz tych naszych facetów. Jeszcze dopóki się w kąpielówkach latem nie pokażą, to jak cię mogę, ale jak już rozbiorą się, to naprawdę milej popatrzeć sobie na fajne laski niż na nich. Ot – stoi tak przede mną i widok na dzieci mi zasłania – z pleców boczki wystają, bo już brzuch się rozlał na prawo i lewo. Do tego łysiejący na samym czubku głowy, ale włosy twardo trzyma na głowie, przez co jeszcze żałośniej wygląda. O kumpel mu macha. Też koło 40-tki, ale ze zwisającym już brzuchem poniżej kąpielówek. Kolejny nie lepszy – klata może i większa, ale nie z przetrenowania, tylko od otłuszczenia, będę złośliwa, ale czasami się zastanawiam, dlaczego nie wymyślili jeszcze staników dla facetów – brrr nie wygląda to dobrze. I nie chodzi mi o to, że ktoś choruje, że ma problemy ze zdrowiem, ale o zwykłe ludzkie zaniedbanie, które wypływa w tych brzuchach, cyckach i trzech podbródkach. Przecież ja sama jako gówniara do nich wzdychałam, o starsi o jakieś pięć lat byli (a t wtedy jak pół wieku niemal), przystojni, pachnący… A teraz? Wszystko woła o pomstę do nieba!

I wiecie, najbardziej wku*wia mnie to, że tacy faceci najchętniej chwalą się pięknymi żonami. Łapią je za dupę albo cycki przy wszystkich, żeby pokazać: „Zobacz, jaki jestem świetny, skoro taka dupa obok mnie stoi”. Tyle tylko, że ich samych złapać strach, dyszą, sapią, pocą się, oblepieni piaskiem nawet do wody nie wejdą, ale pamiętają doskonale czasy swojej świetności. Kiedy to jako bożyszcze tłumu mogli przebierać w panienkach, które wzroku od nich oderwać nie mogły. Mało co im zostało z tamtych czasów, chyba, że te przyciasne T-shirty, które zamiast pokazywać muskulaturę ciała, rzeźbią tylko fałdy tłuszczu, by te dało się jakoś sensownie pod ubraniem ułożyć.

Wkurza mnie to na maksa, zwłaszcza gdy słyszę moje przyjaciółki, które nim czas bikini rozpocznie się na nowo, gorączkowo liczą, ile kilogramów są w stanie stracić do urlopu i czy siłownia pięć razy w tygodniu pozwoli im zniwelować opadające pośladki. Nie ma co ukrywać – my, kobiety, lubimy wyglądać dobrze, czyli tak, by w swoim własnym ciele czuć się komfortowo. To nam wystarczy – osobiste, subiektywne poczucie, że wychodząc w stroju kąpielowym nie będziemy się chować za ręcznikiem. I nie chodzi o chudość, szczupłość i fit figurę. Im jestem starsza, tym częściej stwierdzam, że umięśnione ciała kobiet mnie osobiście nie kręcą i dalekie są od mojej estetyki pojmowania kobiecości.

Tak samo z facetami – on nie musi mieć kaloryfera na brzuchu i klaty jak Stallone. Ma być zadbany. Fajnie widzieć facetów po 40-tce, którzy biegają, jeżdżą na rowerze, pocą się na siłowni, regularnie są na basenie. I nie są jakimiś modelami z kalendarza dla starszych pań. Wręcz przeciwnie – to normalni faceci, którzy dbają o swoją kondycję, zdrowie, a przy okazji wygląd. Szkoda tylko, że są w mniejszości. Zdecydowanie odwrotnie niż u kobiet. Moja szybka plażowa statystyka wskazuje, że kobiety starzeją się ładniej niż mężczyźni, dbają o siebie bardziej, co jest ogromną dla nas korzyścią. A panowie? Cóż? Dzisiaj wieczorem zasiądą z paczką czipsów i butelką piwa oglądając mecz i niech się nie dziwią, że później my powłóczystym wzrokiem wodzimy za tymi, którzy nie tylko sport oglądają, ale też lubią go uprawiać.