„Kto to rucha?”. Ja pie*dole czy w Polsce nigdy nie będzie szanować się kobiet?

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
5 października 2017
Fot. iStock/stock_colors
Fot. iStock/stock_colors

Kim dla ciebie jestem facecie, który publicznie oceniając kobiety mówisz: „Kto TO rucha”. Kim jesteś ty, który gdzieś w komentarzach piszesz: „Zamiast łazić po mieście, zajęłyby się tym, do czego są stworzone: sprzątania, prania, zajmowania się dziećmi i domem”.

Co trzeba mieć w głowie, by kobietę nazywać grubą foką, którą tylko Greenpeace mógłby tylko zabrać.

Jakim trzeba być skończonym fiutem, by w ogóle myśleć, że kobiety są do ruchania, gotowania i usługiwania tym, którzy te swoje nad wyraz debilne opinie wyrażają.

Od kilku dni czytam o Czarnym Proteście, o tym co przed nim, co po nim. O nas kobietach, którym są ograniczane prawa. Czytam i ogarnia mnie coraz większe przerażenie na to, co myślą ludzie i nie mają w sobie żadnego hamulca, żeby swoje opinie wyrażać.

Ku*wy, dziwki, szmaty, bezmózgi, lampucery, to tylko niektóre z inwektyw, które padają w stronę kobiet, także tych, które na demonstracjach nie stanęły. Padają w stronę każdej kobiety, która ośmiela się zabrać publicznie głos i wyrazić swoje zdanie jakże odmienne od poglądów tych facetów, co chcieliby je widzieć jedynie w kuchni, którym podczas seksu każą powtarzać jacy są świetni i jakiego mają dużego, bo sami nigdy w siebie nie wierzyli, a od kompleksów roi się w ich głowach.

I nie chcę tu roztrząsać kwestii praw kobiet, wolności i polityki. Nie dlatego, że nie są dla mnie ważne, bo wręcz przeciwnie – są bardzo. Chodzi mi o to, jak długo damy się jeszcze tak „ruchać”. Jak długo pozwolimy na to, by mężczyźni uważali nas za ludzi jakieś gorszej kategorii.

Kiedy postawimy jasno granicę: „Stary dzisiaj ja myję gary, jutro robisz to ty, jeśli ci nie pasuje spadaj, nie jesteś tym, z którym chcę spędzić życie”. I niech te gary będą symbolem wszystkiego, co w nas uderza. Począwszy od tego, że oczekuje się od nas pełnej gotowości do bycia matką, żoną i kochanką po tę, która zarabia kasę i współutrzymuje dom.

Halo, proszę pań! Nie tędy droga. Co z tego, że my się naginamy, staramy. Co z tego, że wierzymy, że im więcej z siebie damy, tym więcej faceci zrozumieją. Gówno zrozumieją. Oni mają w głębokim poważaniu to, co my im chcemy zaoferować – fajny dom, mądrą i świadomą siebie kobietę, która chce zbudować partnerski związek. Nie, oni chcą żebyśmy co wieczór rozkładały nogi z wielka ochotą chwilę wcześniej podsuwając im pod nos talerz z żarciem. I tak, mówię to z pełną odpowiedzialnością. Bo dopóki faceci będą tolerować wypowiedzi innych facetów w tonie eksperta występującego w publicznej telewizji, to nic się nie zmieni.

Możemy sobie mówić, że to nie dotyczy mojego męża, on jest inny. Ale czy naprawdę? Przez chwilę pomyślcie, czy gdybyście powiedziały: „Kochanie, rzucam pracę, od dziś zajmuję się tylko domem i dziećmi, i jestem gotowa na seks z tobą o każdej porze”, to czy on by na to nie przystał. Czy by nie przyzwyczaił się do tego szybciej niż do godzin odbierania dzieci z zajęć? Jasne, że tak, bo jemu byłoby wygodnie. Baba w domu, nie słucha głupot, nie w głowie jej awanse i praca, jest na każde skinienie, ogarnia wszystko co ogarnąć powinna, łącznie z jego penisem, więc o co chodzi.

