Jak się malować, żeby wyglądać młodziej? Poznaj podstawowe zasady

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
30 sierpnia 2017
Fot. iStock/yuriyzhuravov
Fot. iStock/yuriyzhuravov

Makijaż to cudowna sprawa. Za jego pomocą możesz zatuszować niedoskonałości, podkreślić atuty i odjąć sobie lat. Odpowiednio wykonany sprawi, że będziesz wyglądać promienniej.  Warto poznać kilka zasad, dzięki którym uzyskasz oczekiwany efekt. I pamiętać, że  niestety, nawet mały błąd podczas malowania może cię optycznie „postarzyć”.

Skorzystaj z poniższych rad. Kieruj się nimi, a zawsze będziesz wyglądać atrakcyjnie.

Zasada 1: Zrezygnuj z gęstego podkładu

Ciężki podkład uwydatni drobne zmarszczki i utworzy maskę, co sprawi, że będziesz wyglądać nienaturalnie. W zamian użyj lekkiego produktu, który zatuszuje niedoskonałości i delikatnie rozświetli cerę.

Zasada 2: Nie przesadź z pudrem

Używaj pudru oszczędnie. Zbyt duża jego ilość na buzi sprawi, że stworzysz mało estetyczną warstwę, która podkreśli rozszerzone pory.

Zasada 3: Używaj delikatnego różu

Róż to niebezpieczny kosmetyk. Zbyt ciemny lub użyta za duża ilość produktu postarza i powoduje efekt wymalowania, który wygląda wręcz komicznie. Dlatego poproś sprzedawczynię, by pomogła ci w dobraniu odpowiedniego koloru i pokazała ci, jak go używać (jeśli jeszcze nie opanowałaś tej trudnej sztuki).

Zasada 4: Zrezygnuj z czarnej kreski
Twój znak rozpoznawczy to czarna kreska na dolnej powiece? Niestety, w ten sposób się postarzasz. Zamiast tego wybierz taką w kolorze brązowym, która mniej rzuca się w oczy i nadaje spojrzeniu łagodności i świeżości.

Zasada 5: Stosuj jasny cień w kąciku oka

Jest jeszcze jeden sposób na nadanie spojrzeniu piękniejszego wyrazu. Polega on na nałożeniu jasnego cienia w wewnętrznych kącikach oka. Stosuj ten trik, a będziesz wyglądać świeżo i delikatnie.

Fot. iStock/KMNPhoto

Fot. iStock/KMNPhoto

Zasada 6: Zrezygnuj z mocnych kolorów

Ta zasada dotyczy wszystkich kosmetyków. Mocne barwy zarówno na powiekach, jak i na ustach postarzają. A przecież tego chcesz najbardziej uniknąć.

Zasada 7: Rozjaśnij brwi

Zbyt ciemne brwi dodają lat. Jeśli chcesz się odmłodzić, wybierz hennę o 1-2 tony jaśniejszą od rzęs. Pamiętaj także, by były one zawsze wyregulowane. Tylko takie połączenie zapewni ci estetyczny, młodszy wygląd.

Zasada 8: Utrzymuj brwi w dobrym stanie

Brwi to jeden z elementów twarzy, który mocno wpływa na atrakcyjność. Dlatego nie tylko dbaj o ich regulację i kolor, lecz nie zapomnij także o ich pielęgnacji. Stosuj olejek rycynowy, dostępny w aptece, a twoje brwi będą odżywione i zaczną się lepiej układać.

Zasada 9: Zagęść rzęsy

Niestety, z wiekiem rzęsy stają się coraz rzadsze. I nawet najlepsze tusze nie są w stanie przywrócić efektu, jaki osiągałaś kilka lat temu. Dlatego wypróbuj banalny trik. Wystarczy, że eyelinerem narysujesz kreskę wzdłuż linii górnych rzęs.

Zasada 10: Nie przesadzaj z ilością tuszu

Im jesteś starsza, tym bardziej powinnaś dbać o to, żeby nie przesadzać z ilością używanych kosmetyków. Posklejane rzęsy postarzają i wyglądają źle, dlatego wybieraj delikatne tusze, które pięknie podkreślą rzęsy.

