Wszystko w tej głowie. Kiedy jesteśmy smutni, świat jest smutny razem z nami

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
26 lutego 2017
Fot. istock/filadendron
 

Można być nieszczęśliwym w każdym miejscu na ziemi. Nawet w tym najpiękniejszym. Można też być całkowicie szczęśliwym i to bez względu na to, gdzie się akurat jest. Stan umysłu to taka tylko trochę skomplikowana sprawa. No i całkowicie od nas samych zależna. W głowie siedzimy bowiem my i tylko my. I dla jasności, mam własną głowę na myśli, nie jakąś tam cudzą, do której bywa, że wpadamy czasem. Własną głowę mam na myśli i ten umysł, który jak eksperymentalna mysz, podlega niekończącym się, emocjonalnym testom.

Warto tutaj dodać, że stan umysłu jak nic na świecie, rzutuje na nasze samopoczucie, na to jak postrzegamy i interpretujemy świat, jakie znaczenie nadajemy zjawiskom i zdarzeniom. Kiedy jesteśmy smutni, świat jest smutny razem z nami. Kiedy wewnętrznie rechotamy ze szczęścia, środek listopada z ulewnym deszczem i płynącymi środkiem chodnika strumieniami wody, jawi się nam jako zabawne wyzwanie. Skaczemy ponad kałużami zwinnie i z gracją jak jakieś gazele. Deszcz zaś jest taki piękny, taki życiodajny.

Nie tylko o szczęście przy tym tu chodzi, lecz o każdą emocję, każde uczucie, które w sobie nosimy. Złość, irytacja, głupkowatość, spokój, wesołość, podekscytowanie i całe mnóstwo innych filterków przez które przepuszczamy życie… to one wszystkie nadają ton naszym dniom.

Pewnie, że łatwiej jest powiedzieć czy napisać niż zrobić. W końcu jak nas chandra dopada to robi to konsekwentnie, a jak w złość wpadamy to też najczęściej nie na własne życzenie, lecz sprowokowani czymś zewnętrznym. Prawda? Ano nie do końca prawda. O tym czy ktoś lub coś ma moc wytrącenia nas z równowagi albo zagonienia nas do doliny smutku, decydujemy bowiem my sami.

W grudniu pojechałam na Kubę i zakochałam się w tej wyspie (o kubańskim resecie pisałam jakieś dwa artykuły temu). Wszędobylski komunizm wydał mi się sentymentalny, klozetowa babcia wydzielająca papier za pieniążek kompletnie mnie rozczuliła, a serca wycięte z ananasa czy gujawy i podawane na śniadaniowym talerzu przez podejmujących nas u siebie w domach ludzi, uznałam prawie za wyznanie miłości. I owszem, na ulicach kubańskich miast prawie każdy uśmiechający się do ciebie Kubańczyk mógł oznaczać, że za chwilę padnę ofiarą naciągacza. Za jedno zdjęcie z kolesiem ucharakteryzowanym na Che Guevarę dałam człowiekowi dolara. Zrobił taką obrażoną minę, że natychmiast wyciągnęłam drugiego. Kiedy jednak dalej się dąsał jak paniusia jakaś, powiedziałam mu: hey Che! Take, it easy i udałam się w swoja stronę bez żadnych negatywnych uczuć do naciągacza.

Zocha pojechała na Kubę w styczniu i Kuba zmieszała jej uczucia. Komuna irytowała ją na każdym kroku, załatwianie czegokolwiek z nierozumiejącymi konceptu czasu na wagę złota Kubańczykami doprowadzało ją do szału, a kiedy w drzwiach do toalety stanęła starsza pani z wyciągniętą ręką po kasę, Zocha dostała histerii. Rzecz jasna padła też ofiarą naciągacza, co tylko dolało oliwy do ognia.

Ja na Kubie byłam w niebie. Zocha na Kubę więcej nie pojedzie. Ta sama Kuba, ta sama kubańska komuna z całym wachlarzykiem tak dobrze znanych nam skądinąd ludzkich zachowań, ci sami naciągacze i ta sama babcia klozetowa. Wszystko takie same, ale jakże różny odbiór i jakże różne wakacje.

Bo ja na Kubę pojechałam z otwartym umysłem i bez zbędnych oczekiwań. Wiedziałam, że ludzie są tam biedni i uznałam, że cokolwiek zechcą mi „dać”, tak by uczynić mój pobyt na Kubie autentycznym, będzie po prostu w sam raz. Zocha pojechała na Kubę z pewnym nastawieniem. A że wcześniej miała okazję doświadczyć gościnności Hindusów i Tajów, Kubańczycy wydali jej się najgorsi i tyle. Zocha sama przyznała, że miała porównanie i przefiltrowała Kubę przez tajlandzko – indyjskie doświadczenia. Tak oto Zocha lekko zepsuła sobie wakacje i to poniekąd na własne życzenie. Ja tymczasem, spędziłam 8 dni w niebie. Zamiast bowiem skupiać się na tych gorszych bądź co bądź szczegółach, w pełni oddałam się temu co na Kubie najlepsze. To zaś co nie najlepsze przepuściłam przez filterek sentymentu, rozbawienia, żartu, dobroduszności i jakoś tak wszystko wydało mi się piękne.

