Tak prosto jest być szczęśliwym

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
24 maja 2016
tak niewiele nam potrzeba do szczescia
 

Ogromne czerwone słońce wychodzące nad horyzont. Pole rzepakowe, zielone drzewa przy drodze. Była 4:45 jak zatrzymałam się na środku drogi, tuż przed zakrętem. Nic nie jechało. Chciałam zrobić zdjęcie, bo widok wart był zatrzymania. Okazało się jednak, że nie ma to najmniejszego sensu, bo zdjęcie nijak nie oddawało tej ciszy, spokoju, zapachu nadchodzącego lata i soczystości kolorów.

Stanęłam chwilę przy samochodzie zapisując w pamięci każdą przesuwającą się sekundę. I wzruszyłam się, że takie momenty w naszym życiu nadal są. Takie chwile, które nas zatrzymują. Które sprawiają, że przez chwilę czujemy ogrom szczęścia, który jest naszym udziałem.

Wróciłam do domu i usiadłam do pracy. W półtorej godziny zrobiłam więcej niż w trzy w ciągu dnia i pomimo bolącego od dłuższego czasu kolana postanowiłam wziąć psa i pobiegać. Wszyscy jeszcze spali, gdy wychodziłam. Potruchtałam, nad jeziorem porozmawiałam z panem, który ze swoim psem wyszedł na spacer. Poćwiczyłam na plażowej siłowni i wróciłam do domu.

Wiedząc, że pracowo dużo zdążyłam zrobić, podlałam trawę i kwiaty, pobawiłam się jeszcze z psem, poćwiczyłam w domu. I usiadłam przy moim ulubionym ogromnym oknie z kawą uśmiechając się do siebie. Pomyślałam, jakby było fajnie codziennie wstawać o piątej rano i wykorzystać ten czas dla siebie. Jak zapominamy, jaką przyjemność sprawiają nam drobnostki, takie rzeczy, które gdzieś po drodze gubimy.

Dodatkowe dwie poranne godziny w ciągu dnia, to dla mnie ogromna dawka energii. Tak potrzebnej w zwykłej codzienności, gdy zawsze jest coś do zrobienia i nigdy na nic nie starcza czasu.

Budząc chłopców zastanawiałam się skąd nagle we mnie tyle pozytywów, tego spokoju i radości. Wystarczyło kilka chwil, które złożyły się na poranne ładowanie akumulatorów. A gdyby tak codziennie zauważać te przyjemności, które tylko czekają, abyśmy znowu je zauważali? Gdyby wstać przed budzikiem nie po to, żeby zrobić tysiąc rzeczy, których zdążyć nie zrobiliśmy, ale żeby zauważyć to czego na co dzień nie widzimy.

Co to może być?

Wschód słońca

O tej porze roku tak cudowny, tak spokojny. Nie trzeba wyjeżdżać za miasto. Czasami wystarczy otworzyć szeroko okno i wpuścić te pierwsze promienie wziąć głęboki wdech i poczuć, jak budzi się dzień, a my razem z nim. Cudowne uczucie.

Śpiew ptaków

Słyszycie je? Zamknijcie na chwilę oczy i wsłuchajcie się w to, co słyszycie. Ale nie stojąc w korku, ale wychodząc na spacer, otwierając okno. Jest tyle radości w tym śpiewie, tyle wolności i braku ograniczeń, a my mamy możliwość bycia cichym słuchaczem tego wszystkiego. Choćby przez chwilę.

Zapachy

Kiedy skupiam się na tym, co mnie otacza tonę w zapachach, zwłaszcza o tej porze roku. Kwitną drzewa, pachnie bez, kwiaty. One zawsze mnie zatrzymują, zawsze w głowie koduję: „ależ pachnie” – i ten króciutki moment szczęścia skrupulatnie zapisuję.

Kolory

Kiedy jak nie teraz cieszyć się tą soczystą zielenią. Mam takie miejsce w którym widzę, jak wszystko wybucha zielenią. Po miesiącach smutnych patyków i ogólne szarości nagle wstaję rano i wszystko wokół jest zielone i zachwycam się, ile tych odcieni zieleni może być. A jeśli dodamy żółty rzepak, tulipany, a wcześniej żonkile i białe kwiaty na drzewach… Czy może być piękniej?

Gwiazdy

A kiedy przez cały dzień nie mamy okazji skupić się na tym, co przypomina nam o szczęściu, to może teraz – zwłaszcza w te ciepłe noce, wyjść na taras, balkon lub podwórku i spojrzeć w niebo. I zagapić się w nie. Wsłuchać w ciszę, która wdziera się wraz z nocą. Wziąć podobnie jak rano głęboki oddech i pomyśleć jakie to szczęście uczestniczyć w tej chwili.

I kiedy o tym wszystkim myślę, o oczywistości tych wszystkich rzeczy, które nas otaczają, to staram wbić sobie do głowy, żeby o tym pamiętać też jutro i pojutrze. I obiecuję sobie, że jutro też wstanę wcześniej. A dzisiaj pójdę spać szybciej nie marnując energii na rzeczy, które nie czynią mnie szczęśliwą, a są jedynie czasową zapchaj dziurą.

Tak prosto jest poczuć się szczęśliwym. Trzeba tylko znaleźć się w swojej szczęśliwej chwili i jej nie przegapić.


Bycie mamą pokazało mi wiele rzeczy, z których wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, o których nikt mnie nie uprzedził…

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
26 maja 2016
Fot. iStock/ArtMarie
Fot. iStock/ArtMarie
 

Ten moment, kiedy kładli moich synów na moim brzuchu, kiedy liczyłam, czy na pewno mają wszystkie palce… Ten chaos w głowie po wysiłku narodzin i szczęście, które zalewa cię bez reszty. To już? Jestem mamą?

Każdy z tych dwóch momentów doskonale pamiętam. Jakby zdarzył się wczoraj. Jakby właśnie wczoraj dotarło do mnie, że teraz mój syn i ja jesteśmy już ze sobą związani na zawsze, niewidzialną nicią, która choćby nie wiem jak byśmy byli daleko od siebie, zawsze nas do nas poprowadzi. Dla nich to taka nić Ariadny, która zawsze poprowadzi ich do domu, obojętnie gdzie by nie był.

Nie pamiętam, czy miałam jakieś wyobrażenia w byciu mamą. Chciałam kochać i kochałam już głaszcząc się po brzuchu, choć jeszcze nie było widać, że ktoś tam czeka na spotkanie ze światem. A dzisiaj? Czy mam jakieś wyobrażenia? Chcę być mamą cierpliwą i akceptującą. Pewnie na każdym etapie ich życia będę od siebie oczekiwać czegoś innego…

Wiem jedno, bycie mamą pokazało mi i nauczyło wiele rzeczy, z których wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, o których nikt mnie nie uprzedził…

Że już nigdy nie będę sama

To było jedna z tych pierwszych prawd, które do mnie dotarła. Że już zawsze będzie ktoś, od kogo nie można odejść, kogo nie można zostawić, kto zawsze będzie, choćby nie wiem, jak daleko, to jednak będzie. Bo jest częścią mnie, bo jest moim dzieckiem, a ja jego mamą. Już na zawsze. Tego nie da się przerwać. Ta świadomość daje mi spokój i ogromne szczęście.

Że można kochać bezinteresownie

Za wszystko i za nic. To najczystsza miłość, bez pretensji, bez wątpliwości, bez ryzyka. Nagle kochasz całą sobą. Najpierw te malutkie palce u nóg, a później wszystkie bunty i pyskówki. Kochasz pomimo i zawsze. Ta miłość jest twoim drogowskazem, jest twoją intuicją, jest wszystkim tym, co dajesz swojemu dziecku, co możesz dać…

Że życie może być zero-jedynkowe

Bo dziecko bierze życiem takim, jakim jest i pokazuje ci, że czasami nie warto analizować, szukać tysiąca rozwiązań i kilku ścieżek wyboru. Czasami trzeba po prostu zdecydować: w prawo, czy w lewo. To niesamowite, jak wiele może nauczyć nas taki mały człowiek, jeśli tylko chcemy się od niego uczyć.

Że życie to zabawa

Bo ściągasz szpilki, zakładasz trampki i gonisz przez las na rowerze i znowu czujesz się jak dziecko, masz w sobie tę wyjątkową radość i szczęście. Bo możesz wysmarować bluzkę lodami i co z tego, bo możesz skakać po kałużach, śmiać się do łez i płakać na bajce oglądanej po raz setny.

Że bywasz bezsilna

Kiedy twoje dziecko cierpi, gdy choruje, a ty chciałabyś, zabrać do niego to wszystko. Mówisz: „niech ono już odpocznie, niech ja pocierpię”. Dla tego człowieka jesteś w stanie cierpieć, byleby zabrać od niego ból. Ale nie możesz. Możesz tylko głaskać po głowie, siedzieć na łóżku i zapewniać, że to minie, i że ty jesteś i dopóki jesteś nie pozwolisz, by coś złego mu się stało.

