Trudne pytania dziecka bywają najtrudniejsze dla dorosłych. Wyruszamy w podróż do celu, ale po drodze odnajdujemy coś ważniejszego

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
18 kwietnia 2017
Fot. iStock / ValentinaPhotos
Fot. iStock / ValentinaPhotos

Z lekkością mówimy: „małe dzieci, mały kłopot, duże dzieci…”, ale dopiero, gdy nasze dziecko ma lat osiem, dziewięć, jedenaście zaczynamy rozumieć. Im już nie wystarczy: „jesteś za mały” i nam również nie powinno wystarczyć odraczanie trudnej rozmowy, nigdy.

Bywa, że dopiero, gdy chcemy odpowiedzieć na pytanie, okazuje się, że sami nie znamy odpowiedzi. A wtedy możemy zrobić dwie najważniejsze w życiu rzeczy: znaleźć odpowiedź, tę najlepszą na jaką nas stać i wyposażyć nasze dziecko w pewność, że choć nie wszystko nam się w życiu podoba, nadal bardzo to życie kochamy – i jemu życzymy tego samego.

Trudne rozmowy, czyli jakie?

Trudne rozmowy z dzieckiem to te wszystkie, przed którymi najchętniej ucieklibyśmy na koniec świata. To pytania o śmierć, gdy nie wystarcza już zapewnienie, że „żyje się dalej, tylko w niebie”. To rozmowy o tęsknocie, której sami wcale tak łatwo nie potrafimy poskromić. To pytania o sens wszystkiego, czym przyciska nas życie, bo my przecież sami nie zawsze i nie do końca ten sens widzimy.

Gdy dziecko pyta: „dlaczego” lub „dlaczego ja”, gdy po raz pierwszy zastanawia się głośno: „a czy ty i ja też umrzemy”, „czy możemy tak zachorować” , nie możemy zostawić go samego, bez żadnej odpowiedzi. Nie możemy też udawać przed samym sobą, że nas to nie dotyczy.

A jakie tematy zawsze nas, rodziców zaskakują? Śmierć i życie.

Życie, bo mieszczą się w nim i seks, i choroba, szczęście, za którym gonimy, choć nie do końca wiemy, jak je złapać. Tęsknoty i niemoc. Bardzo chcielibyśmy, aby to wszystko, co zbyt szare, nie dotyczyło naszych dzieci, ale nikt z nas nie ma takiej mocy. To, co możemy zrobić, to od samego początku spakować do ich plecaków miłość, wsparcie, poczucie bezpieczeństwa i pewność, że zawsze mogą na nas liczyć. By nasze dzieci zawsze będą wiedziały, że nawet, gdy nie znamy odpowiedzi, ramię w ramię, pójdziemy z nimi jej poszukać.

Z pomocą przychodzą nam książki. Nie wszystkie oczywiście. Czasem boimy się ich lektury, bo przecież jeśli dziecko jeszcze nie pyta, pokusa odłożenia kilku tematów na później jest ogromna. Pamiętajcie jednak, że trudne pytanie prędzej czy później się pojawi, zazwyczaj jest to „prędzej” niż byśmy sobie tego życzyli. I wiecie co? Tego wam serdecznie życzę, byście mieli okazję wybrać się do księgarni, kupić i razem z dziećmi je przeczytać, wspólnie poszukać odpowiedzi, nim spadnie na nas coś naprawdę emocjonalnie ciężkiego.

Na ‚trudne rozmowy’ wybrałam pięć tytułów, które powinien przeczytać każdy dorosły (i gwarantuję, że nie straci czasu). Książki, które warto podsunąć swojemu dziecku i mimo wszystko znaleźć czas.

A dlaczego akurat książki? Bo nie ma lepszej metody, by rozmawiać z dzieckiem – i dla nas i dla niego. Książka pomaga dotykający nas problem nieco oderwać, postawić przed nami i starannie go obejrzeć. Gdy trudno nam mówić o sobie, możemy skorzystać z bohatera, bo przecież, gdy możemy mówić o kimś innym, jest nam ciut łatwiej. Wreszcie, gdy sięgniemy po dobrą książkę, znajdziemy w niej wiele odpowiedzi i jeszcze więcej dróg, by znaleźć swoje rozwiązania.

