Selfie z dzikimi zwierzętami? Dla niego to żaden problem. Zobaczcie te niesamowite zdjęcia

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 stycznia 2016
Fot. Allan Dixon/Facebook
 

Jak on to robi? Allan Dixon, irlandzki fotograf, jest mistrzem selfie … z dzikimi zwierzętami! Pamiątkowe zdjęcie z diabłem tasmańskim? Urocza fotka z uśmiechniętym kangurem? Żaden problem. Wystarczy tylko zdobyć zaufanie zwierzaka i cierpliwie czekać na „ten” moment.

Zobaczcie niesamowite, bajecznie kolorowe zdjęcia, które pokochali internauci z całego świata.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Allan Dixon – Adventurer (@daxon)

Więcej zdjęć Allana na jego Instagramie.


„Dom jest tam, gdzie serce”. Potrafilibyście mieszkać w wielopokoleniowym domu? Są tacy, którzy potrafią i to z sukcesem

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
16 stycznia 2016
Fot. iStock/catscandotcom
 

Wiele znam rodzin, które się rozpadły. Porzuconych mam z dziećmi, facetów, od których odeszły ukochane kobiety. Albo związki ludzi niegdyś sobie bliskich, którzy nie poradzili sobie z problemami: z uzależnieniem, zdradą, przygasaniem uczuć. A Oni – trwają. Są hałaśliwi, radośni, mądrzy i emocjonalni. Ale przede wszystkim – bije od nich ciepło. I jakaś wewnętrzna energia, która sprawia, że ze spotkania z nimi wychodzi się z poczuciem, że świat jest lepszy. Choć brzmi to jak bajka, Borejkowie istnieją naprawdę.
„Rodzina spod ósemki”, bo tak o nich mówią sąsiedzi, składa się z 13-tu osób. W dużym, przedwojennym domu na warszawskim Mokotowie mieszkają wszyscy razem: babcia Krysia, dziadek Zenek, siostra dziadka – ciocia Stasia, mama Jola, tata Michał, ich dzieci: Kasia, Kamila, Kuba, żona Kuby – Magda, chłopak Kamili – Oskar, mąż Kasi – Paweł i ich (Kasi i Pawła) pięcioletnie bliźnięta. Cztery pokolenia pod jednym dachem. W czasach, w których większość młodych ludzi ucieka przed taką bliskością, stanowią prawdziwy fenomen. Przy wielkim, okrągłym stole w kuchni siadam wśród gromady uśmiechniętych ludzi i dostaję kubek gorącej herbaty. Na kubku napis: „Dom jest tam, gdzie serce”.

Babcia Krysia gotuje zupy i uczy się Internetu

– Nie kusiło was, żeby mieć trochę prywatności, pójść „na swoje” – pytam Kasię, która z Pawłem jest już siedem lat po ślubie. – Myśleliśmy o tym na samym początku, gdzieś w perspektywie ten temat się pojawia. Ale miesiąc po naszym ślubie, dziadek poważnie zachorował, kiedy wrócił ze szpitala do domu, wymagał stałej opieki. Babcia sama nie dałaby rady. Urządziliśmy dyżury. Kamila i Kuba byli jeszcze wtedy przed maturą, czytali dziadkowi po południu i grali w z nim w szachy. Ja z Pawłem dopiero zaczęliśmy pracę, przejęliśmy wieczory, a mama i tata prowadzą firmę w domu więc byli do opieki „ z doskoku”. A ciocia Stasia niedowidzi, więc sama wymaga pomocy.

Popołudniowe szachy z dziadkiem zostały do dziś. Tak jak instytucja „dyżurów” w kryzysowych sytuacjach. Ogólnie plan jest taki, że babcia gotuje w tygodniu zupy. I zawsze bardzo denerwuje się jeśli ktoś je na mieście. Choć już powoli odpuszcza, wie, że młodzi „żyją teraz inaczej” i cieszy się z tych momentów, kiedy jej najmłodsze wnuczę, Kuba wpada do kuchni z pytaniem: „Dasz babcia coś zjeść?”. Nalewa wtedy pełny talerz (daleko za wrąbek!) gorącego rosołu i słucha opowieści wnuczka o tym, jak mu idzie na studiach, o poszukiwaniach dorywczej pracy… A potem Kuba uczy ją Internetu, na tym dużym, stacjonarnym komputerze w salonie. Babcia Krysia czyta wszystkie wiadomości i układa pasjansa, on-line.

Oskar odbiera bliźnięta z przedszkola

Oskar, chłopak Kasi, który „w rodzinie” jest od roku, został obarczony popołudniową opieką nad najmłodszymi członkami rodziny, pięcioletnimi bliźniętami: Polą i Antosiem. Sam się zadeklarował, trochę po to, żeby szybciej wkupić się w łaski podejrzliwego dziadka Zenka. Ale właściwie też dlatego, że jest mu najwygodniej – pracuje w biurze projektowym tuż obok przedszkola.

