Rozwód to nie koniec świata, zacznij budować nowe życie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 czerwca 2017
Fot. iStock/gruizza
Fot. iStock/gruizza
 

To koniec. Rozstanie, rozwód. Decyzja podjęta, klamka zapadła. Ale bez względu na to, które z was podjęło ostateczną decyzję o rozwodzie, pamiętaj, że to nie koniec. Pomyśl, że zamykasz właśnie jedne drzwi, by móc otworzyć kolejne. Dopiero kończąc to, co nam ciążyło, co ciągnęło się jednocześnie nie budując nas, tylko wręcz przeciwnie w pewien sposób niszcząc, możemy zacząć budować coś nowego. W tym przypadku nasze nowe życie. Od czego zacząć?

Pozwól sobie na żałobę

Nie da się przejść obojętnie obok tego, co tworzyliśmy przez kilka czasami nawet kilkanaście lat, a co rozpadło się w drobny mak. Żałoba jest tu naturalnym stanem, ogromne poczucie straty również. W końcu żegnamy się z miłością, z marzeniami, planami. Masz prawo płakać, rozpaczać, pożegnać się z tym wszystkim, co straciłaś.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Po rozwodzie najczęściej czujemy się gorsze, mocno spada poczucie własnej wartości. Nie oznacza to, że tak jest. To są tylko nasze uczucia, do których mamy oczywiście prawo. Huśtawka emocjonalna, towarzyszy wspomnieniom, tym dobry i tym gorszym, to normalny stan. Trzeba dać temu upust. Najbezpieczniej w czterech ścianach, bez świadków, kiedy będzie też czas na uspokojenie tych emocji. Ważne, by nie zamykać się w rozpaczy. Ale nie róbmy też nic na siłę. Po prostu słuchajmy siebie i wsłuchujmy się w nasze potrzeby, a prędzej czy później równowagę osiągniemy. Jeśli natomiast zauważymy, że nasze życie wciąż krąży wokół przeszłości, warto pomyśleć, by udać się do psychologa. Kompetentna osoba pomoże pewne sprawy zrozumieć, a rozdziały, które trzeba zamknąć, pozamykać. Nie bójmy się poprosić o pomoc.

Rozejrzyj się wokół siebie

A kiedy już się wypłaczesz, kiedy już położysz kwiaty na symbolicznym grobie, odwróć się w stronę nowego życia, które na ciebie czeka. Rozejrzyj się wokół, weź kartkę, długopis i spisz wszystko, co masz, co posiadasz. Zastanów się, co będzie ci teraz i tu potrzebne, na czym powinnaś się skupić stawiając fundamenty pod swoje nowe życie. Czy jest to praca? Mieszkanie? Może weryfikacja przyjaciół i podziękowanie tym, którzy są z tobą nadal, na których wsparcie musiałaś liczyć?

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Budowanie naszego nowego życia musimy wesprzeć na pewnych fundamentach, takich punktach zaczepienia. Są nimi przyjaciele, dzieci, praca. Wszystko, co pozwala na nowo ułożyć grafik dnia, popołudnia, wieczoru. Jeśli mamy dzieci, skupmy się na nich. Nie ma znaczenia, w jakim są wieku. Na pewno są pogubione w nowej rzeczywistości. Postarajmy się, by nie odczuły, że straciły i nas. Spędzajmy z nimi jak najwięcej czasu. Na początku, to dla nich bądźmy uśmiechnięte, zadbane, zorganizowane. To szybko wejdzie  nam w krew i polubimy siebie na nowo.

Weź życie w swoje ręce

Zobacz, jak wiele pozytywów jest w twojej nowej sytuacji. Teraz to ty decydujesz, co chcesz robić, gdzie mieszkać, jak żyć. Odetnij tę toksyczną pępowinę związku. Przestań się zastanawiać, co by było gdyby, tylko weź życie w swoje ręce. Podejmij decyzje, dokona wyborów, teraz ty ponosisz odpowiedzialność za swoje szczęście. Chcesz być szczęśliwa? Więc zawalcz o to, nie poddawaj się tylko dlatego, że coś się nie udało. Wyciągnij wnioski i staraj się nie popełniać tych samych błędów.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Jeśli mamy taką możliwość postarajmy się zmienić otoczenie, tak by jak najmniej rzeczy nam przypominało o przeszłości. To nie musi być od razu drastyczna przeprowadzka. Wystarczy zmiana kilku elementów wystroju np. sypialni i już staje się ona tylko nasza. Gotowa na nowe wspomnienia.