„Niezwykłe przygody Tekli, która obraziła się na… UŚMIECH”

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

autor: Cezary Harasimowicz, ilustracje: Joann Rusinek
wiek: 9+

Tekla obraziła się na uśmiech… bo umarła jej mama. Kto by się nie obraził, znacie kogoś takiego? Ja nie. I właśnie to w tej książce jest najpiękniejsze. Nie mówi „nic się nie stało”, bo „stało się” aż zbyt wiele, nie tylko dla niej. Świat taty też przewrócił  się, zmienił. Na szczęście w życiu Tekli pojawia się pewna pani, która z kolei ma dość uśmiechania się na zawołanie. Wspólnie odbywają trudną, ale bardzo im potrzebną podróż. By zobacz nieco inny świat, by poszukać jeszcze uśmiechu i radości. Może nieco innych, niż te, które znały do tej pory. A  jednak dobrych.

To powieść o trudnej do zaakceptowania tęsknocie, o pogodzeniu się ze światem, ze swoimi emocjami. Napisana pięknym i przystępnym językiem. Cezary Harasimowicz po raz kolejny zaczarował w historii o zwykłym życiu, kilka warstw historii.

„Wiele światów Albiego Brighta”

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

autor: Christopher Edge
wiek: 9+

To drugi tytuł, który pomaga nam ujarzmić temat śmierci oczami dziecka. Albi bardzo tęskni za mamą, która umarła. Ma wspaniałego tatę, który jest naukowcem. I choć dotychczas nie byłoby pytania, na które tata nie umiałby odpowiedzieć, po śmierci mamy wszystko się zmienia.

Nasz mały bohater rozpaczliwie poszukuje innej, alternatywnej rzeczywistości. Bo jeśli istnieją równoległe wszechświaty, pewnie w którymś z nich, żyje i czeka na niego mama. Czeka go naprawdę długa i trudna podróż. Droga podczas której odkrywa, że nie zawsze to czego szukamy, jest naprawdę tym, czego pragniemy. Piękna metaforyczna opowieść dla starszych dzieci o tym, że czasem wyruszamy w podróż do celu, ale po drodze odnajdujemy coś ważniejszego.

Albie odkrywa bardzo wiele, w pewnym momencie, w jednym z wszechświatów uświadamia sobie coś bardzo ważnego, to że nie da się uciec od swojego życia. Chłopiec mówi: przecież to nie jest mój tata, ja go sobie tylko pożyczyłem. Cudowna i ciepła książka. Po mistrzowsku oswaja najtrudniejsze dla człowieka emocje.

„O chłopcu, który pływał z piraniami”

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

autor: David Almond, ilustracje: Oliver Jeffers
wiek: 9+

To wyjątkowa książka. Autor bardzo zgrabnie prowadzi nas po trudnych życiowych tematach, nie uciekając od śmiechu i humoru. Po przecież tak już w życiu jest, że wiele barw nieustannie się przeplata. W piękny sposób ukazuje historię chłopca, który swoje szare, trudne życie zamienia w poszukiwania swojej drogi. Stan jest sierotą, mieszka u wuja i pracuje w jego zakładzie rybnym. Wtłoczony przez los w zbyt dorosłe życie pewnego dnia (a są to jego urodziny) trafia do wesołego miasteczka.

Kolejne sploty wydarzeń pokazują, że zawsze jest nadzieja. Że warto mieć marzenia i ba! ruszyć po nie odważnie z uniesioną głową. Nie jeden coach mógłby pozazdrościć zdolności autora do pokazania i dzieciom i dorosłym, że bez względu na to, gdzie dziś się znajdujemy, jutro możemy sami siebie bardzo pozytywnie zaskoczyć. O tym, jak budować pewność siebie (bo ją się zawsze buduje, a nie „ma”).

„Noah ucieka”

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

autor: John Boyne, ilustracje: Oliver Jeffers
wiek: 9+

Pewnego dnia Noah ucieka z domu. To znaczy bardzo wiele, zwłaszcza, że nasz bohater ma zaledwie osiem lat. Zanim jednak dowiemy się, dlaczego tak się stało, będziemy towarzyszyć mu w niezwykłej podróży. To książka dobra dla każdego, kto chce rozmawiać. Bo zawsze warto porozmawiać, nawet o najtrudniejszych dla nas sprawach niż zdecydować się na niekończącą się ucieczkę.

