Siłownia, w której się… śpi. Tym samym hasło: „Kochanie wychodzę na siłownię” nabiera nowego znaczenia

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 kwietnia 2017
Fot. Screen/You Tube
 

Wyobraźcie sobie siłownię, w której zamiast tych wszystkich maszyn wyciskających z nas siódme poty, stoją łóżka… W sumie to nawet nie musicie sobie wyobrażać, bo taka siłownia powstała w Wielkiej Brytanii.

Nic tak obecnie nie ucieka, jak czas, nawet ten, który powinniśmy przeznaczyć na sen. A wiadomo, że niedobór snu bywa powodem większego stresu, ogólnego zmęczenia, obniżonego nastroju. Z tego powodu jedna z siłowni postanowiła stworzyć lekcje drzemki.

Idziesz na siłownię, masz 15 minut ćwiczeń rozciągających, wyciszających i w pomieszczeniu o idealnej temperaturze, pokoju pełnym obcych ludzi ucinacie sobie 45 minut drzemki. Ci, którzy stworzyli to miejsce uważają, że takie zajęcia z drzemki ożywią umysł, poprawią nastrój, a nawet pozwolą spalić zbędne kalorie. Według badania przeprowadzonego w Allegheny College w Pensylwanii, uczestnicy, którzy w ciągu dnia ucinali sobie 45 minut drzemki zdecydowanie lepiej radzili sobie ze stresem, byli w stanie więcej się nauczyć, bo sen zwiększa zdolność uczenia się.

Siłownia dla śpiochów w David Lloyd Clubs w Sidcup ma charakter eksperymentalny, ale jeśli się przyjmie, właściciele nie ukrywają, że będą chcieli stworzyć więcej takich siłowni w Wielkiej Brytanii.

Cóż, tym samym: „Kochanie wychodzę na siłownię” nabiera zupełnie innego charakteru. Prawda?

źródło: boredpanda.com


„Dbamy, żeby go nie bolało… Bo dziecka nie ma prawa nic boleć… I choć wiem jakie to trudne, po prostu proszę nam zaufać”. Wzruszający apel do rodziców

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
29 kwietnia 2017
Fot. iStock / ElgarsRetigs
 

Dziś o czymś dla mnie oczywistym… Dla mnie, bo to moja praca, ale nie dla zwykłego Rodzica, który na bloku operacyjnym zostawia swoje dziecko…

Kiedy przywozicie Państwo na blok operacyjny swoje dziecko, jesteście tak samo przerażeni jak ono. „Trzymacie fason”, staracie się być silni, bywa, że połykacie łzy, uśmiechając się do swojego szczęścia…

Oddajecie swój najcenniejszy skarb w obce ręce, nie będziecie go widzieć, przez długi czas nie będziecie mieć wiadomości o tym, co się z nim dzieje. Możecie tylko stać pod drzwiami bloku i czekać.

Oddajecie swoje dziecko pielęgniarce anestezjologicznej…

Dziś więc, jak nietrudno się domyślić, będzie o moich dziecięcych koleżankach:)

Są ubrane na kolorowo, mają bluzy w postacie z bajek, w kwiatki, kolorowe czapki, niebieskie rękawiczki. Zabierają Wasze dziecko na sale operacyjną, czasem na łóżku, czasem w małym łóżeczku, najczęściej na rękach…

Całujecie, machacie ręką i… Możecie tylko zaufać, że kobieta (na moim bloku są to kobiety:) ), której zawierzyliście kawałeczek swojego życia, będzie się nim dobrze opiekować…
I tak jest….

Za drzwiami sal operacyjnych dziecko jest specjalnym pacjentem. Bo to dziecko. Największe dobro i bezbronność w jednym…
A My w większości jesteśmy mamami…

Po zabiegu dziecko przyjeżdża na salę budzeń, pooperacyjną, gdzie zostaje przekazane pracującemu tam zespołowi… Tam maluch odsypia znieczulenie, tam pilnujemy jego parametrów i tam dbamy, żeby go nie bolało… Bo dziecka nie ma prawa nic boleć.

Choć czasem jeszcze nie mówi, parametry i znajomość farmakologii pozwala nam na leczenie bólu pooperacyjnego…

Dziś była mała dziewczynka. Obudziła się i nie płakała.
Pełna sala budzeń, my trzy biegające między pacjentami i malutka dziewczyneczka, cichutko leżąca w łóżeczku… Kręcąca się wokół, raz głowa, raz nóżki, machała sobie rączkami i rozglądała się wokół… Zero łez…

Gdyby płakała, pomimo pełnej pacjentów sali, nosiłabym ją na rękach, zawsze tak robię, bywa, że śpiewam i takie tam inne rzeczy

Kiedy koleżanka z oddziału przyszła odebrać drobinkę ,wzięłam ją na ręce, ta chwyciła mnie za bluzę, przylgnęła, po chwili odwróciła się patrząc ciekawie na świat…
Uśmiechała się zalotnie….
I tak szłyśmy długim korytarzem mojego bloku, ja do niej mówiłam, ona się uśmiechała…

Nie czekała na nią żadna mama. Była… niczyja…
Z jednego z państwowych domów, zajmujących się takimi dziećmi…

Radośnie przeszłą z rąk do rąk, puściła mi buziaka i… pojechała z nową ciocią…Na obiecaną galaretkę 🙂 .

