Skończył ci się tusz? Nie wyrzucaj szczoteczki! Jeszcze się przyda

Pani Mądrala
Pani Mądrala
26 marca 2018
Fot. iStock/PeopleImages
Następny

Należę do tego grona durnych bab, które ciągle muszą coś testować i eksperymentować z czymś. Na przykład z kosmetykami. Co z tego, że ten podkład super się rozprowadza i idealnie pasuje do mojej cery? Przecież mogę wypróbować inny, który akurat jest w promocji. Co z tego, że ten tusz do rzęs się nie rozmazuje? Wypróbuję inny, a nuż będzie jeszcze lepszy. Oczywiście efekty tych eksperymentów są różne i koniec końców zostaję z różnymi napoczętymi kosmetykami, których później nie używam albo używam, bo szkoda kasy. Nie pytajcie mnie, gdzie tu sens i logika, bo sama nie wiem. 

Ale te różne kosmetyczne wtopy czegoś mnie nauczyły – wykorzystywania niektórych produktów w nieoczywisty sposób. Zaczęło się od tuszu do rzęs. Zakup dobrego graniczy z cudem – wszystkie o tym dobrze wiemy. Albo jest tak, że sam tusz się rozmazuje lub kruszy w ciągu dnia, ale za to ma świetną szczoteczkę, która idealnie rozprowadza produkt na rzęsach, albo owa szczoteczka jest do bani, a tusz rewelacyjny. Znacie to? No właśnie. I dlatego ja nigdy nie wyrzucam szczoteczek od tuszu do rzęs.

Zaczęło się od podmianki. Miałam kiedyś jeden tusz, który miał rewelacyjną szczoteczkę. Taką, która docierała do każdej rzęsy, podkreślała je i trudno było umazać się wokół (btw. nie wiem, naprawdę nie wiem, dla kogo oni produkują te wszyscy szczoteczki, przypominające szczotki od WC. Przecież tym nie da się pomalować…). Problem w tym, że sam tusz był beznadziejny. Przełożyłam więc tę szczoteczkę do innego tuszu. Rewelacja! Niestety ten patent nie zawsze się sprawdza, ponieważ opakowania mają różne otwory i długości, przez co nie każda szczoteczka pasuje do każdego tuszu. Ale generalnie polecam ten patent.

Szczoteczkę od tuszu można także wykorzystać na inne sposoby. Jeśli kosmetyk już się skończył lub wysechł, należy bardzo dokładnie ją umyć, żeby na powierzchni włosków nie znajdowały się już żadne pozostałości tuszu. Co dalej?

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Uwaga, słońce nadchodzi. Jak wybrać okulary przeciwsłoneczne, żeby wyglądać zjawisko?

Pani Mądrala
Pani Mądrala
28 marca 2018
Następny

Pamiętacie, jak kilka dni temu wyszło słońce? Właśnie wtedy pierwszy raz w tym sezonie wyciągnęłam moje okulary przeciwsłoneczne. Mam je od dobrych kilku lat i jakoś tak zawsze odruchowo zakładałam je na nos. Nie wiem jak to się stało, ale może przez te wszystkie lata nikt nie zrobił mi zdjęcia, nigdy nie przejrzałam się w lustrze lub sklepowej witrynie, ale jak już w końcu do tego doszło (a doszło wczoraj), to naprawdę się przeraziłam. Ok, zmieniałam ostatnio fryzurę, ale chyba nie tu jest pies pogrzebany. Wyglądałam koszmarnie. Jak mucha. I nie Ania Mucha, a ta mucha, co to i na jabłku usiądzie i na psiej kupie przycupnie.

