Trzy sygnały, że powinieneś zrobić sobie krótki urlop od Facebooka

Redakcja
Redakcja
17 sierpnia 2018
Fot. iStock/SonerCdem
 

Wyobrażacie sobie świat bez Facebooka? kto by pomyślał jeszcze 10 lat temu, że media społecznościowe w tak dużym stopniu zdominują nasze życie, prawda? I jak to bywa z nowościami, tak i tutaj zdarza się, że zachłyśnięci mediami społecznościowymi, zaczynamy z nich korzystać w niewłaściwy sposób. 

Trudno jest się przyznać do błędu, ale może warto tak szczerze tylko ze sobą, przyjrzeć się, czy Facebook, Instagram nie pochłaniają nasze uwagi zbyt bardzo.

Trzy sygnały, że powinieneś zrobić sobie krótki urlop od mediów społecznościowych

1. Często czujesz się zaniepokojony lub zdenerwowany czymś, co widziałeś w mediach społecznościowych

Jeśli stale sprawdzasz Facebooka czy Instagram związane z datą, prawdopodobnie czasami czujesz się zestresowany tym co zobaczyłeś lub przeczytałeś.

Nie ma nic złego w mediach społecznościowych. Wszystko jest dla ludzi, ale należy pamiętać o dystansie, który powinniśmy zachować. Jeśli strach, złość ci towarzyszy – załóż, że na Facebooka będziesz zaglądać przez jakiś czas dwa razy dziennie.

2. Ciągle mówisz, co widziałeś w mediach społecznościowych

Twoje rozmowy koncentrują się wokół tego, co widziałeś, co przeczytałeś na Facebooku czy Instagramie? Naprawdę nie masz nic innego ciekawego do powiedzenia? Twoi przyjaciele muszą tego wysłuchiwać nieustannie. Może posłuchaj, o czym oni rozmawiają.

3. Masz problem z zaufaniem i poczuciem własnej wartości

Kiedy ufasz innymi ludziom i nie masz większych problemów z samooceną prawdopodobnie nie musisz kompulsywnie sprawdzać, co się dzieje na platformach społecznościowych. Jeśli jednak to robisz, powinieneś przyjrzeć się sobie. Częste przeglądanie Facebooka pomaga ci zapanować na chwilę nad lękiem, który odczuwasz bojąc się o status swojej osoby. Śledzisz innych zastanawiając się, czy zalajkowali twój post, co robią, z kim się spotykają, czy nie widać symptomów, które mówią, że coś się dzieje przeciwko tobie.

Zastanów się, czy nie przydałoby ci się kilka dni wolnego od mediów społecznościowych.


źródło: Yourtango


Możesz zaufać facetowi, który ma te pięć cech

Redakcja
Redakcja
17 sierpnia 2018
Fot. Pixabay / unsplash / CC0 Public Domain
 

W miłości nie ma gwarancji. Spotykając kogoś i wchodząc w niż w bliższa relację nie możesz być w 100 % pewna, że ta osoba jest z tobą szczera, że pokazuje ci swoje prawdziwe oblicze. Tak właściwie, na początku związku, wszyscy „gramy” kogoś innego.

Są jednak pewne przesłanki, które pomogą ci zdecydować, czy dany mężczyzna jest godny twojego zaufania. Jeśli ma pięć poniższych cech, podejmij ryzyko. Jest bardzo prawdopodobne, że on jest tego wart.

1. Empatia 

Kiedy ktoś jest autentycznie zainteresowany uczuciami innych ludzi, z reguły jego własne działania są bardziej przemyślane i rozważne. Empatyczni mężczyźni są świadomi wpływu jaki mają na swoje partnerki, wiedzą, że w miłości łatwo wyrządzić krzywdę nie dbając o uczucia innych ludzi.

2. Komunikatywność

Nie ma wątpliwości, że bliskie relacje mogą wywołać w ludziach szereg emocji, a jeśli nie potrafisz ich wyrazić w sposób konstruktywny, twój partner nie będzie wiedział, co z nimi zrobić. Ktoś, kto potrafi wyrazić swoje potrzeby w związku, może w jasny sposób pomóc ci zrozumieć, jak wyobraża sobie wasz związek i jego przyszłość.

3. Cierpliwość

Nikt nie jest perfekcyjny. Żaden związek nie jest doskonały. Ale cierpliwy facet zostanie zawsze blisko, by razem z tobą pracować nad każdym kryzysem, który pojawi się w waszej relacji. Jeśli szuka długotrwałego związku, poświęci czas, by go pielęgnować. Kiedy będzie ciężko stanie przy tobie i da ci pewność, że jesteś bezpieczna.

4. Realizm

Realiści wierzą, że relacje wymagają wysiłku obu stron i że czasami pojawiają się wyzwania. Są gotowi przetrwać ciężkie czasy, wiedzą, że warto dążyć do kompromisów.

5.  Samoświadomość

Ludzie, którzy są samoświadomi, wiedzą, co powinni wnieść do związku. Jeśli pojawi się konflikt, najprawdopodobniej zastanowią się nad własnymi błędami. Jeśli pojawi się kłótnia lub poważniejszy problem, zastanowią się, co mogą zrobić, aby go rozwiązać. Nie zrzucą winy na partnerkę.


