Syndrom pustego gniazda – zmora matek i… ojców

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 lipca 2016
Syndrom pustego gniazda
Fot. iStock/ AleksandarNakic
 

Smutek, depresja, uczucie żalu i strach przed przemijaniem – to emocje rodziców, których dzieci opuszczają rodzinny dom i zaczynają życie na własny rachunek, po swojemu. Syndrom pustego gniazda dotyka w większym stopniu kobiety niż mężczyzn, choć i im zdarza się cierpieć. Jednak to kobiety podwójnie przeżywają tę sytuację, bo często moment, w którym dorosłe dziecko wyprowadza się, zbiega się z menopauzą matki, ze starzeniem się i odchodzeniem jej rodziców. 

Sprawy nie ułatwia przedłużenie etapu „gniazdowania” dzieci przy swoich rodzicach. Bywa, że dorosłe już dzieci prowadzą wygodne życie, a rodzinny dom traktują jak bezpłatną stołówkę. Trzydziestolatkowie bojący się wziąć odpowiedzialność za swoje życie i w pełni korzystać z przywilejów, ale i obowiązków dorosłości, odchodzą potem nagle, z dnia na dzień, zazwyczaj wtedy, kiedy znajdują kogoś „na życie”, a rodzice zostają z pustką, którą często trudno wypełnić.

Co ciekawe, często kobiety nie zdają sobie sprawy, że ich problemy zdrowotne, obniżony nastrój, poczucie smutku – to właśnie syndrom opuszczonego gniazda. Warto wiedzieć, jakie są jego symptomy, bo móc w przyszłości – dla jednych dalszej, dla innych bliższej – sobie z nim poradzić.

Jak rozpoznać syndrom pustego gniazda

Uczucie pustki i ciekawość, jak radzi sobie nasze dorosłe dziecko nie świadczą jeszcze o tym, że mamy z tą nową sytuacją problem. Niepokojące są natomiast:

Poczucie utraty tożsamości na rzecz swojego rodzicielstwa (zwłaszcza u pań)

Występuje wtedy, kiedy trudno nam na nowo zorganizować sobie czas i kiedy nie potrafimy zdefiniować swoich potrzeb. Jeśli dotyczy nas problem syndromu pustego gniazda oznacza to, że do tej pory nasze życie kręciło się zbyt mocno wokół dzieci, że żyliśmy głównie ich sprawami. Gdy znikają nam z pola widzenia zaczynamy mieć problem z identyfikacją swojej roli w rodzinie. Nadal czujemy się odpowiedzialnymi rodzicami, ale odbiera nam się możliwości realizowania się w rej funkcji. Kim więc jesteśmy?

Uczucie utraty kontroli nad życiem dzieci (szczególnie panowie)

Do tej pory mocno odczuwaliśmy, że jesteśmy w miarę „na bieżąco” z tym, co wydarza się w życiu członków rodziny. Ważne sprawy prawdopodobnie omawialiśmy razem, w rodzinnym gronie. Teraz, nagle wszystko się zmienia. Jeśli w grę wchodzi miłość, obok naszego dziecka pojawia się ktoś NAJWAŻNIEJSZY, musimy liczyć się z tym, że to właśnie opinia partnera jest (i tak jest prawidłowo) dla niego najważniejsza. Jeśli decydują o swoim życiu, nic nam do tego. Ten fakt szczególnie trudno zaakceptować rodzicom, którzy nadal „nie odcięli pępowiny”. Jeśli wyfruwanie z gniazda nie następowało stopniowo, w naturalny sposób, poprzez stopniowe rozluźnianie więzi – może być naprawdę ciężko. W takich sytuacjach rodzą się konflikty, a rodzice mają tendencję do obwiniania partnera swojego dziecka za „odsuwanie” ich od jego życia i jego spraw.