Pobądź sama

Wbrew presji społeczeństwa, że każdy musi z kimś być, ty pobądź sama. Nie ma nic lepszego, jak skupienie się na sobie, na swoich potrzebach, na tym, co dla ciebie tu i teraz jest ważne. Dopiero, gdy z perspektywy czasu spojrzymy na to, co się wydarzyło, będziemy w stanie uniknąć niefortunnych związków, które przyniosą nam więcej krzywdy niż pożytku.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Po przejściu przez rozwód bez względu na to czy był to rozwód burzliwy, czy para rozstała się zgodnie i z klasą, wejście w nowy związek budzi wiele oporów, wątpliwości i obaw. Wciąż w społeczeństwie pokutuje opinia, że rozwód to porażka życiowa, a to nie sprzyja budowaniu wiary w siebie. Po rozwodzie możemy czuć się gorsze, odrzucone, samotne. Brak w nas pewności siebie. Brak również przekonania, że może się udać, że warto komuś znowu zaufać. Zdarza się, że obawy przed rozczarowaniem czy bólem kolejnego rozstania są tak silne, że nie dopuszczamy nowego partnera zbyt blisko. Nie będziemy jednak gotowe na budowanie nowego życia, jeśli nie pozamykamy starego. Połowa wszystkich rozwodników, decydujących się na zalegalizowanie nowego związku, robi to do trzech lat po rozstaniu. Decydują się ponownie stworzyć z kimś rodzinę, pomimo przeszłości i doświadczeń z nią związanych.

Zrób coś dla siebie

A może skorzystałabyś z jakiś warsztatów dla kobiet? Może potrzebujesz popracować nad poczuciem własnej wartości? Na pewnością siebie? Takie spotkania z kobietami to moc i energia i nierzadko wielka inspiracja do działania dla nas samych. Zrób sobie prezent i skorzystaj z takiej oferty. Na pewno nie pożałujesz, a może to okazać się najlepszym z prezentów, jakie sama sobie dałaś.

DorotaWollenszleger z firmy Kobieta i Rozwód Gdańsk:
Po rozwodzie, im piękniejsza jesteś na zewnątrz tym lepiej czujesz się wewnątrz siebie. Wzrasta poczucie wartości i pewności siebie. Zrób dla siebie coś miłego, a może zrobisz coś na, co zawsze miałaś ochotę. Pozwól sobie na coś, czego wcześniej nie doświadczyłaś.

Zrób rzetelny bilans zysków i strat

Szczerze odpowiedz sobie na pytanie, co po rozwodzie straciłaś, a co zyskałaś. Takie realne nazwanie sytuacji, w jakiej się znalazłaś da ci odpowiedź, że wcale nie leżysz na dnie, tylko właśnie masz szansę z niego się odbić. Tej szansy nie warto marnować – uwierz.

Znamy wiele kobiet po rozwodzie, które myślały, że świat im się zawalił, że teraz to już na pewno same sobie rady w życiu nie dadzą. A dzisiaj? Na to wspomnienie śmieją się szczerze, bo to było ostatnie z kłamstw, które ciągnęły się za nimi, kiedy rozstawały się ze swoim mężem. Bo często to on chciał, żeby tak myślały. Dzisiaj są świetnymi, przebojowymi, pewnymi siebie kobietami, nierzadko w nowych szczęśliwych związkach. Ty też możesz być wśród nich, tylko pozwól sobie na to.

Pamiętaj, nie musisz być sama! Szukaj wsparcia, nie bój się pytać.

Partnerem artykułu jest

logo KiR Gdańsk (1)

 

Kobieta i Rozwód Gdańsk to firma stworzona przez kobiety dla kobiet. To wyjątkowe miejsce skupiające wszystkich specjalistów, którzy na zawiłej drodze rozwodowej mogą być potrzebni: prawników, mediatorów, psychologów, terapeutów, detektywów. Bywa, że do jednej sprawy trzeba zaangażować cały zespół. Tu nic nie jest przypadkowe. Możesz być pewna, że przydzieleni do sprawy specjaliści to sprawdzeni, kompetentni i skuteczni profesjonaliści.

 


Koniec z byciem idealną. Czas najwyższy wyrzucić tę chorą perfekcyjność do kosza!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 czerwca 2017
Fot. iStock/Mixmike
Fot. iStock/Mixmike
 

Przyjaciółka opowiadała mi ostatnio, w jaką furię wpadła, kiedy rano spiesząc się do pracy zakłada bluzkę, a na niej… plama. Wyobrażacie to sobie, 5 minut do wyjścia, dzieci jęczą, ty jedną ręką pakujesz im kanapki do szkoły, drugą poprawiasz makijaż, a w zębach trzymasz ową nieszczęsną bluzkę, co by wyglądać elegancko, zresztą jak zawsze.

