Sięgając po marzenia, człowiek siłą rzeczy udaje się w podróż. Czasem wędruje latami, czasem wędrować nie przestaje

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
27 sierpnia 2016
Fot. iStock / fcscafeine
Fot. iStock / fcscafeine

Jakoś tak się porobiło, że pomiędzy marzeniami i życiem jest przepaść. Ogromna i przerażająca przestrzeń, która skutecznie powstrzymuje nas przed tym, by najzwyczajniej w świecie sięgnąć po marzenia. Bo życie tak nas nauczyło, a i rozum też tu się chętnie wypowiada, że sięganie po marzenia wcale nie jest takie najzwyczajniejsze na świecie. Jest za to straszne, niepewne, nieokreślone i co najgorsze, nie wiadomo czym się potencjalnie skończyć może.

No bo właśnie! Co takiego stać się może, jaki scenariusz nam grozi, gdy wbrew rozumowi i społecznej świadomości zbiorowej, jednak weźmiemy dobry rozbieg i jednym susem wylądujemy na drugim brzegu?

Żeby nie być gołosłowną, zrobiłam tak kiedyś. Siedziałam wówczas na brzegu A, na całkiem przyzwoitej sędziowskiej posadzie i zionęłam nieszczęściem jak smok ogniem. Wypłata jednak była, może jeszcze nie europejska, ale obiektywnie prawie przyzwoita, rutynę też miałam, życie miało jakiś rytm. Wszystko znane, obwąchane, człowiek we śnie mógł takim życiem zarządzać, bo na autopilocie sunął jak statek przez jakieś niewzburzone morze. Gdyby nie dusza pewnie już dzisiaj byłabym wypasionym, przemądrzałym sędzią, wyrokującym w sądzie, w domu, w sklepie i na ulicy… zgodnie z zawodowym skrzywieniem.

Rzecz w tym, że po drugiej stronie, na brzegu B, na łące rozległej i soczystą trawką porosłej, jak słodkie baranki marzenia się pasły. Niczego tam więcej nie było, tylko te łąki rozległe i te barany rozanielone. No i wielka niewiadoma. A jednak skusiłamnie jakoś. Wiec wzięłam rozpęd i śmignęłam na drugi brzeg. Stare życie tylko westchnęło, uznając mnie za szalony, zwyczajnie stracony przypadek. Nic więcej się jednak nie zadziało, kataklizm nie nastąpił.

Ja tymczasem wylądowałam w Ameryce. Jeśli więc sięganie po marzenia oznacza nieznane, niezbadane tereny, to nawet nie metaforycznie, ale jak najbardziej dosłownie, na takim terenie wylądowałam. Bach! Jestem. Świat dookoła inny. Ludzie w innym języku mówią, wieżowce na Manhattanie jak drzewa w lesie, szumią nieznaną mi melodię. Ale kusi mnie ona wiec idę za ciosem. Idę tam gdzie słyszę muzykę, jakiś kierunek obrać przecież muszę. Mijają dni, tygodnie, miesiące i lata. Jestem u siebie. Życie znów ma rytm. A ja, nie tylko przetrwałam, ale nawet nie zadrasnęłam się przy upadku! Zachęcona tym nieoczekiwanym sukcesem zaczynam więc jakby trochę więcej skakać. Z brzegu na brzeg. Za tymi barankami, no wiecie… Bo tylko pierwszy skok jest w gruncie rzeczy trudny. Później człowiek już nie ma oporów. Barana sobie upatrzy i myk, jednym szusem już jest przy nim. Podekscytowany jak dzieciak, gotowy na te najpiękniejsze z chwil.

Bo to, że takie to są chwile, to pewnie każdy śmiałek zaświadczy. Coś się bowiem dzieje, coś magicznego prawie, gdy człowiek tak zrzuca te kajdany i pada w objęcia przygody nie bacząc na konsekwencje, których notabene, przewidzieć raczej nie może. Zresztą, nawet nie musi, bo porwany przez wir zdarzeń dostaje od losu tylko to co najlepsze. Otwierają się przed nim jedne drzwi, drugie drzwi, drzwi dziesiąte. Pomysły doskonałe z rękawów się wysypują, właściwi ludzie wychodzą zza zakrętu, siadają obok w autobusie, podają nam rękę na osiedlowym party. No nie przesadzę, jak powtórzę oklepane to zdanie, że cały wszechświat tak kombinuje, by ten człowiek odważny, akrobata od marzeń, nie poczuł się rozczarowany.

