Rozwód z klasą? Niektórzy to naprawdę potrafią

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 listopada 2016
Rozwód z klasą? Niektórzy to naprawdę potrafią
Fot. iStock
 

Słowne przepychanki, wyrzuty, wyciąganie historii i błędów z zamierzchłej przeszłości. Manipulowanie dziećmi, wciąganie w tę walkę innych członków rodziny… Czy tak musi wyglądać rozstanie ludzi, których kiedyś połączyło przecież jakieś, cieplejsze uczucie?

Ta para zdecydowała się na rozwód po 19 latach wspólnego życia. W dniu ostatecznej rozprawy, ich 17- letnia córka umieściła na portalu społecznościowym zdjęcie przedstawiające przesyłkę, jaką jej mama dostała od byłego już męża, tuż po zakończeniu tego smutnego wydarzenia. Były to kwiaty i jedno, krótkie zdanie: „To zawsze będziesz ty”. „Tata zawsze przysyłał mamie kwiaty, gdy miała zły dzień” – napisała dziewczyna.

„Wierzę, że każdy zobaczy w tym poście prawdziwą miłość ” – powiedziała siedemnastolatka, gdy jej wpis zdobył popularność w mediach społecznościowych.

Ścisnęło nas w sercu. Gdyby tak, każdą rozwodzącą się, czy rozstającą się ze sobą parę, stać było na takie gesty szacunku i sympatii…


Źródło: littlethings.com


Dziś mam 33 lata, dwoje dzieci, męża i na pozór szczęśliwe życie, ale z mojego dzieciństwa nie pamiętam niczego

Karolina Krause
Karolina Krause
8 listopada 2016
Fot. iStock/Tharakorn
 

„Pamiętasz coś ze swojego dzieciństwa? Bo ja prawie nic. Dobrych zdarzeń, złych, smutnych, ani nawet tych zwykłych, codziennych. Mam starszą i młodszą siostrę one pamiętają wszystko a ja… jakby mi ktoś to gumką wymazał. Najgorzej jest podczas spotkań rodzinnych, kiedy wszystkim nagle zbiera się na wspomnienia. – A kojarzysz, jak wujek Staszek, dał ci walkmana na święta, a ty zepsułaś go zaraz następnego dnia? To był dopiero dramat! Albo jak pojechaliśmy na wycieczkę w góry i …. – Nie, nie kojarzę. Nic nie kojarzę. Ok? Dziś mam 33 lata, dwoje dzieci, męża i na pozór szczęśliwe życie, ale z mojego dzieciństwa nie pamiętam niczego.

Przez większość czasu czuję się jakbym cały czas błądziła, jak dziecko we mgle, pogubiona, bez celu w życiu, nie umiejąca normalnie funkcjonować. Jakby życie toczyło się gdzieś obok mnie, a ja od czasu do czasu w nim uczestniczyła. Czasami myślę, że od zawsze tak było…

Moje szczenieckie lata pamiętam wyrywkowo, jak zlepek ujęć w poklatkowym filmie. Moje pierwsze wspomnienie dotyczy tego, gdy mając 5 lat bawiłam się z siostrą w sypialni naszych rodziców i ona „niechcący” mnie zrzuciła. Następne co przychodzi mi na myśl to,to jak ochrzaniła mnie za mój niekontrolowany wybuch płaczu, kiedy w domu była akurat awantura. Dalej jest jeszcze kilka takich przebłysków. Choć nie potrafię w zasadzie ocenić, czy to moje prawdziwe wspomnienia, czy tylko wytwór mojej wyobraźni. I potem film się urywa. Jest tylko czarna pustka, która kończy się w okolicach 12 roku życia.”

Bardzo często zdarza się, że nie pamiętamy niczego ze swego wczesnego dzieciństwa. I nie ma w tym nic złego. W psychologii nazywa się to po prostu dziecięcą amnezją, co współcześnie tłumaczone jest etapami rozwoju mózgu. Kiedy jesteśmy mali, nasz mózg zapamiętuje wydarzenia, ale nie w taki sposób, w jaki robi to dorosła osoba. Większość wspomnień, które przechowujemy w pamięci ma formę „opisową”, czyli pamiętamy to, co możemy komuś opowiedzieć. U małych dzieci (do 3 roku życia) taki sposób komunikowania się ze światem dopiero się wykształca. Ich zasób słów jest bardzo ograniczony, potrafią budować jedynie proste zdania, a przez to nie mają odpowiednich narzędzi, potrzebnych do przechowania wspomnienia. Do tego nasz umysł ciągle się rozwija. Z biegiem lat musimy zapamiętywać coraz więcej informacji, tworzymy nowe szlaki w pamięci, a te które są przez nas rzadziej „używane”, zwyczajnie zanikają. Dlatego około 8/9 roku życia tracimy większość wspomnień z tego okresu.