Że strach cię paraliżuje

Bo będąc mamą po raz pierwszy wiesz, co znaczy prawdziwy strach. Strach o drugiego człowieka. Już wiesz, że on będzie ci towarzyszył przez całe życie krocząc jak cień twojej miłości. Ale on jest i będzie nie lepiej z nim nie walczyć, tylko zdać sobie z niego sprawę i oswoić. Nie ograniczać wolności dziecka swoim własnym strachem. To sztuka…

Że nic nie jest na zawsze

Że wszystko się zmienia i płynie. Zmienia się dziecko stawiając tobie coraz to nowe wyzwania, zmieniasz się ty pod wpływem wszystkiego, co wokół się dzieje. Podążacie wspólnie dwoma równoległymi drogami, a jednak każde swoją własną.

Że kochać, to puszczać wolno

Bo kochać, to też pozwolić odejść, bo miłości nie da się trzymać kurczowo za rękę. Ona potrzebuje swobody, smakowania życia, doświadczania nowego, często, a może i coraz częściej bez naszego udziału. Kochać, to pozwalać na samodzielność, to ufać, to być blisko, ale nie ograniczać. To pewność, że tej miłości nie trzeba zamykać w klatce, bo ona im bardziej wolna tym głębsza, tym większa i paradoksalnie bliżej nas.

Bycie mamą to jeszcze jedna nauka, która do mnie przyszła trochę później, nie od razu, a jest bardzo ważną lekcją. Bo bycie mamą nie oznacza bycia mamą idealną. Mama to też słabości, to zmęczenie, to zniecierpliwienie i złość. Mama to też ta, a raczej to właśnie ta, która powie: „Nie mam siły”, „Nie mam ochoty”, „Nie lubię”. Bo bycie mamą czyni mnie lepszym człowiekiem, choć tak dalekim od ideału. Dziękuję dzisiaj moim dzieciom za to, że mogę być ich mamą…


Ważni ludzie w twoim życiu? Ty też ich masz

Matka Przebiegła
Matka Przebiegła
17 maja 2016
Fot. Unsplash/Kevin Curtis / CCO
Fot. Unsplash/Kevin Curtis / CCO

Ludzie są ważni. Nikt nie dostarcza mi tylu wzruszeń i tylu pięknych chwil, co drugi człowiek. I piszę to ja, która do ludzi nastawiona jest dość sceptycznie. Mało ufna, ostrożna i starająca się trzymać dystans, co oczywiście nie zawsze się udaje. Boję się ludzi, bo nikt inny nie potrafi tak skrzywdzić jak drugi człowiek. Nikt nie jest w stanie zafundować ci takiego smutku i rozpaczy, jak ktoś kto stoi obok ciebie. Nikt inny nie poniży cię, nie upokorzy, nie sprawi, że czujesz się nikim, choćbyś nie wiem, jak bardzo pracował nad sobą.

To drugi człowiek dostarcza ci wielu złych emocji, które bez jego udziału być może nigdy nie miałyby miejsca.

Rozczarowanie

Bo, gdy kogoś dopuszczasz tak blisko siebie, to wierzysz, że on blisko będzie, tak jak ty. Że zdążył się poznać i wie, gdzie stawiasz granice, a gdzie bez reszty dajesz siebie. Odpuszczasz kontrolę, bo tak bardzo chcesz zaufać. I… zostajesz zraniony raz, drugi, piąty, dużo jesteś w stanie znieść, choć wiesz, że powoli coś pęka, kiedy otwierasz powoli szeroko oczy i widzisz, jak drugi człowiek może cię skrzywdzić.

Rozpacz

Gdy odchodzi, gdy zdradza, gdy zostawia ciebie tak ufnym i pełnym wiary, że wy razem to już zawsze i wszędzie. Ale to tylko i aż człowiek, który porzuca, zostawia, używa innego człowieka dla własnych potrzeb. A ty zostajesz z dziurą w środku, wyrwą jak po wybuchu bomby, której nic nie jest w stanie załatać.

