Toksyczni przyjaciele, toksyczni partnerzy – skąd mam wiedzieć, jak ich rozpoznać?

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
27 czerwca 2017
Fot. iStock
 

Każda osoba, którą spotykamy na swojej drodze, ma mniejszy lub większy wkład w nasze życie, dlatego tak ważne jest, by otaczać się ludźmi pozytywnymi, takimi, którzy wnoszą dobrą energię i światło do naszej codzienności. Nie raz słyszałyśmy, że należy zerwać z toksycznym partnerem, czy pożegnać toksycznych przyjaciół – negatywizmem można się bardzo łatwo zarazić, a przecież życie jest za krótkie na dołowanie się i nieustanny smutek! Jak jednak rozpoznać, czy osoby obok nas mają w sobie ten szczególny rodzaj negatywnych wibracji, jak rozpoznać ich „toksyczność”? Oto kilka oznak, które powinny dać nam do myślenia.

Zawsze myślą pesymistycznie

Ludzi z negatywnym nastawieniem bardzo rzadko dostrzegają plusy i zalety jakiejś sytuacji – najczęściej wszystko jest złe, niedobre, nie po ich myśli.  Gdy za oknem świeci piękne słońce, będą narzekać na upał i skwar, gdy pada deszcz, będę marudzić, że pogoda się zepsuła i klimat mamy beznadziejny. Toksyczni zawsze przyjmują postawę „na nie”, a swoim zachowaniem sprawiają, że i nad innymi gromadzą się ciemne chmury smutku i beznadziei.

Zawsze są ofiarami

Zawsze skrzywdzeni, oszukani, wykorzystani przez los lub innych ludzi. Nawet, jeśli w danej sytuacji to ewidentnie oni zawinili, nigdy się do tego nie przyznają i będą stawiać siebie w pozycji ofiary. Bo przecież tak jest o wiele łatwiej niż wziąć na swoje barki odpowiedzialność i złożyć samokrytykę. Cały świat przeciwko nim, wszyscy się uwzięli – a teraz współczuj im i pomóż!

Nigdy nie mają dla ciebie czasu

Ty musisz być dla swojego toksycznego partnera lub przyjaciela zawsze gotowa do działania, pomocy i wsparcia, ale raczej nie oczekuj tego samego w zamian. To prawdziwi mistrzowie wymówek i tłumaczeń – potrafią tak dobrze wyjaśnić ci swój brak czasu i zaangażowania, że aż zaczynasz odczuwać wyrzuty sumienia i przepraszać za to, że się narzucasz. Pamiętaj jednak, że każda relacja polega na wzajemności, więc jeśli czujesz się wykorzystywana i mniej znacząca w waszym związku, warto to przemyśleć.

Wykorzystują cię

Drobna poprawka – oczywiście, że toksyczni znajdą dla ciebie czas, pod warunkiem, że jesteś im do czegoś potrzebna! Nie mają sentymentów i nic nie powstrzyma ich przed wykorzystaniem cię na dowolny sposób. Jeśli potrzebują pożyczki, towarzystwa, porady, pomocy w pracy, w przeprowadzce czy przygotowaniu uroczystości, dobrze wiedzą, jak i gdzie cię znaleźć i potrafią świetnie manipulować, by dostać to, czego chcą.

Nieustannie narzekają

Ich świat jest smutny, zły, niegodziwy i niesprawiedliwy, a oni nie mają oporów przed omówieniem jego każdej negatywnej strony. Marudzą, narzekają, z ich ust sypie się lawina negatywnym słów. I choćbyś miała nie wiadomo jak radosne i optymistyczne podejście, to w ich towarzystwie stopniowo gaśniesz, malejesz, a kolory jakby nieco bledną i ciemnieją.

