Ta niezwykła para skradnie wasze serca. Dla kochających serc nie ma przeszkód nie do pokonania

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 lipca 2016
Fot. Screen z Facebooka / Pasadena Humane Society & SPCA
 

Poznajcie niezwykłą parę: Julię i jej pieska – Waltera.

Dziewczynka i piesek są najlepszymi przyjaciółmi. Ale łączy ich nie tylko wspólna zabawa, emocje i młody wiek. Oboje nie słyszą, więc Julia uczy swojego pupila języka migowego.

Mały Walter jest jednym z pięciu szczeniąt urodzonych dziewięć miesięcy temu. Julia ma 10 lat. Kiedy jej mama zobaczyła fotografię przedstawiającą uroczego kundelka, zwierzątko skradło jej serce. A gdy pierwszy wzięła go na ręce, zauważyła, że zrobił to samo co Julia tuż po urodzeniu: wtulił się w jej szyję w poszukiwaniu zapachu, w charakterystyczny dla niesłyszących – ludzi i zwierząt – sposób.

Dziś Walter jest gwiazdą Internetu, a filmiki uwieczniające jego zabawę z Julią i naukę języka migowego, biją rekordy odsłon.

Obejrzyjcie koniecznie tu urocze video dokumentujące niezwykłą przyjaźń.


Krótka instrukcja: „Jak przeżyć rozpad związku”… i samemu się nie rozpaść

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 lipca 2016
Krótka instrukcja: "Jak przeżyć rozpad związku"... i samemu się nie rozpaść
Fot. iStock / eldinhoid
 

„Nie dam rady” – myślisz, bo twój świat się skończył, bo wszystko w co wierzyłaś, co budowałaś nagle przestało istnieć. Jednym trzaśnięciem drzwi, jedną kłótnią, awanturą, zdradą. Tak ci się dzisiaj wydaje, że to był ten jeden raz, ale gdzieś podskórnie wiesz, że to już trwało, że wszystko prowadziło do tego rozstania. Ale dopóki się nie wydarzy masz ciągle nadzieję, że może jednak coś się zmieni, może stanie się jakiś cud.

Nic takiego się nie dzieje, a ty zapadasz się w rozpaczy. Ktoś wyrwał ci kawałek serca i już nigdy nic nie będzie takie samo. To boli tak, że nie chcesz żyć, że chcesz zapomnieć. Myślisz, że już nigdy nic nie będzie takie samo.

A gdyby ta inaczej. Gdyby pomyśleć: „A w nosie z tym wszystkim, trzeba iść do przodu”? I tak, wiem, że gdy słyszysz: „jeszcze wszystko będzie dobrze”, to marne pocieszenie, bo zwyczajnie w to nie wierzysz, a raczej nie chcesz wierzyć. Bo jak ma być dobrze, skoro nie ma obok ciebie mężczyzny, którego kochałaś, który dawał ci może i złudne, ale jednak poczucie szczęścia.

Ale pomyśl chociaż przez moment. Chcesz dać mu satysfakcję i żyć w tej rozpaczy, dać mu prawo do odebrania tobie radości życia? No hej, zastanów się. Naprawdę tego chcesz, czy wolisz jemu i sobie udowodnić, że jednak nie był aż tyle wart, ile się tobie wydawało.

Spróbuj. W końcu życie ma się jedno i szkoda go marnować na wydłużając się rozpacz po draniu.  Małymi kroczkami można wyrwać się z poczucia, że twoje życie jest już teraz tylko beznadziejne. Gdyby tak pokusić się o stworzenie instrukcji: „Jak przeżyć rozpad związku”? Co powinno się w niej znaleźć? Pomyślmy.

Punkt pierwszy: „kocham się”

To może być takie proste. Powtarzaj sobie co rano do lustra: „Kocham cię”, później do odbicia w oknie, a później widząc siebie w wystawie sklepowej i jak kładziesz się spać powtarzaj sobie: „kocham się”. Jesteś cudowną, fajną kobietą. Bo kurde no przecież jesteś. Prawda? Nie bez przyczyny słyszymy – pokochasz siebie, wtedy pokocha cię cały świat. I tak będzie. Ale najpierw do znudzenia powtarzaj sobie: „kocham się”. I nie przestawaj! Ty jesteś panią swoich uczuć, a nie jakiś idiota, który cię zostawił. Niech się dowie, co stracił.

