Słuchajcie, TACY faceci naprawdę istnieją! To się w głowie nie mieści! Nie dajcie się złapać na ich wątpliwy urok osobisty

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
24 maja 2018
Fot. iStock/piola666
 

Szczerze – nawet nie wiem, jak zacząć, bo ostatnio mowę mi odebrało na hasło, że były (na szczęście) mąż mojej przyjaciółki (nie znamy się z tak zamierzchłych czasów) nigdy, ale to nigdy nie zaproponował, że jej pomoże przy jakiś domowych obowiązkach.

Wiecie, nie mówię od razu o myciu okien (choć my myjemy na zmianę) czy szorowaniu kuchenki (tu zawsze są kłótnie), ale o zwykłych, przyziemnych kwestiach jak odkurzenie, pomycie naczyń, ba – zebranie ich ze stołu po posiłku. Otóż ten typ nie robił nic. NIC kompletnie. Jakiś defekt genetycznych czy inny ch*j, diabli wiedzą.

Nie wiedząc, czy jestem gotowa na wysłuchanie tej mocnej w podstawach historii, nie powiedziałam nie, gdy ona zaczęła kontynuować:

– że on kiedyś przez trzy godziny, jak przyszedł jego teść nie zrobił mu herbaty, bo UWAGA – nie wiedział, w której szafce ich wówczas mikroskopijnej kuchni w wieżowcu ona się znajduje

– że każdego dnia miał przygotowane gacie, skarpetki, koszulę i spodnie do pracy, jakby robiły to dla niego krasnoludki, bo nie umiał się ogarnąć. BA – on nawet nie wysilił się nigdy na tyle, by dowiedzieć się, w której szufladzie jego rzeczy się znajdują

– że nigdy w życiu nie zrobił sobie kanapki, herbaty, kawy, co więcej – UWAGA to jest hard core – nie wyciągnął sobie piwa z lodówki i sam go nie otworzył! Czujecie?

– że myślał, że skoro łazienka jest po remoncie, to nowa muszla klozetowa nie wymaga szorowania, po prostu z nowości nieustannie jest czysta (tak, serio!)

– że nie mył sobie sam włosów…

Nie wytrzymałam i zapytałam: „Ale kto mu je mył?”. W odpowiedzi usłyszałam, że ona. Ona robiła wszystko w domu, wokół niego i dla niego. „Dlaczego z nim byłaś?” – zdołałam jedynie wykrztusić będąc w niemałym szoku, co naprawdę rzadko mi się zdarza. „Ja lubię, kiedy innym jest dobrze, a on ciężko pracował i zmęczony wracał po pracy”.

Nożesz… No nie wierzę. No gdyby ona z nim była nadal, to pomijając fakt, że byśmy się pewnie nie znały, pewnie przyłożyłabym jej razy w łeb, żeby się ocknęła. Ale ocknęła się po siedmiu latach… Czujecie? Siedem lat, przecież między 27 a 34 rokiem życia, to cała wieczność, to życie można sobie z pięć razy ułożyć na nowo i plany zmieniać stokrotnie! Ale można też tkwić przy gościu, który SAM SOBIE WŁOSÓW NIE MYJE. Matko, na szczęście ona dzisiaj się z tego śmieje i nie traktuje serio.

I żeby nie było – nie oceniam, miłość nie wybiera. W sumie nie spytałam, czy był dobry w łóżku, bo to jednak częsty powód trwania przy prawdziwych dupkach, przynajmniej jakaś korzyść z nich jest. Dlaczego o tym piszę? Bo okazuje się, że takich typów jest więcej – bez rąk, bez chęci do pomocy, kompletnie niezaradni w zwykłej codzienności.

Ta historia przypomniała mi się, jak inna moja przyjaciółka odwiedziła mnie ze swoim narzeczonym (narzeczonym, czyli kimś kogo zamierza poślubić). Lubię, jak goście czują się w moim domu jak u siebie, więc rzucam do niego: „Słuchaj to jest chleb, tu lodówka, będziesz głodny, to zrób sobie coś do jedzenia”. UWAGA odpowiedź tylko dla ludzi o mocnych nerwach: „Ale ja nie umiem”. Nożesz ku*wa, myślę, jak to nie umie – chleb, masło wędlina, pomidora dorzucić i gotowe, ale zaciskam mocno zęby nie wiedząc, po co drążę temat: „To co jesz, jak jesteś głodny”. I się wydało – K. mu gotuje, robi kanapki, herbatkę, ba nawet kakao, o które poprosił kolejnego poranka.