Duszą cię emocjonalnie

Są niczym wampiry, które wysysają z ciebie energię i entuzjazm. Po każdym spotkaniu z toksycznymi, czujesz się niczym wypompowana, niesamowicie zmęczona, choć tak naprawdę tylko siedziałaś i piłaś kawę! Przyjaźń lub związek partnerski powinien na ciebie działać zupełnie odwrotnie, więc posłuchaj swojej podświadomości i wewnętrznego głosu, idź za instynktem i nie bój się wprowadzić zmian – w końcu masz prawo do radosnego, szczęśliwego życia!

Dążą do tego, by cię zmienić

Bo skoro toksycznym nie podoba się dookoła nic, to i ty nie jesteś dla nich wystarczająco dobra, zatem będą dążyć do tego, by cię zmienić. Fryzura, ubrania, wystrój mieszkania, sposób spędzania wolnego czasu, a nawet praca czy bliskie relacje z innymi – wszędzie chcą wprowadzać modyfikacje i zmieniać pod własne widzimisię. Nie daj sobie jednak wmówić, że wszystko jest z tobą źle i bądź asertywna – a najlepiej zacznij zmiany od pozbycia się toksycznego ze swojego życia.

Plotkują na potęgę

Znasz to powiedzenie, że wielcy ludzi rozmawiają o ideach, przeciętni o problemach, a mali o innych ludziach? Słowo „mali” możesz śmiało zamienić na „toksyczni”, bo plotkowanie to coś, co wprost uwielbiają. Lubią obgadywać, obmawiać innych za plecami, roznosić informacje dotyczące życia innych i szukać skandali. I choć lubimy ploteczki, sekrety i tajemnice (oj, lubimy, nie ma co się oszukiwać!), zastanów się, czy warto brać w tym udział i nie powtarzaj czegoś, czego nie umiałabyś powiedzieć komuś prosto w oczy.

Sprawiają, że i ty jesteś bardziej negatywna

Toksyczni sprawiają, że i w tobie coraz więcej jest negatywizmu i pesymistycznego podejścia – w końcu „jeśli wejdziesz między wrony…”. Zauważyłaś, że coraz częściej marudzisz i narzekasz? Trudniej znaleźć ci radość nawet w rzeczach, które kiedyś bez trudu sprawiały ci przyjemność? Inni dają ci sygnały, że stałaś się bardzie smutna? Nie czekaj, działaj póki jeszcze nie zapomniałaś, jak to jest być radosną i sympatyczną!

Są zazdrośni

Każdy z na nas bywa od czasu do czasu zazdrosny, w końcu jesteśmy tylko ludźmi! Różnica miedzy normalną osobą, a kimś toksycznym polega na tym, że nie potrafi on tego uczucia przezwyciężyć i cieszyć się sukcesami innych. Gdy spotyka cię coś dobrego, humor toksycznego partnera lub przyjaciele pogarsza się, reaguje on złością i ponurym nastrojem, będzie traktować cię niesprawiedliwie i zrobi wszystko, by umniejszyć twój sukces i  zepsuć radość.

Mają wpływ na inne twoje relacje

Toksyczny partner (lub przyjaciel) zna sposoby na to, by oddalić cię do twoich bliskich i sprawić, by w waszych relacjach zaczęło coś zgrzytać i układać się niekorzystnie. Ma na to wpływ także i to, że zmienia się twoja postawa i oddajesz innym coraz więcej negatywnej energii, więc powoli odsuwają się od ciebie w akcie samoobrony. Lepiej więc zacznij się oddalać od toksycznych osób, nim obok ciebie nie zostanie już nikt więcej.


 

Na podstawie: www.powerofpositivity.com


6 rzeczy, które warto wiedzieć o ADHD

Redakcja
Redakcja
27 czerwca 2017
Fot. iStock / SIphotography
 

ADHD (ang. attention deficit hyperactivity disorder), czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, to zaburzenie, które często przywoływane jest w codziennych rozmowach. Często traktujemy to z przymrużeniem oka, lekko rzucając, że ktoś ma ADHD, bo nie może usiedzieć w miejscu. A jest to problem złożony i wiedza o nim powinna być powszechna, by łatwiej rozumieć osoby dotknięte tym zaburzeniem.