Problem pojawia się wówczas, gdy „zaniki pamięci” dotyczą nie tylko pierwszych lat naszego życia, a w zasadzie całego dzieciństwa. Obszarem psychologii, który najlepiej tłumaczy to zjawisko, jest klasyczna psychoanaliza. Choć współcześnie dość sceptycznie podchodzi się do samej formy tej terapii, to jej podstawowe założenia, do dziś pomagają w przezwyciężaniu problemów ludzi na całym świecie.

Czym jest wyparcie?

„Czasami wydaje mi się, że wyparłam te dobre i złe chwile żeby po prostu jakoś móc to przeżyć, przetrwać, zapomnieć. Przyzwyczaiłam się do bólu. Do życia w niepewności – czy będzie awantura, czy nie. Do toksycznego milczenia. Skrywania uczuć. Nie mówienia o tym, co się dzieje i dlaczego. Nauczyłam się udawać, że wszystko jest w porządku, chociaż nigdy nie było. Po prostu nauczyłam się z tym żyć. Nie wymagałam normalności, bo i tak by jej nie było. Tak naprawdę do końca nie wiedziałam też, co to normalność. Zresztą do tej pory chyba tego nie wiem.”

Według psychoanalizy wyparcie to inaczej „proces usuwania ze świadomości negatywnych doświadczeń”. Jak pisała Judith Herman: „Naturalną reakcją na przemoc jest wykluczenie jej ze świadomości”*. To jeden ze sposób (mechanizmów) radzenia sobie z wewnętrznymi konfliktami, dzięki którym możemy ulżyć sobie w cierpieniu. Zmniejszyć lęk czy złość i uciszyć, tkwiące w  nas, poczucie winy”. Na ogół robimy to automatycznie i nieświadomie. Nie mamy więc kontroli nad tym, co i w jakim zakresie wypieramy, ani dostępu do „zawartości” wypartych doświadczeń.

Czym jest tłumienie?

„Rodzinne gniazdko” opuściłam bardzo szybko. W wieku 16 lat zaszłam w ciążę. Kilka lat później za mąż, za dobrego człowieka, który mnie kochał i myślę, że nadal kocha. Ale ja jego niestety nie, choć jesteśmy razem już 17 lat. Dlaczego to zrobiłam? Bo nie widziałam innego wyjścia. To była ucieczka. Coś, co robię od zawsze. Uciekam od problemu. A wyszłam za niego z czystego wyrachowania. Wszędzie lepiej, niż w pijackim domu.

Tłumienie jest z kolei czymś w rodzaju „ucieczki” – próbą świadomego zapomnienia o trudnych , traumatycznych wydarzeniach – zdajemy jednak sobie sprawę z tego, co i kiedy stłumiliśmy.

Treści wyparte do nieświadomości…

Kiedy wypieramy jakąś „teść” – trudne wspomnienie, problem, albo męczącą myśl – do nieświadomości, nie oznacza to, że jej nie ma. Nic tak po prostu nie znika. Treści zepchnięte do nieświadomości mają ogromne znaczenie dla naszego codziennego funkcjonowania i, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy, wpływają na nasze decyzje, a nawet cechy osobowości. Czasem konflikt między tym, co wyparliśmy, a naszym sumieniem i nasze niezrealizowane potrzeby są tak silne, że przyczyniają się do wewnętrznego cierpienia, gorszego funkcjonowania, a niekiedy zaburzenia psychicznego. I chociaż bardzo byśmy tego chcieli, nie jesteśmy w stanie zrozumieć co powoduje te problemy, bo ich korzenie sięgają owej „czarnej dziury bez dna”, do której sami nie mamy dostępu.

Przekłuty balonik

U podstaw psychoanalitycznej terapii odzyskiwania utraconych wspomnień (która wciąż nie traci na znaczeniu) leży metoda oparta o teorię przekłutego balonika. Zgodnie z którą, aby przywrócić równowagę emocjonalną, wystarczy po nitce do kłębka, dotrzeć do utraconych wspomnień. Wówczas to niekontrolowalne emocje negatywne, towarzyszące wypartym wcześniej zdarzeniom, „pękną” i wrócą na swoje miejsce, w sposób automatyczny przywracając nam dojrzałość i integrację psychiczną.

Dziś wiadomo już, że samo uświadomienie sobie tkwiących w nas mechanizmów i dotarcie do utraconych wspomnień nie wystarczy, aby to osiągnąć. Część osób może bowiem stawiać podświadomy opór przed dotarciem do najbardziej krzywdzących ich spraw. Bardzo ważna jest także pomoc w przeżyciu i przepracowaniu owych wspomnień, co często może okazać się znacznie trudniejszym etapem, w tym procesie.

