Trzy trudne prawdy o miłości. W życiu trzeba chcieć więcej niż tylko „kochać”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 lipca 2017
Fot. iStock/IoanaCatalinaE
Fot. iStock/IoanaCatalinaE
 

Nasza kultura bardzo często idealizuje miłość. Uważamy to uczucie za najlepsze lekarstwo na „wszystko”. W filmach zdobycie upragnionej miłości to zazwyczaj ostateczny cel życia, finałowe rozwiązanie najtrudniejszych problemów, antidotum na życiowe potyczki. Znajdujesz miłość – wszystko zaczyna się układać. Zupełnie jakby miała magiczne właściwości.

Wierząc, że miłość „wystarczy”, zbyt często ignorujemy inne, podstawowe wartości, takie jak szacunek, pokora, zaangażowanie w relację z ludźmi, którzy są nam bliscy. Skoro ona rozwiąże każdy problem, po co martwić się ‘trudnymi” rzeczami?…

Tymczasem zdrowe relacje wymagają więcej niż samej, czystej emocji czy namiętności, która dosłownie zwala z nóg. Jeśli zrozumiemy, że w życiu i w naszym związku jest coś ważniejszego niż po prostu zakochanie, pojmiemy także, że sukces naszej relacji opiera się na głębszych i ważniejszych wartościach.

Trzy trudne prawdy o miłości

1. Miłość nie sprawi, że będziecie do siebie pasować

Tylko dlatego, że jesteś w kimś zakochany, nie stajesz się automatycznie dobrym partnerem, którym masz być przecież przez jak najdłuższy czas. Miłość jest emocjonalnym procesem, dopasowanie jest procesem logicznym. Można się zakochać w kimś, kto nie traktuje nas dobrze, kto sprawia, że ​​czujemy się gorsi. W kimś, kto nas nie szanuje, kto ma inne ambicje lub życiowe cele sprzeczne z naszymi, filozoficzne przekonania lub światopoglądy, które kolidują z tym, jak my odczuwamy rzeczywistość. Potem przychodzi moment opamiętania i pytamy: „Kiedy to się zepsuło?”. Prawda jest taka, że ​​się nie udało, zanim jeszcze się zaczęło .

Bo kiedy się z kimś spotykasz, kiedy szukasz partnera na całe życie, musisz używać nie tylko serca, ale i umysłu. Musisz wiedzieć, jakie on/ona wyznaje wartości, jak traktuje samego siebie, jak traktuje bliskich, czego pragnie i jaki ma światopogląd.

2. Miłość nie rozwiązuje problemów w naszych relacjach

Można być w sobie szaleńczo zakochanym, mieszkać w dwóch różnych miastach i codziennie zmagać się z problemami wynikającymi z tej odległości, frustracji, uprzedzeń, braku akceptacji dla naszego uczucia ze strony innych, bliskich osób. Można się kłócić przez telefon i wyznawać sobie na nowo miłość przy najbliższym spotkaniu w cztery oczy. Kiedy znowu jesteśmy razem, przekonujemy samych siebie, że żadne kłótnie nie mają znaczenia, że nasze uczucie pokona wszelkie trudności.

Ale tak naprawdę, miłość nie rozwiąże żadnego z tych problemów, które nas, podczas trwania związku, dzielą. Daje tylko chwilowe poczucie, że „możemy wszystko”. Żeby rozwiązać problem, trzeba podjąć decyzję.

3. Miłość nie zawsze jest warta poświęcenia się

Kiedy kochasz, często rezygnujesz z własnych potrzeb, bo wydaje ci się, że tylko w ten sposób możesz być najlepszym partnerem dla bliskiej osoby. Nie zastanawiasz się nad tym, czy warto – to się dzieje naturalnie. Jeśli poświęcenie – czasu, wysiłku, jakichś pragnień jest obopólne i dobrowolne, związek się rozwija, miłość staje się wspaniała.

Ale jeśli poświęcasz szacunek do samego siebie, godność, ciało (robisz coś wbrew sobie), cele życiowe, po to, aby z kimś być, ta sama miłość staje się problematyczna. Relacja ma w jakiś sposób cię uzupełniać, a nie „uszkadzać”. Jeśli tolerujemy niegrzeczne lub obraźliwe w stosunku do nas zachowanie, to pozwalamy naszej miłości by nas niszczyła, zaprzeczamy temu, kim naprawdę jesteśmy.

Idealizowanie miłości sprawia, że stajemy się zakładnikami  nierealistycznych oczekiwań co do tego, czym ona jest i co może w naszym życiu zmienić. Jedyny sposób, w jaki możesz w pełni cieszyć się miłością, to zrobić coś ważniejszego w życiu niż miłość.

W ciągu całego życia możesz się zakochać wiele razy.  Możesz pokochać ludzi, którzy są dla ciebie dobrzy i ludzi, którzy cię krzywdzą. Możesz się zakochać w sposób „zdrowy” lub toksyczny. Możesz być zakochany, kiedy jesteś młody i kiedy nadchodzi życiowa jesień. Miłość nie jest wyjątkowa.  Miłość nie jest rzadka. Ale wyjątkowy jest twój szacunek do siebie samego i innych, twoja godność, zaufanie, jakim obdarzasz innych. Miłość jest wspaniała. Miłość jest konieczna. Miłość jest piękna. Ale miłość nie wystarczy.