To książka o mierzeniu się z trudnymi sytuacjami, o tym, jak często coś nas w życiu przerasta tak bardzo, że przestajemy widzieć wyjście z sytuacji. Jest niej wiele magii, świat oczami dziecka przybiera zupełnie inne barwy, niż my dorośli chcielibyśmy widzieć.

„Naprawdę spoko”

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

autor: Michael Morpurgo,  ilustracje: Michael Foreman
wiek: 9+

To już ostatnia propozycja książki doskonałej do rozmawiania. Tak naprawdę to opowieść o niesamowitej miłości, sile jaką dają nam bliskie osoby (i zwierzęta) i o bezsilności.

Książka opowiada nam historię Robbiego, który w wyniku wypadku zapada w śpiączkę. Przez cały czas chłopiec zdaje się być uwięziony w swoim uśpionym ciele. Słyszy wszystko, co dzieje się wokół niego, ale nie ma dość siły by wyrwać się z ciszy. To również niesamowita opowieść o miłości między Robbim, a jego psem Szczęściarzem. To dobry wstęp do rozmów o chorobie, o losie, który czasem płata nam figle – i sile jaką jest rodzina. Uwaga, jest bardzo wzruszająco. Nie bójcie się okazać swoich emocji podczas czytania, ta lektura pokazuje rodzicom, co ważne bywa dla ich dzieci, a dzieciom, jak ogromną miłością rodziców są kochane.


Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Zielona Sowa

 


3 kroki, by przekonać partnera do udziału w terapii par

Redakcja
Redakcja
18 kwietnia 2017
Fot. iStock / lolostock
Fot. iStock / lolostock

W dzisiejszym świecie, który nastawiony jest przede wszystkim na konsumpcjonizm, łatwiej jest wyrzucić starą rzecz, niż ją naprawić. Szkoda nam czasu i najczęściej fascynują nas nowe, lepsze modele. Podobnie bywa ze związkami. Nie chcemy lub nie potrafimy naprawić tego, co „się zepsuło”. 

Zdrada, głębokie nieporozumienia lub inne winy jednego z partnerów powodują, że najlepszy związek zachwieje się w posadach. Gdy niemożliwe jest osiągnięcie porozumienia we własnym zakresie, warto sięgnąć po pomoc terapeuty par.

Gdy jedno chce, a drugie ucieka

O ile partnerzy są zgodni co do tego, że kryzys w związku zażegnać może już tylko terapia i są na nią zdecydowani, wszystko jest na dobrej drodze do ułożenia wspólnych spraw. Ale gdy to kobiecie zależy na pomocy z zewnątrz, a mężczyzna nie chce się zgodzić na tego typu pomoc, sytuacja jest o wiele trudniejsza. Nie da się siłą zaciągnąć partnera na fotel u terapeuty, ale można metodą trzech kroków przekonać go, że to rozwiązanie jest tym, czego oboje potrzebujecie.

1. Wykorzystaj moment spokoju „na froncie”

Nie proponuj pomocy z zewnątrz w chwili, gdy jesteście na siebie źli i ledwie wytrzymujecie wspólne towarzystwo. Odłóż rozmowę na czas spokoju, aby partner nie czuł się zagrożony czy atakowany. Staraj się być maksymalnie spokojna, zanim zaczniesz mówić, w innym przypadku możesz zostać odebrana jako osoba proponująca zły, wrogi cel — terapeutę. Wyjaśnij, że bardzo cenisz ten związek i chcesz by był jeszcze lepszy, a osoba z zewnątrz obiektywnie na was spojrzy i doradzi najlepsze wyjście z różnych sytuacji.