Czy w tej świetnie działającej maszynie, jest miejsce na indywidualność, na własne plany, na odrobinę prywatności? – Tak i to jest chyba klucz do naszego sukcesu – śmieje się Jola. – Inaczej byłoby ciężko.

„Góra” domu, gdzie mieszkają Kasia z Pawłem i dziećmi oraz prawe skrzydło wygospodarowane dla „młodych”, czyli Kasi i Kuby, mają oddzielne wejścia. Te części mieszkania urządzili sobie sami, tak, żeby było im jak najlepiej. Wstawili nowoczesne meble, odmalowali ściany. Dobrze im tu.

Dom z duszą

Pozostała część domu mocno eksponuje historię rodziny. To tutaj, w 1928 roku przyszła na świat babcia Krystyna. Na ścianach wiszą przedwojenne fotografie rodziców i dziadków Krysi oraz małą jeszcze babcię z siostrą, która od 50 lat mieszka w Anglii. Kiedy tuż przed powstaniem w 1944 opuszczali dom, by przenieść się do znajomych pod Warszawę, spakowali te zdjęcia jak najcenniejszy skarb. U znajomych zostali do końca wojny, a do stolicy wjeżdżali z przekonaniem, że nie mają już dokąd wracać. Tymczasem stał się cud. Dom ocalał, choć splądrowano go i wywieziono większość rodzinnych pamiątek.

Potem Krysia poznała swoją wielką miłość, czyli Zenka. Rodzice Krysi zmarli krótko po wojnie, więc tuż po ślubie młodzi zostali w tej wielkiej willi sami.  Zrezygnowali z góry, by trochę oszczędzić i ogrzewać tylko dół domu. Przygarnęli siostrę Zenka, Stasię i we trójkę łatwiej było im go utrzymać. Gdy na świat przyszedł Michał, Zenek zarabiał już całkiem sporo jako tłumacz (świetnie zna język niemiecki, agnielski i rosyjski) i pilot wycieczek.

Z czasem rodzina się powiększała. Michał poznał Jolę, założył rodzinę i… został. Urodziła się trójka dzieci, które również zostały. A ich partnerów urzekło niesamowite ciepło bijące od tej wielopokoleniowej rodziny i również zapragnęli być jej częścią. Dosłownie. Choć dziadek Zenek był początkowo w stosunku do każdego z nich podejrzliwy.

– Kiedyś, kiedy jeszcze byliśmy zwykłymi znajomymi ze studiów, Paweł wchodził do mnie przez balkon po notatki. Dziadek przekonany, że to jakiś niechciany absztyfikant czyha na moją cnotę, podstawił mu wielką miednicę wypełnioną zimną wodą  – opowiada rodzinną anegdotę Kasia.

– Macie jakąś receptę na ten sukces? – pytam. – Cztery pokolenia pod jednym dachem to naprawdę wyzwanie. – Zawsze staramy się szanować, szanujemy swoje granice, nie narzucamy się sobie, nie zmuszamy do zwierzeń. No i nie wtrącamy się w wychowanie dzieci –  odpowiada Jola. A na wakacje jezdzimy oddzielnie. Żeby od siebie odpocząć.

W tym roku rodzinę czeka ważne wydarzenie: ślub Kamili i Oskara. I choć w domu miejsca coraz mniej, na razie nie planują wyprowadzki. Spod „ósemki” wychodzę z miłym uczuciem, że dawno nie doświadczyłam tyle namacalnej, rodzinnej miłości. Że jeśli jest determinacja i silna wola, to te cztery pokolenia mogą żyć obok siebie, pomagać sobie i wspierać się. Że rodzina to naprawdę wartość.


„Strata ojca, odejście partnera, problemy w pracy. To problem? Nie! Dam radę”. Gdy załamuje się silna

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
15 stycznia 2016
Fot. Pixabay / Unsplash / CC0 Public Domain

Na Sylwestra Magda dostała od przyjaciółki maila „Przepraszam, nie wiedziałam. Jest mi tak źle, że nie zauważyłam”, druga powiedziała: „Przecież byłaś wciąż taka wesoła. Myślałam, że depresja to niewychodzenie z łóżka. Powolny rozpad duszy”. „Rozpadałam się po cichu” odpowiedziała.

To było zaraz po tym, jak powiedziała koleżankom, że nie pojedzie na wspólny wyjazd, bo ma depresję. Koniec z pretekstami. Boli głowa, nie ma pieniędzy, praca. „Nie mam siły” wyznała.

Ona samotna matka 9-letniego chłopca, dusza towarzystwa, kobieta energia.

