Śmierć nie jest końcem. Śmierć powinna nas uczyć o życiu

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
1 listopada 2016
Fot. iStock / Marjot
Fot. iStock / Marjot

Chodzę alejkami pięknych Powązek w Warszawie, które rozświetla blask zniczy. Nagle, kompletnie się tego nie spodziewając staję się nieuprawnionym słuchaczem dialogu między sześciolatką a jej tatą. Dziewczynka pyta, czy może zostawić mamie cukierka na grobie. Tak, cukierka. Pyta dalej, gdzie ma go schować, aby nikt go mamie nie zjadł. Tata spokojnym głosem, ledwo zdziwiony odrywa się na chwilę od czyszczenia grobu i pomaga małej ukryć słodycze w pączkach doniczkowego kwiatu. Oprócz wzruszenia, które łapie mnie za gardło, myślę o tej scenie wracając do domu. Czy chodzi mi tylko o tę sytuację? O wyobrażenie domu, w którym tej mamy nie ma? O brak wieczornych łaskotek i czytania? O smutek, który rozgościł się w tej rodzinie, gdy odeszła? Początkowo tak. Ale jest coś jeszcze w tej scenie, co nie pozwala mi zapomnieć – myślę. Cukierek. Tak, cukierek, który łączy fantazję dziecka z zimnym grobem. Życie ze śmiercią. Śmiercią, która nigdy nie jest końcem.

Czytałam kiedyś rozmowę z filozofem profesorem Tadeuszem Gadaczem, który powiedział, że „śmierć powinna uczyć nas o życiu, a nie o odchodzeniu“. Ten, kto choć raz był w hospicjum – rozumie to doskonale. Codzienne umieranie przeplata się tam z afirmacją życia. Zmiana perspektywy z lat, miesięcy, a nawet dni na ten jedyny moment “tu i teraz” intensyfikuje doznania. Pan Tomasz w ostatnim stadium raka kości cieszy się z możliwości spróbowania raz jeszcze konfitur sąsiadki. Pani Ania (białaczka) z pogłaskania psa, który wiernie leży przy jej łóżko. Ktoś inny raduje się z rozmowy z wnuczką. Większość podopiecznych nie może doczekać się wspólnych czwartków przy drewnianym stole na dole, gdzie zbierają się ci, którzy żyją. Dosłownie. I, wierzcie mi, rzadziej słychać przy tym stole narzekania na los, a częściej słowa wdzięczności za te chwile. Za MOŻLIWOŚĆ ich przeżycia.

Możliwość – piękne słowo, prawda? Jak często w ten sposób myślimy o życiu? O czymś absolutnie wyjątkowym, na co udało nam się załapać. O czymś, czego absolutnie nie wolno nam zmarnować. Warto popatrzeć na groby, które dziś mijamy na swoich cmentarzach jak na tysiące skończonych możliwości. Ktoś napisał książkę. Ktoś zbudował dom. Ktoś zostawił syna i córkę. A znowu ktoś inny nie zostawił niczego, ale pięknie żył. Definicja dobrego życia może być przeliczona w wykorzystanych możliwościach.

Jest coś przepięknego w cmentarzach. Może właśnie chodzi o tę powagę złamaną ludzkim pędem do życia? Bo w sumie to przecież większość z nas bardzo chce żyć (jak najdłużej i jak najlepiej). Dziewczynka przy grobie swojej mamy miała kolorową kurtkę, pluszaka i mały plecak z księżniczką. Miała też w sobie wolę życia mimo doznanego cierpienia. Trzymała w swoim ręku możliwość i obracała nią jak słodkim cukierkiem.

Lubię grać w tę grę. Na dowód tego wracając od mojego taty wrzuciłam do doniczki dziewczynki czerwonego misia-żelka, którego często mam w torebce. Profesor ma rację – śmierć powinna nas uczyć o życiu.


Czy żałuję? Bogu dziękuję za ten rozwód i nowe życie!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
1 listopada 2016
Fot. iStock /  Joel Sorrell
Fot. iStock / Joel Sorrell

Rozwód dla większości kojarzy się z porażką, niepowodzeniem, końcem czegoś pięknego. Coraz częściej słychać jednak głosy mówiące o tym, że rozstanie to nie koniec świata, urządza się przyjęcia porozwodowe i pamiątkowe sesje zdjęciowe eks małżonków. Bo rozwód, jak każda życiowa zmiana, ma swoje plusy i minusy, jest końcem pewnego etapu i początkiem kolejnego. Dla moich bohaterek rozwód był startem w nowe, lepsze, życie.