Myślicie, że to wyjątek? „Nie przyjadę, mąż mi nie pozwala” – usłyszałam ostatnio od dawno niewidzianej znajomej. Powiedziała to w bardzo złym momencie, bo zdążyłam zakrztusić się kawą. „Jak to ci nie pozwala?” – miałam nadzieję, że się przesłyszałam. „A wiesz, on nie chce, żebym jeździła autem, bo uważa, że jestem słabym kierowcą”. To może inny kaliber, ale ten sam koguci sposób myślenia: „Ja tu jestem najważniejszy, musisz się mnie słuchać i koło mnie skakać. A jak ci mówię, że się do czegoś nie nadajesz, to masz w to wierzyć, jak w „amen w pacierzu”.

Słuchajcie, to nie jest mit, że tacy faceci jeszcze istnieją, to nie zamierzchła historia tych, którzy wracali do domu umęczeni ośmiogodzinną pracą polegającą często na piciu kawy i klepaniu koleżanek z pracy po tyłkach. Oni nadal chodzą po tej ziemi. I jak widać mają się dobrze. Tyle tylko, że hodujemy ich na naszej własnej piersi. Jeśli któraś z was trzyma takiego gada w domu albo zna kobietę, która uległa wątpliwemu urokowi takiego typa i teraz nie wie, jak się z tego cholernego związku wykaraskać, chciałam powiedzieć: „Nic nie musicie”. Serio. Nie jesteście jakimś wybrykiem natury, który to pracuje, zajmuje się dziećmi, domem i jeszcze usługuje panu i władcy, co to sam nic nie potrafi wokół siebie zrobić. Potrafi. I korona mu z głowy nie spadnie, a nawet jak spadnie, to schyli ten swój leniwy tyłek i ją podniesie. Inna przyjaciółka wzięła takiego na przetrzymanie, nie odzywała się kilka dni po jakieś karczemnej awanturze, gdy po raz setny wykrzyczała mu, że „ma to wszystko w dupie i nic wokół niego robić nie będzie”. Po trzech dniach zrobił sobie jajecznicę na śniadanie – dacie wiarę? Jakby się nawrócił normalnie. Na szczęście kopnęła go w dupę, jajecznica była nikłą nadzieją na zmianę absolutną.

Odpuśćcie. Ja rozumiem, że kochamy i chcemy dobrze dla tych naszych facetów, że miewamy potrzebę ich rozpieszczania, ale błagam – we wszystkim zachowajmy zdrowy umiar. Nie zaprzedajmy duszy temu, który tylko czeka, aż doskoczymy z talerzem ciepłej zupki, w międzyczasie wracając z pracy, robiąc zakupy i godząc rozwrzeszczane w aucie dzieci. Nie musimy tego robić, naprawdę. A jeśli któraś z was boi się, że jak dbać przestanie, to on odejdzie… Krzyż na drogę. W końcu będziecie miały więcej czasu, by zadbać o same siebie, bo to nam wszystkim się należy.


Dlaczego ciągle wierzymy, że KOBIETY głosu nie mają? No ku*wa mają. Może czas najwyższy w końcu go użyć

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
28 maja 2018
Fot. iStock/andreonegin
 

Czytam od kilku dni doniesienia a propos Morgana Freemana, klikam, przerzucam strony, sprawdzam komentarze. Znajoma mówi: „No nie, nawet Freeman, faceci jednak są beznadziejni”.

Dla tych, którzy nie wiedzą o czym mowa: Morgan Freeman został oskarżony o molestowanie seksualne przez osiem kobiet, osiem kolejnych osób było świadkami jego wątpliwie moralnego zachowania. I szczerze – mam mieszane uczucia. Zresztą takie miałam przy akcji #metoo, kompletnie nie podważając jej potrzeby. Bo cała lawina, która ruszyła była zdecydowanie czymś dobrym, otworzyła kobiety na mówienie o swoich doświadczeniach, a społeczeństwu dała sygnał: „Uważajcie, żarty się skończyły”.

I żeby było jasne – żadnej kobiecie nie odbieram prawa do mówienia o tym, co ona sama uważa za molestowanie. Świetnie, że #metoo dało taką możliwość.

