Są mamy, które nie zasługują na to, by odbierać im dziecko. Możemy je wesprzeć. Dołącz do akcji „Czytamy dla mamy”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 listopada 2017
Fot. iStock/Mikolette
Fot. iStock/Mikolette
 

Łatwo nam oceniać, porównywać, zarzekać się, że w mojej rodzinie nigdy to by się nie przydarzyło, że dzieci wychowuję mądrze i sama zostałam tak wychowana. Tylko na co komu te porównania, te zawistne spojrzenia i odwracany wzrok? 

Zdarzyło się, zaszła w ciążę, miała 16 lat, może trochę mniej, trochę więcej. Jedyny fakt, który dzisiaj się liczy to ten, że jest matką i że chce mieć swoje dziecko przy sobie. „Jest dla mnie całym światem, chciałabym, żeby był przy mnie” – mówi 16-letnia mama, a my nie mamy żadnych podstaw by jej nie ufać, by nie wierzyć, ani prawa, by oceniać.  Jest mamą, na świat przyszło jej dziecko, świadectwo jej miłości. Dziecko stało się dla niej,  jak dla każdej mamy, całym światem. Jednak nie ma go przy niej, bo nie stworzono warunków, by mogła je mieć blisko.

Małoletnie matki – to tabu. Chowają ciążowe brzuchy, nie przyznają się rodzicom, że są w ciąży, często nie zdają sobie nawet z tego sprawy. Szkoły je stygmatyzują, społeczeństwo wyklucza, ale one zostają matkami i tylko to –  na tu i teraz powinno być ważne. Tak jak ważna powinna być niesiona im pomoc. Tymczasem często te młode matki nie otrzymując wsparcia trafiają do Młodzieżowych Ośrodków Wychowawczych, podczas gdy ich dzieci zostają w szpitalu. A przecież dla nowo narodzonego dziecka to mama jest najważniejsza, bez względu na to ile ma lat.

Pochodzą ze środowisk, w których często brakowało rodzinnego wzorca. Tak zwana: trudna młodzież, trudna, bo dorośli zgotowali im taki, a nie inny los, a oni nie zawsze mają siłę i możliwości, by się temu wszystkiemu przeciwstawić. Bywa, że brak im wiary w to, że zasługują na lepsze życie, że są wartościowymi ludźmi, trzeba tylko podać im dłoń i przez chwilę poprowadzić we właściwym kierunku.

My, kobiety – dobrze wiemy, jak wiele w nas samych zmienia macierzyństwo, jak stajemy się silniejsze, bardziej pewne siebie, jak często nasze życie nabiera głębokiego sensu, kiedy możemy wziąć na ręce nasze dziecko. Macierzyństwo nas kształtuje, pomaga nam dojrzewać. Macierzyństwo nierzadko staje się inspiracją do lepszego życia, do dążenia do najlepszej wersji siebie.

Co mogą czuć matki, które nie dość, że napiętnowane brakiem odpowiedzialności, głupotą i bezmyślnością, to jeszcze pozbawione bliskości być może jedynego człowieka, które je pokocha, które da im miłość, a one odwdzięczą się tym samym swojemu dziecku?

W naszej konstytucji zapisane jest, że macierzyństwo, rodzicielstwo powinno być objęte opieką państwa. Tej opieki małoletnie matki i ich dzieci nie otrzymują.

Fundacja Po Drugie pomaga młodzieży zagrożonej wykluczeniem społecznym, patologią, bezradnością. To właśnie w ramach jej działalności powstał projekt stworzenia pierwszego w Polsce domu dla nieletnich matek i ich dzieci. Domu, w którym dziewczyny mogłyby się uczyć, resocjalizować, a jednocześnie mogłyby mieć przy sobie swoje dzieci, uczyć się macierzyństwa, otrzymać tak bardzo potrzebne im wsparcie i mieć szansę na inne życie, niż to, które znają z własnego doświadczenia.