Punkt drugi: „chcę być szczęśliwa”

Głupie prawda? Bo kto z nas nie chce być szczęśliwy? Tylko, że powiedzenie sobie tego głośno może wiele zmienić. Przecież nie chcesz spędzić resztę życia opłakując swoją nieszczęśliwą miłość. No nie chcesz prawda? Więc mów sobie: „chcę być szczęśliwa”, jak jesteś zła, wściekła, jak czujesz, że nie panujesz nad smutkiem i przyklej sobie do twarzy uśmiech. Wiecie, że ten sztuczny z czasem staje się prawdziwym. Amerykańcy naukowcy nawet dowiedli, że taki uśmiech, choć nie odzwierciedla stanu naszej duszy, obniża poziom stresu. To co – śmiej się, na przekór temu, co ci zrobił!

Punkt trzeci: poprzeklinaj sobie

Nawet jak nie klniesz na głos to choć w myślach. Ktoś powie – prymitywne, ale czy jest coś, co przynosi większą ulgę niż pomyślenie: „A weź wypie*dalaj”. Wiesz, co jest najlepsze? Że przeklinanie – czy to głośno, czy nawet szeptem sprawi, że przestaniesz czuć się ofiarą. Głupie? Spróbuj.

Punkt czwarty: zerwij kontakt

Nie zadręczaj się obserwowaniem go na Facebooku, nie gap się w jego numer telefonu zastanawiają się czy zadzwoni. To boli, ale to koniec. Nie umiesz sobie z tym poradzić? W przypływie żalu wysyłasz do niego SMS-y, komentujesz jego zdjęcia na Facebooku, a potem nie cierpisz sama siebie, że uległaś chwili słabości. Moja znajoma zawsze powtarzała: „Wyślę mu jutro tego SMS-a”, bo wiedziała, że już nie wyśle. To dobry sposób. Ale jak nie ufasz sama sobie – po co przedłużać agonię. Zablokuj go, skasuj numer. Tak naprawdę bywa zdecydowanie łatwiej.

Fot. iStock / sarymsakov

Fot. iStock / sarymsakov

Punkt piąty: „jest mi lepiej bez niego, bo…”

I szybko dokończ to zdanie. Czemu jest ci lepiej. Mi się kiedyś udało odkryć, że dzięki temu, ze facet mnie zostawił mogłam zjeść ile chciałam bobu. On nie cierpiał, nie lubił zapachu, a ja kochałam. Więc jadłam ten bób jak głupia, kiedy jego już nie było. Dzięki innemu wróciłam do biegania, bo on nie lubił, jak wychodziłam z domu wieczorem pobiegać. A niech spadają. A tobie? Czemu jest lepiej bez niego? Odpowiedź jest dowolna.

Punkt szósty: „nie cierpiałam, jak słodził kawę”.

Bo zawsze tłukł łyżeczką o kubek. A może siorbał, a może mlaskał jak jadł obiad, albo pociągał nosem. A może nie lubiłaś jego stóp, albo dłoni. A może ubierał się w sumie beznadziejnie? No przecież nikt nie jest idealny. I on też na pewno nie był. Teraz już możesz się do tego przyznać. Nie musisz zakładać różowych okularów. Teraz to już najwyższy czas je ściągnąć. Pomyśl? Ubierał jakieś idiotyczne skarpetki? A może jego brzuch wyglądał znacznie gorzej od twojego, ale zdążyłaś się w nim zakochać, nim ściągnął koszulkę. A ty zawsze lubiłaś umięśnionych facetów, co ci strzeliło do łba, że właśnie on. Eh… Trzeba się otrząsnąć.

Punkt siódmy: „minęło X dni od rozstania, czuję się…”

Zobacz, to nie jest tak, że tylko łzy i smutek. Pomyśl ile dni minęło, i co się zmieniło. Jak zmieniły się twoje emocje, twoje spojrzenie na to, co było. Pozwól sobie osłabnąć złości, smutkowi i rozczarowaniu. Bo one na pewno słabną, a ty musisz to tylko dostrzec. Bo okazało się, że świat się nie skończył, że toczy się dalej i że wokół dzieją się całkiem fajne rzeczy. Prawda?