Zasada 11: Pozbądź się cieni pod oczami

Cienie pod oczami dodają lat i wyglądają mało estetycznie. Warto więc korzystać z domowych sposobów na ich rozjaśnienie oraz stosować produkty przeznaczone do tego celu. Używaj odpowiednio dobranego rozświetlacza. Produkt nałóż punktowo w kształt odwróconego trójkąta i rozetrzyj.

Zasada 12: Dbaj o usta

Jeśli chcesz wyglądać młodziej, nie możesz dopuścić do tego, żeby twoje usta były spierzchnięte i popękane. Nie rozstawaj się więc z balsamami i pomadkami, które pozwolą wargom zachować nawilżenie i miękkość. Tylko w ten sposób będziesz mogła stworzyć piękny makijaż ust.

A więc, jeśli o tym mowa, to czas na kolejną zasadę:

Zasada 13: Wybieraj odpowiedni kolor szminki

Szminka może postarzyć, odmłodzić, wybielić optycznie zęby i podkreślić poszarzałą cerę. Dlatego niezwykle ważne jest, aby wybrać jej odpowiedni odcień. Gdy jesteś w dojrzalszym wieku najlepiej wybieraj jaśniejsze produkty, szczególnie polecane są te w kolorze różowym. Dzięki temu nie tylko usta będą wyglądać na większe, ale także zęby wydadzą się bielsze.

Zasada 14: Nawilżaj, nawilżaj…

Z wiekiem cera traci swój blask i nawilżenie, dlatego aby zachować piękny wygląd, musisz jej pomóc. Nakładaj odpowiednie kremy, rób maseczki. Stosuj produkty regularnie, a szybko zobaczysz efekty. Poza tym to jest bardzo ważne, żeby cera była w dobrej kondycji, gdyż lepiej wtedy wygląda makijaż.

Zasada 15: Stosuj bazę pod podkład

Baza to podstawa makijażu. Zapobiega gromadzeniu się podkładu w zagłębieniach oraz wyrównuje koloryt. Najlepiej wybieraj produkty o działaniu nawilżającym, dzięki czemu dodatkowo zadbasz o skórę.

I pamiętaj o najważniejszej zasadzie: zawsze zmywaj makijaż. Nigdy nie dopuść do tego, żeby pójść spać bez demakijażu. W ten sposób szkodzisz swojej cerze, która będzie się szybciej starzeć. A wtedy nawet najlepsze kosmetyki nie pomogą.


„Jeden mocny drink i jej ciało się rozluźniało, znikało napięcie w karku, nogi stawały się bezwładne”. Tego rozluźnienia potrzebowała…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 sierpnia 2017
Fot. iStock/MarinaZg
Fot. iStock/MarinaZg

Alkoholiczka – myślisz – brudna, zasikana, leżąca pod płotem albo szlająca się z jakimiś podejrzanymi typami. Śmierdzi. Tłuste włosy, szara cera i „mocny” w buzi.

Katarzyna ma 57 lat. Nie piła siedem. Nałóg wrócił, a ona nie ma pojęcia, jak z nim walczyć. Czy chce? Całe życie oddana mężowi – alkoholikowi. Wycierała jego rzygi, podawała rano herbatę z cytryną, żeby lepiej się poczuł, po kryjomu przynosiła ze sklepu piwo, kiedy wiedziała, że nic innego nie postawi go na nogi, a do pracy iść musiał. Zresztą, kryła go przed szefem. Dzwoniła, że źle się czuje, że to pewnie od dzieci się zaraził jakimś świństwem z przedszkola. Nie skarżyła się, ale ludzie mówili, że dzielna, że niejedna już dawno by takiego pijaka zostawiła. A ona jak święta przy nim jest. Sama pracuje, jego ogarnia, a w domu jeszcze trójka maluchów. – Chroniłam dzieci, nie chciałam, żeby widziały ojca pijanego. On się na szczęście jakoś bardzo się nie awanturował. Wracał do domu, często zasypiając tuż przed drzwiami. Musiałam go po cichu wciągać, żeby sąsiadów i dzieciaków nie pobudzić. Jak zarzygany, to myłam go już w łóżku. Dzieciom mówiłam, zresztą, jak rodzinie, że on źle się czuje, musi poleżeć. Córka mi kiedyś wykrzyczała, że nie jest głupia i wie, że ojciec chleje. Dostała ode mnie za to w twarz. Nie mogła mówić o swoim ojcu, że jest pijakiem. Alkoholikiem był. Nadal jest, tyle, że trzeźwym, niepijącym. Kiedy przestał pić, rozwiedliśmy się. Dwójka naszych dzieci była już wtedy na studiach, trzecie w klasie maturalnej.