Jasne. Nie przeczę… Jest mały hak. Lecz gdzie go nie ma kochani? Ten konkretnie, wymaga od nas wzięcia za życie odpowiedzialności. Niby brzmi niegroźnie ów hak, tak na papierze nazwany, ale w życiu wszystko przecież jest zawsze inaczej. No i najtrudniej chyba na świecie jest za to życie głową odpowiadać. Tymczasem trzeba, bo bez tego, nie ma zmiłuj się. Za zdradę lub uniki w tym temacie, nawet i największy marzyciel do systemu jak skazaniec powrócić będzie musiał.

Tymczasem, sięgając po marzenia, człowiek siłą rzeczy w podróż się udaje. Czasem wędruje latami, czasem wędrować nie przestaje. Może to jest właśnie owa konsekwencja? A może po prostu nagroda? Ktoś, kto spogląda na świat z tego stacjonarnego brzegu, ktoś kto nigdy nie założył skrzydeł, pewnie myśli o naszym śmiałku, że pogubiony z niego człowiek, taki bez stałości w życiu, bez żadnego oparcia. Nie wie on jednak, że życie to przecież jest podróż, a nie zasiedzenie, jakie wygodne by ono nie było. Że życie to ruch, to rwący strumień, cztery pory roku, które nieustannie się zmieniają. Życie to noc i dzień, narodziny i śmierć. Ten zaś, kto raz w podróż podobną się udał, kto raz zasmakował podróży marzeń, nie chce już wracać do świata constans. Taki ktoś zna bowiem życia sekret, taki ktoś aż za dobrze wie, że wszystko płynie. Panta rhei….


Zanim zamieszkacie razem… W kilku krokach o tym, jak się nie pozabijać razem w czterech ścianach

Anika Zadylak
Anika Zadylak
28 sierpnia 2016
Fot. iStock/standardową licencję
Fot. iStock/standardową licencję

Zakochaliście się, dojrzeliście do ważnych decyzji, a więc – bach. Wspólne mieszkanie i… zgrzyt. Gdyby tak wcześniej mieć tę wiedzę  o tym,  jak to zrobić, żeby się nie pozabijać, nie przestać kochać i ciągle dzielić razem cztery ściany…

Jesteście ze sobą już na tyle długo, że czas na zmiany i dalsze decyzje. Wasi rodzice się znają, znajomi zintegrowali się, wy świata poza sobą nie widzicie, a jeśli przyszłość, to tylko razem! Kolejnym krokiem zatem, jest wspólne mieszkanie.  Nic nowego czy zaskakującego, naturalna kolej rzeczy. Nie raz przecież, on zostawał u ciebie aż do obiadu,  a ty masz u niego, połowę swojej szafy. Nie lepiej sobie ułatwić i zamieszkać razem?  Niestety, to co czasem wydaje nam się tak bardzo proste i oczywiste, w praktyce wygląda inaczej. I zaczyna nas przerastać. I prowadzi, do niepotrzebnych kwasów. Ba! Do rozstań, w szale i nienawiści!  A wystarczy przyjąć do wiadomości, kilka złotych zasad. Gotowi?

1. Zanim firma od przeprowadzek i wybór firanek, najpierw chwila spokoju i szczerej rozmowy.

Serio, warto zadać sobie jeszcze raz kilka istotnych pytań, zanim cała machina ruszy. Żeby się upewnić, rozwiać wszelkie wątpliwości, ustalić szczegóły. Dlaczego, chcecie dzielić wspólnie cztery ściany? Jak sobie to wyobrażacie? Czy na pewno, to już właściwy czas?  Jakie macie oczekiwania wobec siebie? Gdzie i jakie ma być, wasze gniazdko? I kwestie finansowe, stać was na to?  Zajmie wam to chwilę, ale za to wniesie, bardzo dużo. Przede wszystkim, pozwoli nabrać pewności, że to dobra, świadoma i pewna decyzja. Albo, pokaże wam, że chyba jednak potrzebujecie jeszcze chwili, że to jeszcze nie ten czas. Zawsze to lepsze, niż tytuł w kronice kryminalnej :” Zabiła swojego chłopaka, bo nie opuszczał deski w toalecie. A wszystko przez to, że zamieszkali ze sobą zbyt szybko” – No, chyba że macie parcie, na wątpliwą raczej karierę i sławę :)