Na takich założeniach opiera się na przykład terapia psychodynamiczna, która jest jedną z najpopularniejszych i najbardziej dostępnych form leczenia zaburzeń psychicznych w Polsce. To także jedna z kilku form psychoterapii, na które można uzyskać refundację w naszym kraju.

*Judith Herman. Przemoc, uraz psychiczny i powrót do równowagi


 

Źródło: odkrywcy.plfreudwieczniezywy.com.pl


Masz ochotę na Energy Drinka? Twoja wątroba i serce na pewno nie, uwierz

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
8 listopada 2016
Fot. iStock /simonkr

Energy Drink, czy jak kto woli bardziej swojsko — napój energetyczny, to pozorne wybawienie od zmęczenia, totalnego braku sił. Jak nazwa wskazuje, ma on pobudzić do działania, dodać energii, gdy mamy coś jeszcze do zrobienia, a kolejna kawa nie przechodzi przez gardło. Wybawienie? Tylko pozorne, w dodatku mogące ciężko uszkadzać wątrobę.

Co znajduje się w napoju energetycznym?

Podstawę Energy Drinków stanowią:

  • kofeina — jest jej tu więcej, niż w filiżance parzonej kawy;
  • tauryna — poprawia wydolność mięśni, także mięśnia sercowego, podnosi koncentrację;
  • witaminy z grupy B — utrzymują sprawność układu nerwowego i poprawiające pamięć.

Brzmi niewinnie, w sumie ten koktajl ma za zadanie podbić zdolność do koncentracji i poziom energii do działania. Ich miłośnicy sięgają po nie często, nawet kilka razy dziennie. A nawet jeden Energy Drink w ciągu dni, wywiera szkodliwy wpływ na organizm.

Energy Drink może uszkadzać wątrobę

Pokazują to zarówno badania naukowe, jak i przypadki miłośników tych napojów, którzy poważnie się rozchorowali.  W British Medical Journal pojawiły się opisy przypadków osób, u których  wystąpiły efekty uboczne regularnego picia Energy Drinków.

50-letni pracownik budowlany, pił cztery do pięciu napojów energetycznych dziennie w ciągu trzech tygodni. W efekcie zapadł na ostre zapalenie wątroby, dręczyły go nudności, bóle brzucha i wymioty, jego oczy i skóra stała się żółta. Lekarze stwierdzili u niego ciężkie zakażenie wątroby. Wg lekarzy, wysoki poziom niacyny (witamina B3) powoduje uszkodzenie wątroby.

Większe ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych

Badania opublikowane na łamach „Journal of the American Medical Association”dowodzą, że nawet jednorazowe wypicie Energy Drinka wpływa na stężenie noradrenaliny we krwi. Noradrenalina jest wytwarzana przez organizm w sytuacji zagrożenia, kiedy podnosi ciśnienie krwi, zmienia rytm pracy serca, przyspiesza oddech. Zmusza do walki lub ucieczki. W przypadku u osób pijących 500 ml napoju energetyzującego zwiększa się ciśnienie tętnicze krwi, a poziom noradrenaliny wzrasta ponad dwukrotnie. To naraża zdrowe osoby na ryzyko rozwoju chorób sercowo-naczyniowych.

Co poza tym?

Poza poważnymi konsekwencjami picia tego rodzaju napojów mogą pojawiać się inne, przykre objawy. Spożywanie większych ilości Energy Dinków powoduje:

  • niepokój, nadpobudliwość, czasami agresję;
  • wzrost ciśnienia tętniczego i przyspieszenie akcji serca;
  • przy znacznym przekroczeniu dopuszczalnych ilości — arytmię serca;
  • bóle głowy, często nawet bardzo silne, wzmacniane dodatkowo podniesionym ciśnieniem.

Energetyków nie powinny pić dzieci, młodzież, osoby starsze i kobiety w ciąży. Lepiej nie sięgać po energetyki wcale, a jeśli naprawdę istnieje taka konieczność, niech to będzie jedynie niechlubny wyjątek od reguły.


źródło: www.womansday.comgadzetomania.plwww.focus.pl


Zobacz także

Jak żyć szczęśliwie?

Nie zbudujesz szczęścia na czyimś cierpieniu. Jak żyć szczęśliwie i nie krzywdzić innych

Ładni stoją z przodu, brzydcy tworzą tło. Boję się odejść, ale nie mogę tu zostać – moje życie w korpo

10 powodów, przez które wiecznie się spóźniasz