2. Przyjmij, że wina leży po obu stronach

Przekonanie, że problemy w związku leżą jedynie po stronie jednej osoby, nie jest prawdą. Wina leży po obu stronach, choć inaczej może rozkładać się jej ciężar. Przy nastawieniu, że wasze problemy to wina jedynie mężczyzny sprawi, że on nie zgodzi się na terapię, aby nie być krytykowany ze strony twojej, jak i — w jego przekonaniu — terapeuty. Nikt nie chce występować w roli jedynego winnego, będącego na celowniku specjalisty. Chodzi o to, by naprawić relacje po obu stronach, a nie jedynie daną osobę.

3. Wyjaśnij, co możecie zyskać

Opowiedz mu o terapii, którą jesteś zainteresowana, rozwiej jego wątpliwości, jeśli traktuje to jako niepotrzebne jemu spotkania dla „wariatów”. Przekonaj, że terapeutka nie będzie brała żadnej ze stron, bo tego nie robią profesjonaliści. Podkreśl, że obiektywna analiza waszej sytuacji pozwoli łatwiej poprawić błędy i wypracować oczekiwany kompromis.

Gdy temat zostanie oswojony, doceń fakt, że partner mimo początkowego oporu, zdecydował się wziąć udział w spotkaniach z terapeutą.


źródło: ministerstworelacji.pl


A gdyby stanąć oko w oko z bolesną prawdą pod tytułem: „To ty jesteś panem swojego losu” i w końcu w to uwierzyć?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 kwietnia 2017
23 rzeczy, które każda kobieta powinna przestać robić, by zacząć żyć
Fot. iStock / PeopleImages

Obudziłam się rano i pomyślałam: „O matko, dlaczego ten dzień nie może zacząć się później?”. Dlaczego, kiedy ja w końcu bym pospała, to znowu muszę wstać? Dlaczego choć raz coś pozytywnego nie może się po prostu zadziać, wpaść w prezencie? I wiem, że tak się nie da, że wszystko, co sobie fundujemy każdego dnia, jest naszym wyborem, naszą decyzją, choćbyśmy nie wiem, jak się przed tą myślą bronili. To my sami decydujemy, co chcemy robić, z kim się spotkać i jak żyć. Prawda jest taka, że i tak zawsze szukamy winnych. Bo przecież sami siebie uszczęśliwiać nie chcemy, zawsze ktoś jest winny naszej porażki, naszemu nieszczęściu i niesprawiedliwości.

Eh. A gdyby tak jednak zmienić swoje nastawienie? Gdyby stanąć oko w oko z bolesną prawdą pod tytułem: „To ty jesteś panem swojego losu” i w końcu w to uwierzyć?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Stara prawda. Tyle tylko, że to gdzie siedzimy zależne jest tylko i wyłącznie od nas. Jeśli chcesz widzieć jakiś problem problemem nie do rozwiązania, który cię przytłacza, a ty nie widzisz drogi wyjścia – to jest twój wybór, to jest fotel, w którym zasiadasz skąd obwieszczasz wszem i wobec: „jestem nieszczęśliwa, bo nieszczęśliwa chcę być”. A gdyby tak wstać i usiąść gdzie indziej, z drugiej strony na przykład. Gdyby tak zobaczyć, że to co się wydarza niesie dla nas jakąś naukę, jest lekcją, z której powinniśmy jak najwięcej wyciągnąć? Gdyby tak pomyśleć: „No trudno, stało się, ale nie mam zamiaru przez resztę życia się tym zamartwiać”, to czy świat się skończy, czy twoje życie będzie mniej wartościowe, bo zaczniesz się uśmiechać, a nie zamartwiać? To ty wybierasz, naprawdę.

Bądź świadomym swoich słabości

Nikt nie wymaga od nas więcej niż my sami. Chcemy być lepsi, mądrzejsi, sprawniejsi – i dobrze, tylko czy poprzeczki nie stawiamy sobie czasem zbyt wysoko? Czy nie wymagamy od siebie rzeczy niemożliwych? Chcesz awansować w swojej firmie, ale ci się nie udaje, frustrujesz się, wkurzasz, a może tak naprawdę wcale tego nie chcesz, może jesteś lepsza w czymś innym i właśnie na tym powinnaś się skupić? Chcesz biegasz szybciej, czy więcej, ale katujesz się, a wyników brak, albo osiągasz je ogromnym kosztem. Po co? Na co to komu? Czy nie lepiej powiedzieć sobie: „hej w czymś innym jestem dobra” i rozwijać to, co w sobie lubię, w czym jestem mocna? Dlaczego chcemy być tacy jak inni, jak koleżanka z pracy, jak znajoma, jak pewna mama pewnego chłopca. Bądźmy sobą i w tym bądźmy najlepsi!