Przestał pić po tym, jak w szpitalu powiedzieli, że jeśli dalej będzie takie życie prowadził, to dużo czasu mu nie zostało. Spanikował, że jak to – dzieci, żona, dom. I praca, cały czas jakimś cudem ją utrzymywał, był specem w mechanice pojazdowej, auta nie miały dla niego tajemnic, pewnie dlatego szef przymykał oko, na jego alkoholowe wybryki. Zresztą, przecież każdy facet pije. Co to za facet, który nie pije, mięczak i tyle. Poszedł na kolejny odwyk, tym razem skuteczny.

Tylko między nimi zaczęło się psuć. Ona sobie miejsca znaleźć nie potrafiła. On zaczął się jej wtrącać w codzienność, wymagać od niej, oczekiwać. Od niej! Po tylu latach poświęcenia? Po tylu latach, które jemu poświęciła, miał prawo powiedzieć: „nie znam cię”! A co, znał ją tylko w alkoholowych majakach? I nagle to jego wszyscy podziwiali, mówili, że dzielny, że się trzyma, że zawalczył o własne życie, o rodzinę. O jaką rodzinę, do cholery!?! – To ja o tę rodzinę walczyłam przez lata, gdyby nie ja, to nic by nie było… Co się stało? W końcu się rozwiedli, on nie mógł znieść jej wiecznych pretensji, ona jego trzeźwości. Najpierw drink wieczorem, piwko z koleżanką. Od koleżanki do koleżanki. Przestraszyły się, jak nie mogły wejść do łazienki. Waliły w drzwi, a ona się nie odzywała. Jak w końcu mąż jednej z nich otworzył, zobaczyły ją leżącą na podłodze w toalecie. Zalaną w trupa. Nie mającą pojęcia, co się dzieje…

Później była równia pochyła. Zwolnienie od psychiatry z pracy na pół roku, później kolejne. Od koleżanek pożyczała pięć złotych, na wino. Miała wyliczone, ile potrzebuje. Dzieci się od niej odsunęły. O to miała największy żal. Bo przecież ona trwała przy ich ojcu, a teraz jej nikt nie pomoże? Nikt się nad nią nie pochyli? Przestała być dla wszystkich ważna, kiedy on przestał pić. A teraz, gdy to ona pije, każdy ma ją w dupie.

Ogarnęła się. Nie chciała stracić życia. Sięgnęła dna. Zasikaną znajdowali ją pod sklepem osiedlowym znajomi. Ktoś mówił: „Kaśka otrząśnij się, dziewczyno, marnujesz życie. Nie szkoda ci”. – A mogli sobie gadać. Co oni wiedzieli, nie wiedzieli nic o moim bólu, o żalu, o poczuciu niesprawiedliwości, o tym, jak to jest przestać być nagle ważnym, niepotrzebnym.

Tydzień temu ktoś znalazł ją na ławce w parku pijaną. Po siedmiu latach bycia trzeźwą. Tak długo walczyła… Czy będzie dla kogoś na tyle ważna, żeby chciał jej pomóc? Czy ona dla siebie będzie na tyle ważna?