Hej, my same sobie to robimy. To my pozwalamy, żeby o nas tak myślano. Nie sprzeciwiamy się, gdy jeden z drugim krzyczy za nami, że fajna z nas dupa i że z chęcią coś by z nami zrobili i nie mają na myśli zabawy w chowanego. Nie uczymy naszych synów, żeby szanowali kobiety. Syn mojej znajomej ostatnio powiedział: „A ona to taki pasztet”… Zamarłam, ona nie zareagowała, ojciec też nie, ale ja nie wytrzymałam. Że jak to można o kimś tak mówić, jak obrażać i czy chciałby, by o nim ktoś tak się wypowiadał, czy myślał, jak to o nim świadczy. Zaczerwienił się. Matka spojrzała na mnie ze zdumieniem i zapadła dość mocno ciążąca wszystkim cisza… No ja pie*dolę. A co matka by powiedziała, gdyby syn ją tak nazwał? Uśmiałaby się po pachy rozwodząc się nad jego językowymi zdolnościami?

To jest dramat. Od dłuższego czasu obserwuję język, jakim posługują się publicznie faceci. Szowinistyczny, chamski i prostacki (tak wiem, że wśród nich są też kobiety, ale dzisiaj nie o nich) i wiecie co jest najgorsze, że mówiąc o nas, kobietach, o każdej z nas, każdej bez wyjątku „Kto TO rucha” dają przyzwolenie tym facetom, którzy tak właśnie o nas myślą, mówić głośno. Przeraża mnie, jak wielu przepełnionych jedną słuszną wizją patriarchatu mężczyzn obraża kobiety, a jeszcze bardziej przerażają mnie kobiety, które im przytakują i wtórują.

W głowie mi się to nie mieści. Mówię poważnie. Mój mózg nie jest w stanie tego ogarnąć, jak można być tak ograniczonym, tak pełnym nienawiści, a jednocześnie strachu, że kobiety strącą jednego z drugim z piedestału, że dzisiaj od wielu tych imbecyli są zwyczajnie lepsze, fajniejsze, mądrzejsze. Są wykształcone, świetnie zarabiają, są fantastycznym kierowcami, realizują swoje marzenia i pasje. Są kimś. W przeciwieństwie do nich.

I myślę, że oni tego się boją. Boją się naszej siły, naszej pewności siebie, tego, że za chwilę nie pozwolimy sobą pomiatać, że już teraz niektóre z nas potrafią postawić nieprzekraczalne granice, że mamy własne zdanie i solidne argumenty do jego podparcia.

Drogie panie, przestańmy zamykać oczy i uszy na to, gdy ktoś nas obraża, gdy obraża nasze poglądy, gdy wyśmiewa i umniejsza to, kim dzisiaj jesteśmy. Niech każda z nas wykona choć jeden gest, powie chociażby: „wypie*dalaj”, bo oni czasami tylko to są w stanie zrozumieć. Może wtedy nikt już nie odważy się spytać: „Kto to rucha”bo zwyczajnie dostanie w zęby od… innego faceta.

P.S. Jeśli ktoś chce ze mną dyskutować, proszę, niech najpierw obejrzy to i dopiero wtedy zabiera głos…


„Kochanie pomyłem CI gary”. Jakie „ci” i jakie „moje gary”, ja się do cholery pytam. A pan to obiadu nie jadł z tych garów?

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
9 października 2017
Fot. iStock/vladans
Fot. iStock/vladans

Wiecie, faceci czasami zachowują się jak ograniczeni umysłowo. Oczywiście nie wszyscy i nie zawsze, ale kiedy słyszę, jak mąż znajomej mówi do niej: „Kochanie pomyłem CI gary”, to robię wielkie oczy ze zdumienia. Co znaczy: pomyłem CI?!? Jakie ci?

I wiecie, on jeszcze dumnie pręży pierś, jakby dokonał czynu na miarę przebiegnięcia morderczego maratonu w Dolinie Śmierci. Tyle, że tu się nie zasapał nawet, nie widać po nim śladów zmęczenia, jak choćby po przebiegnięciu jednego kilometra. Nie, on jest dumny z siebie, jakby osiągnął coś co najmniej niemożliwego.

Początkowo myślałam, że to żart z jego strony, ale gdzie tam. On pomył JEJ gary. Gary, w których ONA dla NIEGO i całej rodziny ugotowała obiad, który ON też ze smakiem zjadł. Ale to i tak są jej gary, no przecież, że nie jego. Może gdyby gotował, to by się do nich przyznał, ale w sumie, to nie warto. Lepiej być z siebie zadowolonym, bo to się nazywa, że zrobiło się coś dla kogoś.

