Rozwodzą się, a wydawali mi się niesamowicie zgodnym i kochającym się małżeństwem

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
7 października 2017
Fot. iStock/mammuth
 

Spotkałem się wczoraj wieczorem z moim przyjacielem. Przez lata przyjaźniłem się z nim i jego żoną. Podczas naszego spotkania poinformował mnie, że się rozwodzą. Moje zaskoczenie było tym większe, że zawsze wydawali mi się niesamowicie zgodnym, kochającym się małżeństwem.

Nagle zburzył mi ten misternie zbudowany wizerunek idylli w ich małżeństwie niczym domek z kart.

Karolina zawsze wydawała mi się nieco bardziej charakterna, żeby nie powiedzieć… apodyktyczna. Marek był zachowawczy, spolegliwy, ale… wydawali się szczęśliwi.

– Kocham ją bardzo. Kocham nadal… ale ona odebrała mi wszystko. Odebrała mi rodzinę – twierdząc, że za bardzo ingerują w nasze życie. Wyprowadziliśmy się na drugi koniec Polski, by być z dala od mojej rodziny. To było za mało… Przeszkadzały jej moje kontakty z mamą. Skłóciła nas… Kazała wybierać, wybrałem ją i tak… nie pogodziłem się z mamą aż do jej śmierci. Odebrała mi kolegów, bo nie podobało jej się, że raz w tygodniu spotykamy się, by pograć razem w piłkę. Zrezygnowałem z piłki, ze spotykania się z chłopakami. Odebrała mi pracę, którą uwielbiałem. Cały czas narzekała, że jako nauczyciel zarabiam za mało. A ja naprawdę się w tym spełniałem. Praca w szkole, uczenie chemii to było moje powołanie, moja pasja. Karolina uparła się na ten koncern farmaceutyczny i tak, teraz zarabiam niemal cztery razy tyle, ale nienawidzę tego. Nie znoszę tej pracy, mdli mnie przed kolejnym spotkaniem z lekarzami. Już nie wstaję do pracy z taką radością. Teraz kompletnie nie chce mi się wstawać. Zostawiłem dla niej karierę na uczelni. Chciałem się doktoryzować, ale ona miała inną wizję mnie. Cały czas powtarzała mi, że to bez sensu, że będę miał dla niej za mało czasu. Teraz został jej już tylko jeden przeciwnik, jedna konkurentka – wędka! Moja pasja i miłość od wczesnego dzieciństwa – wędkowaniem zaraził mnie jeszcze mój dziadek. Wyobrażasz sobie, że ona jest o to wędkowanie zazdrosna? Po prostu zazdrosna!

Kiedyś, dawno temu – chciałem się z nią tym podzielić. Zabrałem ją na ryby… Byłem taki szczęśliwy, starałem się łowić specjalnie dla niej. Pęczniałem z dumy kiedy udało mi się złowić wielkiego szczupaka. Na niej to nie zrobiło wrażenia. Ja stałem na pomoście, ona siedziała na brzegu popijając kanapki herbatą z termosu i…łzami.

To wtedy poprzysięgła wędce zemstę i nienawiść do końca życia… dotychczas jej się to nie udało. Przez wszystkie lata naszego związku udawało mi się, mimo wszystko, od czasu do czasu wyskoczyć na ryby. Aż do zeszłego tygodnia… powiedziałem, że w weekend jadę do naszego domku letniskowego, że zamierzam wędkować. Karolina oświadczyła mi, że pora skończyć z tą dziecinadą, że Bartek jest teraz w czwartej klasie, że powinienem pomagać mu w nauce, a nie moczyć kija w jeziorze. W związku z czym wyrzuciła cały mój sprzęt wędkarski. Rozumiesz? Wyrzuciła… sprzęt wart kilka tysięcy złotych… ot tak… wyrzuciła. Myślałem, że żartuje, ale ona mówiła śmiertelnie poważnie. Wiedziała, że wędkuję, wiedziała od lat…

– Może chciała być jedyna? Najważniejsza? Może to miał być taki dowód miłości? – próbowałem zgadywać…
– I taka była. Kochałem ją nad życie. Była dla mnie najważniejsza, ale mam już dość. Tego już nie dam sobie odebrać. Liczyła na „absolut”, na bezwzględność miłości, a tymczasem… mam wrażenie, że ją zabiła. Dla niej ja się nie liczę. Nie liczyłem się nigdy. Nigdy nie zapytała mnie czy jestem szczęśliwy. Ona nawet nie pyta mnie o zdanie. Zawsze było tak jak Karolina chciała, ale to koniec. Rozwodzimy się. Powiedziałem jej o tym wczoraj.
– I jak to przyjęła?
– Stwierdziła, że się nie zgadza, ale nie wie, że teraz już liczy się moje zdanie…