Agnieszka – fajna, ładna i zdolna. Kiedyś marzyła o karierze wokalnej, chciała śpiewać w chórze. Ale ciąża i szybki ślub pokrzyżowały jej plany. Nie, nigdy nie żałowała. Zawsze powtarzała, że dzieci, to najlepsze, co mogło się jej trafić. Włożyła dużo wysiłku w to, żeby ukończyć studia. Wiadomo – dzieci (właściwie jedno po drugim), nauka, dom, mąż – nie jest łatwo, zwłaszcza gdy masz niewiele ponad 20 lat. Ale zawsze mogła liczyć na wsparcie swojej matki. Ojciec zostawił je, gdy była mała. Alkoholik, nigdy nie chciała mieć z nim nic wspólnego. On zresztą z nimi też niekoniecznie. Nie miała pojęcia, gdzie jest. Najważniejsze, że jej rodzina była szczęśliwa. Mama zostawała z dziećmi, gdy ona szła na zajęcia na studiach. Chciała uczyć śpiewu, tak chociaż mogła spełnić swoje marzenia.

Dzieciaki dorastały, kiedy jej koleżanki siedziały w pieluchach, ona właściwie już dzieci do szkoły wysłała. Cieszyła się, że jest taka młoda, a dzieci coraz większe, coraz więcej swobody i czasu dla siebie. Małżeństwo, jak małżeństwo. Raz lepiej, innym trochę gorzej, ale w ogólnym rozrachunku było dobrze. Tak się jej wydawało. Bez wielkich fajerwerków, ale bezpiecznie, a o to bezpieczeństwo chodziło jej najbardziej. To poczucie, że ma na kim polegać.

Zmarła jej mama. To był cios. Tabletki od psychiatry, depresja. Nie była w stanie wstać z łóżka. Przychodziła sąsiadka ugotować obiad, głaskała ją po głowie, znała ją, jak jeszcze była dzieckiem. „Tak nie można, twoja mama tam na górze się martwi” – mówiła. A ona nie wiedziała, jak ma żyć bez mamy, jak mogła ją opuścić, jak mogła tak szybko zniknąć z jej życia, jak ona da sobie radę bez niej. Leki działały, chwilę chodziła na terapię, ale zrezygnowała. Dzieci dały jej siłę. Wiedziała, że to dla nich musi żyć dalej.

To wtedy życie ją ostrzegło: „uważaj”. Ale ona już poszła dalej. Rzuciła się w wir pracy, prowadziła chór, to było dla niej najważniejsze, poza rodziną oczywiście. I kiedy wydawało się, że wszystko wróciło do normy, kiedy dzieci pozdawały matury i poszły na studia ona miała zaledwie 40 lat. Życie stanęło przed nią otworem, to teraz mogła odetchnąć pełną piersią. „Krzysiek ma romans” – usłyszała, choć tak bardzo chciała wierzyć, że tylko się jej przesłyszało. Romans. R O M A N S. Rooo- maaansss. Ważyła w ustach to słowo. Chciała je ubrać w muzykę, odebrać mu siłę, zbagatelizować. Nie dało się. On ma romans. Ma romans z ich wspólna znajomą, która przychodziła do niej na kawę, która była, gdy dzieciaki wpadały do domu po szkole, z którą opijała ich zdaną maturę! To niemożliwe! Rooom-aaansss – nieeemmm-ooożżżliiiwee. A jednak. Jak zawsze puzzle się poskładały. Jego nieobecność, chłód właściwie, przegapiła to. Dzieci, matura, wybór studiów, jej praca. I on, którego było coraz mniej, ich było coraz mniej i to od dawna. Odszedł. Kolejny mężczyzna w jej życiu zostawił ją… Nie mogła zasnąć, żadne ziołowe tabletki nie pomagały. Ale w połączeniu z drinkiem było lepiej. Jeden mocny drink i jej ciało się rozluźniało, znikało napięcie w karku, nogi stawały się bezwładne. Ciężko opierała głowę o zagłówek kanapy. Rozkoszowała się tą chwilą, gdy jej ciało opuszczał niepokój… Chciała w tym trwać. Z czasem jeden drink nie wystarczał, dwa, czasami trzy. Budziła się rano na kanapie, w ubraniu, z rozmazanym makijażem, z pustą szklanką i butelką na stoliku. Nienawidziła tego stolika, on jej kupił kiedyś w prezencie, wiedział, że się jej podoba. Pewnego ranka ze zdumieniem zobaczyła, że stolik jest zniszczony, cały podrapany nożem, nie wiedziała, co się stało. Kiedy nie miała siły rano wstać, dzwoniła do pracy z jakąś wymówką, że musi jechać do dzieci, że źle się czuje, że pewnie jakiś rota… Przesuwała próby chóru, zajęcia na uczelni. Instynkt samozachowawczy kazał jej jednak podnosić się. Wypić szybką szklankę wina i iść, i próbować żyć.