Magda: „Depresja jest robal, który zjada cię od środka. Obok was może być człowiek, który cierpi. Nie widzicie, bo się śmieje, bo wygląda tak samo. No może trochę tyje. Albo trochę chudnie. Nie przebiegnie już z tobą 10 km, woli zostać w domu niż wyjść. Częściej, bo też nie zawsze. Moja historia to historia tysięcy ludzi. Pokolenia lat 60.tych, 70.tych, 80.tych.

Często nie ma powodów, choć moim zdaniem podstawowym powodem jest zbyt szybkie życie. Gdy zwalnia – dusimy się. Powodem jest złudzenie kontroli. Za duże wymagania wobec siebie i innych. Wpychanie każdego bólu gdzieś do środka, a zostawianie sztucznego uśmiechu. Bo przecież co inny pomyślą”.

Proszę: „Opisz kilka najważniejszych rzeczy. Po czym poznać u siebie, u innych?”

Niezdolność do cierpienia

Magda: Kiedyś myślałam, że umiejętność wyłączania emocji to moc. Mama była słaba. W naszej domowej apteczce było dużo proszków na uspokojenie, głównie relanium. Mama w stresie brała te tabletki, popijała winem. Potem spała. Jeśli dorastasz z osobą bezbronną, obiecujesz sobie, że nigdy bezbronna nie będziesz. Bo bezbronność to zaburzony dom, chaos, brak poczucia bezpieczeństwa i uciekający z domu ojciec. Ojciec pogardliwy. Ale tych możliwych scenariuszy może być dużo, nie czepiaj się obsesyjnie któregoś. Ważne jest poczucie kontroli.  Że musisz ją mieć. Jesteś najlepszą uczennicą, w wieku 10 lat umiesz piec ciasto i dzwonić na pogotowie (mama po proszkach wpadła kiedyś na toaletkę i rozbiła sobie głowę). Płacisz rachunki i odprowadzasz młodszego brata do szkoły, gdy ojciec już od was odchodzi. I musisz znosić wyznania, że matka to wariatka. Znosisz, bo nie chcesz stracić ojca. Ale słowo „wariatka” przez całe dorosłe życie będzie budziło twój lęk.

Potem przez lata unikasz emocji. Unikasz ludzi emocjonalnych (czyt. twoim zdaniem słabych), każde złe wydarzenie zamiatasz pod dywan. Kłopoty w pracy? I co z tego? Problemy z pieniędzmi? Trzeba działać nie marudzić. Nawet choroby i śmierć nie są w stanie cię złamać. Rozstania. Na krótko.

– Czy to nie dziwne? – spytała mnie kiedyś przyjaciółka.

– Ale co jest dziwne?– zdziwiłam się.

– Że nie przeżywasz cierpienia po Piotrze.

Zemdliło mnie.

– Piotr to ojciec mojego dziecka, chciał rozstania, proszę bardzo. Przestań wszystko analizować – odpowiedziałam surowo.

Dopiero potem, na terapii, zrozumiałam, że ja nie umiem przeżywać bólu.

Kochani, a ból przeżyty jest jak garb, jak burza, która musi i tak się stać. Im mniej cierpisz na co dzień (mimo zdarzeń), tym bardziej będziesz cierpieć później. Dopiero na terapii zapłakałam nad mamą, nad ojcem, który nas porzucił, nad sobą małą, taką dorosłą. Nagle pomyślałam; Boższ, tyle zamrożonych emocji. To każdy mój ból w ciele. Każdy sztywny kark, ból brzucha, lęk, z którym się budziłam. Wszystko ma swoją przyczyną.

Brak złości

Nie umiesz wściec się tak naprawdę na innych. Powiedzieć: jestem zła.  Tak jak nie umiesz być zła na ojca czy mamę, nie umiesz być zła na innych. Mówisz: nie szkodzi, załatwiasz, ogarniasz dalej. Ludzie znajdują w tobie spokój, pokorę. Ale ty nie znajdujesz tego w sobie.

Pamiętam taką scenę z Piotrem, byłym mężem. Nie zdążył do szpitala na mój poród. Nie odbierał telefonów. Potem się okazało, że zasnął: „No zaspałem” rzucił. Jakby „zaspałem” było dostatecznym powodem, żeby nie pojawić na porodzie syna. Powiedziałam: „Jasne, ok”. A przecież byłam wściekła, smutna i rozżalona.

Jednak przeżywanie takich emocji wydawało mi się tak małe.

A potem, kilka lat później, Piotr próbował popełnić samobójstwo. Weszłam do domu, w sypialni spał nasz czteroletni syn. Męża znalazłam w łazience, nieprzytomnego. Leki, alkohol. Jak mama. Tłumaczyłam go. Kryzys, depresja, brak  terapii.  Dlaczego? A gdyby tam wszedł nasz syn? Co bym powiedziała mu rano? Potem zrozumiałam, że tłumaczę bliskich mi ludzi, taki mam nawyk.

