Seksizm po polsku: w świecie, gdzie naleśniki i wiertarki reklamuje się wypiętym tyłkiem, oburzamy się 9-latką bez stanika. Serio? Niczego się nie uczymy?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 lutego 2019
Screeny z Facebooka
 

Usłyszałam ostatnio, że nauczyciel WF-u kazał 9-letnim dziewczynkom nosić staniki na zajęciach, bo jednej z nich podwinęła się bluzka podczas ćwiczeń. Zamarłam. Pół biedy jeszcze ten kreatywny wuefista, ale jak to w sieci bywa od razu pojawił się tryliard rad, bitka o nieistniejące jeszcze piersi i milion Grażyn, które doskonale wiedziały, że mają rację. Na miłość boską, naprawdę w XXI wieku nadal nie stać nas o odrobinę rozumu? Jesteśmy społeczeństwem zionącym na kilometr seksizmem i mizoginią, a nadal wpadamy w histerię na widok kawałka cycka? Obojętnie czy to cycek wyimaginowany czy cycek karmiący. Nie gorszy nas tylko jawny cyc uprzedmiotowiony i uwłaczający godności każdej kobiety. A jednak NAM nie wstyd.

O aferze stanikowej doniosło Daily Mail, ale jestem pewna, że i w naszym pięknym kraju mogłaby się wydarzyć (a może wydarza, tylko jeszcze o niej nie wiemy?).  Komentarze do opisanej przez polski portal sprawy były już całkiem polskie. Nie brakowało gorzkich żali, że nauczycielom pluje się w twarz. Zdecydowana większość komentujących przyznała też rację nauczycielowi… ale nie w tym problem.

Dlaczego (głównie panie) zgadzały się z obowiązkiem stanikowym? Kilka cytatów (pisownia oryginalna):

„Są fajne sportowe , dziewczyny będą zadowolone , że mogą nosić„*

„Ma racje wystarczyl by zwykly top a nie jakis usztywniany. Moze nauczyciel sie zle okreslil (…)”*

„A czy po plaży 9latki biegają tylko w majteczkach? Dobrze że zwrócił uwagę, lepiej nie prowokować np.chłopców„*

„Popieram tego nauczyciela. Dziewczynki powinny, przynajmniej na lekcjach wf, nosić np. top sportowy w tym wieku„*

„Teraz te wszystkie matki ciągle jakieś oburzone wieczne pretensje o wszystko..a z dzieci robią się mazgaje...co złego w sportowym staniku…”

i jeszcze trochę innych. Niby nic, a jednak uwiera, biorąc pod uwagę fakt, że to słowa kobiet – uwiera podwójnie. Przynajmniej mnie… Dlaczego?

W tej historii tylko jedno jest dla mnie pewne. Ani wuefista, ani komentujący nie mogą mieć racji. Jak zareagowałybyście, gdyby wasz szef albo wykładowca na uczelni nakazał wam noszenie stanika? Nie bez powodu nazywa się go bielizną osobistą. Czy w ogóle można jakiejkolwiek kobiecie kazać nosić stanik?!

Kwestia 9-cio latek jest dla mnie zwykłą seksualizacją dziecka. Bo umówmy się, że 99% dziewczynek w tym wieku nie ma jeszcze piersi. Większość ma wspólne szatnie do 3 klasy – i większość się nie doszukuje tu powodów do oburzenia. Jasne, dzieciak się krępuję, chce nosić topik – super, ale niech to u diabła będzie decyzja intymna. Nakaz? Mundurek? A co jeśli kobieta w ogóle nie nosi staników, bo nie lubi, bo nie potrzebuje, bo tak?

Płakać mi się chce z bezradności, kiedy czytam, że stanik ma zapobiegać „prowokowaniu” chłopców, albo że dziewczynki „będą zadowolone”. A czy same nie mogą zadecydować, czy zadowolone są czy nie? Czy możemy wreszcie wyrosnąć z tłumaczenia mężczyzn (i chłopców) „prowokowaniem”? Nawet w takiej dyskusji – o dzieciach, szkole – zawsze pojawi się wątek prowokowania… Dlaczego niczego się nie uczymy?