ADHD pojawia się we wczesnym dzieciństwie i obejmuje trzy główne grupy objawów: nadmierną ruchliwość, zaburzenia koncentracji uwagi i nadmierną impulsywność.

Obecnie wyróżnia się trzy schematy zachowania wskazujące na obecność ADHD – typ nadaktywny-impulsywny (bez wyraźnych kłopotów z koncentracją), typ nieuważny (bez wyraźnych kłopotów z nadaktywnością), czasem określany skrótem ADD, oraz typ łączony (przejawiający oba rodzaje objawów). Objawy występujące przy ADHD utrudniają zwyczajne funkcjonowanie na różnych płaszczyznach zarówno u dzieci, jak i dorosłych, którzy mają trudności z koncentracją i kontrolowaniem swoich zachowań.

6 rzeczy, których nie wiedziałaś o ADHD

1. ADHD bywa mylone z niedojrzałością

W wielu przypadkach niedojrzałość dziecka do podjęcia edukacji przedszkolnej czy szkolnej, mylona jest z ADHD. Badania pokazują, że najmłodsze dzieci w klasie są dwukrotnie częściej, niż ich koledzy starsi o kilka miesięcy, diagnozowani z powodu podejrzenia ADHD i częściej zalecane są im leki psychotropowe.

2. Nie ma jednej przyczyny ADHD

O jego wystąpienie obarcza się czynniki środowiskowe, biologiczne czy genetyczne. Najczęściej przyczyną są nieprawidłowości w funkcjonowaniu ośrodkowego układu nerwowego. Stwierdzono, że u dzieci cierpiących na to zaburzenie poszczególne struktury mózgu rozwijają się w nierównomiernym tempie. Najnowsze badania wykazują, że wymienione zmiany mogą być dziedziczne.

3. Leki nie są najlepszym rozwiązaniem 

Długie badania Treatment of Attention Deficit Disorder, nie wykazują długoterminowych korzyści z leczenia psychiatrycznego ADHD. Wręcz przeciwnie, poddane takiemu leczeniu dzieci miały jeszcze gorsze rezultaty, niż dzieci, które poddane były indywidualnej psychoterapii. Leki zmniejszają objawy, ale nie usuwają przyczyny zaburzenia. Natomiast dobre efekty przynoszą treningi umiejętności społecznych, treningi radzenia sobie ze złością i agresją, ćwiczenia i treningi skierowane na specyficzne trudności z opanowywaniem umiejętności szkolnych; zaburzenia koordynacji ruchowej, zaburzenia koncentracji, terapia rodzinna.

4. Diagnoza ADHD może szkodzić dziecku

Dzieci z „łatką ADHD” mają trudniej na starcie edukacji szkolnej. Wynika to z faktu, że niskie oczekiwania nauczycieli i rodziców stają się samospełniającymi się proroctwami, powodują utratę poczucia własnej wartości orz rezygnację dziecka z prób pokonywania trudności. Dziecko rezygnuje na starcie, bo uważa, że przez ADHD i tak niewiele osiągnie.

5. ADHD towarzyszą inne zaburzenia

Blisko 70% dzieci z ADHD można cierpi z powodu przynajmniej jednego dodatkowego rozpoznania zaburzenia psychicznego. Najczęściej są to: zaburzenia opozycyjno-buntownicze, zaburzenia zachowania, dysleksja i dysgrafia, zaburzenia lękowe, zaburzenia depresyjne, stosowanie substancji psychoaktywnych, tiki.

6. Nieleczenie ADHD niesie ryzyko pogłębienia trudności

Dziecko, młodzież czy dorosły z ADHD wymaga wsparcia specjalisty. Im wcześniej otrzyma je na różnych frontach, tym łatwiej sobie poradzi w późniejszych latach. Leczenie w sytuacji dziecka wymaga współpracy rodziców, opiekunów, psychologa, lekarza, nauczycieli i pedagoga szkolnego. W przypadku braku odpowiedniej diagnozy lub zaniechania leczenia mogą pojawić się komplikacje zdrowotne, problemy emocjonalne, trudności w funkcjonowaniu społecznym. Gdy powyższe zaczną narastać, pogorszą jakość życia chorego dziecka, jak i dorosłego.