Dlatego zamiast odwracać wzrok i oceniać – zachęcamy do pomocy, do zrobienia czegoś naprawdę dobrego. Fundacja trzyma pieczę nad fantastyczną inicjatywą „Czytamy dla mamy”, do której przyłączyło się i którą poparło wiele osób. Na czym polega projekt? Otóż znane zwłaszcza w blogerskim środowisku (ale nie tylko) kobiety piszą rozdział książki, każda jeden. Jest wśród nich autorka bloga hakierka.pl – Amanda Waliszewska, Zosia Kwiatkowska (blog miedzygatunkowarodzina.pl), Matko Jedyna czyli Magda Mikołajczyk, Laura Ogrodowczyk (vlog RockGlamPrincess), Mataja – Alicja Kost, Ewa Żmuda-Jankowska (ewazmuda.weebly.com), Małgorzata Ohme, Janina Bąk (janinadaily.com), blogerka Wkurzona Żona, Areta Wasilewska-Gregorowicz (ilustratorka), Kinga Kasperek (kingakasperek.pl). Nad całością projektu czuwa Sylwia Chutnik, która jednocześnie jest autorką pierwszego rozdziału książki.

Gosia czytamydlamamy

Jak się to ma do budowania domu dla małoletnich matek? Otóż wykupując cegiełkę – dokładacie swoją cegiełkę do budowy domu, a jednocześnie otrzymujecie możliwość czytania kolejnego rozdziału książki. Są już dwa – Sylwii Chutnik i Amandy Waliszewskiej, kolejny pisze Zosia Kwiatkowska, który dostępny będzie już piątego grudnia. Możemy czytać i jednocześnie pomagać!

Co wyjątkowe – pomysłodawcą tego projektu jest firma Bandi – producent kosmetyków dla kobiet, podkreślamy ten fakt, bo rzadko kiedy komercyjne firmy pochylają się nad tak trudnym i dla wielu niewygodnymi tematami. Bandi nie tylko chce pomóc, chce, by każda kobieta, która zostaje mamą nie była dyskryminowana ze względu na swój wiek i pochodzenie.

Niesienie pomocy jeszcze nigdy nie było tak łatwe i przyjemne. Czytaj i pomagaj! Dołóż swoją cegiełkę do budowy domu dla małoletnich matek.

Więcej o projekcie dowiesz się na www.czytamydlamamy.org, tam też znajdziesz poszczególne rozdziały książki.


„Naprawdę nie wiesz, gdzie znika twój mąż czy tylko udajesz głupią?” List do zdradzanej żony

Listy do redakcji
Listy do redakcji
23 listopada 2017
Fot. iStock/knape
Fot. iStock/knape
 

Tak, to ja jestem „Andrzejem”, który czasami do niego dzwoni. Tak mnie zapisał w telefonie, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Bawi mnie to za każdym razem, gdy o tym pomyślę. Wyobrażam sobie, jak wyglądasz, w co jesteś ubrana i co właśnie robisz, gdy na stole w waszej kuchni zaczyna dzwonić jego telefon. Zapewne bierzesz go do ręki, sprawdzasz, kto dzwoni i krzyczysz przez cały dom „Kochanieeeee, Andrzej dzwoni. Podać ci?”. Znacie się już tyle lat, wiele razem przeszliście. Nie masz dwudziestu lat, żeby we wszystkim dopatrywać się zdrady. Masz pewność. I ta pewność wkrótce się zgubi. 

Nie znasz mnie, nie wiesz jak wyglądam. Ja natomiast wiem o tobie dużo. Za każdym razem, gdy płaci w sklepie lub restauracji, widzę twoje zdjęcie w jego portfelu. Znasz też wasze dzieciaki, są na tapecie w telefonie. Poza tym on często coś opowiada. Przypadkiem, mimochodem. Macie za sobą wiele lat, nic dziwnego, że często wspomina coś, gdy rozmowa między nami schodzi na temat świąt czy wakacji. Takie wzmianki typu „A moja żona nigdy by się nie zgodziła, ona tego nie lubi” czy „Tak, też tam byliśmy dwa lata temu”. Ty jesteś więc obecna w moim życiu i ja się na to godzę. Ty natomiast nie wiesz o moim istnieniu i nie musisz zaprzątać sobie tym głowy.