Jest milion sposobów na rozwiązanie nawet najtrudniejszych dylematów. A w moim mniemaniu nasz bohater – wuefista, powinien zorganizować spotkanie z rodzicami i zwrócić uwagę na problem – jeśli takowy naprawdę istnieje. Zamiast władczo nakazywać dziewczynkom (niedługo kobietom) noszenie staników.

Oglądałam wczoraj narzędzia, chcę wyszlifować stary stół – choć może nie powinnam, bo to męskie zajęcie, a szlifierka mimośrodowa też jakaś taka męska, pewnie gdyby tak nie było, nazywano by ją pilniczkiem do robótek… Ewidentnie moja wina. Dziś rano włączyłam Facebooka na swoim telefonie… i czekała na mnie taka reklama:

Screen z mojego telefonu

Napisałam do Allegro, krótką wiadomość, której pewnie nie odczytają. Ale zwyczajnie jest mi za nich wstyd. I nie kupuję wytłumaczeń, że biedacy nie mają pojęcia, bo  użytkownicy sami dodają zdjęcia do swoich ofert. W tym wypadku pełna odpowiedzialność za seksizm spoczywa na ich barkach. Bo to nie Ziutek czy Gutek pod swoim imieniem, loginem czy czymkolwiek innym promuję swoją przecinarkę z „cizią” – a robi to pod swoim brandem największy serwis aukcyjny w Polsce. Za pieniądze… Wstyd.

Nie podoba mi się świat, w którym żyję. Nie podoba mi się, że wręcz masowo, jako Polacy, wpadamy w histerię na widok kawałka cycka – tego cycka karmiącego dziecko, tego cycka, który jeszcze cyckiem nie jest. A jednocześnie uśmiechamy się pod nosem na widok wypiętego tyłka sprzedającego nam pilarkę do drewna i seksistowskich żarcików… no bo przecież co w tym złego?

Kilka razy w  tygodniu trafiam na takie perełki, jak: „nowe buty kupuję z myślą o mężu”. I jedyne co mnie cieszy, to fakt, że coraz częściej, zaczynamy reagować wyrażając swój sprzeciw.

Aktualizacja: Dostałam od Allegro odpowiedź: „Zdjęcie z oferty nie narusza naszych zasad, dlatego nie mam podstaw do podjęcia działań względem oferty”. Może pora zmienić standardy?

*Komentarze zamieszczane pod postem na Facebooku OnetKobieta


Dlaczego nie powinnaś śledzić byłego partnera na portalach społecznościowych, czyli kim do cholery jest ten facet?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
13 lutego 2019
Fot. iStock/SaulHerrera
 

Twoje małżeństwo się skończyło. Można powiedzieć, że nic was już ze sobą nie łączy. No, prawie nic, bo są jeszcze dzieci, cztery półki książek oraz kilka wspólnych lat, których wymazać z pamięci się nie da. I właściwie nie trzeba. Wystarczy, że poradzisz sobie z emocjami, że przeżyjesz swoją żałobę po tym związku i po tej miłości. Że zdasz sobie sprawę z toksycznych mechanizmów. I niech cię nie kusi, żeby śledzić nowe życie twojego byłego na portalach społecznościowych. A dokładniej mówiąc to, co on tam publikuje. Bo możesz się zdziwić jak bardzo swoim odejściem wpłynęłaś na jego życie.

Przede wszystkim, odkryjesz ze zdumieniem, że facet, którego wydawało ci się, znasz jak nikt, jest z przekonania (i czynu) feministą. Kocha i wspiera kobiety oraz wszelkie inicjatywy promujące równość płci. Tak, ten sam mężczyzna, który wydzielał ci kasę, który mówił ci, że jesteś idiotką, który wyrzucał cię z domu bez butów, teraz walczy z przemocą i publikuje artykuły o tym, że słowa mogą ranić. Aż ci się łezka zakręciła w oku, prawda? Odkryłaś właśnie pokłady wrażliwości i empatii w kimś, kto nie okazywał ci jej przez kilka lat.

Poza tym okaże się, że twój były jest wielkim miłośnikiem zwierząt. Czemu się dziwisz? To, że będąc z tobą umierał na astmę za każdym razem, gdy wracałaś od koleżanki, która ma kota („Natychmiast zdejmij wszystkie ciuchy i wsadz je do pralki, bo umrę”) i kategorycznie sprzeciwiał się  psom w waszym domu („ja z nim wychodził nie będę”), teraz ma wolontariat w schronisku dla zwierząt i prowadzi zbiórki pieniędzy na karmę dla bezdomnych czworonogów. Wzruszyłaś się.