Poczucie braku celu

Znajoma z pracy powiedziała mi kiedyś „ Nie mam już po co wracać do domu, skoro jego (35-letniego syna – przyp. red.) już tam nie ma i nie możemy wieczorem pogadać, popijając herbatę w kuchni.”. Nie widziała możliwości, pozytywnych stron tej sytuacji, zapomniała nawet, że nie jest w tym domu sama, bo czeka na nią mąż, z którym naprawdę dobrze się rozumie. To częsty błąd matek cierpiących na syndrom opuszczonego gniazda. Odejście dorosłego dziecka traktują jako koniec najważniejszego etapu w ich życiu, a nie jako koniec JEDNEGO z WAŻNYCH etapów w ich życiu. Jeśli przed wyprowadzką syna czy córki ich cele i marzenia dotyczyły jedynie tego, co związane z dziećmi – teraz będzie im bardzo trudno snuć plany dotyczące realizacji osobistych zamierzeń.

Ciągłe próby ingerencji w życie dorosłego dziecka

Teoretycznie żyjecie oddzielnie. On ma własne mieszkanie, pewni zaraz się ożeni, ma dobrą pracę i spotkania z przyjaciółmi. Ty nadal traktujesz go jak małe dziecko. Planujesz wspólny niedzielny obiad, wspólne zakupy, może nawet wakacje (!), zupełnie tak, jak gdyby nic się nie zmieniło. Dzwonisz, żeby przypomnieć o telefonach z życzeniami dla pozostałych członków rodziny, sprawdzasz, czy dopełnił urzędowych formalności. Próbujesz cały czas mieć kontrolę, nieproszony udzielasz porad i wskazówek. Strofujesz i krytykujesz, niezadowolony oznajmiasz, że powinien postąpić inaczej, że ty byś to załatwił „tak, a tak”.  Odpuść. Tamten etap już minął. Naprawdę pora na zmianę relacji, to wszystkim wyjdzie na dobre.

Brak akceptacji dla decyzji podejmowanych przez dorosłe dziecko samodzielnie, bez konsultacji z rodzicami

Do tej pory dziecko pytało cię o opinie w różnych sprawach. Może nawet traktowało jak powiernika. Jeśli nadal chcesz być dla niego autorytetem, szanuj jego decyzje. Nie narzucaj swoich rozwiązań – to, co było dobre dla ciebie, niekoniecznie sprawdzi się w sytuacji twojego dziecka. Mimo, że w jego żyłach płynie ta sama krew to całkiem odrębna osoba, inny człowiek.

Tego nie rób:

Nie wzbudzaj wyrzutów sumienia: za mało dzwoni, za rzadko cię odwiedza

Jesteś jedyną osobą, którą te wyrzuty naprawdę zabolą. Postawisz się w roli ofiary, która „tyle poświęciła” dla niewdzięcznego dziecka i w efekcie tylko poczujesz się gorzej. Postaw się raczej w sytuacji twojej córki czy syna. Przypomnij sobie, jak to było, gdy marzyłeś o chwili spokoju od stęsknionych rodziców…

Nie udawaj, że nic się nie zmieniło

To nie prawda, że wszystko będzie jak dawniej. Wyprowadzka z domu to naprawdę milowy krok w życiu każdego człowieka. Ciągłe odwiedziny, telefony, próby narzucania sposobu spędzania wolnego czasu tylko znacznie utrudnią ułożenie sobie życia po swojemu i wzięcie za nie odpowiedzialności.

Przestań się ciągle martwić o bezpieczeństwo i dobre samopoczucie twojego dorosłego dziecka

Dorosłość polega na tym, że człowiek sam sobie ze sobą musi sobie czasem poradzić, sam wpaść w tarapaty i sam z nich wykaraskać. I już.

Co możesz zrobić dla siebie:

Odsuwaj od siebie wszelkie negatywne myśli i koncentruj się na pozytywnych stronach wyprowadzki (wolna łazienka!)

Już wcześniej pracuj nad akceptacją tego nieuniknionego etapu i zmian w waszych relacjach

Ustal zasady waszych kontaktów, żeby uniknąć napięć

Zajmij się rozpoznawaniem swoich potrzeb

Odkryj na nowo miłość swojego życia – skoncetruj się na relacji z partnerem

Zacznij „coś nowego”: zapisz się na kurs, zacznij pisać książę – zrób coś, co skutecznie zajmie twoje myśli

Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego… Jeśli w tym momencie trudno ci jeszcze wyjść z roli, w której przeżyłeś ładny kawałek swojego życia, pomyśl o możliwościach, które właśnie się przed tobą otwierają. Pora odkurzyć marzenia „sprzed dzieci”…


Baba sama w podróży – bo chcemy i możemy!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
13 lipca 2016
baba sama w podróży
fot. iStock/Maxson_Design
 

Duszy podróżnika nie oszukasz. Możesz być przykładną żoną i matką lub przebojową studentką z ogromnym potencjałem, ale i tak raz na jakiś czas będziesz musiała uciec od codziennego świata i wybrać się w samotną podróż – żeby odpocząć, poznać trochę więcej świata, oczyścić umysł. Ponoć podróżniczki nie są dobrym materiałem na ukochaną, bo nie wytrzymają długo w jednym miejscu. „Ponoć” – to bardzo wygodne słowo.