Urszula, lat 56, dwanaście lat po rozwodzie – „Po rozstaniu znalazłam swoje pasje”

Wiecznie zabiegana, zajęta, z głową pełną planów i listą rzeczy do wykonania- taka jest Urszula. A właściwie taką stała się po rozwodzie. „Gdy się rozwodziłam syn właśnie zaczynał studia w innym mieście. Wracałam do domu i nie musiałam właściwie nic – ani gotować, ani sprzątać, w końcu miałam czas dla siebie. Nie chciałam stać się jedną z tych zgorzkniałych bab, które psioczą na facetów i przeklinają cały męski ród, bo trafił im się jeden felerny egzemplarz. Pewnego dnia powiedziałam sobie – Ulka, zrób coś z sobą, bo zwariujesz. I zrobiłam”.

Zapisała się na studia podyplomowe, zaczęła chodzić na aerobic, spotykać z innymi ludźmi, korzystać z wydarzeń kulturalnych. Okazało się, że jej wielką pasją jest teatr. „Po jakimś czasie dałam się namówić na udział w warsztatach teatralnych w domu kultury i totalnie wsiąkłam! Nigdy bym nie pomyślała, że na stare lata zostanę aktorką. Po rozwodzie odnalazłam swoje pasje, w końcu miałam odwagę, by zastanowić się nad sobą i tym, czego chcę. Bo do tego, wbrew pozorom, potrzeba odwagi. Łatwiej biec przez życie siłą rozpędu, myśleć o praniu, obiadach i zakupach, zachciankach męża i potrzebach dzieci, niż wsłuchać się w samą siebie i wyznaczyć jakiś cel.” Dziś Urszula mówi otwarcie, że nie cofnęłaby swojej decyzji o rozstaniu. „Czy żałuję? Bogu dziękuję za ten rozwód i nowe życie!”

Joanna, lat 36, pięć lat po rozwodzie – „Dopiero teraz wiem, czym jest prawdziwa miłość”

„Poznaliśmy się na drugim roku studiów, pobraliśmy na czwartym. Wtedy wszystko wydawało się takie oczywiste – kochamy się, jesteśmy razem, zostajemy małżeństwem. Dzisiaj wiem, że to były tylko nasze naiwne życzenia wobec rzeczywistości.” Po ślubie zamieszkali razem w akademiku, a ich wspólne studenckie życie układało się całkiem w porządku. Dopiero wyprowadzka do wspólnego mieszkania pokazała, jak wiele ich różni. „Studia się skończyły, zaczęliśmy pracę i normalne życie. Nie było już przyjaciół za ścianą, imprez co drugi dzień i studenckiego luzu, okazało się, że mamy nieco inne priorytety.” Zaczęły się coraz częstsze kłótnie, wady tej drugiej osoby przeszkadzały jakoś bardziej niż kiedyś, trudniej było osiągnąć kompromis. „Wydawało mi się, że to moja wina, że muszę dawać z siebie więcej, że za mało się staram. Spaliłam się, zjadła mnie moja ambicja i oczekiwania Piotra.”

Rozwiedli się trzy lata po ślubie, dzisiaj oboje są w nowych związkach, ale nie utrzymują ze sobą kontaktów. ” Z Piotrem to była taka zabawa w dorosłość, zabawa w dom. Bardzo chcieliśmy się kochać ponad życie i stworzyć razem rodzinę, ale się nie udało. Dopiero teraz wiem, czym jest prawdziwa miłość, taka, w której nie tylko dajesz z siebie wszystko, ale i wszystko dostajesz w zamian. Nie żałuję pierwszego małżeństwa, bo ono pokazało mi, że chcę czegoś więcej od życia, od związku. Myślę, że właśnie to znalazłam.”

Agata, lat 45, rok po rozwodzie – „Rozwód sprawił, że stałam się lepszą matką”

„Rozwód zawsze brzmiał dla mnie złowieszczo, był synonimem porażki, klęski, osobistego niepowodzenia. Dzisiaj patrzę na niego nieco inaczej – jak na pewien restart w życiu, drugą szansę”. Agata na co dzień pracuje w urzędzie, jest matką dwóch synów- trzynastolatka i dziewięciolatka. To właśnie dla nich zdecydowała się na rozstanie. „Doszłam do etapu, w którym przestałam lubić siebie w roli matki. Nieustannie strofowałam synów, warczałam na nich i gderałam im nad uszami. No dobra, powiem wprost – zdarzało się, że darłam się, czepiałam o pierdoły i bezsilna rzucałam karami na prawo i lewo. Niezauważalnie dla samej siebie straciłam całą radość macierzyństwa”.