Punkt ósmy: „Będzie ktoś lepszy”

Tak, to nie jest łatwe – powiedzenie sobie, że będzie ktoś lepszy od tego drania, który cię zostawił. Ale na pewno będzie. I nie, że teraz zaczniesz gorączkowo szukać, ale zobaczysz, że kiedyś rozśmiejesz się na wspomnienie tego, co było. Pomyślisz sobie – jaka byłam głupia, że tak płakałam. On nie był tego wart. I tej myśli się trzymaj! Nie puszczaj jej.

Babcia mojej przyjaciółki powtarzała: „pół świata tego kwiata”. No i nie ma co ukrywać, że miała rację. Faceci potrafią nas zranić, ale jak głęboka ta rana będzie – to już zależy od nas. Takie życie, choć marna to pewnie pociecha. Ale co tam. Musi być dobrze. Głowa do góry!

Instrukcję przyklej sobie w widocznym miejscu i trzymaj się jej. Bo wiesz… – tak nie wierzysz w to dzisiaj, ale: „będzie lepiej”!


„Mąż kat, to nie tylko dramat kobiet, których życie potoczyło się mniej bajkowo i zepchnęło w odmęty patologii”

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
10 lipca 2016
"Mąż kat, to nie tylko dramat kobiet, których życie potoczyło się mniej bajkowo i zepchnęło w odmęty patologii"
Fot. iStock / CSA-Printstock

Stała przy furtce swojego pięknego domu z reklamówką w dłoni, zabrała tylko kilka podręcznych rzeczy. Wsiadła do samochodu, była blada, choć na twarzy miała ślad po uderzeniu. Taka ledwo widoczna, czerwona smuga. 

Mąż kat, to nie tylko dramat kobiet, których życie potoczyło się mniej bajkowo i zepchnęło w odmęty patologii. Te, które mieszkają w porządnych domach, jeżdżą dobrymi samochodami i noszą markowe ubrania, cierpią niekiedy jeszcze bardziej.  Żyją w podwójnym strachu przed „nim” i przed ujawnieniem prawdy tak kompletnie niepasującej do życia tak zwanych „wyższych sfer”. Przecież są ludźmi „na poziomie”…

Nikt nic nie widział

Dom jest ciepły, pachnący normalnym życiem – świeżym praniem, obiadem, świętami. Ona projektuje wnętrza, więc dba o wystrój. Zmieniające się pory roku, to nowe zasłony, obrusy, dekoracje stołu. Wszystko w wysokim standardzie, jak przystało na rodzinę prezesa dużej korporacji. Jest pełna pasji, młoda, atrakcyjna zadbana, krzycząca wręcz swoją kobiecością i  tak często wychodzi z domu…

Byli tacy, którzy zastanawiali się, jak ona to robi, jak na wszystko znajduje czas. A mąż? Ależ on tolerancyjny. A ona… powtarzała, że nie jest typem „kury domowej”, że potrzebuje dużo przestrzeni. Ludzie patrzyli na nią i niekiedy plotkowali, że flirtuje, że jest beztroska, rozpieszczona. A ona śmiała się głośniej i pakowała rodzinę na wymarzone wakacje w ciepłych krajach. Więc nic nie zauważyli… A ona grała swoją rolę niezmienni przez lata.

„Dłużej nie wytrzymam”…

… pomyślała i wyszła z domu. Odważyła się na telefon, nie do najbliższej przyjaciółki, sąsiadki…nie. Zadzwoniła do znajomej dziewczyny, chyba nawet nie były wtedy aż tak blisko. To był odruch, z jakiś powodów to przy niej poczuła się bezpiecznie. A może było jej już wszystko jedno.

– Bije mnie od 18 lat – powiedziała spokojnym głosem, kiedy wsiadła do samochodu i dodała: „zawieź mnie, proszę, na policję”.

Najważniejsze są dzieci

– Pojadą i wyprowadzą go w kajdankach, jak zwykłego przestępcę, łajdaka. Dla nich nie ma znaczenia, kim jest, gdzie pracuje – powtarzała nerwowo słowa stojąc na obskurnym korytarzu lokalnego komisariatu.  – Nie powinno mieć dla nich to żadnego znaczenia – odpowiedziała znajoma – dla ciebie też nie – dodała.