U około 70% cierpiących na ADHD dzieci objawy utrzymują się w okresie dojrzewania, a u 5–10% również w okresie dorosłości (jeśli ADHD towarzyszą inne zaburzenia psychiczne, to odsetek ten jest większy).


 

źródło: www.psychologytoday.com, pediatria.mp.pl


Układ prawie idealny: samotna, zamożna kobieta i młodszy mężczyzna. Nie nastawiam się tylko na to, że będziemy ze sobą już zawsze

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 czerwca 2017
Fot. iStock/Ivanko_Brnjakovic

Osiągnęłam w życiu etap, o którym marzyłam. Czuję się bezpiecznie, jestem pewna siebie i swojej seksualności. Mam świetną pracę, która jest moją pasją i zapewnia mi więcej niż stabilizację finansową. Kocham moje ciało i doceniam mój intelekt. Nie kiszę się już z związku, w którym wszystko kręci się wokół potrzeb „pana małżonka”. Jestem wolna. Jestem szczęśliwa. Jestem spokojna. Mam dwoje nastoletnich dzieci, dla których jestem wzorem i oparciem. Mam 44 lata i faceta młodszego o 18 lat. I czuję się z tym cholernie dobrze. Absolutnie nie „za stara”. Nigdy w życiu, nawet kiedy zaczynałam wspólne życie z moim mężem, nie czułam się tak atrakcyjną kobietą. Przysięgam ci, nigdy w życiu. I młoda chyba też jestem dopiero teraz.

Rozwód był dla mnie jedyną szansą. Na co? Na to, żeby odżyć, żeby zacząć być dla siebie ważną, potrzebną, piękną. Nasz schemat był klasyczny: kilkanaście lat razem, on zarabiający więcej i zarządzający domowym budżetem, ja „popychadło” usiłujące łączyć domowe obowiązki z powolną karierą urzędniczki państwowej. Jasne, sama na to pozwoliłam, bo przecież na początku było „pięknie”. Ale potem jakoś tak weszłam w tę rolę szarej myszki i zostałam w niej na długo. Aż przyszedł dzień, kiedy mój mąż pozwolił sobie na „o jeden krok” za dużo. Zrozumiałam, że to ostatni dzwonek na jakieś zmiany. Zmiany nie nastąpiły, stanęło na rozwodzie.

Po rozstaniu z mężem dosłownie nabrałam wiatru w żagle. Nie, nie od razu. Okres zaraz po jego wyprowadzce wspominam jako bardzo trudny emocjonalnie. Ale o ile decydując się na rozstanie, nie byłam jeszcze pewna, że to dobra decyzja, to, co przyszło zaraz potem rozwiało wszystkie wątpliwości. Dwa miesiące po orzeczeniu sądu, pamiętam dokładnie, bo to był pierwszy, wiosenny dzień w tamtym roku, obudziłam się z poczuciem absolutnej harmonii. Ze sobą, ze światem. I z takim przekonaniem, że oto znów mam białą kartę, że dawne błędy zostały za mną, zamknięte w drewnianym pudełku z napisem „przeszłość”. „Nie zmarnuj tego” – powiedziałam sobie. Myślę, że do tej pory mi się udaje.

Nowe związki? Nieprędko nabrałam na nie ochoty. W dniu rozwodu skończyłam 38 lat, wątpiłam w siebie i swoje ciało, od dawna nie podziwiane, krzyczące prawie o zaspokajanie swoich od dawna zaniedbywanych potrzeb. Potrzebowałam bardziej przyjaciela niż kochanka. Ale wzięłam się za siebie. Ścięłam włosy, zaczęłam ćwiczyć, wróciłam do ukochanej literatury. Po roku patrzyłam w lustro z satysfakcją i miłością do samej siebie. I szacunkiem. Wtedy przyszedł czas i gotowość na nowe znajomości. I co? I nic.