Opowiadam o tym innej mojej znajomej, a ona patrzy na mnie coraz większymi oczami i mówi: „Ja pie*dole, mój zawsze mówi: posprzątałem CI kuchnię/łazienkę – co tam ma do wyboru akuratnie”. I dupa blada, okazuje się, że kredyt wspólny, w papierach oboje widnieją jako właściciele mieszkania, ale już bałagan i syf w nim jest tylko jej. No przecież, że nie jego, on nie sika, nie je, nie goli się i nie daje swoich gaci do prania. No skąd! Sprząta JEJ kuchnię, w której są JEJ okruszki, brudne naczynia i ekspres do kawy do wyszorowania. A niech ma kobiecina, a niech się cieszy, że on taki wyrywny i nie swoje sprząta, a przecież wcale by nie musiał. To jego dobra wola, że się wziął za zasikana deskę w kiblu. Ktoś w końcu na nią sika, co nie, proszę pana?

Ale takim facetom brak refleksji. Naprawdę. Oni są jak troglodyci. Wpadają do domu i od progu jedyne co są w stanie zakomunikować to: jeść, pić, odpocząć, spać i seks. Wszystko. Tyle im do życia wystarczy. A kto im tego dostarczy, kto się nimi zajmie, to już mają w dupie. Do swojej jaskini przyciągnęli za włosy niewiastę, która całe to jedzenie, picie i seksy ogarnia. Ale ten troglodyta jest facetem wykształconym, świadomym, w końcu nie bez powodu dożył XXI wieku i nie wyginął po drodze. Więc, jako ten światły i dojrzały mówi: „Umyłem CI gary”, co by ona nie myślała, że o nią nie dba i o niej nie myśli. A jakże, myśli i jeszcze wspaniałomyślnie wtrąca się w te kwestie, które przecież jego udziałem być nie powinny, wiecie on: jeść, pić, spać, seks i polowanie. Bo do pracy przecież chodzić musi. A że ona też musi, by na te jego jedzenie i picie też zarobić, to już przecież mało znaczące.

Przyjaciółki mąż raz się tylko rozpędził, a może ona raz i krótko postawiła granicę. Otóż widząc, że żona sprząta z dumą oznajmił: „Kochanie, przyniosłem CI odkurzacz”. Takiego morderczego wzroku nie przeżyłby nawet Bazyliszek. „Ale ja się o odkurzacz nie prosiłam” – wysyczała przez zęby dodając: „Przyniosłeś, to odkurz”. I tym sposobem podział obowiązków został rozdysponowany. Krótko i na temat.

Najbardziej mnie wkurza, jak jeszcze kobiety takim troglodytom, co to umyli im naczynia, dziękują niemal kłaniając się w pas. „Och, jakiś ty cudowny, dziękuję ci kochanie” będąc pewne, że ta zachęta sprawi, że częściej będą to robić. Może i będą, ale nadal z myślą, że to dla nas wykonuje wielką przysługę, w zamian za to oczekując licznych przywilejów. A przecież w myśl zasady co moje to i twoje, to jego są brudne gary, niedomyta podłoga i zasyfiony pastą do zębów zlew w łazience. Ja nie wiem, czy im brakuje jakiegoś styku, czy może my ich tego styku pozbawiamy, po kilku latach wyrzygując, że on nic dla nas nie robi, w niczym nie pomaga, a on ze zdumieniem patrzy na nas, kompletnie nie rozumiejąc, o co tak nagle nam chodzi, przecież przez lata było tak fajnie. Jasne, dla niego fajnie, dla ciebie pewnie ciut mniej. I kiedy mówisz, ogarnij dzieci do placówek, to on jest w popłochu. Bo nie wie, która kurtka jest czyjego dziecka i które właściwie do jakiej placówki chodzi i co ty do cholery masz na myśli. W końcu to są TWOJE dzieci. Twoje, jak tylko trzeba się nimi zająć w inny sposób niż zabawa.

Eh, mówię wam. Jasne, że są chlubne wyjątki od tej reguły i pewnie wcale nie jest ich tak mało, co to dom i życie naprawdę traktują jako wspólne i na równi są za nie odpowiedzialni. Gdzie w domach nie słychać jedynie: „Mamo, a zrobisz śniadanie, a pomożesz w lekcjach, a wyprałaś mi strój na wuef”. Tam wszystko się miesza i tak samo jak mama, tak i tata potrafi zrobić śniadanie (czasami nawet lepsze), i wyprasuje dziecku koszulkę do przedszkola, a córce zrobi warkocze.