– Taki wstyd, wszyscy zobaczą – powtarzała dalej, jak w jakimś dziwnym transie. A w głowie kłębiła się jej jedna myśl: „W domu są synowie”… Odwróciła głowę w kierunku policjanta i zastygła na moment. – Proszę wycofać wszystko, co powiedziałam. Nie mogę zrobić tego dzieciom. Nie mogą zobaczyć ojca w takiej sytuacji. Oni nic nie wiedzą – powiedziała zdecydowanym, opanowanym tonem. – Tak się tylko tak pani wydaje – cierpliwie powiedział policjant dodając: – Pani dzieci już cierpią i być może nigdy nie przestaną. A mąż kiedyś panią zabije.

Stała tam i płakała. – Nie, nie mogę. Nie dam rady – wydusiła.

"Mąż kat, to nie tylko dramat kobiet, których życie potoczyło się mniej bajkowo i zepchnęło w odmęty patologii"

Fot. iStock / Valashko Viachaslau

Niebieska Karta nie ma w sobie odcieni błękitu

Pojechała do znajomej. Miała temperaturę, trzęsła się, ale już nie płakała. „Co będzie dalej”, „Jak on zareaguje” – tłukło się jej po głowie. I co powie synom, są w trudnym wieku, dorastają…

Jak on zareaguje – wiedziała. Wścieknie się, dostanie szału. A później będzie przepraszał, kupi pierścionek – jak zwykle. – Tylko, że teraz wszyscy się dowiedzą, ale to nic, to dobrze, to taka ulga. Mam to w dupie – wyrzucała z siebie setki słów chcąc dodać sobie pewności.

A później pojechała do domu..

Podniósł na nią rękę – oczywiście, że to zrobił. Miała jednak Niebieską Kartę, reakcja policji była szybka. Zamknęli go na 24 godziny. Wyszedł i wypowiedział jej wojnę, w której wszystko jest dozwolone.

Jest trudnym przeciwnikiem, prezesem, nieskazitelnym managerem, który przecież niemalże każdego dnia coś negocjuje, przekonuje, że ma rację. Jest w tym dobry. Ona jest kobietą, krzyczy emocjami, robi głupoty, a w tej walce, gdzie po obu stronach stoją najlepsi prawnicy, nie ma już miejsca na błędy. Dobrze jest też manifestować słabość, która powinna zostać wypłakana, ale nie w poduszkę, najlepiej publicznie. Tylko ona nie chce już być słaba, była przez tyle lat… Teraz chce chodzić z głowa prawdziwie podniesioną do góry, bo zrzuciła z siebie ciężar, nie musi już udawać, walczy o siebie.

Cena godności

Straciła najstarszego syna. Nie chce jej znać.  Ona cierpi, bo kiedy jej ubliża wie, że to rozpacz dziecka zamkniętego w ciele młodego mężczyzny. Kiedyś była z synem tak blisko, byli przyjaciółmi, mówił jej o wszystkim. – Może kiedyś do mnie wróci… zrozumie. Boże..,żeby tylko nie był taki jak ojciec – myśli gorączkowo.

Młodszy syn jest inny, zamknięty w sobie. Został przy niej, posmutniał, dorasta zbyt szybko…

Ona stara się poukładać sobie nowe życie,..może trochę się pogubiła, zbyt manifestuje wszystko co „nowe”. Jest po rozwodzie, ale nie uwolniła się od „niego”. W sądzie toczy się sprawa z „jego” powództwa o składanie fałszywych zeznań. Absurd, któremu przyklaskuje prawo. Tak naprawdę wszyscy są zmęczenia, cała pokaleczona rodzina, świadkowie. „On” też cierpi, kocha wypaczoną miłością i nienawidzi jednocześnie. Karze siebie, ją, ale najbardziej dzieci. A znajomi, przyjaciele, jak to w życiu – niektórzy opowiedzieli się po jednej stronie, inni po drugiej. Najwięcej jednak pozostaje za zachowaniem obojętności.

Obojętność jest bezpieczna,  tylko to za jej przyzwoleniem dzieje się wszelkie zło.


Zobacz także

Chcesz mieć w domu szczęśliwego faceta – idź do pracy, a jemu daj odkurzacz

Czy dobrze znasz swoje dziecko? 33 pytania, dzięki którym możesz to sprawdzić

20 rzeczy, które musi zrobić 30-latka, by być szczęśliwą po pięćdziesiątce