„Pani Agnieszko, nic się nie stało? Pani Agnieszko?” – jak przez mgłę widziała swoich studentów. Gdzie była, co się stało. Toaleta w studenckiej knajpie, a ona z majtkami na kostkach, na podłodze. Poszła na zwolnienie. Jedno, drugie. Kolejne. Była sama jak palec. Dzieci miały swoje życie, oddzwaniała do nich, mówiła, że zapracowana… Nie miała nikogo. Dzisiaj można ją spotkać jak przemyka w za dużej bluzie, kapturze na głowie, z reklamówką, w której dźwięczą butelki… Nie patrzy nikomu w oczy, chce by świat o niej zapomniał. Bo ona nie ma odwagi zapomnieć na zawsze.

Alkoholizm wśród kobiet to nadal temat tabu. To przecież tylko lampka wina, butelka. Jeden drink. Kobiety noszą w przepastnych torebkach butelkę z winem. W bidonach na fit napoje chowają drinki. Przecież są piękne, wymalowane, zadbane. A że chwila załamania. Każdy ma do niej prawo. Dlaczego faceci mogą pić? A kobieta to już nie. „Alkohol mnie rozluźnia” – mówimy. A tego rozluźnienia potrzebujemy najbardziej, tego zrzucenia napięcia, poradzenia sobie ze stresem, ze zdradą, z samą sobą, z niepokojem, który w sobie nosimy… Tylko jedna lampka, jeden drink.


Czy jedno z rodziców, może być tak samo dobrym rodzicem, co dwoje? Samotne matki kontra reszta świata

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 sierpnia 2017
Fot. istock/StockPlanets
Fot. istock/StockPlanets

Czy jeden rodzic jest w stanie wychować dobrze dziecko, bez pomocy i zaangażowania drugiej strony? Czy w niepełnej rodzinie można w dziecku zaszczepić wartości potrzebne w dorosłym życiu? Ile osób, tyle opinii. I oczywiście, możemy kłócić się, że „dziecko potrzebuje ojca/matki”, ale tak naprawdę każda sytuacja, każda historia jest inna. Warto o tym pamiętać oceniając czyjeś postępowanie.

Karina sama wychowuje trzyletniego Kacpra.  Z jego ojcem nie jest związana od ponad roku. I mimo wyroku sądu, nie zamierza się opieką nad synem dzielić. Uważa, że jest świetnie zorganizowana i bardzo dobrze sobie radzi. Tata Kacpra chciałby utrzymywać z nim kontakt, ale niespecjalnie ma ochotę na walkę z byłą żoną. Dziecko widuje na ekranie telefonu i raz na dwa tygodnie dzwoni by z nim porozmawiać.  Mówi, że syna kocha, ale „tak będzie lepiej”. Do walki o dziecko namawiają go rodzice, bojąc się, że zupełnie stracą kontakt z wnukiem.

Jakie zarzuty stawia Karina byłemu partnerowi? Nigdy się dzieckiem specjalnie nie interesował, ani razu do niego nie wstał, nie bawił się z nim i nie chodził na spacery „sam na sam”, a kiedy Kacper zachorował na tyle poważnie, że przez dwa tygodnie leżał w szpitalu, ani razu się do niego nie pofatygował. Co więcej, nie jest w stanie mu zaszczepić pozytywnych wzorców, bo nie okazuje Karinie szacunku i nie ma stałej pracy.  Czy Karina chce się kiedykolwiek związać z kimś, kto mógłby być dla Kacpra „prawdziwym” tatą? Na razie o tym nie myśli. Teraz jest matką i ojcem jednocześnie.  Jednego jest pewna – tak jest dużo lepiej, niż kiedy mieszkali razem i miała do męża ciągłe pretensje o to, że nie interesuje się synem. Tak ma przynajmniej „jasność w temacie”. Rozmowy z synem o ojcu sprowadzają się do oznajmienia: „tata dzwoni”. Więc tata nie kojarzy się Kacprowi właściwie z niczym, poza tymi dziwnymi, męczącymi dla obu stron rozmowami o tym, co dziś Kacper robił i jaką obejrzał bajkę.