Bo ty, pomimo dwójki, czy trójki dzieci, zawsze wyglądasz nienagannie. But na obcasie, spódnica odprasowana, włosy ułożone. Nie, ty nie malujesz się w aucie stojąc w korku, wstajesz specjalnie 15 minut wcześniej, bo wszystko masz dokładnie zaplanowane. Siedem minut porannej toalety, kawa pięć minut, w tym czasie śniadanie dla dzieci, budzisz je zawsze o tej samej godzinie. Wyliczony czas na ich marudzenie, ubieranie się i upragnione wyjście. I tylko ta cholerna plama na bluzce sprawia, że cały świat wali ci się na łeb, bo tego w planie nie ujęłaś. Nie przewidziałaś, że twój misternie utkany harmonogram runie w gruzach. Bo tak to właśnie widzisz. Masz ochotę usiąść i płakać.

I tak zrobiła moja przyjaciółka. Usiadła i zaczęła płakać. Jedna plama, na jednej bluzce obudziła w niej tyle emocji, że ona dźwignąć tego nie była w stanie. A kiedy dzieci spytały zaskoczone, bo nigdy mamy płaczącej nie widziały: „co się stało”, a ona odpowiedziała, że ma plamę na bluzce, to zdała sobie sprawę z absurdu całej sytuacji.

Wiecie, co zrobiła? Zadzwoniła do pracy, wzięła wolne na żądanie, dzieciom pozwoliła zostać w domu i… Nie, wcale nie pojechała kupić nowej pralki, zaczęła analizować, jakim cudem plama na bluzce mogła położyć jej życie na łopatki?

Każda z nas ma taką plamę w swoim życiu. Każda, która próbowała udowodnić światu, że jest idealna, że wszystkiemu podoła, że nic nie jest w stanie jej złamać, bo zawsze z uśmiechem i lekkością przyjmie wszystko i rozwiąże każdy problem. Cóż… A później nasz świat się zawalał przez auto, które nagle w drodze do pracy, czy po dzieci odmówiło posłuszeństwa, przez złamany obcas czy paznokieć zawsze w nieodpowiednim momencie, przez chorobę dziecka, która okazywała się zwykłym przeziębieniem, przez zmęczenie, którego nasz organizm już nie był w stanie wytrzymać, przez nie taką minę szefa, przez krytyczne słowo mamy czy partnera.

Dążąc uparcie do ideału, którego nikt od nas nie wymagał, musiałyśmy mieć pełną kontrolę nad naszym życiem. Nic nie mogło wytrącić nas z równowagi, bo przecież w swojej perfekcji byłyśmy w stanie przewidzieć wszystkie scenariusze. Do granic możliwości napinałyśmy mięśnie karku, prostowałyśmy kręgosłup, przyklejałyśmy uśmiech, aby tylko bańka, którą stworzyłyśmy, nie pękła.

Obserwuję masę takich kobiet. Rozmawiają bardzo mocno gestykulując, nigdy nie patrzą w oczy, nerwowo poprawiają okulary lub włosy. Ale zawsze „odpowiednio” ubrane, nigdy w dresach nie wpadną do szkoły, nie pokażą się nigdzie bez makijażu. Dzieci delikatnie instruują, aby się nie brudziły, a w torebce zawsze noszą mokre chusteczki, którymi mogą im buzie wytrzeć. Gdy ktoś obok mówi: „daj spokój brudne dziecko, to szczęśliwe dziecko”, śmieją się nerwowo, a kiedy tylko nikt nie patrzy trą im buzie, co by czyste były. Uwięzione w natręctwach, w sztywności karku i włosach misternie ułożonych. Nie usiądą na trawie, nie pośmieją się serdecznie. Modlą się w duchu, żeby nikt nie odkrył, jak bardzo się boją, że ktoś odkryje, że nie są idealne, że zdarza im się krzyknąć na dziecko, gdy nikogo nie ma w pobliżu, że płaczą ze zmęczenia sprzątając wieczorem po kolacji. Że marzą, by zasnąć w ubraniu na kanapie zaraz po powrocie z pracy. Ale na żaden luz nie dają sobie przyzwolenia.