Wiem, że posiadanie rodziny jest dla ciebie bardzo ważne. Czasem zastanawiam się, czy naprawdę nie wiesz, gdzie znika twój mąż czy tylko udajesz głupią, żeby nie stracić tego, co masz. Trzeba mieć jaja, żeby zmierzyć się z rzeczywistością. Żeby uderzyć pięścią w stół, wskazać drzwi i powiedzieć – wypier****j.

Ale spokojnie, on też nie ma jaj.

Gdyby je miał, uczciwie by się z tobą pożegnał i poszukał kogoś, kto spełni wszystkie jego potrzeby. On woli wygodną pozycję, więc znalazł sobie kochankę.

Macie dużo szczęścia, że padło na mnie. Oboje. Dosłownie.

Większości kobiet wydaje się, że bycie kochanką jest upokarzające. Że wszystkie czekamy, aż on odejdzie od żony i zwiąże się z nami. Kombinujemy, jak tu go tylko usidlić i zatrzymać przy sobie. Że stawiamy żądania i straszymy, że żona o wszystkim się dowie. Nie zawsze tak to wygląda.

No bo spójrz na to z tej strony. Facet, który zostawia w domu swoją szczęśliwą rodzinę, żeby sobie por*chać, jest zwykłym dupkiem. Po co miałabym chcieć związać się z kimś takim? Skoro ma czelność okłamywać i zdradzać ciebie, jaką mam gwarancję, że mi nie zrobi tego samego? Co go powstrzyma? Wyrzuty sumienia? Godność? Błagam cię.

A może miłość? Miłość dziś jest, a jutro jej nie ma. Są natomiast potrzeby i to one muszą być realizowane. Ty chcesz mieć pełną rodzinę i masz ją. On chce mieć odskocznię i fajny seks, więc po to sięga.

Macie szczęście, że i ja chcę tylko seksu i dobrej zabawy. Inaczej mogłabym rozwalić wam tę rodzinną sielankę. A tak i ja i on spędzimy kilka miłych chwil i każde pójdzie w swoją stronę. Ja najprawdopodobniej będę chciała się ustatkować i poszukam sobie odpowiedniego faceta. A on? On znajdzie sobie kolejną „mnie”. Bo musisz wiedzieć, że kto raz zdradził, zdradzi ponownie.

I właśnie dlatego bardzo ci współczuję. Nie oznacza to zaraz, że mam wyrzuty sumienia. Niczego ci nie chcę zabierać. Jeśli już chciałabyś mieć do kogoś pretensje, miej je do niego. Nigdy nie wywracam oczami, gdy dzwonisz do niego, jak leżymy w łóżku, znam swoje miejsce w szeregu. Mówi się, że bycie kochanką to jak sprzątanie kibla. Tak, jeśli rozpaczliwie czekasz na odwrócenie ról. Jeśli nie, możesz świetnie się bawić. I ja właśnie tak do tego podchodzę.

Lekko.

I lubię śmiać się z jego strachu. Możesz prześledzić wiadomości od Andrzeja. Tylko idiotka napisałaby „Tęsknie za Tobą, jestem mokra”. Ja wiem, że jestem Andrzejem, kumplem z pracy, więc piszę „Dzięki za pomoc. Anka była naprawdę zadowolona z niespodzianki. Sam bym nie dał rady”. Lubię te nasze dwuznaczności. I te jego odpowiedzi „Cieszę się, cała przyjemność po mojej stronie”. Te kropelki potu, które zbierają mu się na czole, gdy słyszysz „Andrzej dzwoni, podać ci?”. Wtedy lubię go podkręcić i słuchać jak się miota. Tak, tak, pamiętam, będę, nie ma problemu. Nie, Kaśka nie będzie zła.