Przyjaciółka ma faceta. Fajny gość, czarujący, inteligentny. Spotykają się jakiś czas, ale żadnemu z nich nie spieszy się, żeby wspólnie zamieszkać. Co prawda on czyni deklaracje, od czasu do czasu brzmią nawet poważnie, ale najchętniej spędza u niej długie weekendy będąc przez nią obsługiwany. W końcu miłość, ona go kocha. I tak sobie żyli do czasu, kiedy on podczas jej tygodniowej nieobecności u niej mieszkał, bo ktoś JEJ koty musiał karmić. Po powrocie została obdarowana długą listą rzeczy, które musi w swoim domu naprawić: okap, cieknąca zmywarka, żarówki, kontakty, spłuczka w toalecie na górze, zacinające się drzwi od tarasu, trawa do skoszenia w ogrodzie, to było preludium, koniec listy wieńczyło: „Papier toaletowy się skończył”. Nie muszę dodawać, że to był początek końca ich znajomości. W końcu to był JEJ dom, który on po prostu traktował jak dobry hotel, a przynajmniej gospodarstwo agroturystyczne (bo te koty).

Tak wiem, ktoś zaraz powie: chciałyście równouprawnienia, to macie. I okej, ja chcę bardzo RÓWNOuprawnienia, ale dla mnie równo, to znaczy po równo, więc jak ja CI piorę, gotuję i sprzątam, to ty MI żarówki wymieniasz, gniazdka naprawiasz. A jak nie umiesz, to chociaż dzwonisz po gościa, który to potrafi i mu płacisz. I świetnie, i po sprawie, wszyscy są zadowoleni, prawda? Pan zarobił, facet się wykazał, a ty nie musisz już sobie tym głowy zawracać.

Ciekawe, czy dożyjemy czasów, że on te gary wymyje i jeszcze masaż stóp zaproponuje z wdzięczności za pyszny obiad?


Jak facet, który zamiast mózgu ma fiu*a i w dodatku bardzo małego, może mówić o idealnej kochance? On przecież nigdy takiej w łóżku nie miał!

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
18 września 2017
Fot. iStock/VikaValter
Fot. iStock/VikaValter

Powiem tak – jeszcze się nie otrząsnęłam z szoku. Powaliło mnie na dobre kilka dni i musiało upłynąć trochę czasu, żebym myśli mogła zebrać. Bo gdy czytam, że idealna kobieta według mężczyzn to taka, która:

Musi wiedzieć, dlaczego BMW jest lepsze od Mercedesa a silniki V8 od V6. Nawet jeśli ma w tej wiedzy braki, powinna dokładnie słuchać, gdy ją oświecam. Najlepiej łącząc to z robieniem mi dobrze ustami.*

To jeszcze nic, a taka?

Nie może budzić się, gdy biorę ją „na śpiocha”. Powieka nie powinna jej drgnąć nawet jeśli podpinam się do ciaśniejszej dziurki.*

A może taka?

Musi być świetnym kumplem, który pójdzie z tobą na piwo i transmisję meczu do knajpy. A podczas tego kumpelskiego wypadu z własnej inicjatywy zrobi ci laskę pod stołem.*

Co niektórzy myślą, że idealna kochanka to taka, która:

„Francuza” powinna robić tak, żeby prześcieradło wciągało mi przez tyłek.*

W artykule opublikowanym na łamach internetowej wersji CKM można znaleźć jeszcze kilka niewybrednych definicji idealnej kochanki, według, jak twierdzą autorzy: „normalnych, zdrowych, lubieżnych heteroseksualistów”.

Pomyślałam: dobra, dobra ochłoń, nim zaczniesz miotać ogniami smażąc na stosie wszystkich facetów uprzytomnij sobie, że nie wszyscy tacy są. To po pierwsze. Po drugie, że wiadomo, że jak świat światem tacy ograniczeni umysłowo też są. I nie jest to żadnym odkryciem tych debili, którym staje, gdy tylko widzą Małgorzatę Rozenek w nowej reklamie operatora telefonicznego. Choć by się nie wiadomo jak zapierali na żywo, to w głębi swojego małego fiu*ta z wielką przyjemnością zajęliby miejsce Majdana.