Palcem po Google Maps

Kiedy już obudzi się w tobie pierwiastek włóczykija, cokolwiek będzie się działo, będziesz wracać do myśli o ucieczce – choćby na trzy dni, gdziekolwiek. Wystarczy jedna chwila, żeby podróżowanie po Google Maps zastąpić biletem na autobus czy pociąg i rezerwacją schroniska czy hotelu w ostatniej chwili. I nie ma w tym nic złego! Jedni odreagowują stres na siłowni, inni chlejąc piwo do lustra, a jeszcze inni potrzebują chwilowego odcięcia się od rzeczywistości. Na szczęście (lub nie szczęście) żyjemy w czasach, w których wszystko jest na wyciągnięcie ręki, nie tylko palca pod myszką. Wystarczy wybrać miejsce docelowe lub korzystając z rady Maryli Rodowicz, „wsiąść do pociągu byle jakiego”. Wszystko zależy od ciebie i tego, ile masz w sobie odwagi.

fot. iStock/ swissmediavision

fot. iStock/ swissmediavision

Do wnętrza siebie

To, że podróże kształcą, wiemy wszyscy. Zazwyczaj jednak na wakacje wybieramy wyjazdy z biurem podróży, najlepiej all inclusive. Może tak jest bezpieczniej, szczególnie teraz, kiedy na świecie panuje zamęt i strach przed kolejnymi atakami terrorystycznymi. Tylko czy ta zorganizowana turystyka kogokolwiek ocaliła? Pomijając fakty bezpieczeństwa masowego, bo samotna wyprawa może się okazać dla nas początkiem czegoś zupełnie nowego. W odosobnieniu łatwiej nam odnaleźć samego siebie, jakkolwiek banalnie to brzmi. To czas na odreagowanie codzienności, stresu, zabiegania, które potrafią nas przecież wykończyć na dłuższą metę. Wyłączenie się ze swojego własnego życia dzięki podróży może skutkować nieodwracalnymi zmianami, jakimi często okazuje się chęć zmiany zupełnie wszystkiego. Z dystansu lepiej widać pewne rzeczy, które umykają nam w domu czy pracy. Nagle widzisz, że twój związek jest do niczego lub przeciwnie, że masz o co walczyć; że pora zmienić pracę, może zadbać o siebie. Podróż to autoterapia, która przyda się każdemu.

Wcale nie tak samotna

Kobieta wyruszająca w samotną włóczęgę po świecie uważana jest za nieodpowiedzialną. Najlepiej, żeby miała obok siebie faceta, bo to gwarancja świętego spokoju i bezpieczeństwa. To trochę tak, jakby sama nie potrafiła o siebie zadbać. Zgoda, czasem robi się niebezpiecznie, szczególnie w przypadku podróżowania autostopem czy nocnych podróży taksówką. W większości takich przypadków wystarczy stanowcze nie, bądź dla bardziej ostrożnych (strzeżonego Pan Bóg strzeże!) posiadanie gazu pieprzowego w torbie. W wielu krajach samotne podróże kojarzą się przede wszystkim z seks turystyką, stąd mogą wynikać nachalne propozycje kierowców. Jest jednak coś w podróżujących kobietach, co otwiera jej drzwi do wielu miejsc. Może to seksapil, a może po prostu solidarność jajników. Samotna podróżniczka wzbudza ciekawość i pewien instynkt opiekuńczy, dzięki któremu możemy poznać prawdziwą kulturę danego miejsca i cudownych ludzi.

fot. iStock/csfotoimages

fot. iStock/csfotoimages

Stereotypowa wojażerka

Samotna, bez przyjaciół i faceta lub lecząca się z nieszczęśliwej miłości – tak społeczeństwo odbiera te z nas, które decydują się na zwiedzanie świata w pojedynkę. Może coś w tym jest, bo w końcu po coś wyruszamy w podróż. Szukamy siebie, swojego miejsca na ziemi, ale zawsze wracamy silniejsze, weselsze, jeszcze bardziej otwarte na innych. Pewien podróżnik, który zawsze za swój cel obierał góry, stwierdził, że nie ma nic piękniejszego od kobiety, która powraca z podróży, bo właśnie wtedy jest najbardziej sobą. Może ma to coś wspólnego ze zbieraniem cząstek swojej własnej osobowości od ludzi, których spotykasz na swojej drodze? Widząc, że ktoś inny żyje tak, jak chciałabyś żyć ty, masz w sobie więcej odwagi na spełnianie marzeń i przechodzenie od odległych planów do natychmiastowego działania.

#Viajosola

Dwie przyjaciółki z Argentyny wybrały się w wymarzoną podróż po Ekwadorze. Spakowały plecaki i wyruszyły w drogę, która miała być dla nich przygodą życia. Problemy rozpoczęły się już w pierwszych dniach, kiedy to dziewczyny zostały okradzione. Bez pieniędzy ciężko było im realizować pierwotny plan podróży. Piękne dwudziestolatki postanowiły więc przemieszczać się autostopem. To właśnie wtedy rodzina straciła z nimi kontakt i rozpoczęła poszukiwania. Ciała Argentynek zostały znalezione w strasznym stanie, z workami na głowach. Zawrzało. Kiedy kobietom zdarza się coś złego, społeczeństwo automatycznie kieruje winę na poszkodowane. Na forach roiło się od komentarzy dotyczących ubioru, wyglądu czy potencjalnych zachowań. Bo przecież kto to widział, żeby baby same jeździły po świecie! Na pewno były wyzywająco ubrane, same się prosiły, a do tego wykazały się skrajnym brakiem odpowiedzialności i wyobraźni. W sieci pojawił się hashtag – #Viajosola (podróżuję sama). Bo my, kobiety chcemy, możemy i będziemy podróżować samotnie.


Toksyczni partnerzy – z nimi nigdy nie powinniśmy się wiązać

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 lipca 2016
Toksyczni partnerzy
Fot. iStock/StudioThreeDots

Tak, łatwo powiedzieć: „Od tego faceta, uciekaj jak od ognia”. Gdyby to było takie proste, to wszyscy żylibyśmy w szczęśliwych związkach. Oczywiście rzecz dotyczy tak samo kobiet, jak i mężczyzn. Oni przecież też trafiają na zołzy, które niszczą im życie. Taka prawda, nie ma co się korygować.

I gdyby zamiast bajek o rycerzach budzących ze snu królewny i o księżniczkach, które w zaklętej wieży czekają na swojego bohatera, opowiadano nam historie o tym, że faceci są różni, a kobiety nie zawsze są królewnami, to żyłoby się nam wspólnie łatwiej.

Tymczasem pozostaje nam pamiętać w dorosłym życiu, że są partnerzy, z którymi wiązać się nie powinniśmy, gdyż związek z nimi nie przyniesie nam raczej więcej złego, niż dobrego.

Partner zazdrosny

Oczywiście, że odrobiny zazdrości nie może zaszkodzić związkowi, ale już zazdrość zaborcza i ograniczająca swobodę nie jest niczym przyjemnym. Tę zazdrość można dość szybko zauważyć. Jej sygnały są bardzo czytelne. Za krótka sukienka, bluzka ze zbyt dużym dekoltem, przesadne podkreślanie w towarzystwie, że należysz właśnie do niego/do niej – to powinno zwrócić twoją uwagę i zapalić czerwoną lampkę ostrzegawczą w głowie.

Partner kontrolująco-dominujący

To taki z którym po jakimś czasie czujesz się jak w klatce. Co chwilę musisz się z czegoś tłumaczyć, nie masz za bardzo prawa głosu. Na początku może ci imponować, że on wszystko organizuje, załatwia, ale z czasem zauważasz, że ty na nic nie masz wpływu. Co więcej, gdy coś proponujesz, to nigdy nie jest to wystarczająco dobre, czy odpowiednie.