Na podstawie: markmanson.net


Efekt nocebo. Gdy umysł wpędza ciało w chorobę

Redakcja
Redakcja
11 lipca 2017
Fot. iStock / g-stockstudio
Fot. iStock / g-stockstudio
 

Zapewne słyszałaś już o efekcie placebo, a może nawet doświadczyłaś jego działania. Umysł ludzki ma niesamowitą siłę i „potrafi” przyjąć, że neutralna substancja może zadziałać, jak lek z prawdziwego zdarzenia. Placebo to dowód na moc siły woli, która doprowadza nawet do wyleczenia choroby czy złagodzenia jej objawów.  

Umysł może nie tylko „iść” w tę najbardziej pożądaną stronę i przyczynić się do poprawy zdrowia i samopoczucia, ale może wywołać również negatywne objawy.

Choroby, które rodzą się z myśli

Nocebo w języku łacińskim oznacza „będę szkodzić”. W tym przypadku chodzi o to pogorszenie stanu zdrowia siłą umysłu. Jeśli uwierzysz w szkodliwość danego zjawiska czy pewnych rzeczy, jest bardzo prawdopodobne, że nie tylko poczujesz się gorzej, ale negatywne skutki twoich przekonań odczuje również ciało. Efektowi nocebo poświęcono osobne badania, przeprowadzone pod koniec XX wieku.

W eksperymencie poinformowano uczestników, że przez ich głowy przejdzie prąd o niewielkim natężeniu. W rzeczywistości badacze nie przepuścili żadnego ładunku przez głowy ochotników, a mimo wszystko dwie trzecie z nich skarżyło się na ból głowy. Podczas jeszcze innego eksperymentu przeprowadzonego w 3 różnych placówkach, ponownie udowodniono działanie efektu nocebo. Pacjentom podano aspirynę na poprawę czynności układu krążenia, przy okazji informując w dwóch placówkach o skutkach ubocznych ze strony układu trawiennego. W trzeciej z nich pacjenci nie zostali poinformowani o możliwych skutkach ubocznych. Sprawdzając wyniki swojej pracy, naukowcy określili, że u osób, które wcześniej wiedziały o możliwych skutkach ubocznych, prawdopodobieństwo wystąpienia tych dolegliwości było trzykrotnie wyższe, niż wśród tych ochotników, którzy nie wiedzieli o niepożądanym działaniu aspiryny.

Efekt nocebo może być tak ekstremalnie silny, że pacjenci byli w stanie uwierzyć w grożące im niebezpieczeństwo tak głęboko, na skutek czego sami doznawali np. ataków serca. Lepiej więc myśleć pozytywnie i nie wkładać sobie do głowy zbyt wielu czarnych myśli, to zawsze wychodzi na zdrowie.


 

źródło: www.hellozdrowie.pl


Droga żono mojego męża, tak bym chciała pójść z tobą na kawę. Nigdy nie ufaj facetowi, który mówi źle o swojej „eks”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 lipca 2017
Fot. iStock/freemixer
Fot. iStock/freemixer
 

Szanowna Była Żono mojego (jeszcze) aktualnego męża!

Długo się wahałam, zanim napisałam do ciebie ten list. Szczerze mówiąc, było mi trochę wstyd. Wstydziłam się swojej naiwności. I tego, że pozwoliłam mu cię przede mną oczerniać. Gorzej, przyznaję, że sama w tym oczernianiu uczestniczyłam. Bo on taki biedny, a ty ta najgorsza. Bo on dla Ciebie wszystko, a ty zimna, wredna małpa. Bo on poświęcił karierę, a ty nie poświęcałaś mu czasu. Dziś wiem, że jesteś kimś zupełnie innym, niż to przedstawiał nasz mąż. I z chęcią umówiłabym się z tobą na kawę.

Pewnie na początku byłoby odrobinę niezręcznie. Usiałybyśmy gdzieś w kącie modnej kawiarni, może „ sieciówki”.  Ale ty szybko przełamałabyś lody. Kiedy o tobie myślę, czuję, że równa z ciebie babka. Boże, ja cię wręcz potrzebuję przytulić!

Właściwie powinnam napisać „droga przyjaciółko”, bo czuję, jakbyśmy znały się nie od dziś. W każdym razie, w jakimś sensie, przeżyłyśmy ze sobą ładnych parę lat, choć nigdy nie poznałyśmy się osobiście. Ale ty jedna, rozumiesz mnie, jak nikt.

Ty też byłaś z nim szczęśliwa, na samym początku. Uwierzyłaś, że to facet, z którym można spędzić życie – zaufać, że jest na „dobre i na złe”. Cóż, zdaje się, że to ten typ, który słowa przysięgi „świadomy praw i obowiązków…” słyszy zupełnie inaczej lub powtarza bez zrozumienia.