Ale czytam o Morganie, który ma 80 lat i tłumaczy się ze swoich – jak to nazywa – żartów. A to, że dziennikarka mogłaby nie trzymać nogi na nogę, skoro ma taką krótką spódniczkę, a to, że ślini się na widok innej dziennikarki, pyta czy umawia się ze starszymi facetami. Nagle na Morgana Freemana wylało się wiadro pomyj, a on sam zaskoczony tym faktem przeprasza wszystkich, którzy mogli się poczuć dotknięci jego zachowaniem.

No dobra. Ktoś powie – nie zgwałcił, nie zmuszał do seksu, pracy ze seks nikomu nie obiecywał. Starszy pan po prostu rzucił kilkoma niewybrednymi żartami, a tu takie wielkie halo. Przy skali doświadczeń kobiet molestowanych seksualnie, faktycznie skala zachowania znanego i uznanego aktora jest kroplą w morzu seksualnej przemocy. Z drugiej strony – jeśli kobiety nie życzą sobie takich żartów, mężczyźni powinni je sobie odpuścić, uszanować ich zdanie.

I tu jest, śmierdzący jak jasna cholera, pies pogrzebany. „Nie życzą sobie” – ale czy któraś z kobiet powiedziała, że się jej nie podoba, że nie chce, by tak do niej mówiono? Nie bronie Freemana, ale na litość boską, baby – my mamy prawo do głosu, do mówienia, co nam nie pasuje, do komunikowania: „Stary, wypie*dalaj z tymi tekstami”. Kobiety na planie filmu zaczęły się inaczej ubierać, żeby uciec od żartów aktora. Serio? Naprawdę tak trudno otworzyć buzię i powiedzieć: „Nie życzę sobie! Nie chcę! Nie podoba mi się to!”.

Wiecie, ja nie uważam facetów za półmózgie istoty. Wręcz przeciwnie – uwielbiam ich. I chociaż to dla kobiet jestem w stanie zrobić wszystko, to jednak, mając wybór, szybciej zdecyduję się na męskie towarzystwo w weekendowy wieczór. Moi koledzy, znajomi, przyjaciele nie stronią od żartów w stylu Freemana, co mi w ogóle nie przeszkadza, bo nijak we mnie nie uderza. Nie czuję się niekomfortowo, nie mam poczucia, że każdy z nich, gdyby tylko mógł, dopadłby mnie w ciemny zaułku i zgwałcił. Dlaczego? Bo ich znam, wiem, kim są, jakie mają poglądy, jak potrafią się zachować wobec swoich żon, partnerek czy koleżanek. Mówiąc: „Zajebiście wyglądasz” nie proponują seks randki nocą w parku. Ale to ja. Może tak zostałam wychowana, że nawet zbereźne dowcipy mnie nie ruszają, wręcz przeciwnie – śmieszą najbardziej. Może dlatego, że moja mama zawsze miała luźny stosunek do seksu i jak byłam nastolatką nie raz słyszałam dyskusje wśród jej koleżanek: „Połykać czy nie połykać” po zrobieniu facetowi loda. Może mam do siebie i świata wystarczający dystans. Ale mam znajomą, która nie życzy sobie, by jej mąż klepał ją w tyłek wśród dobrych znajomych i rzucał jakimś tekstem z seksualnym podtekstem w jej stronę, na zasadzie: „Dobra, zbieramy się, bo jeszcze bzykanie w domu”. Ona mówi temu stanowcze nie – co więcej, powiedziała o tym swojemu mężowi i on to szanuje, ba – nawet znajomi faceci wystrzegają się seksistowiskich żartów w jej kierunku. I wszystko jest okej. Wszyscy mają się dobrze. Ale dlaczego? Bo ona o tym POWIEDZIAŁA. Nie strzelała focha, nie unikała towarzystwa, tylko dała znać: „Stary, mnie to krępuje, nie życzę sobie”. Można? Można.

Ba – trzeba dać po pysku szefowi, nawet jakbyś miała za to wylecieć z pracy. No ku*wa, jeśli my będziemy robić dobre miny do w ch*j fatalnej dla nas gry, to nic się nie zadzieje, nic się nie zmieni.