Upokorzenie

„Jesteś nikim, nic dla mnie nie znaczysz” – w tej dosłownej lub innej wersji słyszymy te słowa, jeśli mówi je ktoś, komu nie pozwoliliśmy się do siebie zbliżyć – nie ranią nas zbyt mocno, może jedynie dotyka niesprawiedliwość tych słów. Ale często słyszymy je od najbliższych, kodujemy w naszych głowach. Są jak ziarna, które zaczynają kiełkować w najmniej odpowiednim momencie. Jak mantrę powtarzamy, że nie jesteśmy nic warci, że nie zasługujemy na bycie kochanym, że nic nie znaczymy bez drugiego człowieka.

Czasami marzę, żeby wybudować sobie szklaną kopułę, w której nie dotkanie mnie żadna ludzka emocja. W której zbuduję tak silną siebie, że żaden człowiek nie będzie mógł mnie dotknąć, tak głęboko w środku. Kopuła spod której będę mogła obserwować innych, rozmawiać, spędzać czas, ale nie zaangażuję się, nie oddam części siebie, nie zbuduję relacji, z której być może wyjdę poszarpana. Tak, wiem – a może nie? A może zdarzy się coś dobrego? Ryzykować? Chyba za dużo we mnie strachu i obaw.

Nie lubię ludzi za to, jacy są mściwi, jacy złośliwi i zawistni. Jak źle życzą drugiemu człowiekowi pod przykrywką serdeczność i życzliwości, która w efekcie i tak okazuje się być fałszywa. Nie czuję się dobrze wśród ludzi, bo nigdy nie wiem, co się stanie za chwilę.

I kiedy dopada mnie złość, kiedy myślę sobie, że ucieknę, że się odetnę, że właściwie nikogo nie potrzebuję, pojawiają się Oni. Ludzie Ważni. Ważni w moim życiu. To oni dostarczają mi niesamowitych wzruszeń, to oni sprawiają, że nadal pozostaję tą naiwną, która wierzy w drugiego człowieka, w to, że każdy jest dobry.

Są tacy ludzie w naszym życiu, o których mówimy, że po prostu są. Nie, o nich nawet nie mówimy, bo oni są, byli, zdawałoby się – od zawsze. Macie takich przy sobie? Ja mam i oni niezmiennie mnie zaskakują.

Bo niczego nie oczekujesz, a tak wiele dostajesz

Zauważasz ten ogrom dobroci, którym zostajesz obdarowana i czujesz wdzięczność, że tak wiele dostałaś i tak wiele możesz dać. To najczystsza forma wdzięczności.

Bo nie boisz się, nie myślisz o strachu

Przy nich nawet na moment nie pojawia się obawa, że cię porzucą, zostawią. Bo przecież są tak wiele lat blisko. I ta bliskość nie polega na ciągłej obecności, ona polega właśnie na nieobecności, która nie rani, która nie boli, i o którą nikt nie ma pretensji.

Bo tak niewiele oczekują od ciebie

Nikt nie stawia ci oczekiwań, nie chce cię zmieniać. W pełni akceptuje ciebie i jest sprawiedliwy w swoich ocenach. Nie poniża, tylko szanuje, wie kim jesteś, bo zna cię doskonale, wie na co cię stać. I dlatego nawet, gdy słyszysz krytykę, czujesz się z tą osobą bezpiecznie.

Bo czujesz tę miłość, którą ci dają

Bo to jest miłość. Czujesz się kochanym, szczęśliwym. Wiesz, że możesz usiąść i nic nie mówić, albo przegadać całą noc. Ta miłość cię otula, daje ci siłę i wsparcie, bo wiesz, że zawsze możesz na kogoś liczyć i ten człowiek nigdy cię nie zawiedzie.

To ludzie, dzięki którym jestem lepszym człowiekiem. Którzy pokazują mi jak dobra mogę być dla nich i dla siebie. Którzy czują się przy mnie bezpiecznie i mają tę pewność, że ich nie zawiodę. To w końcu ci, którzy na co dzień zdają się być przezroczyści, tak bardzo wrastają nasze życie. Gdyby nie oni, nigdy bym nie zrozumiała, jak ważni są ludzie w moim życiu, także ci, którzy ranią, którzy odchodzą. Ci, którzy pojawiają się na chwilę.

Zamykam oczy i widzę ich za sobą. Stojących za mną murem, czuję ich wsparcie i ich siłę, która daje mi więcej odwagi i wiary w drugiego człowieka. Tak rzadko im dziękuję, że są. I dzisiaj dziękuję moi Ważni Ludzie. Za wszystko, ale przede wszystkim za to, że jesteście, po prostu.

Wy macie takich ludzi? Zadzwońcie dzisiaj do nich, napiszcie. Niech czują, jak ważni są dla was i o tym nie zapominają.