Na przykład pewien biznesmen około 50tki. Po pierwszym seksie – dodajmy, że bez rewelacji, które zapowiadał –  budzę się w jego mieszkaniu. Budzę się i czekam, bo pan postanawia odespać niespodziewany wysiłek, który chyba trafił mu się, jak ślepej kurze ziarno. Po godzinie budzę go delikatnie, romantycznie. Otwiera jedno oko. Zdecydowanie przestał być przystojny. Półprzytomny poklepuje mnie sarczyście po pośladku. „W kuchni, w lodówce są jakiejś jajka i pomidory , ale po pieczywo mogłabyś skoczyć do piekarni”. Wyszłam jeszcze szybciej niż poprzedniego wieczora skończył się nasz seks. Po południu zawdzwonił. Z pretensjami, że nie przyniosłam bułek. Trofeum zdobyte, koniec starań.

Dosłownie każda z relacji z moimi rówieśnikami okazywała się rozczarowująca. Początkowe starania trwały bardzo krótko, dwa, góra trzy miesiące. A potem próbowano mnie wtłoczyć w role i schematy, które znałam – aż zbyt dobrze – ze swojego małżeństwa. Dodajmy do tego – brak zainteresowań, ciągłe zmęczenie, brak ciekawości świata… i nieszczerość. No i każdy z tych panów miał brzydką wadę obgadywania swoich byłych partnerek. W wyjątkowo okrutny sposób. Jeden czterdziestolatek mówił bez przerwy o tym, jak jego była żona nie pozwalała mu dojść do głosu. Właściwie doskonale ją rozumiem. Przez większość czasu gadał kompletnie od rzeczy i głównie – o sobie.

Mojego obecnego partnera poznałam w pracy. Z przyjaciółką spełniłyśmy swoje marzenie z dzieciństwa – założyłyśmy firmę zajmującą się organizowaniem ślubów. On pojawił się jako kontrahent. Zaiskrzyło od razu. Na początku czysto fizycznie. Nie potraktowałam tego w ogóle poważnie: choć wyglądał poważnie, wiedziałam, że to młody chłopak. Ale on zadzwonił, najpierw pod pretekstem zawodowym, potem zaprosił mnie na kawę. I okazało się, że „to było to”.

Przyznam szczerze, najpierw spodobało mi się jego ciało, twarz. Dopiero potem zauważyłam, że jest inteligentny, oczytany, że mamy wspólne zainteresowania. A na samym końcu, że ma to, czego brakuje czterdziestolatkom, których znam: otwarty umysł i poczucie, że chcieć to móc, że jeśli się czegoś chce, to nie istnieją ograniczenia. No i nie oszukujmy się, chodzi też o seks. Seks, o którym wreszcie mogę powiedzieć, że jest taki, jaki powinien być: czasem szalony, zaskakujący, czasem delikatny i zmysłowy. Seks, w którym jestem traktowana podmiotowo, a nie przedmiotowo. Seks, który jest prawdziwym spełnieniem.

Słowa o miłości? Padają, przyznaję częściej z jego strony. Ja staram się trzymać uczucia na wodzy, choć jestem zakochana. Ale jestem też realistką. Dla niego różnica wieku nigdy nie stanowiła problemu. Przede wszystkim, trzeba się dobrze nam przypatrzeć, by ją dostrzec. On wygląda nieco poważniej niż jego rówieśnicy, ja wciąż wyglądam młodo. Ale świadomość, że dzieli nas 18 lat każe mi myśleć rozsądnie.