Bardzo pomocny ten twój mąż, prawda? I taki zapracowany, obowiązkowy. Po godzinach zostaje, żeby ze wszystkim się wyrobić na czas. Nic dziwnego, że tak go wszyscy chwalą, cenią i proszą o pomoc.

Kasiu (bo chyba możemy mówić sobie na „ty”? W końcu coś nas łączy), życzę ci siły. Potrzebujesz jej, niezależnie od tego, co postanowisz. Czy walniesz pięścią w stół, czy dalej będziesz zamykać oczy. I życzę ci także, żeby moje następczynie obeszły się z tobą równie łaskawie.

Będzie ich jeszcze sporo. Zobaczysz.


O czym lepiej nie pisać w służbowych mailach? Tych tematów unikaj

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
23 listopada 2017
Fot. iStock/fizkes
Fot. iStock/fizkes
 

Jeżeli pracujesz w korporacji, dobrze wiesz, że ściany mają uszy. Pilnujesz się więc i nie opowiadasz na lewo i prawo o swoich sekretach. Nie obgadujesz szefa w kuchni i nie narzekasz na swoją niską pensję na papierosie. Generalnie zdajesz sobie sprawę, że Asia z biurka obok jutro wcale może już nie być twoją najlepszą koleżanką. Wystarczy, że to ty dostaniesz premię, a nie ona. 

Tych zasad warto trzymać się także podczas pisania służbowych maili. To, że skrzynka jest na twoje nazwisko, wcale nie nie oznacza, że przełożony nie może do niej zajrzeć. Tak naprawdę to jego własność i w każdej chwili on (lub osoba, którą wskaże, np. informatyk) może przeczytać całą twoją korespondencję. Jakich tematów najlepiej unikać w służbowych mailach?

Komentowanie czyjejś pracy

Jeżeli nikt nie prosi cię o opinię, nie wyrywaj się. Nawet jeśli chcesz kogoś pochwalić, twoje słowa mogą zostać odebrane zupełnie inaczej.

Narzekanie

Nie pisz koleżance, że znowu musiałaś zostać po godzinach, bo szef w ostatniej chwili zarzucił cię robotą. Odpuść też narzekanie na pensję, nieadekwatną do twoich obowiązków czy też komentowanie brzydkiego zapachu w toalecie. Wszelkie krytyczne uwagi zostaw dla siebie.

Plotkowanie

Plotki bardzo szybko się rozchodzą. Gdy ktoś będzie chciał dowiedzieć się, kto zaczął rozpowiadać tę konkretną, szybko do tego dojdzie. Zastanów się dobrze, zanim coś napiszesz i klikniesz „enter”. Nawet jeśli plotka dotyczy osoby, która z wami nie pracuje.

Poufne informacje

Niektóre sprawy lepiej załatwiać osobiście lub podczas rozmowy telefonicznej. Nie przekazuj informacji poufnych i „wrażliwych” w mailach. Nawet jeśli zamierzasz pisać „na około”, wiadomości mogą trafić w niepowołane ręce.

Intymne tematy

Chodzi nie tylko o to, żeby nie opowiadać o swoim życiu intymnym. Warto powstrzymać się także przed opisywaniem rodzinnych historyjek i anegdot. Nie rozpisuj się na temat swojego zdrowia czy stanu psychicznego. Nic dobrego nigdy z tego nie wynika.

Źródło: Business Insider

 


Zobacz także

Fot.  Screen z Youtube / Dorota G

„Miej marzenia, nigdy się nie poddawaj”. Film obowiązkowy przed poniedziałkiem. Dla smutnych i nie tylko

iStock/m-gucci

„Jestem za tym, by ludzie brali ślub, choć wciąż pozostawali wolni”. Wywiad z terapeutą par Andrzejem Wiśniewskim

Fot. iStock /  AleksandarNakic

6 filarów partnerskiego związku