Uwierz w siebie

Umiesz sobie sama powiedzieć, że jesteś słaba i do niczego? To twój głos w głowie mówi, że nie dasz rady, czy może podszepty innych ludzi, które zakodowały się w twoim umyśle prze lata? Może to przekonania, które ktoś w tobie zakorzenił i teraz zamiast dobrze pomyśleć o sobie, słyszysz to, co mówili o tobie inni? Stań przed lustrem, spójrz sobie w oczy i powiedz: „Jesteś słaba, niczego nie umiesz, z niczym nie dasz sobie rady”. Umiesz to sobie powiedzieć? Umiesz tak bardzo skrzywdzić samą siebie, a może zakiełkował w tobie bunt, że to nieprawda, że jesteś wiele warta, że masz prawo być szczęśliwa i tak naprawdę jest w tobie siła, którą nagle poczułaś? Ładuj tę siłę w kieszenie i ruszaj do przodu. Naprawdę możesz wiele, jeśli tylko pozwolisz sobie w to uwierzyć.

Nie gadaj, tylko działaj

Tak mi źle, jestem taka nieszczęśliwa, moje życie jest bez sensu. Ile razy to powtarzałaś? A co z tym zrobiłaś? Tak – co zrobiłaś? Czy choć raz spróbowałaś coś zmienić? Zadziałać, wyjść z tego koła nieszczęścia? Czy może tylko skupiasz się na gadaniu, na powtarzaniu od kilku lat tych samych słów. Słyszysz siebie? Słyszysz, co mówisz? Czy za świadomością tego, jak ci źle, idzie jakiekolwiek działanie, chęć zmiany? A może tak ci dobrze, lubisz się umartwiać, utyskiwać, szukać winnych, bo to, że jesteś nieszczęśliwa nie zależy od ciebie, tylko od ludzi, którymi TY się otaczasz, od sytuacji, na które TY nawet nie próbujesz mieć wpływu. Nie stać cię nawet na zmianę myślenia, a co dopiero na działanie. To TWÓJ wybór, nikt za ciebie nie przeżyje TWOJEGO życia.

Nie oglądaj się za siebie

Często oglądasz się za siebie? Często myślisz o tym, jakich podłych ludzi spotkałaś? Jaką krzywdę oni ci wyrządzili? Gdybasz, że gdyby tamto się nie wydarzyło, to dziś byłabyś w innym miejscu, pewnie lepszym i szczęśliwszym, a tak… musisz nieustannie mierzyć się z tym, co cię spotkało. Usłyszałam kiedyś od znajomej psycholog, że oglądając się wstecz, stoimy plecami do życia. Nieustannie wałkując to, co było, co się już dawno wydarzyło, nie widzimy tego, co przed nami, nie korzystamy z okazji, z szansy, nie rozwijamy się. Nasze życie się nie rozwija, bo cały czas jest przeszłością. Boisz się spojrzeć w przód, zostawić to, co było, grubą kreską odciąć to, na co nie masz już wpływu i nie popełniać już tych samych błędów. Boisz się żyć? Żyć tak po prostu, pełną piersią? Podejmować decyzje? Dokonywać wyborów? I pomyśleć: „kurczę, tak, to ja jestem odpowiedzialna za moje szczęście i nieszczęście, to ja decyduję czego w moim życiu będzie więcej – uśmiechu, czy płaczu”.


Zobacz także

Arch. prywatne

Wzięły biznes w swoje ręce i stworzyły wyjątkowe miejsce dla kobiet… i nie tylko

Fot. iStock/Grandfailure

Czy mamy dziś czas na DUCHOWOŚĆ? Czy wolimy uciec niż zastanowić się, co takiego dzieje się w naszym życiu

11 najczęstszych powodów zaburzeń miesiączkowania

11 najczęstszych powodów zaburzeń miesiączkowania