I taka jest pewność we mnie, że teraz jestem na tym miejcu, co trzeba. Z tą osobą, co trzeba. W weekend budzę się koło niego, robimy kawę i pijemy ją nieśpiesznie, rozmawiając o wszystki i o niczym. W końcu pada pytanie: „to, co robimy?”. Pomysłów nie brakuje, czasem aż ciężko się zdecydować. Może pojedziemy rowerem na śniadanie na drugi koniec dzielnicy, a może będziemy włóczyć sie po księgarniach? A może pojedziemy na wycieczkę Nie boję się, że on za mną nie nadąży, bo żyjemy tak samo aktywnie. Niezręczna cisza nie zapadnie.

Spotykamy się wtedy, kiedy dzieci są u mojego męża. Nie uważam, że nadszedł moment, w którym powinny poznać mojego partnera. Nie wiem, czy ten moment kiedyś nadejdzie. Czas pokaże, co będzie dalej. I powiem ci, że wiele moich koleżanek decyduje się na podobne życie. Nie potrzebują w domu męskich gaci na stałe, ale potrzebują poczuć, że ktoś ich pragnie. Chcą mieć z kim wyjechać na urlop i dobrze się bawić. Chcą w końcu rozmowy z kimś otwartym na świat, fajnym, inteligentnym. To wszystko ma mój młodszy mężczyzna.

I jeszcze jedno. Przez lata żyłam w związku, w którym główną osią konfliktów były różnice w naszych zarobkach. Obecnie zarabiam więcej od mojego partnera. I bardzo mi to odpowiada. Nie oczekuję od niego drogich prezentów i cieszę się, że mogę zapłacić za wspólny wyjazd (nie robię tego często, zazwyczaj się dzielimy i staram się nie obciążać za bardzo jego budżetu). Bukiet kwiatów, bilety do teatru czy kina – to są prezenty, które mnie cieszą. Nie oczekuję więcej. Ale dobrze mi z poczuciem, że w jakimś stopniu jestem silniejsza. Może to okrutne, może niezdrowe. Nie zastanawiam się nad tym.

Nie myślę o przyszłości z nim, nie nastawiam się na to, że będziemy razem już zawsze. Myślisz, że to cyniczne? Nie. Przeżyłam już wielką miłość, nie wynikło z niej dla mnie nic dobrego, więc teraz z życia chcę mieć coś dla siebie. Pytasz, czy dużo jest takich związków jak mój? Więcej niż ci się wydaje. Tylko, że to ciągle jeszcze temat tabu. Zobacz, jak świat zareagował na panią Macron. A ja ją uwielbiam za ten jej luz i pewność siebie.

Niektóre moje znajome, te, które mają dużo młodszych facetów są zaborcze, boją się ogromnie młodszej konkurencji. Myślę sobie, że one są po prostu potwornie niepewne samych siebie, swojego ciała, tego, kim są.  I podstaw swojego związku. Może tam rzeczywiście chodzi o kasę, o relację – ona i jej utrzymanek? Kobieta pewna siebie nie trzyma się kurczowo partnera. Nigdy. I nie zapominaj, że nie zmienisz sobie peselu. Uważam, że decydując się na bycie z dużo młodszym mężczyzną należy pozbyć się wielkich oczekiwań i pozwolić sprawom toczyć się swoim torem. I postawić swoje potrzeby na pierszym miejscu.

Aldona, lat 44 lata, od dwóch w związku z młodszym mężczyzną. Organizatorka ślubów i innych uroczystości rodzinnych. Szczęśliwie rozwiedziona kolekcjonerka jazzowych płyt. Mama całkiem zwyczajnych nastolatek: Poli i Zuzi. Właścicielka labradora.


Wysłuchała: Anna Frydrychewicz

 


Zobacz także

5 wielkich mitów psychologii popularnej. Wiara w nie to absurd!

5 wielkich mitów psychologii popularnej. Wiara w nie to absurd!

silna i dominująca - samica alfa

Udajesz twardzielkę czy naprawdę jesteś silną kobietą? Trudno nam uwierzyć, że można być szczęśliwym mimo wszystko

Marzy ci się być idealną matką? Oto kilka praktycznych porad. Spróbuj, może ci się uda!