2. Malowanie, meblowanie, urządzanie i fakt, że różne gusta, nie zawsze oznaczają kość ogromnej niezgody. 

Krótko i zwięźle. Każdy z nas jest różny i różne rzeczy lubi, bądź nie. Ty wolisz lawendowe ściany i doniczki z kwiatami, gdzie tylko się da a on, chłodne kolory i minimalizm. I ok, nie musicie od razu i w ogóle się o to szarpać, bić, kombinować, czy knuć podstępnych intryg typu – Przestawię to łóżko i komodę, jak tylko on wyjedzie w delegacje, na parę dni. Albo – Niech będzie po jej myśli, pójdzie do pracy, to przemaluje ten mdły błękit, na coś bardziej konkretnego. A po co tak?   Takie słowo jak kompromis, znacie? Polecam zastosować w praktyce plus, sporo dystansu. Wszak we wspólnym życiu, nie o krój zasłonek się rozchodzi.

3. O okupacji łazienki, butelkach po piwie, chrapaniu,  ciągle przesiadujących psiapsiółkach i legendarnych, brudnych skarpetkach, zostawianych gdzie popadnie. 

Spokojnie, wdech i wydech, wszystko da się wyjaśnić, niekoniecznie naukowo, ale  z oczekiwanym skutkiem. My kobiety, pomijając nieliczne wyjątki, lubimy sobie traktować łazienkę, jak klinikę urody. A wiadomo, że każdy zabieg upiększający, chwilę trwa. I nie zawsze wtedy pamiętamy, że on idzie do pracy i wypadałoby, żeby chociaż zęby przed wyjściem umył. Jest kilka rozwiązań ale co za dużo, to niezdrowo, więc wystarczą dwa. Albo ty wstajesz wcześniej i siedzisz, ile potrzebujesz, albo on wskakuje pod prysznic, przed tobą. Zanim wpadną koleżanki na ploteczki, czy kumple na meczyk, zapytajcie, czy aby nie macie innych planów, lub po prostu ochoty, na dodatkowe towarzystwo. Skarpetki zostaw tam, gdzie je zdjął ale nie zapomnij, zostawić mu swoich, koło łóżka. Koniecznie po tej stronie, gdzie śpi. Zresztą, na prawdę muszę wam tłumaczyć, tak istotne rozwiązania? Acha, co do łazienki jeszcze. Od czasu do czasu, nie zaszkodzi skorzystać z niej razem. Zejdzie wam chwilę dłużej, ale uwierzcie mi na słowo, na jakiś czas temat kto i ile w niej przesiaduje, w ogóle przestanie istnieć 😉

4. Uwaga! Wynajęliście razem mieszkanie, a nie więzienie, z całodobowym monitoringiem oraz książką skarg i zażaleń. Podkreślam – wynajęliście – i wyjaśniam prędko, dlaczego podkreślam.

Macie sobie mieszkać, poznawać się, uczyć tolerancji i siebie na wzajem, docierać, być szczęśliwi, dzielić obowiązki, żyć . A nie kazać mu, tłumaczyć minuta, po minucie, co robił i gdzie się przemieszczał, gdy został na chwilę sam. Albo zalecić jej,  sporządzanie  notatek oraz założenie książki meldunkowej, gdzie nawet listonosz z poleconym, ma odnotować kiedy i ile czasu był, podczas twojej nieobecności. Zaufanie i zdrowy rozsądek, to coś, o czym zawsze warto pamiętać. Oczywiście, każdy ma prawo mieć swoje zdanie i ja tego nie neguję ale uważam, że rozsądniej, nie pchać się na starcie w kredyty mieszkaniowe, zobowiązania, rozdzielność majątkową itd. Historia na przełomie wieków, nie raz pokazywała nam, że nawet wieloletnie pary, rozstawały się, bo wspólny dach, obnażał ich bezlitośnie i uświadamiał, że jednak im nie po drodze. Więc chyba łatwiej, spakować w razie czego ze dwie walizki i laptopa, niż włóczyć się po sądach i wydawać krocie, na prawników. Wynajem a nie od razu kupno, pomoże uniknąć ewentualnych rozczarowań lub chociaż, ich nie potęgować. Przetrwacie pod jednym dachem dwa, trzy lata, to zaczniecie obdzwaniać banki, rodziców i dziadków, ewentualnie ciotkę z Ameryki.