Jest wysportowany. Tak, ten sam facet, który wracał z pracy i kładł się na kanapie, ten, który w weekendy leżał w łóżku żądając ciszy i zrozumienia i oświadczał ci, że na spacer z dziećmi o tobą nie pójdzie, bo musi odpoczywać, najlepiej oglądając wszystkie odcinki nowego serialu na Netflixie. Teraz biega maratony, chodzi na siłownie i ćwiczy pilates. Chyba w końcu ma czas, by o siebie zadbać. Przy tobie i dzieciach to było po prostu niemożliwe. Jednym słowem, wziął się za siebie. Podziwiasz go.

Twój były mąż to teraz dusza towarzystwa. Pamiętasz, jak nie mogłaś go namówić na spotkanie ze znajomymi, wieczór w towarzystwie bliskich ci osób? Dziś wszędzie go pełno. Okazuje się też, że myliłaś się sądząc, że nie interesuje go sport w telewizji. Obecnie jest zażartym kibicem i wszelkie sportowe wydarzenia ogląda w gronie przyjaciół.

Całe szczęście, że kiedy już myślisz, że mogłabyś się w nim znowu zakochać, odbierasz od niego telefon. Odbierasz i słyszysz, że wobec ciebie jest nadal tym samym dupkiem. I to cię ratuje. Bo może kilka jego nowych znajomych („Kim u licha jest ta długonoga brunetka, której zdjęcia on w kółko „lajkuje”? Chyba właśnie skończyła liceum”) da się nabrać na wizerunek kochającego dzieci, roślinki i zwierzątka wrażliwca, ale ty już oprzytomniałaś po pierwszym szoku. Ufff.

Cóż oczywiście bywa, że ludzie się zmieniają. Przyjmij do wiadomości, że być może rozstanie z tobą uczyniło go lepszym człowiekiem. Właściwie powinien ci podziękować za to, jak bardzo otworzyłaś mu oczy. I pamiętaj, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. W tym wypadku dosłownie.


Trzymanie za rękę twojego partnera może pomóc ci uśmierzyć ból

Redakcja
Redakcja
13 lutego 2019
Fot. iStock/Vertigo3d

Kochający i troskliwy dotyk nie tylko pokazuje, jak ważna jest dla ciebie dana osoba, ale także pomaga pocieszyć w trudnych chwilach, chorobie lub cierpieniu. Okazuje się, że istnieje naukowe wyjaśnienie tego fenomenu. Ludzki dotyk może być prawie tak potężny jak medycyna.

Choć brzmi to niewiarygodnie, trzymanie partnera za rękę, powoduje, że cierpisz mniej i odczuwasz mniejszy dyskomfort. Można to nazwać „medycyną miłości”. Goldstein, psycholog, który badał siłę ludzkiego dotyku postanowił przeprowadzić eksperyment razem ze swoją żoną podczas narodzin córki.

Okazuje się, że samo przebywanie blisko siebie, nawet bez dotyku, spowodowało u pary synchronizację fal mózgowych, która nasilała się, gdy zakochani trzymali się za ręce, gdy rodząca kobieta odczuwała ból. Elektroencefalografia pomogła właściwie zmierzyć aktywność fal mózgowych.

Nie obawiajmy się więc delikatnie dotykać partnera, gdy odczuwa on jakikolwiek ból. Twój dotyk może pomóc ulżyć w cierpieniu, a nawet zapobiec jakiemukolwiek zaburzeniu synchronizacji między wami. Poza tym, niesamowicie zbliża i sprawia, że czujemy się kochani, ważni. To uczucie motywuje nas do walki z chorobą.

Jeśli więc, któreś z was czuje sięźle, po prostu weź rękę swojego partnera i przytrzymaj ją przez chwilę. Może zauważysz, że wasze tętno i oddech stają się zsynchronizowane.


Na podstawie: brightside.me

 

 


Zobacz także

Fotomontaż /istock

Pani pozna panią. Ruda szuka przygody na całe życie [ZOBACZ ZDJĘCIA]

11 dziwacznych rzeczy, które świadczą o tym, że jesteście dobraną parą

9 powodów, dla których nie masz przyjaciół