Akcja #metoo oprócz wielu ważnych kwestii, pokazała mi (zresztą po raz kolejny) jeszcze jedną: my, kobiety, jesteśmy cholernymi hipokrytkami. Niby tu się śmiejemy, żartujemy, nie mówimy broń boże, że coś nam nie pasuje, a potem BACH – z grubej rury wyrzucamy, że „Masz fajne cycki” – wcale nas nie rozśmieszyło, tylko zażenowało. A co gdybyście powiedziały: „A ty fajnego ch*ja”? Co strasznego by się zadziało, oprócz tego, że gość poczułby się lekko zdezorientowany? I obojętnie czy to jest Morgan Freeman, czy twój przełożony czy pan z warzywniaka – NIKT NIE MA PRAWA TAK DO CIEBIE MÓWIĆ, jeśli tego nie chcesz. Tyle tylko, że nie masz tego wyrytego na czole. To trzeba wyartykułować, postawić jasne – nieprzekraczalne przez nikogo granice. A nie siedzieć cicho jak mysz pod miotłą i zakładać golfy i długie spódnice do pracy, byleby tylko ustrzec się od debilnych tekstów.

Ile kobiet w życiu Freemana powiedziało mu: „Nie życzę sobie?”, a ile po prostu na jego żarty nie zwróciło uwagi, bo nijak ich nie dotykały? Nie bronię go, ani żadnego z mężczyzn, który w komentarzach do artykułów na ten temat piszą: „No teraz, to już strach nawet kobiecie powiedzieć: „Ładnie wyglądasz””. Skoro włączyłyśmy się w akcję #metoo bądźmy konsekwentne i tam, gdzie nam męskie zachowanie nie odpowiada – mówmy o tym. Moim zdaniem, dopiero wtedy zostaniemy potraktowane poważnie.


My to jednak bywamy głupie i naiwne. Porzućcie płonne nadzieje: dupek zawsze zostanie dupkiem. Wy go nie zmienicie

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
10 maja 2018
dupek zawsze zostanie dupkiem
fot. istock /Nastco

Okej, ja rozumiem, że każdy chce kochać, że każdy chce czuć się kochany. Zwłaszcza kobiety – przynajmniej one mówią otwarcie, że samotność z czasem doskwiera, że fajnie mieć obok siebie kogoś do przytulania, rozmawiania, bycia w zwykłej codzienności.

No kurczę, w końcu jesteśmy stworzeniami stadnymi, na dłuższą metę nikt nie chce być sam. Ale na boga, to nie znaczy, że musimy być z byle kim! A często jednak tak się zdarza. Zwłaszcza te fajne, ciepłe i mądre kobiety trafiają na dupków, którzy dążą do jednego – żeby to im było w życiu wygodnie. Całą resztę mają w dupie. Serio. Co więcej, kobiety, które za nimi latają żebrząc o chwilę uwagi wcale nie są jakieś wybrakowane.

Przykład. Przyjaciółka – mega laska, pewna siebie, niezależna i… zgłupiała na punkcie takiego dupka (jest trzy lata po rozwodzie, dzieci nastoletnie). Dzwoni: „Zakochałam się, on jest uroczy, nogi mi się trzęsą”. WOW. No w końcu – pomyślałam. Już czas najwyższy, żeby wyszła z kokonu i zaczęła się z kimś spotykać. Tylko dlaczego z kimś takim. On – całkiem przystojny, kilka lat starszy, po przejściach, ale mający dobry kontakt z synami i byłą żoną (wie jak się ustawić). Tyle tylko, że to taki pstrokaty kogut, bo na pewno nie malowany ptak, co to ceni swoją wolność ponad wszystko i tak naprawdę nie chce, by coś się w jego życiu zmieniło, a na pewno, żeby zmieniła je kobieta.

Obserwuję od pół roku zmagania K., jak to stara się, by ten związek trwał, jak się mu poświęca, jak daje z siebie o wiele więcej niż zazwyczaj. I co? I gówno za przeproszeniem. Im więcej ona daje, tym on jest szczęśliwszy nie dając nic w zamian. Skoro ona tak koło niego skacze, to znaczy, że on jest tak zajebisty, że na to zasługuje? Prawda?

Mówię do K.: „Daj sobie z nim spokój. Nie widzisz, że to oszołom, który cię wykorzystuje? Zachowuje się jak gówniarz, a ty jak młoda siksa, która pierwszy raz zobaczyła spodnie i łaska na nią spłynęła, którą boi się stracić”. Ch*j. Gadanie nic nie daje. K. nic nie widzi, rzuca tylko tym swoim: „Ale o co ci chodzi?”. No więc cierpiąc na niewyparzoną gębę wygarnęłam jej, o co mi chodzi.

Uwaga – tylko dla kobiet o mocnych nerwach, zwłaszcza, gdy są z dupkami, którzy im szczęścia nie dają.

Otóż przyjrzyj się sobie i swojemu związkowi i zobacz, czy tak właśnie dzieje się u was?