5. O tym, żeby nie wariować a po prostu razem być.

Kłóciliście się czasem wcześniej, w czasach gdy każde wracało do siebie? Miewaliście „ciche dni” ? Trzaskałaś drzwiami i znikałaś bez słowa wyjaśnienia, aż kumpeli skończyły się zapasy w barku z alkoholem? Wyłączałeś na kilka godzin telefon, zaraz po tym, jak doprowadzała cię do szewskiej pasji? Ten sam adres, tego nie zmieni. Bo, po pierwsze, to ludzkie i niestety normalne sytuacje, zdarzają się nawet najbardziej zakochanym, przez całe życie. A po drugie, właśnie wprowadziliście się do waszego mieszkania, a nie do szafy, przenoszącej was z teraźniejszości do Narnii.

Nie spinaj się, nie udawaj, nie zmieniaj na siłę. Chyba, że resztę swojego życia, chcesz być aktorem, który przedwcześnie osiwiał, bo pilnował, żeby nie wydało się przypadkiem, że czasem chrapie. W tym właśnie sęk! Dopiero teraz, macie możliwość udowodnić sobie, czy faktycznie, potraficie się znosić codziennie, w różnych, nie zawsze wygodnych sytuacjach. Akceptować swoje ułomności, rozumieć przyzwyczajenia, nauczyć słuchać i szukać ewentualnych rozwiązań, gdy coś będzie was niepokoiło. I uzmysłowić,  czy w tym wszystkim, czyli pracy, sprzątaniu, rachunkach, zakupach – rutynie, nieodzownym i nieuniknionym elemencie życia w ogóle, nadal potraficie się po prostu kochać i szanować. I wspólnie zestarzeć.

I nie rozpaczaj, popadając w długoletnią depresję, jeśli odkryjesz, że coraz częściej zastanawiasz się, co ty tu w zasadzie robisz? Lub złapiesz się na tym, że robisz wszystko, żeby jak najmniej przebywać w tym waszym, imperium miłości. To nie wina mieszkania, lokalizacji, zielonej ściany. To znak, że czas znaleźć drzwi z napisem „ewakuacja”.  A do walizki, zamiast jej poćwiartowanych zwłok, spakować swoich kilka rzeczy. To nie koniec świata, tylko związku, który prędzej czy później, i tak by się rozsypał. I szansa, że chociaż nie wyszło, bo zwyczajnie miało prawo, to nadal potraficie się lubić.

I niech wam przenigdy, nie przyjdzie do głowy super pomysł, z cyklu „Tak, zamieszkajmy razem! Z moimi lub twoimi rodzicami” . Bo choćby ze złota byli, zbyt duże jest jednak ryzyko, totalnej katastrofy. Ale o tym, może innym razem.

Koniecznie dajcie znać, jak wam się mieszka 😉


Świat oszalał. Nie dajcie się wciągnąć w ten młyn!

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
27 sierpnia 2016
Fot. iStock/Fly_dragonfly
Fot. iStock/Fly_dragonfly

Włączając telewizor nie wie już człowiek sam, czy oglądając poranny serwis informacyjny nie jest przypadkiem nowym uczestnikiem Truman Show. Czy może dom cały obwieszony kamerami podgląda właśnie reakcje jego na absurdy, płynące zewsząd, jak mydlane bańki i obijające się o twarz raz po raz. Rzeczy, które nauczyły nas matki i ojcowie, ich wychowanie i codziennie, starannie wlewane w młode głowy prawdy o świecie, wpadają w jakiś niewyobrażalny mikser,  pozostawiając w głowach sieczkę. Dokąd zmierzasz świecie, czyś ty przypadkiem nie oszalał?

Kobiety

Wpadły w niebezpieczną pułapkę perfekcji. Nie maja innego wyjścia niż wyglądać idealnie, bo jedyne wzory z jakich czerpią, to telewizja, reklama i kolorowe gazety. Wszystkie kampanie wrzeszczą, krzyczą, szczują: Masz być jak ja! Masz chcieć jak ja! Karmić czym ja! Pachnieć jak ja! Ubierać się w co ja! Myśleć jak ja! Masz przestawić mózg na mniemanie mas, jak robotów. Masz nie mieć swojego zdania. Masz się stawać zaprogramowanym trybikiem w całej machinerii nowoczesnego postrzegania kobiety, matki. Zamknąć się i płynąć z nurtem w bardzo bezpiecznym pontonie. Masz zamknąć pysk. Zrozumiałaś? Nie polemizować, że chciałabyś inaczej, że to może nie dla ciebie taka presja. Dochodzi do tego, że dziewczyny stają przed lustrem umęczone, brzuch po porodach, po cesarskich cięciach i innych przygodach losu, przymykając powieki ze łzami w oczach łapią się w pasie, próbując przemilczeć przed sobą stan rzeczy. 

Do łóżka chodzą tylko w długich koszulach, przed mężami rozbierają się po ciemku, bo same już chyba nie wierzą, że ciało może wyglądać inaczej. Że tak, ciało kobiety może wisieć. Że ciało matki wystaje zza kusych majtek. Że piersi są nierówne. Jedna tryska mlekiem na cztery strony świata, a druga wyschła już jak stare jabłko. Że rozstępy nie oszczędzają ud. Że przerwa między nogami kiedyś tu była, przysiąc by mogła! Ale już jej nie ma. Nie dają sobie czasu na powrót do formy w duchu zdrowego rozsądku, nie skupiają się na budowaniu porządnych relacji z dziećmi, tylko nie marnując czasu zaczynają wstydzić się samych siebie i zapędzają zdrowie psychiczne na szafot.

Otwierają później gazety dla „nowoczesnych” pań, a tam sesja odważnych czterech, co zdecydowały się pokazać sylwetki po dwójce dzieci, trójce, i zaczynają śmiać się histerycznie pod nosem, bo przed oczami stają normalne, piękne, zdrowe kobiety i ich dzieci, z wymalowanym na twarzy szczęściem, które redakcja nazywa „odważnymi”. Jakim prawem? Bo nie wpadły w sidła wygórowanych oczekiwań społecznych? Bo noszą spodnie w rozmiarze 42? „Normalne” droga redakcjo, to jest sesja „normalnych” czterech matek.

Nagość

Z każdej dziury wylewa się golizna. Jest wszędzie, oblepia jak rzep, jak żywica na palcach. Nie wstydzimy się wyjść wieczorem na miasto w kiecce ledwo zakrywającej gniazdo, nikt nie obejrzy się z pogardą na dziewczynę z bufetem na wierzchu i dupą świecącą jak słońce w zenicie, nie mamy problemu, żeby pogapić się na wystawione porno gazety na witrynach polskich sklepów i opowiedzieć koleżankom przy drinku, jak wczoraj wieczorem robiłyśmy facetowi loda, ale na samą myśl i widok siorbiącego przy cycku niemowlaka mamy odruchy wymiotne. Obrzucamy się inwektywami, ciśniemy w siebie strasznym szambem. Hipokryzja. Zapomniał świat, pogubiła się ludzkość, kiedy na skrzyżowaniu zamiast przeciąć prosto cały czas skręca w jedną stronę zataczając błędne koło. A przypomnieć aż się prosi, ze funkcja piersi pierwotnie taki cel właśnie ma – żeby karmić i podtrzymywać zdrowe życie. Nie tarmosić, lizać, powiększać, podwieszać, macać. Nie po to by się do ich widoku dotykać przed monitorem uświnionego komputera. To wszystko zastosowanie wtórne. Niewiarygodne, co?