Diabeł zatem jak widać, siedzi w filterku. W tym znaczeniu jakie nadajemy sytuacji w jakiej przyjdzie nam wylądować. Kuba jest Kubą i Kubą zostanie. Ale to jaką będzie Kuba dla nas, to już my sami zdecydować musimy. Kubie nic do tego, no poza tym, że otwiera się przed nami wachlarzem możliwości nieskończonych. Serwowane są nam one w wersji bezbarwnej (choć o kolor to na Kubie akurat nietrudno), beznamiętnej, całkowicie bezuczuciowej. Jak prawie wszystko w życiu. Fabryka emocji natomiast mieści się w naszej głowie. To stamtąd malujemy świat, modelujemy jego znaczenie. To tam decydujemy o tym czym jest dla nas szczęście i jakie warunki muszą zaistnieć abyśmy uznali, że bingo! Strzeliliśmy w szczęścia dziesiątkę. Proste to poniekąd jest jak drut. Kto ten mechanizm rozumie ten zapewne też wie, że z równowagi wytrącamy się sami, do doliny smutku podróżujemy z inicjatywy własnej, tak samo jak i do kubańskiego nieba, tak samo jak i do kubańskiego piekła. Nie ma innej opcji, poza własną głową. Nasz świat wykluwa się z naszej głowy, a kiedy się rodzi, przechodzi przez emocjonalny filterek, którym sami zarządzamy. Nasza głowa, nasze emocje, nasz filterek. Kto zatem stworzył NASZ świat? No właśnie…


Ciągle się nie doceniasz? Gratulacje, po prostu jesteś „za dobra”! Efekt Krugera-Dunninga

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
26 lutego 2017
Fot. iStock
 

Ile razy wydawało ci się, że to nie ty zdobędziesz puchar: awans w pracy, dobrą posadę, a nawet miłość? Dlaczego mieliby wybrać właśnie mnie? X.,M. i B. są milion razy bardziej ode mnie kompetentne, inteligentne, po prostu lepsze… Często odnosimy wrażenie, że w rywalizacji z innymi – nasze szanse są zawsze znikome… Brzmi znajomo?

A ile razy słuchając radio czy oglądając TV zastanawiałeś się „czy ten koleś urwał się z choinki? Pan ekspert od wszystkiego… no tam go jeszcze nie było!”.

Według Charlesa Darwina „ignorancja częściej jest przyczyną pewności siebie, niż wiedza”, czyli…

Im więcej wiesz, tym rzadziej się chwalisz

A wynika to zwyczajnie z faktu, że im większe kompetencje w jakiejś dziedzinie posiadasz, tym mniejszym ignorantem jesteś. Większa wiedza, to również większa świadomość, że na pewno nie pozjadałeś jeszcze wszystkich rozumów ;). To nie żadne czary mary, zjawisko to zostało opisane i udokumentowane przez Justina Krugera i Davida Dunninga z Uniwersytetu Cornella.

A panowie za swoje odkrycie zostali uhonorowani nagrodą Ig Nobla w dziedzinie psychologii.

Jak to działa?

Osoby niekompetentne:

nie dostrzegają swojego niskiego poziomu zdolności,

nie potrafią prawidłowo ocenić poziomu zdolności u siebie,

nie potrafią prawidłowo ocenić poziomu zdolności u innych,

rozpoznają i uznają swój niski poziom zdolności dopiero po odpowiednim treningu danej umiejętności*

Mechanizm przeceniania (lub podważania) własnych kompetencji niesie wiele dobrego i złego – i jest bardzo, bardzo ludzki.

Całość opiera się na bardzo prostym i logicznym założeniu.

Im więcej wiemy w danej dziedzinie, tym bardziej jesteśmy świadomi swojej niewiedzy. Im mniej wiemy, tym mniej zdajemy sobie sprawę z tego, czego możemy jeszcze nie wiedzieć ;).

Kilka najciekawszych obserwacji:

  1.  Osoba uzdolniona w jakiejś dziedzinie skłonna jest umniejszyć swojej wiedzy przez empatię (podczas przeprowadzonych eksperymentów osoby o wyższych kompetencjach, aby dopasować się do mniej zdolnego współpracownika zaniżają swoją samoocenę);
  2. Osoba o bardzo niskich kompetencjach, zdaje się dostrzegać swojego braku kompetencji, ma wysoką, niezachwianą pewność siebie – jako mechanizm obronny.
  3. Wnioski z przeprowadzonych badań pokazują, że największą przeszkodą w powiększeniu swoich kompetencji, jest właśnie „arogancja”- czyli brak umiejętności przyznania się do błędu i skorzystania z cudzej wiedzy.

Następnym razem, kiedy pomyślisz, że jesteś z czymś beznadziejna i że każdy może wiedzieć więcej od ciebie – uśmiechnij się pod nosem i nie rezygnuj, bo to dobry znak, że jednak znasz się rzeczy.

 


Źródła: badanianet.pl, nauklove.pl, charaktery, *wikipedia

 


Wzruszające, przywracające wiarę w drugiego człowieka, piękne… Obejrzyjcie filmik, który przypomina nam o tym, co najważniejsze

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
26 lutego 2017
Fot. Facebook/Most Viral Web

Uczmy wrażliwości nasze dzieci, ale też uczmy się wrażliwości od naszych dzieci. Świat, w którym żyją tacy dorośli nie może być zły. Świat, w którym dzieci myślą o sobie z empatią, jest pełen nadziei na lepsze jutro.


Zobacz także

Szkoła uwodzenia. Kobietom wstęp wzbroniony!

Czego mężczyźni wolą nie mówić… Witaj w szkole uwodzenia. Kobietom wstęp wzbroniony!

Olej palmowy – tanie zło. O jego zgubnych skutkach dla ekosystemu i zdrowia

Czołówka światowego rankingu Międzynarodowej Federacji Jeździeckiej na sopockim Hipodromie