Kochane Perfekcyjne Kobiety, które obawiacie się zobaczyć plamę na swojej bluzce, chciałam wam dzisiaj powiedzieć: dajcie sobie święty spokój, przestańcie, nikt od was nie wymaga, żebyście były zawsze i wszędzie i w dodatku bardziej! To wy same sobie to robicie.

Bo perfekcyjność:

– odbiera okazję do zabawy – bo jak się bawić, kiedy człowiek trzyma się sztywno wyznaczonych sobie ram i nie chce poza niej wyjść?

– marnuje życiowe szanse – bo nie dajemy sobie prawa ich dostrzegać, w naszym idealnym świecie nie ma prawa nic się zmienić, wszystko musi być tak, jak z góry sobie zaplanowałyśmy, więc jak dostrzec szansę patrząc tylko na wprost nie rozglądając się na boki?

– nie rozwija – bo jak rozwijać się żyjąc w bańce, gdzie nie dajemy sobie prawa do błędu, do ryzyka, do poniesienia porażki?

– sprawia, że żyjemy w wiecznym strachu – bo tak bardzo boimy się, że ktoś odkryje, że nie jesteśmy idealne, że powinie się nam noga, że ten obcas złamie się nam na oczach wszystkich…

– czyni nas nieszczęśliwymi – bo pomyśl, czy dzisiaj jesteś szczęśliwa spiesząc się do pracy, z zaciśniętymi zębami rozmawiając z szefem, uśmiechając się, kiedy mąż mówi, że nie zdąży odebrać dzieci, bo przecież ty zawsze zdążysz, ty zawsze wszystko zrobisz, ty każdemu udowodnisz, że nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych… No chyba, że nagle, zupełnie nieoczekiwanie pojawi się plama na twojej bluzce i nagle zrozumiesz, że nie chcesz tak żyć, że bycie idealną nie jest fajne i że dzisiaj chcesz dzień wolny od swojej perfekcyjności, a może i całe wakacje luzu.

A ja z całego serca życzę ci tej plamy na bluzce i w końcu szczerego uśmiechu, który sprawi, że ty i wszyscy wokół będą szczęśliwsi.


Ciąża? To niemożliwe. W jednej chwili zawalił mi się cały świat. Myślałam o aborcji. W końcu zdecydowałam, że moja córka dostanie nową, lepszą mamę

Magdalena Lis
Magdalena Lis
4 czerwca 2017
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
Fot. iStock/Marjan_Apostolovic
 

Basia jest mamą trójki dzieci, choć urodziła czworo. Kiedy trzy lata temu zobaczyła dwie kreski na teście ciążowym, pomyślała, że to katastrofa. Od lat żyli skromnie, mąż jeździł na tirach, ona zajmowała się domem i dziećmi, od kilku lat nie pracowała. Bywało, że w gorszych okresach korzystali z zasiłków oferowanych przez ośrodek pomocy społecznej. Powiększenie rodziny było zdaniem Basi kompletnie niemożliwe.

– Wiadomo, jakie są czasy. Człowiek by sobie od ust odjął, żeby dać dzieciom, tylko kogo stać na utrzymanie czwórki dzieciaków? Co zrobić, kiedy wiesz, że dom w którym mieszkasz wymaga gruntownego remontu bo dach powoli sypie ci się na głowę. Jak udźwignąć myśl, że w naszej rodzinie będzie mała bezbronna istota, której tak niewiele mogę zaoferować. Jak zasypiać, kiedy wiesz, że masz długi, a do niebotycznych rozmiarów zaczynają urastać odsetki za niespłacone kredyty bankowe.

Basia zaznacza, że nie chce się usprawiedliwiać, ale nie jest przecież podlotkiem i regularnie się zabezpieczała. Dlatego wiadomość o ciąży była dla niej totalnym szokiem. Bała się powiedzieć mężowi. Wiedziała, że może gwałtownie zareagować.

– Strasznie na mnie nakrzyczał. Pytał, czy jestem z ciemnogrodu i czemu udaję zaskoczoną, przecież doskonale wiem skąd się biorą dzieci. Powiedział, że ma nadzieję, że wiem co i jak powinnam z tym zrobić. Już następnego dnia miał naszykowane dla mnie pieniądze, mówił, że znalazł lekarza i że osobiście mnie do niego zawiezie. Do dziś kłębią mi się w głowie jego słowa – przestań się mazać Baśka, to nie jest żaden dramat, pozbędziemy się po prostu problemu. Byłam załamana. Mąż tak namieszał mi w głowie, że ja tę aborcję realnie rozważałam. Mam jednak silny system wartości, jestem katoliczką, gryzło mnie sumienie. Tyle ludzi marzy o pokochaniu maleństwa. Postanowiłam, że znajdę mu nową mamę.