Tę brutalna prawdę uświadomiła jej przyjaciółka, która powiedziała otwarcie, że frustracje wynikające z kłopotów małżeńskich przenosi na dzieciaki. „Od dawna nie układało nam się z mężem, ale dla dobra synów trwaliśmy w tej fikcji. Wpadliśmy w pułapkę myślenia, że lepiej razem, choć nieszczęśliwie, niż bez kłótni, ale osobno. Totalna głupota! Po roku od rozwodu wiem, że była to najlepsza z możliwych decyzji – nie jest łatwo, ale znowu poznaję siebie, a moi synowie w końcu mają fajną, uśmiechniętą mamę”.

Paulina, lat 29, pół roku po rozwodzie- „W końcu przestałam się bać”

Paulina o swoim byłym mężu mówi niechętnie i z widocznym jeszcze bólem. Jak sama twierdzi, są rany, które będą się goić jeszcze przez długi czas, ale najcięższe ma już za sobą. „Obudziłam się z koszmaru. Bo tak chcę myśleć o tym, co było – że to zły sen, który jest już tylko wspomnieniem i więcej się nie powtórzy. Rozwód był dla mnie wybawieniem, początkiem nowego życia. W końcu przestałam się bać.” Były mąż Pauliny był z pozoru ideałem – przystojny, majętny, kulturalny, potrafił zachwycić każdego i zdobyć jego sympatię w kilka chwil. Dopiero w domowym zaciszu wychodziły ukryte w środku potwory, pokazywał swoje prawdziwe oblicze. „Na początku wszystko było ok, może tylko czasem ponosiła go zazdrość albo zdarzył się ironiczny komentarz i przykra uwaga na mój temat. A potem… potem wszystko poszło w bardzo złą stronę”.

Wyzwiska, kontrola jej kontaktów towarzyskich, przeglądanie telefonu, śledzenie. W końcu pierwsza szarpanina, pierwszy policzek, przeprosiny, skrucha, prezenty, coraz częstsze awantury, siniaki, przemoc. „Dwa lata trwało nim przejrzałam na oczy i głośno powiedziałam dość. Pomógł mi brat i najbliższa przyjaciółka  – spakowałam się w dwie walizki i bez słowa pożegnania wyprowadziłam z domu. Długo walczyłam o rozwód, ale w końcu się udało. Jedyne, czego żałuję to, że nie zrobiłam tego znacznie wcześniej”.


„Z brakiem trzeba się pogodzić, zaakceptować jak młodszego, denerwującego brata, przyzwyczaić do niego i oswoić z jego istnieniem”. List do mamy

Listy do redakcji
Listy do redakcji
1 listopada 2016
Fot. iStock / brickrena
Fot. iStock / brickrena

Droga Mamo,

Pomimo tylu lat bez Ciebie wciąż, gdy zamykam oczy, doskonale widzę Twoją twarz. Potrafię przypomnieć sobie kolor Twoich oczu, Twój uśmiech, bliznę, którą przypominała ci czasy dzieciństwa.  Zamykam oczy i słyszę Twój głos, czasem śmiech, czuję zapach kremu Nivea pomieszany z delikatnymi perfumami i dymem papierosów, zapach, w który zawsze lubiłam się wtulać.

Najgorszy po Twoim odejściu był ten brak, który trudno opisać i którego nie sposób zdefiniować. Na co dzień nie dostrzegamy pewnych rzeczy, przecież to takie zwykłe, banalne pierdoły, nic nadzwyczajnego. Nie zwracamy na nie uwagi, nie myślimy o nich do czasu, gdy zaczyna nam ich brakować – telefonów z pytaniem kiedy wrócę do domu, przypominania o szaliku w mroźne dni, przytulenia po dobrze zdanym egzaminie, słowa „dobranoc”, gdy idę spać, narzekania, gdy byłam zbyt leniwa lub o czymś nieustannie zapominałam. Nawet chrapania rozbrzmiewającego w nocy po całym domu brak (choć zawsze twierdziłaś, że to na pewno nie Ty). A najgorsze, że ten brak zagnieździł się chyba już na dobre, nie da się go zatrzymać farmakologicznie, usunąć chirurgicznie, wyplewić cudownym zaklęciem lub egzorcyzmami. Z brakiem trzeba się pogodzić, zaakceptować jak młodszego, denerwującego brata, przyzwyczaić do niego i oswoić z jego istnieniem.