# Czekasz, aż on odpowie ci na SMS-a, wiadomość, oddzwoni? Gdy się nie odzywa przez dwie lub więcej godzin, ty ponownie go zagadujesz licząc, że choć na chwilę skupi na tobie swoją uwagę i odpisze. I chociaż zarzekasz się, że to ostatni raz, znowu i znowu to robisz, a on ma cię w dupie?

# On ma swój świat, w którym znika na tydzień, na weekend, jak mu się chce. Przecież nie jesteście związani żadną obietnicą czy przysięgą, przecież on ci tłumaczy: „Kotku muszę mieć dla siebie przestrzeń, duszę się, gdy ktoś mnie kontroluje”. O tak. Kontrola to największy zarzut, ty nie musisz (oczywiście jego zdaniem) wiedzieć, gdzie on jest, z kim spędza czas, ale jemu powinnaś się tłumaczyć z każdego wyjścia. Odpuść, pozwól mu wrócić do jego świata, niech sobie tam siedzi, ile chce, a ty zbuduj swój na nowo.

#Dajesz mu drogą, trzecią i ósmą szansę, jak coś spie*doli – zapomni, coś powie, zachowa się nieodpowiednio. Szansa szansą, ale czy jest w ogóle nadzieja, że ta coś zmieni, że on nauczy się na własnych błędach mając świadomość, że cię rani? Wątpię.

#Wymyślasz usprawiedliwienia dla jego gównianych zachowań? Mówisz sobie: „On na razie nie chce mnie poznać ze znajomymi, bo boi się na maksa zaangażować po byłym związku” albo „Jemu nie chodzi tylko o seks, on tak okazuje miłość”. Tja… jasne.

#Pozwalasz mu decydować o tym, jak się ubierzesz, z którymi przyjaciółmi się spotkasz i jak spędzisz najbliższy weekend? (O tak, już słyszę, że on tak okazuje troskę o ciebie. Serio w to wierzysz?)

#Stał się dla ciebie całym światem, nawet jeśli w jego świecie jesteś zaledwie słyszalna?

#Jak często mówisz: „Wiesz, nie mogę się umówić, bo nie wiem, co Misiek planuje”. No tak, cały plan dnia podporządkowujesz jemu, bo nie masz pojęcia, co mu nagle wpadnie do głowy licząc, że zadzwoni i akurat dzisiaj zaszczyci się swoim towarzystwem. Tylko to dzisiaj rzadko nadchodzi.

#Odkąd z nim jesteś, jak często spotykasz się z przyjaciółmi? Zwłaszcza tym, którzy mówią, żebyś dała sobie z nim spokój? (jestem na tej wyklętej liście chwilowo, ale K. mądra i w końcu zrozumie)

#W seksie jesteś idealną kochanką. To jemu zrobisz dobrze, sama pozostając bez krzty orgazmu. W końcu to jego szczęście się liczy, a ty chcesz mu zaimponować.

#Na pytanie przyjaciółki: „Czy ty słyszysz, jak on się do ciebie odzywa” – robisz duże oczy. Przecież jest okej. Serio? Nie widzisz, że on cię w ogóle nie szanuje?

#K. zaczęła biegać. Rozbawiła mnie tym do łez, bo jest ostatnią osobą, która wolny czas poświęciłaby dla sportu. Ale tym razem dla niego chce wyglądać świetnie, myśli, że będzie bardziej chciał być z nią, gdy zacznie lepiej wyglądać. Znasz to może skądś?

# Przepłakujesz noce, bo on znowu o tobie zapomniał, bo cię zranił, bo potraktował cię jak rzecz, którą można wyrzucić na śmietnik. Ale ty i tak nadal z nim jesteś. WTF?

#Widzisz, że flirtuje z innymi kobietami nawet w twoim towarzystwie. Ty jednak uparcie, jak mantrę powtarzasz, ze nieważne kogo podrywa, ważne, że to z tobą na koniec ląduje w łóżku. Nie no świetne wytłumaczenie.

Nadal nie widzisz tych wszystkich czerwonych lampek, które krzyczą: „Spierdzielaj od tego dziada!”? On jest dla ciebie okropny, ty o tym wiesz, choć nie mówisz głośno i nadal z nim jesteś? Eh. Czasami ręce opadają. A jak mi opadają w rozmowie z K., to jej mówię: „Odpowiedz sobie na jedno pytanie: czy zasługujesz na taką miłość”. Wiesz co, nikt nie zasługuje, bez względu na to, jak bardzo chce być kochany.