U Agnieszki jest inaczej. Ona mówi wprost, że jest jej ciężko. Były mąż stara się dzielić swój czas między ich wspólne dziecko, a nową rodzinę. Syn, mocno zbuntowany trzynastolatek zaczął ostatnio sprawiać duże problemy wychowawcze. Jasne, że „z doskoku” , w nagłych sytuacjach, jest jeszcze dziadek – tata Agi.  Ale to z ojcem nastolatek jakoś bardziej się liczy. To jedynie ojciec potrafi mu jakoś „przemówić do rozsądku”.  Mama, którą ma na co dzień, jest raczej workiem treningowym dla jego emocji. Jasne, dba o niego, jest z nim, pilnuje lekcji, treningów, pielęgnuje w chorobie. Jednak to ojciec jest autorytetem. Agnieszka mówi wprost: „sama nie daję rady, boję się co się wydarzy za chwilę, jestem zmęczona, sfrustrowana, potrzebuję pomocy byłego męża przy wychowywaniu Antka”.

Jak osądzamy samotne matki

Nasze podejście do matek samotnie wychowujących dzieci zmienia się. W specjalnym badaniu przeprowadzonym przez grupę psychologów okazało się, że aż 70% ankietowanych uważa, że ​​samotny rodzic może wykonać tak samo dobrą, wychowawczą robotę, jak oboje rodziców wspólnie.

Warto tu jednak zauważyć, że samotna matka, czy ojciec tak naprawdę rzadko kiedy wychowują dziecko naprawdę sami. Żyjemy w społeczeństwie, w którym pielęgnuje się dość bliskie relacje z rodziną. Samotną matkę wspiera więc zazwyczaj sieć dorosłych: jej rodzice, czyli dziadkowie malucha, przyjaciółki, rodzeństwo. I to właśnie ci pozostali członkowie rodziny odgrywają ważną rolę w życiu dzieci, zwłaszcza w rodzinach wielopokoleniowych.

Osoby uczestniczące w ankiecie pytano również z jakiego powodu najczęściej, krytykowane są samotne matki (przy okazji okazało się, że na ogół są one oceniane bardziej krytyczne niż matki zamężne, czy samotni ojcowie). Panie krytykuje się za to, że często brak im środków finansowych (brak zaradności), za to, że wybrały nienajlepszego partnera na ojca dla swoich dzieci oraz za wybory, które doprowadziły ich do tego, że samotnie je wychowują.

Na szczęście, coraz rzadziej patrzymy na samotne matki oceniając je stereotypowo, jak „patologię”. Coraz więcej rozumiemy, coraz częściej świadomi, że życie może się ułożyć tak, a nie inaczej. Że nie wystarczy „zostać” ojcem, że należy wychowyać, pielęgnować, dbać, uczyć… Że nie każdy może być w ogóle dobrym rozicem. I jesteśmy w stanie uwierzyć, że w pojedynkę można dobrze wychować dziecko. Czasem tak jest po prostu lepiej.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Zobacz także

Fot. iStock/PeopleImages

„Przestań płakać!”, „Upierz moje brudne skarpetki”. Czego nigdy nie powinnyśmy usłyszeć od partnera?

Fot. iStock/edel-fotografie

Nie kastruj własnego chłopa! Jak codziennie zabijamy w nich męskość

Fot. iStock / kali9

Uwaga! Baba za kierownicą… na taksówce, w autobusie i za kółkiem TIR-a. Panowie, przyzwyczajajcie się