Seks bez zgody jest gwałtem. To proste jak picie herbaty! Genialna kampania brytyjskiej policji

Karolina Krause
Karolina Krause
18 stycznia 2017
Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police
 

„Jeśli wciąż masz problemy ze zrozumieniem, co oznacza zgoda na seks, wyobraź sobie, że zamiast inicjować zbliżenie, oferujesz drugiej osobie herbatę”. Takimi słowami rozpoczyna się animacja stworzona przez Blue Seat Studios, na potrzeby kampanii zorganizowanej przez brytyjską grupę policyjną Thames Valley Police. Krótki filmik, w prosty sposób uświadamia nam, że każdy seks bez zgody drugiej osoby jest gwałtem. To proste jak picie herbaty!

„Kiedy pytasz kogoś: „Hej, napijesz się ze mną herbaty?”, a ta osoba odpowie ci „Hmm, w sumie to nie jestem pewien”, możesz zrobić jej herbatę lub nie, ale musisz mieć świadomość, że druga osoba może jednak jej nie wypić. I jeśli tego nie zrobi – to bardzo ważne – nie zmuszaj jej do wypicia!”

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

„Nie możesz jednak winić tej drugiej osoby za to, że podjąłeś wysiłek zrobienia herbaty, a ona nie chciała jej wypić. Musisz po prostu pogodzić się z tym faktem. Z pewnością nie chce też, byś zaczął nachodzić ją w domu i mówić „Hej, ale ostatnio chciałaś herbatę”.”

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

„Jeśli druga osoba jest nieprzytomna, nie rób jej herbaty. Nieprzytomni ludzie nie chcą herbaty i nie mogą odpowiedzieć na pytanie „Czy masz ochotę na herbatę?”, ponieważ są nieprzytomni.”

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

Fot. Screen z Youtube Thames Valley Police

„Zmuszanie kogoś do picia herbaty jest idiotyczne. Tak samo jest z seksem.”

Cały filmik, w wersji angielskiej możecie zobaczyć tutaj:


Wszystko to potrzebne, każda łza i każda radość. Bo gdy otwieram oczy i słyszę jak mój mąż krząta się już po kuchni, to wiem. Wiem czym jest miłość

Anika Zadylak
Anika Zadylak
18 stycznia 2017
Fot. iStock/shironosov
 

Nigdy się nie bałam, gdy rodzice się kłócili. Nawet jak któreś, mocno trzasnęło drzwiami. I gdy cisza przeciągała się do kilku dni. Bo zawsze, od maleńkiego dziecka wiedziałam, że miłość jest różna. Czasem głośna na pół osiedla, gdzie padają niepotrzebne i bolesne słowa. A czasem ciepła jak koc, którym okrywa cię ukochana osoba. Ale zawsze pokorna. Ta prawdziwa, dojrzała i jedyna ma w sobie pokorę. Potrafi przyznać się do błędu. Potrafi przeprosić szczerze, choć to zawsze najtrudniej przychodzi. Potrafi uśmiechać się przez łzy, żeby tylko wesprzeć swoją drugą połówkę. Przyjmować ją taką, jaką jest, nie zmieniać, nie oczekiwać. Mimo tego, że trwa już prawie 40 lat.

– „Ja to już swoją ślubną od ponad trzydziestu lat, na rękach noszę.” – Pan Stanisław mruga okiem i patrzy na swoją żonę. – „I synów mamy dwóch, dorosłe chłopy już.  Serce rośnie jak człowiek na nich patrzy, jak siebie trochę w nich widzi. Młodszy, to nawet chodzi tak jak ja, lekko przygarbiony. Moja Mirusia mi na to uwagę zwróciła kiedyś. Mama chłopców naszych. I jak człowiek za nimi ganiał, gdy uczyli się jeździć na rowerze. I na siebie klął, jak się któryś przewrócił i poobdzierał. Nie wiem, może faktycznie te czasy inne były kiedyś, dni dłuższe? Bo przecież oboje z małżonką, pracowaliśmy. I działkę z warzywami niedużą mieliśmy, to i tam trzeba było robić. I dom na głowie przecież, samo się nie sprzątało ani  nie gotowało. Ale zawsze choć jeden posiłek dziennie, wspólnie żeby był. I do kina się zdążyło i piłkę z dzieciakami, pokopać. No i żonkę pokochać, na tańce zabrać. Pamiętasz? Motorem jeździliśmy tu niedaleko, mówiłaś, że tam najpiękniej grają.”