Po powrocie jedna z pacjentek zapytała mnie, czy ja każde dziecko tak traktuję… Dla mnie szokujące pytanie…

Jak mam inaczej traktować?????

Każde dziecko jest czyimś dzieckiem, jest malutkim człowieczkiem czującym ból i przerażenie… Jeżeli tylko mogę, głaszczę, zagaduję, opowiadam głupoty, śpiewam, choć w moim wykonaniu dla pozostałych pacjentów to musi być traumatyczne przeżycie…

Jeżeli myślicie Państwo, że za drzwiami bloków operacyjnych, o Wasze dzieci przestajemy dbać, jesteście w błędzie.
W miejscu, w którym ja pracuję, gdzie „budzę” dzieci, są one na specjalnych prawach.
Bo to dzieci.

I nikt jeszcze z dorosłych pacjentów się nie poskarżył.

Dziecko po zabiegu ma się bezpiecznie obudzić, ma nie czuć bólu i jak najszybciej ma jechać do rodziców…
Dla Państwa to godzina, która wydaje się dobą, chwile trwające wieczność…
Te chwile są potrzebne dla bezpieczeństwa Waszych dzieci…
I choć wiem jakie to trudne, po prostu proszę nam zaufać.

Szczególne wyrazy uznania, dla moich koleżanek, które dzieci znieczulają…
Nie tylko za kolorowe bluzy…


Wpis pochodzi z Facebooka i został opublikowany za zgodą autorki.

Autorem jest Monika Drobińska.


Chcesz być modna w tym sezonie? Kup sobie niebieską torbę z IKEI! Jak rozpoznać oryginał 😉

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 kwietnia 2017
Fot.omontaż Screen z reklamy Ikea / Screen/www.barneys.com

Kto by pomyślał, że torba, która od ponad 20 lat gości na stałe w naszych domach stanie się inspiracją dla francuskich projektantów. W swojej najnowszej kolekcji firma Cristóbala Balenciagi przedstawiła między innymi torbę do złudzenia przypominającą niebieską torbę Frakta, z której korzystamy robiąc zakupy w Ikei. Duża, z długimi uszami, w kolorze do złudzenia przypominającym tę z sieciówki ma tylko jedną zasadniczą różnicę – kosztuje około 85000 złotych. Ile płacimy za Fraktę każdy bywalec IKEI – wie – 99 centów.

I pewnie nie byłoby w ogóle szumu wokół tej sytuacji, gdyby nie fakt, że IKEA w swoim stylu wykorzystała torbę projektanta do własnych celów. Reklamuje Fraktę jako oryginalny wzór za 99 groszy, a jeśli chcemy poznać inne modowe trendy – zapraszają oczywiście do siebie… Genialne. 🙂 Znowu się mówi o IKEI.

Fot. Screen/www.barneys.com

Fot. Screen/www.barneys.com

Nie ma jak to mieć dystans do siebie, do własnych produktów i jeszcze przekuć to na sukces. Swoją drogą, ciekawe, która z was kupiłaby sobie torbę francuskiego projektanta – abstrahując od ceny?

A jeśli miałybyście wątpliwości, która z tych toreb jest aktualna, spieszymy z pomocą.

Oryginalna Frakta:

  1. Szeleści, gdy nią potrząśniesz.
  2. Jest multifunkcjonalna. Możesz w niej nosić sprzęt do gry w hokeja, cegły, a nawet wodę
  3. Kiedy się wybrudzi, wystarczy ja spłukać wodą przy pomocy węża ogrodowego.
  4. Jej cena to 99 groszy.

 

 


Zobacz także

Potrzebujesz dowodów, że twoje życie jest dobre? Jest ich kilka, z których często nie zdajesz sobie sprawy

Potrzebujesz dowodów, że twoje życie jest dobre? Jest ich kilka, z których często nie zdajesz sobie sprawy

Każda zmarszczka, to wspomnienie z mojego życia. Nigdy nie chciałabym ich wymazać

Piękne i klimatyczne słoiki do kuchni DIY. Czyli diabeł tkwi w szczegółach. Akcja #rodzINKA. Tydzień IV, wyzwanie 26