Partner manipulujący

Niebezpieczny typ, ale gdy zaczynasz dostrzegać, że twoi znajomi się od ciebie odsunęli, że brakuje ci czasu na spotkania z przyjaciółmi, bo na każde: „Umówiłam się z Elką”, on ma kontrpropozycję, że już kupił bilety na koncert, zarezerwował stolik w restauracji, chciał zabrać cię na spacer. Manipulatorzy często stosują przemoc psychiczną wobec swoich partnerów. Kiedy czujesz, ze tracisz pewność siebie, gdy nie ufasz sobie – własnym decyzjom i wyborom, warto zastanowić się, czy przyczyna nie leży w związku, w którym jesteś.

Partner perfekcjonista

Związek powinien rozwijać, ciągnąć nas w górę, sprawiać, żebyśmy byli lepsi. Są jednak tego granice, zwłaszcza, gdy wiążemy się z kimś kto jest perfekcjonistą. Wprowadza w nasze życie nieustanne napięcie, że coś nie zostało zrobione dostatecznie dobrze, że ty jesteś cały czas niedostatecznie dobrze. Słyszysz nieustanne uwagi na swój temat, wskazówki, jak powinnaś się zmienić, zachować. Wygładzasz przy nim nerwowo sukienkę, która lekko pogniotła się w aucie, bo obawiasz się, że zaraz się do tego przyczepi? Zastanów się nad tym związkiem.

Fot. iStock/ gilaxia

Fot. iStock/ gilaxia

Partner narcystyczny

To taki, który kocha i wielbi tylko siebie, ciebie natomiast używa jako swojej ozdoby, potrzebuje do podkreślenia swojej wyjątkowości. Uwielbia, gdy się nim zachwycasz, kocha zachwyt w twoich oczach, gdy na niego patrzysz. Puszy się jak paw przy tobie, jednocześnie twoje potrzeby mając w głębokim poważaniu. Liczy się on i to czego on aktualnie chce. Nie daj się omamić. Szybko mu się znudzisz, wystarczy, że zaczniesz mówić o jego wadach – wymieni cię na inny model.

Partner obwiniający

Gdy usłyszysz: „Wszystko, to twoja wina”, „Przez ciebie marnuję swoje życie” – spakuj się i wyjdź. To ten typ, który będzie wiecznie wpędzał cię w poczucie winy na tobie wyładowując swoje frustracje za złe wybory, za porażki, za nieudane próby. Będziesz jak worek treningowy, na którym wyżywać się będzie za to, co w życiu mu nie wyszło, a z czym ty – realnie patrząc – nie masz nic wspólnego.

Partner rywalizujący

Zawsze chce być lepszy od ciebie. Biegasz? On też zacznie i będzie mówić, ile kilometrów więcej przebiegł, i o ile szybciej. To, że zarabiasz więcej – jest dla niego nie do przyjęcia i zaakceptowania. Masz więcej przyjaciół? On zrobi wszystko, by mieć jeszcze więcej. Nawet ulubioną przez znajomych twoją sałatkę też zrobi lepiej. Jak długo można to znieść… Pewnie są tacy, którzy powiedzą, że bardzo długo… niestety.

Partner kłamca

Najpierw rozkochuje cię w sobie kłamiąc na swój temat, by być bardziej atrakcyjnym. Później łapiesz go na drobnych kłamstwach. Mówił, że się spóźni, bo jedzie na myjnię, a auto brudne. Tłumaczy, że wróci później, bo pojechał kupić koszulę, ale gdy pytasz o nią, tłumaczy, że żadna mu się nie podobała. Nie pozna cię z rodzicami, bo akurat wyjechali, a później rozmawia z matką mówiąc, że wpadnie do niej wieczorem. Jak zaufać komuś kto kłamie? Nie da się, chyba, że można zbudować związek bez zaufania… Kto się odważy?


Zobacz także

Czy bycie miłą sprawi, że będziesz szczęśliwa? Jak długo jeszcze będziemy grzecznymi dziewczynkami?

5 rzeczy, których warto nauczyć się, by świat był lepszy

Nie dajmy szkolnemu systemowi ograniczyć pasji w naszych dzieciach. Akcja „Lekcja przetrwania”