Ciekaw jestem, jak potoczą się ich losy. Czy uda im się jeszcze porozumieć? Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Marek jest złamany. Namawiałem go, żeby próbowali jeszcze rozmawiać. Dziesiątki związków zarówno moich jak i osób z mojego otoczenia kończyło się dlatego, że tych rozmów zabrakło. Najgorsze jest to, że teraz on rozmawiać już nie chce. Zobaczymy…


Co robicie z przeczytanymi książkami? Mam dla was propozycję, może się wam spodoba

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
20 października 2017
Fot. iStock/vladans
 

Podobno jeśli chcesz zmienić świat – musisz zacząć od siebie. Ja od jakiegoś czasu zastanawiam się co zrobić, żeby świat był… lepszy, żeby żyło nam się milej, przyjemniej. Naprzekór politykom, którzy próbują nas poróżnić staram się by ludzie byli do siebie nastawieni przyjaźnie, by więcej się uśmiechali.

Przygotowałem sobie listę rzeczy, które mogę zrobić dla świata. Pogodziłem się już jakiś czas temu z tym, że nie wynajdę leku na raka, nie zapanuję nad epidemią głodu, czy nie przyczynię się do zaprzestania wojen. Trudno… Niemniej coś tam zawsze mogę zrobić. 🙂 Choćby dla ludzi wokół mnie.

Jednym z moich pomysłów jest… „wysyłanie w świat” książek. Nie potrzeba do tego znaczka, nie trzeba stać w kolejce na poczcie, zamawiać kuriera. Nie! Nie o takie wysyłanie mi chodzi. 🙂 Zostawiam interesujące – moim zdaniem – książki w przypadkowych miejscach. Głównie upodobałem sobie dworce – mając nadzieję, że ktoś spędzi miło podróż z przypadkowo znalezioną książką. Nagle godziny spędzone w pociągu nie będą monotonne i nużące, bo „porwie go” akcja powieści, którą mu podarowałem 🙂

W każdej z książek pisałem… (Tak, tak, wiem… nie wolno niszczyć książek. Bazgranie po nich to zło! Ale.. skoro sam je kupiłem, skoro to.. chyba mogę z nimi zrobić co zechcę?) Otóż pisałem:

Cześć,
Cieszę się, że ta książka trafiła w Twoje ręce. Mam nadzieję, że jej lektura sprawi Ci przyjemność. Kiedy skończysz – przekaż ją proszę dalej. Zostaw w dowolnym miejscu. A może zechcesz podzielić się ze mną wrażeniami z lektury? Będzie mi bardzo miło. Znajdziesz mnie na FB. Pozdrawiam serdecznie – Maciej Rębisz

Robię tak od pół roku. Zacząłem w marcu i od tamtej pory wysłałem w świat około 30 książek. Miałem nadzieję, że przez ten czas przeczyta je kilkaset osób, a chociaż kilka z nich… odezwie się do mnie na FB. Powiecie pewnie, że to naiwne myślenie, bo przecież mógł je znaleźć ktoś, kto nie ma FB, ale… przecież nie miał po przeczytaniu zatrzymywać tej książki dla siebie, tylko posłać ją dalej. Jestem przekonany, że ktoś z kolejnych osób… jednak miał Facebooka. No chyba, że przeceniam popularność tego portalu. Z drugiej strony… jego siła nie raz już mnie zdumiewała.

W każdym razie… dotychczas nie odezwał się nikt. I trochę mi z tego powodu smutno. Nie poddaję się jednak. Obiecałem sobie, że będę wysyłał kolejne książki do końca roku. Pięć miesięcznie. Dalej będę zostawiał je w przychodni, w galerii handlowej, na dworcu, w kawiarni z nadzieją, że ktoś się jeszcze odezwie.

A nawet jeśli nie – pozostaje mi mieć nadzieję, że przynajmniej przeczytał tę książkę ktoś, kto normalnie by po nią nie sięgnął. A tak… sama wpadła mu w ręce.