Mąż Basi nie był zachwycony tą decyzją, ale klamka zapadła. W ciąży czuła się bardzo dobrze, wciąż zajmowała się prowadzeniem domu i dzieciakami. Do szóstego miesiąca nie było nawet widać, że jest ciężarna. W ostatnich tygodniach starała się unikać spotkań z najbliższymi i rodziną.

– Kiedy ‘to’ się urodzi, mam nadzieję, że sprawa będzie szybko załatwiona – mówił do mnie mąż. Bardzo mnie bolało, że mówi tak bezosobowo naszym dziecku. Zupełnie go nie rozumiałam, myślałam, że może tych kilka miesięcy zmiękczy jego serce. Bezskutecznie.

Poród był ciężki, ale dziewczynka urodziła się zdrowa. Basia już na starcie zaznaczyła w szpitalu, że będzie chciała się zrzec praw rodzicielskich, że małą zostawia. Myślała, że dostanie pomoc jakiegoś psychologa, że ktoś przyjdzie i z nią porozmawia, wysłucha, zrozumie, nie będzie oceniał. Tymczasem była lustrowana chłodnym wzrokiem położnych i pielęgniarek. Dano jej plik dokumentów do podpisania. Nikt nie potrafił zrozumieć, że to nie jest łatwa decyzja, że jej konsekwencje będzie ponosić przez całe życie.

– Siedziałam przy łóżeczku, chociaż personel szpitala mówił, że w związku z moją decyzją to niewskazane. Poinstruowano mnie jak to wygląda według procedur i w jakim czasie mogę ewentualnie zmienić zdanie. Patrzyłam na moją córkę, wiedziałam, że to nasze ostatnie wspólne chwile, ostatni wspólny dzień. Wmawiałam sobie, że to dla jej dobra, że nie można przecież inaczej. Tak śmiesznie trzymała paluszki przy twarzy. Miała ciemne włoski, maleńki nosek, wachlarzyk rzęs. Była taka piękna i taka nie moja, choć bardzo chciałam, żeby było inaczej.

Kolejne kilka tygodni Basia przepłakała. O tamtych chwilach mówi, że był to zdecydowanie najgorszy czas w jej życiu. Jej mąż przeszedł nad tym do porządku dziennego. Nie potrafił zrozumieć, że Basi zabrano jakąś jej część. Kpił z tego, że pokochała dziecko, które przecież przez dziewięć miesięcy nosiła pod sercem. Od znajomej z ośrodka adopcyjnego dowiedziała się, że takie maleństwa szybko znajdują dom, i że jest duże prawdopodobieństwo, że mała trafi do jakiejś zagranicznej rodziny.

– Tyle razy nieświadomie oceniałam kobiety, które porzucały swoje dzieci, póki sama nie stanęłam pod przymusem podjęcia tak trudnej decyzji. Moje dzieci nie mają pojęcia, że mają rodzeństwo, że gdzieś w świecie jest ich siostra Czasem bardzo się boję, że ta smutna prawda wyjdzie na jaw. Że za nic w świecie nie ukoję żalu, który będzie miała wobec mnie moja najbliższa rodzina.

Basia zapytana, jaką decyzję podjęłaby dzisiaj, odpowiada, że nie wie.

– Byłam w pułapce, mój mąż miał na mnie ogromny wpływ, ja się bałam, że zostanę z dziećmi sama, choć dziś i tak się rozwodzimy. Byłam na jego łasce, nie mogłam podjąć innej decyzji. Męczą mnie wyrzuty sumienia, choć mam jednocześnie ogromną nadzieję, że gdzieś tam w świecie moja mała córeczka jest szczęśliwa. Napisałam do niej list, zakleiłam szczelnie w kopercie. Nigdy go nie wyślę, ale dla mnie to forma przelania na papier słów, których nigdy jej nie powiem. Musiałam napisać: żegnaj córeczko, choć tak bardzo chciałabym napisać, że do zobaczenia.


Zobacz także

Fot. iStock/PeopleImages

Nowe zagrożenie w randkowym świecie – bombardowanie miłością. Brzmi niewinnie, ale to podstępna manipulacja!

Fot. Screen z Youtube The Animation Workshop

Nie noś maski! Przełam milczenie. Kampania przeciwko przemocy wobec dzieci

Fot. iStock / Stefano Tinti

W domowym zaciszu bez makijażu jest zwyczajną Kaśką, ale na Fejsie… Kim jesteś naprawdę?