Zawsze wstawałaś pierwsza i jeszcze przed wyjściem do pracy miałaś ugotowaną zupę na obiad i gotowe śniadanie dla wszystkich. Pamiętam, jak malowałaś usta różową pomadką i że w twojej kosmetyczce była jedynie ona i zwykły tusz do rzęs, że w twojej szafie pełno było spódnic i bluzek w jednym i tym samym kroju, że nie lubiłaś eksperymentować z modą. Pamiętam, jak przyjechałaś na maturę ustną z polskiego z pączkami dla całej klasy i jak po pierwszym zdanym roku studiów otworzyłaś szampana, by uczcić mój mały sukces. Nigdy już nie dowiem się, jak zareagowałabyś na mój dyplom z samymi piątkami, pierwszą pracę i sukcesy zawodowe – skakałbyś z radości, czy zalewała łzami ze wzruszenia; a może jedno i drugie?

Dziwnie żyje się bez Ciebie. Oczywiście każdy wie, że kiedyś nasi rodzice umrą, ale nie spodziewamy się tego mając zaledwie dwadzieścia lat. W wyobraźni widzimy siwą staruszkę otoczoną wnukami, a nawet prawnukami, która dobija już do setki i opowiada młodym, jak to kiedyś ludzie żyli. Nie doczekałaś wnuków, choć od zawsze o nich marzyłaś, a ja myśląc dzisiaj o tym, że moje dzieci będą wychowywać się bez babci, czuję dziwne ściskanie w żołądku, a oczy jakoś tak same niepokojąco mokną. Nie będzie opowieści, którymi i mnie karmiłaś w dzieciństwie i wzruszeń z okazji Dnia Babci, nie będzie kłótni o to, że dajesz im za dużo słodyczy, że rozpieszczasz, pozwalasz na zbyt wiele, mojego przewracania oczami na dobre rady i narzekania na zbytnie wtrącanie się. Tej wielkiej dziury nikt i nic nie jest w stanie załatać.

Nigdy już nie będę czuć się tak kochana, jak wtedy, gdy byłaś obok. To niemożliwe, bo przecież tylko matka potrafi kochać tak ogromnie za wszystko i pomimo wszystkiego. Bardzo żałuję, że nie zdążyłaś poznać mnie – dorosłej, że odeszłaś zanim jeszcze ja zdążyłam poznać i zrozumieć samą siebie. Czy lubiłabyś mnie w tej dojrzałej i odpowiedzialnej wersji, dostrzegła swoje geny i przekazane nawyki? Czasami zastanawiam się, jak wyglądałyby nasze relacje, gdzie dzisiaj bym była i co robiła, gdybyś nadal była obok. Jak odnalazłabyś się w tym współczesnym świecie – czy miałabyś konto na facebooku, wiedziała, czym jest You Tube i Instagram, przyłączyła do nurtu slow food? A może zostałabyś hipsterską babcią, której życie zaczęło się dopiero na emeryturze? Nigdy się tego nie dowiem, nigdy cię takiej nie poznam.

Dziękuję ci za to, że potrafiłaś się śmiać nawet wtedy, gdy nie było Ci do śmiechu, że czasami mówiłaś „pieprzyć to” i zamiast zasuwać z odkurzaczem leniłaś się na kanapie. Za to, że nigdy na mnie nie naciskałaś, nie wymagałaś samych piątek, mówiłaś, że nie uczę się dla ocen, ale dla siebie. Dziękuję, że dałaś mi swobodę i luz, ale jednocześnie wiedziałam, gdzie leżą granice nie do przekroczenia. Że nauczyłaś mnie szacunku do innych, bez względu na to, kim są, że wpoiłaś troskę o drugiego człowieka i liczenie się z jego potrzebami. Dziękuję za to, że byłaś najlepszą mamą, jaką mogłaś być i jaka być umiałaś. Ostatnio coraz częściej słyszę, że jestem do Ciebie podobna – to dobrze, może dzięki temu Twój obraz pozostanie wyraźniejszy i trwalszy w mojej pamięci. Za to też Ci dziękuję, bo to oznacza, że byłaś, że istniałaś. Ma nadzieję, że spotkamy się jeszcze kiedyś, gdzieś tam w innym świecie, a wtedy przytulisz mnie i znowu poczuję mieszankę zapachu kremu, perfum i dymu papierosów – najpiękniejszego zapachu świata.


Zobacz także

Fot. Pako Film

Niezależność, szybkość i realizacja marzeń – mobilność w oczach Polek [VIDEO]

Coco Chanel - 7 faktów, które musisz poznać

Coco Chanel – 7 faktów, które musisz poznać

Fot. iStock/shironosov

Ten zapach za mną chodzi… Czyli, jak dobieramy się w pary?