I wtedy pomyślałam sobie: „O nie, nie. W tym roku to ja zamierzam zadać szyku. Chcę paradować w okularach przeciwsłonecznych jak gwiazda w Los Angeles, ukrywająca się przed fotoreporterami”. Luźne, domowe ciuchy i brak makijażu może by i pasowały, ale na pewno nie te potworne okulary. Zaczęłam więc czytać i zorientowałam się, że jestem totalną ignorantką. Że te wszystkie okulary na stojakach nad Bałtykiem to się do niczego nie nadają. To jeszcze nic! Dowiedziałam się, że i w tych od Armaniego, Gucciego czy innego Gabany szyku nie zadasz, jeśli źle dobierzesz kształt, wielkość i kolor okularów.

„O Matko Boska” rzekłam i zaczęłam zgłębiać tajniki „okularoznawstwa”. To, że trzeba się określić co do stylu, to jeszcze jakoś rozumiem. Inne okulary pasują do dresu, a inne do gustownego garnituru. Jeszcze inne do zwiewnej, lekkiej sukienki. Fakt, warto zastanowić się w jakich sytuacjach i do czego będziemy te okulary zakładać.

Kształt twarzy też jest istotny, moje drogie. Jeśli masz twarz owalną, wygrałaś. Możesz kupić jakie chcesz i wszystkie będą pasować. Jeśli jednak masz twarz trójkątną powinnaś wybierać okulary „pilotki”. Paniom z okrągłą buzią do twarzy będzie w okularach z wyraźnym mostkiem nad nosem, który optycznie poszerza kształt oczu. Te z nas, które mają kwadratowe rysy, powinny mogą wybrać modny, „koci kształt”.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Czym kończy się obgryzanie paznokci? Teraz naprawdę przestaniesz to robić…

Pani Mądrala
Pani Mądrala
15 marca 2018
Fot. iStock/precinbe
Następny

Co i rusz ścigam moje dziecko, żeby przestało obgryzać paznokcie. Dosłownie doprowadza mnie to do szału. Tymczasem… wcale nie jestem lepsza. Wiele razy złapałam się na tym, że nieświadomie wkładam palce do ust, gdy nad czymś rozmyślam lub w skupieniu oglądam jakiś interesujący program. Co ciekawe, nie robię tego, gdy mam ładne, długie paznokcie (no dobra, wtedy skubię skórki…), ale gdy tylko są krótkie… ehhh! Trudno oduczyć czegoś drugą osobę, gdy samemu ma się pewien nawyk. Dlatego też postanowiłam zgłębić temat. Bo skoro nie skutkują argumenty estetyczne, to może trzeba dowalić z grubej rury…Zacznijmy od tego, że obgryzanie paznokci ma swoją fachową, medyczną nazwę – onychofabia. Brzmi strasznie, prawda? Tak właśnie określa się to zaburzenie kompulsywno-obsesyjne, występujące np. w sytuacjach stresujących i pomagające rozładować napięcie (matko, to o mnie).

Skutek, który widać na pierwszy rzut oka? Brzydkie, zaniedbane dłonie. I co z tego, że kilka razy dziennie je kremuję, skoro dalej wyglądają fatalnie? Niestety, może i mam nawilżoną i zregenerowaną skórę, ale dla paznokci to jednak za mało.

Najgorsze jednak jest to, że obgryzanie paznokci niesie wiele innych, przykrych konsekwencji. Na przykład, jeśli aktualnie zmagamy się z opryszczką na ustach, poprzez wkładanie palców do ust możesz roznieść wirusa na całym ciele, powodując np. wystąpienie opryszczki w okolicach narządów płciowych. Nie trzeba chyba dodawać, że można także zarazić inne osoby, które dotykamy naszymi dłońmi, np. partnera, dzieci.

Co ciekawe, obgryzanie pomalowanych paznokci powoduje, że połykamy różne toksyny. Cholera wie, z czego wykonane są te wszystkie lakiery, hybrydy, odżywki i tipsy… Po co się tym dodatkowo truć? Już wystarczy, że płytka naszego paznokcia musi to znosić.

Podobno w skrajnych przypadkach, u osób które obgryzają paznokcie aż do łożyska (skąd wyrasta paznokieć), może dojść do zahamowania wzrostu paznokci. Co to oznacza? Bye, bye długie, piękne pazurki…

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie