Siedmiolatek wysłał list w baloniku, do nieba dla babci. To co zrobił pewien nieznajomy, wzrusza do łez

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
5 stycznia 2018
Fot. iStock / supersizer
 

Kiedy umiera ktoś bardzo nam bliski, cierpimy. Z trudem przychodzi nam oswojenie ogromnej pustki, która nagle pojawiła się w naszym sercu.  Jest przecież tyle rzeczy, których nie zdążyliśmy i już nie zdążymy powiedzieć. A gdy starta dotyka tych najmłodszych, którzy nie potrafią jeszcze się nią pogodzić, zrozumieć, dlaczego tak urządzony jest świat? Bywa jeszcze trudniej, bo przecież dzieci tak mocno wierzą w to, co niemożliwe. Kiedy umarła babcia Luisa, jego mama chciała pomóc mu uwolnić choć odrobinę emocji.

Ponieważ chłopiec po raz pierwszy doświadczył śmierci bliskiej osoby, jego mama Christine martwiła się, jak poradzi sobie ze stratą. Dlatego podsunęła synowi pomysł napisania listu do babci. Na pogrzebie mały chłopiec wysłał do swojej babci list. List w baloniku, który poszybował do nieba.

Luis wybrał pocztówkę z rodzinnego domu swojej matki w Essen Oldenburg, napisał swój adres i wyraźnie oznajmił, że chciałby, by babcia odpowiedziała mu, gdyby tylko mogła.

Niedługo potem stała się niezwykła rzecz. Luis dostał odpowiedź.

„Luis i ja płakaliśmy z radości” – napisała Christine, mama Luisa, która podzieliła się zdjęciem listu na Facebooku. Oboje nie mogli uwierzyć w to, co się wydarzyło. Teraz mama Luisa ma nadzieję odnaleźć tajemniczego nieznajomego, który znalazł list do babci i napisał w jej imieniu ciepłą odpowiedź.

List od „babci Luisa”:

Drogi Luisie,
Dziękuję za przesłanie mi karty. Oczywiście zawsze będę twoim aniołem stróżem i będę o ciebie dbać. Będę patrzeć na ciebie każdego dnia.
Kocham, twoja babcia.

Bardzo cię kocham, Luisie.

W rozmowie z dziennikiem Mirror Christine powiedziała, że jeszcze nie udało jej się znaleźć nadawcy, ale ma wielką nadzieję, że to się zmieni. Post Christine został udostępnione już prawie 20. tysięcy razy.

Jak widzicie, każdy może „robić dobro”.

Zobaczcie list:


źródło: mirror.co.uk


Czyżby kobiety same sobie były winne? Premier uważa, że przemoc domowa występuje w związkach nieformalnych. Jak weźmiesz ślub przestanie się znęcać?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 stycznia 2018
Fot. iStock/avor_of_God
 

Widzę skuloną kobietę, ze wzrokiem wbitym w ziemię, która niepewnie porusza się po własnym mieszkaniu nie chcąc zdenerwować męża tyrana.

Może jeszcze miała przez chwilę nadzieję, może z nowym rokiem postanowiła, że zmieni swoje życie, że wycofa się z piekła, w którym żyje, może uwierzyła choć odrobinę, że ktoś jej pomoże, że otrzyma wsparcie. Tymczasem dostała w pysk tym razem nie od męża, ale ze strony tych, którzy powinni jej bronić, którzy powinni piętnować patologię przemocy. Premier Morawiecki mówi otwarcie, że w jego przekonaniu do przemocy dochodzi w nieformalnych związkach, że w małżeństwie opartym na tradycji chrześcijańskiej takie sytuacje nie mają miejsca, a jeśli już to zdarzają się bardzo rzadko.

Cóż, kiedy ona stała przed ołtarzem i w obecności gości i Boga przysięgała, że na dobre i złe, tyle, że wtedy nie rozumiała, co to złe znaczy. Bo co złego mogłoby ją spotkać ze strony mężczyzny naprzeciw którego stała, który patrzyła na nią z miłością i czułością? Jak mogła przypuszczać, że on zgotuje jej na ziemi piekło?

Panie Premierze rozmawiałam z niejedną kobietą, która doświadczyła przemocy ze strony mężczyzny, z którym żyła, którego kochała i proszę uwierzyć, że 98% ofiar było w związkach formalnie, także przez Kościół katolicki, usankcjonowanych. Tak, wiem, zaraz usłyszę, że co innego brać ślub kościelny, a co innego być wierzącym katolikiem, który co niedzielę jest w kościele. Tymczasem jestem przekonana, że istnieje cała masa takich katolików, którzy podnoszą rękę na swoją żonę, tak jak jest wielu biznesmenów, którzy się nad nimi znęcają psychicznie, tak jak są faceci stosujący przemoc ekonomiczną wobec swoich żon. Wiara nie ma tu znaczenia. Czy on wierzy, czy nie, czy chodzi do kościoła czy nie chodzi. Czy się z tego spowiada. Wątpię, żeby za grzech uważał rąbnięcie swojej żony od czasu do czasu i potraktowania jej niewybrednymi wyzwiskami, w stylu „Ty ku*wo beze mnie zdechniesz”. Bo gdyby tak uważał, to nigdy, przenigdy by tego nie zrobił. I tu nie ma znaczenia, czy żyje zgodnie z wartościami chrześcijańskimi czy z tymi wpojonymi przez rodziców, którzy nauczyli go szanować drugiego człowieka i traktować innych tak, jak sam chciałby być traktowany.

W Polsce przemocy domowej doświadcza co roku około 800 tysięcy kobiet. Panie Premierze są wśród nich kobiety wykształcone, jest dyrektor przedszkola, szkoły, jest szefowa jednego z działów dużej korporacji, jest ta, która prowadzi własny biznes. Są matki, którym mężowie uniemożliwiają powrót do pracy, są te, które wraz ze swoimi mężami prowadzą biznes. Wśród mężczyzn, którzy za niegospodarność, nieposłuszeństwo, brak wdzięczności biją swoje kobiety – są lekarze, nauczyciele, pracownicy korporacji, posłowie i senatorzy. Także oni, a nie tylko ci, co wchodzą do sklepu po pięć browarów i śmierdzą z daleka tanimi papierosami.

Znam kobietę – ślub kościelny, było cudownie, pięknie, nic nie wróżyło nadchodzącego koszmaru. Mąż pobił ją po raz pierwszy, gdy ich wspólne dziecko – noworodek – płakało w nocy, a ona nie mogła go uspokoić. Znam tę, którą mąż pobił i zgwałcił miesiąc po ślubie. Znam też taką, której mąż – nie konkubent, nie partner, nie narzeczony, połamał żebra rzucając nią o kaloryfer. Znam też historię kobiety, którą ratował nastoletni syn, gdy jego ojciec kopał jego matkę po głowie. Znam małżeństwo, w którym on wlewał jej do butelki po szamponie żrące płyny…

To nie są jakieś wyjątkowe sytuacje, to nie są jakieś jednorazowe zdarzenia. To się dzieje tu i teraz. Na dworcu tuż po Bożym Narodzeniu wzywałam policję słysząc, jak ogromny mężczyzna wyzywa swoją kobietę, wyzywa tak, że nie da się tego nawet słuchać z boku. Nikt nie reaguje, wszyscy przechodzą, bo jeśli tylko ktoś próbował mu zwrócić uwagę, ten rzucał się z pięściami.

Za chwilę usłyszymy, że to kobiety są sobie winne za to, że doświadczają przemocy, bo nie biorą ślubu, a nawet jak wezmą, to są głupie, że wcześniej nie zobaczyły psychopatycznych zapędów swojego męża. I skoro same się pakują w takie związki, to niech same sobie radzą. Przecież w głupotę kobiet rząd się mieszać się nie będzie, ba uzna nawet, i tak na dzisiaj słabo działające, prawo ochrony ofiar przemocy za nieistotne. A wtedy już nie będzie mieć skrupułów przed wykręceniem się z konwencji antyprzemocowej.

Polecam Premierowi i tym mającym podobne poglądy, wizytę w domu kobiet, które uciekły przed mężem tyranem, które tam szukają schronienia i bezpieczeństwa. Proszę spędzić tam jeden dzień i wysłuchać tych historii z ich najbardziej drastycznymi momentami.

Nadal kompletnie niezrozumiała pozostaje dla mnie umniejszanie problemu. Przemoc domowa w Polsce istnieje, co tydzień w jej wyniku giną trzy kobiety. Ile nie zgłasza, że są katowane, ile nie zdaje sobie sprawy, że mąż znęca się nad nimi psychicznie, ile popełnia z tego powodu samobójstwo, choruje na ciężką depresję? Dlaczego nieustannie próbuję się to zignorować, udawać, że problemu nie ma, szukać tłumaczeń, usprawiedliwień, w imię czego? Własnych światopoglądów, wartości? W imię ochrony kolegów, którzy biją swoje żony, ale każdy na to przymyka oko?

Widzę tę kobietę skuloną, ze wzrokiem wbitym w podłogę. Kobietę, która drży na dźwięk otwieranych drzwi, kobietę która nie wie, jak zakończy się dzisiaj jej dzień. Kobietę, która wyszła za mąż wierząc, że u boku właśnie tego mężczyzny spędzi szczęśliwe życie, a on okazał się katem.


Jaki naprawdę jesteś? Wystarczy rzut oka na ten obrazek, by odpowiedzieć na to pytanie. Psychotest

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 stycznia 2018
Fot. Screen / TheTalko

Trudno jest spojrzeć na siebie „z boku” i ocenić subiektywnie własne zachowanie, osobowość, decyzje. Od tego mamy bliskich, przyjaciół i… terapeutów. A okazuje się, że nawet nasze pierwsze wrażenie na temat tego, co widzimy potrafi wiele powiedzieć o tym, jacy jesteśmy. Dziś przed wami kolejna okazja :).

Rzuć okiem na obrazek:

Fot. Screen / TheTalko

Fot. Screen /
TheTalko

Jeśli na pierwszym planie jest dla ciebie wieloryb:

Nigdy nie szukasz prostych odpowiedzi na życiowe pytania. Jesteś typem osoby, która analizuje, rozmyśla, długo podejmuje decyzje. Ostatecznie z reguły i tak wychodzi „na twoje”.

Jeśli to księżyc i światło odbijające się w wodzie:

Jesteś wiecznym optymistą, czasem nieco lekkoduchem, potrafisz celebrować życie. Uważaj, by nie zgubił cię twój romantym i ślepa wiara w to, że „jakoś to będzie”.

Jeśli na pierwszym planie jest dla ciebie surfer na desce:

Jesteś pewny siebie i niełatwo tracisz głowę, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Starasz się sobie zawczasu wszystko zaplanować. Pamiętaj, że czasem warto odpuścić i zachować się spontanicznie.


Na podstawie: 10 Photos To Test Your Personality

 


Zobacz także

Jesień jest zmianą, zapowiedzią czegoś nowego. Szkoda czasu na jesienną depresję

Jesień jest zmianą, zapowiedzią czegoś nowego. Szkoda czasu na jesienną depresję

Wakacje jak z filmu, czyli Wybrzeże Amalfi, Toskania i słynne kluski Sophie Loren. Akcja „Kocham podróże, kocham swobodę”. Dzień #13 [28.05]

Sport w każdym rozmiarze!