Tyle tylko, drogie chamy i bęcwały – o Małgorzacie Rozenek to wy sobie możecie pomarzyć. O kobiecie, która zaciągnie was do damskiej toalety, bo akurat ma ochotę na seks, możecie jedynie śnić. Na myśl o tej, która uwielbia robić wam dobrze ustami i jest w tym naprawdę świetna (i ona o tym doskonale wie) możecie się tylko obślinić. A ta, która będzie krzyczeć z rozkoszy, którą sama sobie potrafi dać bez waszej pomocy, a wam pozwoli tylko patrzeć, jest w ogóle poza zasięgiem waszego ciasnego mózgu! I małego k*tasa.

I nie, nie współczuję waszym kobietom, bo takich z pewnością nawet nie macie. Bo żadna mądra, fajna i lubiąca seks kobieta nawet na was nie spojrzy, a nawet jak spojrzy, to od razu wyczuje, że ma do czynienia z prostakiem, który zapomina języka w gębie, gdy ona proponuje mu seks w najmniej oczywistym miejscu i momencie.

Tak, mocni to wy jesteście jedynie w gębie. Znamy takich erotomanów gawędziarzy, którzy głośno mówią, ile to dup nie przelecieli i ile krzyczało, gdy je rżn**i. Prawda? Już słyszę ten wasz pomruk zadowolenia, to wasze przerośnięte ego, które na chwilę rośnie w spodniach, by i tak nie sprostać żadnemu zadaniu poza tym narzuconemu wam przez waszą prawą rękę. Tak, była też taka definicja:

Jeśli znajdzie się taka, która penisa zna lepiej, niż moja prawa ręka, ozłocę ją. Lecz wiem, że to jedynie marzenia…*

Jasne stary, że marzenie! Chyba, że znałbyś cipkę swojej kochanki, tak jak jej palce – to może byłaby szansa, żeby wasza wiedza się wyrównała! Ale nie – bo faceci piszący takie rzeczy są tak ograniczeni, że poza własnym fi*tem nic nie widzą. Walą sobie konia oglądając te wszystkie laski pojawiające się w gazetce, wyobrażając sobie, że one robią im loda w tych wypasionych autach, które także można w niej obejrzeć. I wyobrażać sobie, że zasiadają za jego kółkiem z laską wyglądającą co najmniej jak Natalia Siwiec po wszystkich możliwych ingerencjach lekarzy.

Słabiutko panowie. Wiecie, co jest najlepsze, że wasze opinie świadczą tylko o waszym kompletnym braku wyobraźni – w łóżku i w życiu. Dla was seks sprowadza się do tego, żebyśmy zrobiły wam loda (co przyznacie – przy odrobinie wprawy nie jest trudne, by doprowadzić was do błagania o to, byśmy skończyły), żebyśmy wypięły tyłek i oprócz zawodzenia, jak jest nam z wami wspaniale (bez znaczenia jest dla was czy to prawda) najlepiej nic więcej nie mówiły. Gratuluję! Zresztą myślę, że wam pewnie dość spora kolekcja pornosów na co dzień wystarcza.

I przepraszam – po pierwsze za to, że zniżyłam się poziomem do tych idiotów wypisujących takie rzeczy i zaćmienia mózgów tych, którzy postanowili to opublikować i rozpowszechnić. Ale jestem przekonana, że tacy imbecyle, jak autorzy tych pseudo definicji tylko tak są w stanie cokolwiek zrozumieć, a poza tym ucinam im argument w postaci przeintelektualizowanej suki. W końcu mówię ich językiem.

Po drugie przepraszam tych wszystkich facetów, którzy wraz tymi troglodytami zostali wrzuceni do jednego worka. Naprawdę daleka jestem od generalizowania. Bo wierzę, a nawet wiem – że większość mężczyzn pod tymi słowami by się nie podpisała. I choć proszą, żebyśmy szeptały im w łóżku różne rzeczy, to nigdy definiując idealną kochankę nie powiedzieliby takich rzeczy. Nie, drogie chamy, ci fajni panowie, z którymi z dziką przyjemnością chodzimy do łóżka, zdefiniowaliby swoją kochankę tak, że każda z nas z chęcią i bez chwili zawahania wskoczyłaby im do łóżka. I to jest ta wielka i nigdy nieprzekraczalna granica dla tych, którzy czytając tekst w CKM pomyśleli: „dobrze sukom, w końcu niech wiedzą, gdzie ich miejsce”.

*Cytaty pochodzą z tekstu zamieszczonego na stronie CKM „Jaka musi być kochanka idealna”.