A może i Wy chcecie spróbować? Zostawcie książkę z facebookowym namiarem na siebie. Zobaczmy czy ktoś się odezwie. Ciekaw jestem historii tych książek. Jeśli tak się zdarzy – napiszcie koniecznie. Przywróćcie wiarę, że jednak można…

Dopisek do redakcji za zgodą autora

Kochani, to świetna akcja, co wy na to, żeby zostawiać książki w różnych miejscach? Zróbcie zdjęcia, wyślijcie do nas, a może wy znajdziecie jedną z takich pozostawionych książek?


Zastanawiam się, czego kobiety tak naprawdę szukają w mężczyźnie

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
7 października 2017
Fot. iStock/DekiArt

Sporą popularnością cieszy się na Facebooku zabawa – stwórz sobie idealnego faceta. Masz 5 zł i… wymienione są różne cechy wraz z cennikiem. Ceny wahają się od jednego do trzech złotych. Przyglądałem się odpowiedziom, ale wydają mi się one mimo wszystko wybrakowane. Zastanawiam się, czego kobiety tak naprawdę szukają w mężczyźnie.

Jakiś czas temu moja koleżanka rozstała się ze swoim facetem: „bo był beznadziejny, zawsze siłownia na pierwszym miejscu”. Po czym związała się niemal z takim samym facetem, z tym, że ten trenuje jeszcze więcej. Spotkaliśmy się w weekend w kręgu znajomych między innymi po to, żebyśmy poznali delikwenta. Przez całe niemal spotkanie nie opuszczała mnie myśl, że to bez sensu…

Jeszcze chwilę temu utyskiwała, że chce intelektualistę – romantyka. Że ma być oczytany, zabierać ją na romantyczne kolacje, recytować poezję przy blasku księżyca, a tymczasem związała się z facetem – bardzo sympatycznym nie przeczę – ale takim, co to ostatni raz kontakt z książką miał w podstawówce. I nie jest to moja złośliwostka, tylko sam się tym podczas spotkania chwalił. Nie czyta zupełnie.

Nie chodzi mi o to, żeby zarzucać komukolwiek niekonsekwencję… tylko… zastanawia mnie jaki powinien być ten facet idealny? Na jak wiele ustępstw od ideału jesteście drogie Panie gotowe pójść?

Zamęczam od jakiegoś czasu kobiety z mojego otoczenia pytaniem o mężczyznę marzeń.

Karolina jednym tchem wymienia, że ma być silny, mądry, wierny… ma być dla niej oparciem. Tymczasem nie znam faceta, który… ma większe jaja od niej samej.
Mam wrażenie, że kastruje swoim podejściem 90% facetów. Jest silną, stanowczą, twardą panią prezes sporej korporacji. I tak – rozumiem, że pewnie w domu chce pobyć słabą kobietką, ale może należałoby dać na to mężczyźnie szanse? Czy koniecznie musi to robić „na siłę”? Nie łatwiej byłoby, gdyby po prostu nieco odpuściła i… dała mu się wykazać?

Anka szuka wrażliwca, kogoś kto będzie się wraz z nią zachwycał pięknem świata, wzruszał, śmiał się i płakał, cieszył i smucił… kogoś na dobre i na złe. Taki miał przynajmniej być w teorii. Karol, z którym jest związana jest bufonowatym narcyzem, zapatrzonym w siebie. Poza nim samym interesuje go niewiele. A już na pewno nie wzruszenia kogokolwiek. Tak, nawet Anki… wielokrotnie ją przy nas wyśmiewał.

Sandra natomiast szuka faceta – intelektualisty. Ma być bardzo dobrze wykształcony – najlepiej doktor prawa. Przydałyby się także studia z psychologii, żeby uczucia nie miały przed nim tajemnic, żeby potrafił o nich rozmawiać. Doktorat z prawa sprawi, że będzie bogaty, ale musi być przy tym skromny i wrażliwy. Powinien mieć poczucie humoru, prowadzić aktywny tryb życia, sporo ćwiczyć, nie jeść mięsa, bo Sandra jest weganką, reszta… nie ma znaczenia. Problem w tym, że Sandra od niemal 40 lat nikogo takiego nie znalazła. Nadal wierzy i nadal nie jest gotowa na żadne ustępstwa.

W moim otoczeniu sporo jest samotnych facetów… zabawnych, inteligentnych, pracowitych. Z resztą sam jestem jednym z nich. Coraz częściej mam natomiast wrażenie, że nie spełniamy oczekiwań. Ciężko je spełnić… gdy się ich nie zna. Dlatego po raz kolejny pytam: jaki powinien być ten facet idealny?