Nie róbcie tego, ludzie muszą  brać za siebie odpowiedzialność. Jeśli ty ją bierzesz za nich – w końcu zapłacisz za to wysoką cenę.

Napięcie

To był pierwszy objaw mojej depresji. Nieustanne napięcie. I wku*w. Rozstawiałam ludzi po kątach, traciłam panowanie nad sobą na służbowych zebraniach. Miałam ochotę wywalić wszystkich z pracy. Robiłam awantury. W sklepie, i w korku.

– Mamo, dlaczego jesteś wciąż zła? spytał mój syn.

– Nie wiem, kochanie – odpowiedziałam.

Bo nie wiedziałam.

Przecież nie dlatego, że mąż, którego ratowałam, odszedł do innej. Przecież nie z powodu żalu. Nie, nie, nie.

Oczywiście, że tak.

Wstyd

Nagle czujesz absolutny bezsens życia. Ty, optymistka. Ty, siła. Całą niedzielę spędzasz w starym podkoszulku, chodzisz tylko do lodówki po kolejną porcję lodów. Robisz minimum. Oglądasz seriale. I marzysz o tym dniu, gdy ukryjesz się w kołdrze i nikt nic od ciebie nie będzie chciał.

– Mamo, co dziś robimy– pyta dziecko.

– Mam gorączkę, kotku – kłamiesz.

I leżysz. Tylko w łóżku jesteś bezpieczna. W poniedziałek znów się ubierzesz w uniform i pójdziesz walczyć w swoim korpo. Nikomu nie powiesz, że nie byłaś z synem w kinie, nie byłaś na imprezie, na siłowni, nad jeziorem. Nie zrobiłaś setek rzeczy, które robią aktywni ludzie. Wstyd. Ogromny wstyd i poczucie winy. Co z ciebie za matka, co za kobieta aktywna?

Już wtedy wszystko w tobie krzyczy: „pomocy”. Ale nie umiesz o nią poprosić.

Bezsenność z sennością pomieszana

Noce są takie aktywne. Facebook w nocy aktywny, tyle seriali, portali plotkarskich. Noc to świat ludzi w depresji, lękowych, smutnych. Jeśli nie łykają chemii – budzą się ich demony. Jeśli jesteś dzielna, próbujesz je uśpić. Robisz pranie, ciasteczka, przeglądasz lekcje dziecka, i swoje stare rzeczy.

Ale gdzieś wiesz – coś jest nie tak.

Potem śpisz za długo, przesypiasz nad biurkiem, dzień miesza się z ranem.Tęsknisz za sobą dawną, która o szóstej witała świt bieganiem i kawą. Nie jesteś w stanie ruszyć nawet ręką o szóstej. „Eh, ta zima”. Ale to nie zima. To ty.

Nadwrażliwość

Płaczesz na filmach i na reklamach. Gdy oglądasz wiadomości. Płaczesz z powodu cudzego cierpienia, radości. Z powodu czyjś wzruszeń i żali. I płaczesz tak, ale nie widzisz, że to dlatego, że niczego swojego naprawdę nie przeżywasz. Twoja podświadomość mówi: „Rany, płacz chociaż nad cudzym życiem skoro nad swoim nie potrafisz, wylej łez trochę, bo z tobą silną już wytrzymać naprawdę się nie da”.

Akceptacja

Tylko ona może cię uratować. Akceptacja siebie, swojego stanu, przeszłości. Że nie wyszło, że cierpisz, że popełniłaś błędy. Że miałaś beznadziejne dzieciństwo, że wciąż wspierasz kogoś, a nikt ciebie.

Ten moment płaczu jest wyzwoleniem. Moment, gdy rozumiesz, że wielu rzeczy nie zmienisz, wiele przespałaś. Ale to jedyny moment, żebyś się wydobyła.

Z tego momentu nieoczywistej depresji, gdzie wydaje się wciąż żyjesz, a jednak bardziej umarłaś.

Pocieszenie? Obiecuję, że ono jest. Że można z tego wyjść. Znów spać, budzić się na kawę i mieć siłę pobiegać. Ale jeśli nie poprosisz o pomoc, zostaniesz w czarnym świecie.

Chcesz tego na pewno?

Magda


Zobacz także

Uważajcie na słowa, czyli błędy przy organizacji ślubu i wesela

Nie zapomnijmy o tym, co najważniejsze w te Święta. Cudowny filmik

7 problemów w zachowaniu dziecka, których nigdy nie powinniśmy lekceważyć, i jak sobie z nimi radzić