No, ale obie się nabrałyśmy. Bo tak pięknie potrafił mówić, roztaczać wizje… wspólnej przyszłości. Że wszystko będzie – i dom, i wspólne wakacje w górach i seks romantyczny w pensjonacie nad jeziorem. I kwiaty – często. Nie chciałam domu. Chciałam, nawet skromnego,  dachu nad głową, spokoju i miłości. I bezpieczeństwa. I żeby był szczęśliwy, skoro ten związek z tobą tak go wyniszczył, przez ciebie tak „zamknął w sobie”. „Tylko ty potrafisz mnie uratować” – mówił.

Matko kochana, jak ja cię wtedy nienawidziłam! Za dach nad głową płaciłam co miesiąc sama, bo do czynszu nie dołożył się ani razu. Przecież musiał odkładać pieniądze na pensjonat i kwiaty i wakacje w górach.  Zamiast spokoju było wieczne rozedrganie – jego. Bo jak emocje, to tylko te „najsilniejsze”. Raz miłość nieprzytomna, raz nienawiść. Tak, przyznaję, biegłam za nim nie raz, kiedy odchodził, pakując wszystko, co miał do jednej, służbowej walizki. Facet w tym wieku i bez żadnych oszczędności? Ślepa byłam, bezmyślna…

Dlaczego czerwona lampka nie zapaliła mi się w głowie już wtedy, kiedy opowiadał, jak złośliwie zabierałaś mu z konta ostatni grosz, żeby nie mógł w pracy iść na obiad z kolegami, bo taka byłaś zazdrosna? Dziś wiem, że ty po prostu płaciłaś zaległe rachunki, o których on nigdy nie pamiętał i że to on zabrał ci ów „ostatni gorsz”, kiedy komornik tuż przed Wigilią zajął ci konto za niespłacony kredyt, który mu podżyrowałaś.

Tak bardzo mu współczułam, kiedy opowiadał, że musiał u ciebie żebrać o uczucia, o łóżko, o cieplejszy gest, przychylne spojrzenie. „No jak tak można, no jak?!” – płakałam razem z nim, wrażliwcem. „Ja będę najlepsza, pokażę mu, czym jest miłość” – mówiłam sobie. I odpływałam w tym morzu kolejnych zmyślonych historyjek o przelewach, które nigdy nie przyjdą na mój rachunek i projektach, których nikt mu nigdy nie powierzy. Bo kiedy wszyscy wokół wiedzieli, że on jest nieodpowiedzialny, ja wolałam wierzyć w bajki.

W końcu i ja przekonałam się, że to on był tym „znikającym” i nieczułym, zimnym draniem. On, nie ty. Stawał się taki w momencie, kiedy już wiedział, że cię „ma”, że zrobisz dla niego wszystko, nawet zapożyczysz się u rodziny, żeby miał na nowy samochód. Tak, wiem. Nie musisz kiwać współczująco głową. Przysięgam, od teraz będę ostrożna. Żałuję, że kiedy przed ślubem próbowałaś się ze mną skontaktować, odrzuciłam połączenie. Zapewne chciałaś mnie ostrzec – dziś jedynie do siebie mogę mieć pretensję. A Tobie być wdzięczną.

Mówił, że zrezygnował dla ciebie z przyjaciół, z kontaktu z rodziną. Że chciałaś go mieć na wyłączność, że jesteś chorobliwie zazdrosna o jego karierę. I toksyczna. Że przez ciebie zachorował na depresję i miał myśli samobójcze.

Dziś, łykając środki uspokajające myślę o tym, ile musiałaś przejść, odkrywając tak jak ja – jego romans na Tinderze i kłopoty w firmie, o których nigdy ci nie powiedział. Manko na koncie i monity z banku.  No i oczywiście to, że jego kontakt z rodziną się urwał, nie dlatego, że byłaś jego żoną, tylko dlatego, że wszyscy zaczęli gubić się w jego kłamstwach, jego wersjach „tej samej prawdy”.

Tę „prawdziwą prawdę” o  tobie powiedziała mi jego mama. Cudowna kobieta. W opowieściach naszego męża – egocentryczna, wymagająca do bólu i samolubna. W rzeczywistości – ciepła i nieszczęśliwa, że nie potrafiła wychować syna na mężczyznę, z którym mogłybyśmy być szczęśliwe.

Wiesz, 7 lat, to o całe trzy więcej niż wytrzymałam ja. Tak bardzo się cieszę, że założyłaś nową rodzinę. Skoro tobie się udało, ja też w końcu znajdę spokój. Na dole zapisałam mój numer telefonu. Zadzwoń, jeśli tylko masz ochotę na duże latte. Nie musimy rozmawiać o nim. Pomówmy o nas, o naszej sile. I o tym, że jednak nam się udało.


Zobacz także

Rozkazuję ci być szczęśliwym Pętla dobrego samopoczucia

Rozkazuję ci być szczęśliwym! Czy to może się udać?

Fot. iStock/RyanJLane

Jak emocje odznaczają się na twojej twarzy i skórze

minimalizm

10 kroków do tego, jak uporządkować przestrzeń wokół siebie i pokochać minimalizm