Pani Mirosława kiwa głową. – „Ja tylko chciałam powiedzieć, że to nie wina innej epoki. Przecież Stasiu u nas też bywało tak, jak u naszych synów teraz. Na stojąco herbata i kanapka w progu, zapomniałeś? I zmęczenie zaraz po powrocie, że się gadać nie chciało, a co dopiero, bawić z dziećmi. I nerwy niepotrzebne były, kłótnie, że aż wióry leciały. I ciężkie czasy. Tak, mieliśmy taką sytuacje, bardzo kiepską raz, że tylko synom kupowałam trochę sera i owoce, a my z mężem – chleb z margaryną. Bo na nic innego nie było, ale jakoś się przetrwało. Jakoś, żeśmy razem przeszli. Mąż mi zawsze wtedy przed snem powtarzał, bo płakałam, martwiłam się. Mówił: „Miruś, przecież ty królową życia jesteś. Popatrz jakich synów urodziłaś, ile już im dałaś. A jeszcze więcej dasz.”  I to mi pomagało, pozwalało wierzyć, że sobie poradzimy.

Nie ma recepty na udane małżeństwo, na szczęśliwą miłość. Bo i zresztą, każdy ją inaczej widzi, inaczej odczuwa. Ludzie się spotykają, coś ich przy sobie zatrzymuje. Czasem taki błahy gest. Mój Stasiek miał dobre oczy. Nie, że oszałamiająco piękne, że kurwiki w nich były, jak to mówią. Tylko ta dobroć, prosta taka, ale głęboka. I zawsze jak się pokłóciliśmy, czy musiał gdzieś wyjechać, to mi tych jego oczu było, najbardziej brak.

I zwyczajnie też było, że dom i obowiązki i do roboty. Potem z dziećmi do lekarza, albo na spacer czy na działkę. Obiad, kolacja, sen. Bez uniesień ale też, w spokoju. W poczuciu bezpieczeństwa. I seks był, nie tylko te dwa razy, przed ciążą (śmiech). I nie zawsze w małżeńskim łożu. Ale były też takie chwile, gdy się Staszek chciał wynieść. Pamiętasz? Bo się kłóciliśmy, o taką naszą wspólną koleżankę. I przyznaję się po raz kolejny, moja wina. Bo sobie do głowy natłukłam, że romans mają, że zdrada. Trwało to trochę, zanim już na tyle sił i odwagi miałam, żeby iść i powiedzieć „Przepraszam. Wiem, że nic nie zrobiłeś.”. Bo na tym to polega. Na ciągłym siebie słuchaniu i poznawaniu. Na ścieraniu, ale też godzeniu, bo złość nic dobrego nie przynosi. Cisza i niedomówienia, malują w głowach niepotrzebne obrazy. Moja babcia mawiała, że stół w rodzinie nie jest tylko od tego, żeby na nim zupę postawić. Ale przede wszystkim, żeby przy nim czasem usiąść z własnym mężem. I porozmawiać. Bo inaczej się nie da.

Za nami 34 lata wspólnych dni. Czasem słonecznych, dobrych i kolorowych. Takich, że czujesz każdym zmysłem, że chcesz, że uśmiech sam ci się na twarzy maluje. Że piękna się czujesz i potrzebna. I kochana, do granic. Ale też takich, że nawet teraz na ich wspomnienie, broda drży. I niepokój wraca. Bo powiedziałam coś, czego nigdy nie powinnam. Albo usłyszałam słowa, które głęboko, siedziały przez lata. I niepewność przychodziła, nawet czas, że myślałam, że już nie kocham. Że się wypaliło, obumarło, że już nie ma po co. I wszystko to potrzebne, każda łza i każda radość. Bo gdy rankiem otwieram oczy i słyszę jak mój mąż krząta się już po kuchni, bo zawsze wcześniej wstaje, to wiem. Wiem czym jest miłość. I, że warta jest wszystkiego. I możliwa. Nieważne, w jakich czasach przyjdzie nam żyć. Bo nas jak widać, nie rozdzieliły żadne.”

Dziś rano, zadzwonił mój tata. Po godzinie, moja ukochana mama. Pokłócili się trochę, każde zdawało swoją relacje. Jak zawsze słuchałam, uśmiechałam pod nosem i nie komentowałam. Bo wiedziałam jedno. Wieczorem znowu zadzwoni ojciec i zapyta, o nazwę tych kwiatów, które matka bardzo lubi.  Ciężko je dostać. A kupuje je zawsze, nawet jeśli to mama przeprasza, bo zawiniła. – A wiesz dziecko, bo jednak też zbyt miły nie byłem. I nie lubię jak twoja mama, taka struta siedzi.


5 znaków, że czeka was wojna rozwodowa

Karolina Krause
Karolina Krause
18 stycznia 2017
Fot. iStock / Anetlanda

Stres, towarzyszący nam w trakcie rozwodu porównywany jest często z bólem, związanym z odejściem któregoś z członków rodziny albo tym, którego doświadczają osoby pozbawione wolności. Jedynie utrata dziecka lub śmierć współmałżonka uznawane są za zdarzenia bardziej traumatyczne niż to. Ranga tego problemu diametralnie wrasta, jeśli jedno współmałżonków posiada tak zwaną „osobowość wysokokonflitkową” (ang. high-conflict personality).