Na podstawie: www.yourtango.com


Związek jak fala. Kiedy miłość to dramatyczne rozstania i romantyczne powroty

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 sierpnia 2018
Fot. iStock/Brasil2

Ona i on, razem od siedmiu lat. Rozstawali się już tyle razy, że kiedy Ania dzwoni do przyjaciółki mówiąc “to koniec”, ta tylko uśmiecha się pod nosem. “Koniec” twa u nich kilka dni, najdłużej tydzień. Po spektakularnym zerwaniu, pakowaniu walizek, dramatycznych słowach i deklaracjach, że „już nigdy więcej”, Ania i Piotr padają sobie w ramiona obiecując, że już zawsze będą razem. Ich związek jest jak fala – ta miłość to ciągłe rozstania i powroty. I choć niektórym może się wydawać, że ta dynamika jest szalenie niszcząca, oni są ze sobą szczęśliwi. Bardzo. Jest tak romantycznie. A przynajmniej tak mówią.

Bo może z daleka tego nie widać, ale z bliska już wiadomo – to on ją odpycha i ciągnie, a ona tylko oddaje się bezwolnie tej relacji. Jak to możliwe? Czy tak wielka jest siła jej miłości? Nie. Ania wpadła w sidła toksycznej relacji – fali. Ten związek sprawia, że raz jest tak szczęśliwa, że unosi się wysoko nad ziemią, a innym razem, że prawie spada na dno. Kiedy jest na dnie, obiecuje sobie, że już nie da się tak traktować, że nie da się więcej szarpnąć, powiedzieć tych wszystkich raniących słów. Ale on zawsze znajdzie sposób, by ją przekonać, że jest miłością jej życia. Że tylko przy nim odczuje te wszystkie emocje. I trochę ma rację.

Jak działają toksyczne związki „fale”?

Na początku takiego związku zwykle to on, mężczyzna wykazuje bardzo silne zaangażowanie i chęć stabilizacji u boku tej konkretnej partnerki. Jest niezmordowany w dążeniu do tego, co chce osiągnąć. Prawie desperacko usiłuje ją zdobyć. Udaje mu się to z łatwością, bo w dobie „braku zaangażowania” i niestałych relacji, jego zachowanie wyróżnia go na tle innych mężczyzn. Dalej jest jak w bajce. Do czasu.

Po zaledwie kilku pierwszych miesiącach (a czasem nawet tygodniach) bajecznej miłości, on zaczyna się powoli odsuwać, pozostawiając swojej partnerce domysły. Ona zastanawia się nad tym, gdzie podziała się cała jego miłość, obietnice i uczucie.

Czując się nieswojo i wyraźnie zaniepokojona nagłą zmianą zaczyna obwiniać samą siebie. A czasem stara się zrobić wszystko, by być dla niego bardziej atrakcyjna. To powoduje, że on staje się podejrzliwy i obawia się, że ją straci. Zaczyna się ponowne przyciąganie, relacja jest na fali wznoszącej, a pozytywne emocje znów na najwyższych obrotach.

Ale w miarę kontynuacji związku, przyciąganie i odpychanie stają się stałym, codziennym elementem w tej już i tak intensywnej relacji. Jedno zawsze biegnie, a drugie zawsze goni. Idą tam i z powrotem, jednocześnie wąsko zbliżając się do siebie twarzą w twarz. Miłość, którą odczuwają w tych ulotnych chwilach, utrzymuje związek przy życiu. Zarówno ten, kto przyciąga i odpycha, jak i ten, kto się tym silom poddaje, uważają, że tak powinna wyglądać miłość.

Jednak z czasem, jedno z nich zaczyna tracić siły.

Wyobraź sobie, że partner odsuwa się od ciebie w najmniej spodziewanym momencie, wtedy, kiedy związek wydaje się przebiegać wyjątkowo dobrze. Nie potrafisz tego zrozumieć, prawda? Szukasz jakiego logicznego wytłumaczenia, podejrzewasz zdradę. Ale wyjaśnienie jest inne. Intymność, miłość, szczęście były dla twojego partnera już zbyt intensywne. Dusił się. Jest teraz niedostępny.

Relacja Ani i Piotra to swego rodzaju fenomen. Typowy okres trwałości dla takich związków wynosi około dwóch lat, jest z góry skazany na katastrofę. Ania jednak jest tak mocno emocjonalnie związana ze swoim partnerem, że nie potrafi spojrzeć na swoją sytuację z dystansu. Tak często była „porzucana”, że instynktownie wie, że za chwilę do Piotra wróci. Ale nie wie jeszcze, albo nie chce przyjąć do świadomości, że jest w pułapce, że jej emocje są w bardzo złym stanie. Jest od tych wahań uzależniona, a jednocześnie cały czas pozostaje w stanie gotowości. Bo kiedy jest dobrze, to znaczy, że za chwilę, to się skończy. Co musi się stać, by to ona odeszła? Osobisty przełom, przebłysk świadomości, który pociągnie chęć zmian. Oby zdarzył się jak najszybciej.

 


Zobacz także

Upał, upałem. Ale na miłość boską, czemu muszę znosić zapachy spod owłosionej pachy facetów, którzy zapominają założyć koszulki?

Przeciw samej sobie. Jak powstrzymać zachowania autodestrukcyjne

Przeciw samej sobie. Jak powstrzymać zachowania autodestrukcyjne

Feministka ze mnie taka, jak z Pani Premier fashionistka… Jest w „feminizmie” coś takiego, co odstrasza nawet kobiety