Wychowanie

Świat jest chory psychicznie. Świat nie potrafi już podjąć własnej decyzji, ale posiłkuje się wymyślanymi i coraz bardziej popularnymi ideologiami o wychowaniu dzieci. Zapisuje sobie świat te głębokie wynurzenia w poradnikach, zbiorach, dekalogach i listach, odhaczając codziennie ptaszkiem wersy, trzymając się ściśle planu ułożonego odgórnie. Czy podałam dzisiaj dziecku dwa banany, a może tylko jeden, sama już nie pamiętam. Czy przeczytałam minimum trzy bajki, czy wyczyściłam z diety spożywanie glutenu do zera, czy przypadkiem nie skarciłam za mocno, czy nie narzuciłam, czy nie powiedziałam „NIE”, czy nie nakrzyczałam, czy odpowiednio mocno przytulałam,  czy te buty nie zniszczą nóżek, czy mają wkładki, a materac ten, czy on oddycha, ile punktów dostał w rankingu, ile w skali, czy fotelik taki, to cztery gwiazdki ma, a może dziesięć, słodzona herbata na noc – dobry Boże, czy ja przypadkiem nie czyham na rychłą zagładę własnego młodego pokolenia?

Poważnie potrzebujemy zapisu, żeby wiedzieć, że przytulanie i brak przemocy fizycznej to dobra droga do spokojnej dorosłości naszych dzieci? I-N-S-T-Y-N-K-T. Instynkt schował się do piwnicy i zakrył grubą warstwą cegieł. I tak sobie w tej piwnicy leży i cicho piszczy „ratunku, tu jestem!”. Może go jeszcze kiedyś któraś odnajdzie. Gubią się matki w nowej rzeczywistości, bo zamiast iść za głosem serca i przeżywać własne dzieci w zgodzie ze sobą i w nieopisanych pokładach miłości, to wchodzą, czytają i po raz kolejny po prostu się programują. Jak roboty kuchenne. Strasznie się uzależniają. Od informacji nabytych przez kogoś, od ideologii, które są w trendzie, od ludzi potrafiących mówić głośno i wyraźnie, z talentem przywódczym, pociągającym tłumy. Obyśmy nigdy nie doczekały czasów globalnego odcięcia zasięgu sieci, bo wymrzemy marnie. Jak bez wody i źródła białka. Czyż nie?

Relacje rodzicielskie

Absurd tak dokładnie zbudowany na fundamencie historii o zboczeńcach i złych domach, w których faktycznie źle się działo, co jest niepodważalne. Nie wiedzieć czemu natomiast my naród, mamy nieodpartą potrzebę przerysowywania. Potrzebę domalowywania po parze rąk i nóg do potworów bez głowy z zastępami macek. Nie potrafimy znaleźć złotego środka. Albo jestem dobry, albo zły, albo jestem mistrzem w czymś, albo totalnym lebiegą. Do czego doszło, że chodząc bez stanika, po domu, przed oczami czteroletniej córki, zaczyna się człowiek drapać po głowie, czy nie wygląda to źle w świetle moralności i prawa. Gdzie popełniliśmy błąd, że na forach autorytetów pedagogicznych dowiadujemy się, że własnych dzieci nie można całować w usta, bo po pierwsze: usta zostawia się dla przyszłego partnera, a po drugie: krwiopijcze bakterie zeżrą te dzieci od środka. Jak ja się cieszę, że mnie to jednak mama całowała w usta i na pohybel – robi to do tej pory, a mam blisko trzydzieści lat.

Więc wyłączę telewizję na dziś, wygaszę internet, zamknę prasę, bo w zgodzie chcę trwać z własnymi poglądami i pokryć włosy platyną w pełnym zdrowiu psychicznym. Kobietom też radzę, nawołuję i ładnie proszę – nie dajcie się wciągnąć w ten młyn. Jesteście piękne, mądre i pełnowartościowe. Zacznijcie przesiewać informacje na sicie z drobnym oczkiem, im szybciej tym lepiej, bo zmarnujecie najpiękniejsze lata, a przypominam, życie mamy tylko jedno! Powodzenia. Jesteście super!


Zobacz także

Fot. Pixabay /  debowscyfoto /

Po pięciu latach związkowa sielanka się kończy! Naukowcy nie mają wątpliwości

Trzy lata po Broad Peak czas wciąż nie leczy ran. Ewa Berbeka o stracie męża

Trzy lata po Broad Peak czas wciąż nie leczy ran. Ewa Berbeka o stracie męża

fot. archiwum prywatne

„Odchudzanie jest w głowie. Bez wsparcia drugiego człowieka nie damy sobie rady z dietą”