Czego możesz spodziewać się, po rozwodzie z HCP?

5 znaków, że czeka was wojna rozwodowa

Kłamliwe usposobienie

Kłamliwe usposobienie, to charakterystyczna cecha dla tych osób. Kiedy uczucia są nieadekwatne do sytuacji, HCP tworzy „własną rzeczywistość”. Nagina prawdę w taki sposób, by dopasować ją do swoich emocji. Aby dowieść, że to, co czuje ma sens. Trzeba być gotowym na różnego rodzaju nieścisłości, fałszywe oskarżenia albo kłamstwa skierowane w twoją osobę. Im bardziej mijają się przy tym z prawdą, tym ostrzejszego języka będą używać.

Obwinianie

Czego byś nie zrobiła i tak zawsze będziesz winna. A przynajmniej on będzie tak uważał. Jeśli twój partner regularnie bije ciebie albo twoje dzieci, to i tak postara ci się wmówić, że to twoja wina. HCP nie jest w stanie zmierzyć się ze swoimi wadami i dlatego projektuje je na innych. Często bywa agresywny i obraźliwy.

Manipulowanie innymi

HCP w oczach inny chciałby być postrzegany jako „ten lepszy” (tutaj: „ten lepszy rodzic”) lub niewinna ofiara. Aby to uzyskać HCP będzie starał się nawiązać kontakt z twoją rodziną, przyjaciółmi, opiekunami czy nauczycielami dziecka i przedstawić im swoją wersję wydarzeń. Być może uda mu się w ten sposób przeciągnąć ich na swoją stronę, za to na pewno zaspokoi przy tym swoją potrzebę bycia w centrum uwagi.

Fot. iStock/Sohl

Fot. iStock/Sohl

Bezwzględność

Przekonasz się, że negocjowanie jakichkolwiek warunków separacji z HCP jest niezwykle trudne (o ile w ogóle możliwe). Taka osoba nie zna słowa „kompromis”. Z lęku przed porzuceniem, po prostu nie może pozwolić ci odejść. Za wszelką cenę będzie się więc starać postawić na swoim. Nawet jeśli już wydawało ci się, że w jakichś kwestiach doszliście już do porozumienia, HCP może na nowo starać się renegocjować warunki.

Brak empatii

Wysokokonfilktowiec zrobi wszystko, by dostać to, czego chce. Jeżeli zależy mu na wyłącznej opiece nad dzieckiem, możesz spodziewać się dowodów na to, że w jakikolwiek sposób zaniedbywałaś lub źle traktowałaś swoje dziecko. HCP nie cofnie się przed niczym, nawet jeśli będzie musiał te dowody sfabrykować. Za nic będzie miał uczucia i potrzeby innych. Najważniejsze jest bowiem dla niego, aby zrealizować własny cel – wymierzyć ci wystarczająco wysoką karę.

Dla dobra siebie (i swojego dziecka), nie możesz do tego dopuścić. Skup się więc na tych kilku rzeczach:

1. Dokumentuj wszystko, co tylko możliwe

Pamiętaj też, że nie musisz o wszystko walczyć. Każdy mały problem, będzie dla niego pretekstem do wszczęcia konfliktu. Zdecyduj się, którą bitwę chcesz podjąć, a z której lepiej będzie zrezygnować. Wybierz te sprawy, które mają dla ciebie kluczowe znacznie.

2. Zachowaj trzeźwość umysłu

Nie daj się wciągnąć w cały ten dramat. Twoja uwaga i zaangażowanie to woda na młyn dla takiej osoby. Nie inwestuj więcej emocji w kogoś, kto niczego nie jest już w stanie ci dać.

3. Szukaj wsparcia

Wśród rodziny i przyjaciół, a przede wszystkim znajdź dobrego prawnika. Osobę, która zrozumie z jakim typem osobowości ma do czynienia. Jeśli tego potrzebujesz skorzystaj z pomocy terapeuty, dzięki temu łatwiej pozbędziesz się tkwiącego w tobie, destrukcyjnego żalu i gniewu.


Źródło: huffingtonpost.ca


Zobacz także

Drogi mężu, nigdy dobrze cię nie znałam. Jesteś dla mnie zagadką, której nie jestem już ciekawa

Odkryłyśmy i nie wypuścimy z rąk! Ochy i Achy nad fajną, polską marką [żal przegapić!]

Wzruszająca piosenka dla taty zaśpiewana przez córkę. Każdy ojciec powinien to usłyszeć