„Rozstałam się z narzeczonym, ale nie nazywajcie mnie singielką! To jeden wielki mit – nie wierzę, że ktoś może być szczęśliwy w samotności”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 stycznia 2017
Rozstałam się z narzeczonym
fot. iStock/ SrdjanPav

Nowy rok, nowa ja. Sama ja, bo jeszcze przed świętami rozstałam się z narzeczonym. Bez większego żalu, bez awantur, obrzucania się obelgami, dramatyzmu i ciskania w siebie przekleństw – po prostu stwierdziliśmy, że coś się skończyło między nami, wypaliło, że oboje chcemy czegoś innego i od dawna czujemy, że między nami koniec. Rozstaliśmy się, no i się zaczęło – zostałam wrzucona do worka z napisem „singielka” bez pytania, czy w ogóle tego chcę i czy zgadzam się, by tak mnie od teraz określano.

Nie jestem w depresji po rozstaniu, ale też nie skaczę z tego powodu z radości. Nie mówię, że już nigdy z nikim, ale nie szukam na siłę i w desperacji kolejnego narzeczonego. Nie mam nic przeciwko głośnemu stwierdzeniu, że jestem sama, że nie jestem już w związku, że rozstałam się po latach – przecież to prawda i nie ma co z tym walczyć, udawać, że jest inaczej. Ale singielką możecie mnie nazywać tylko wtedy, gdy macie na myśli kogoś bez partnera – nie budujcie przy tym obrazu szalejącej feministki, która mężczyzn nie potrzebuje, a nad związek przedkłada karierę i wygodne życie, kogoś, kto czuje się szczęśliwy będąc samotnym.

Nie chcę być sama! Nie jest dla mnie ważne stanowisko, awanse i rozrywki,  samotność mnie męczy i dołuje zamiast cieszyć. I nie będę udawać, że tak mi fajnie, że uff, chłopa nie ma, pozbyłam się go, święty spokój nastał i czasy szczęśliwe. Chcę znaleźć miłość, chcę być znowu zakochana, z kimś w parze, na dobre i złe, bo wierzę w to, że nie urodziliśmy się po to, by być samemu, to nie jest nasza ludzka natura – to coś zupełnie jej wbrew. Skąd te moje przemyślenia i prośby? Bo rozpad mojego związku spowodował, że zewsząd słyszałam zdania, które miały mnie pocieszyć i sprawić, że spojrzę na swoją sytuację radośnie i z optymizmem (z góry bowiem założono, że jestem zraniona, smutna i w życiowym dołku). Niestety, efekt tych „dobrych rad” był zupełnie inny – poczułam się zirytowana, potraktowana sztampowo, a na koniec nawet trochę przerażona tym, jak ludzie wyobrażają sobie życie singli. Oto, co usłyszałam:

„Teraz będziesz mogła się rozwijać” – a przepraszam, czy facet u boku to jakiś balast? Jego fluidy zakłócają rozwój żeńskich szarych komórek, ogłupiają i robią z nas istoty nieporadne i zależne? Przecież związek nie przeszkadza w samorozwoju i kształceniu, a partner może i powinien być inspiracją i motywacją – a my powinnyśmy być tym samym dla niego.

„Ciesz się tym spokojem, odpoczywaj, rób, co chcesz” – to znaczy, że partner przeszkadza, męczy i dręczy, a kobiety w związku to męczennice bez chwili na relaks? Że chłopak, narzeczony czy też mąż zabierają nam spokój i wprowadzają zamieszanie? Zawsze uważałam, że odpowiednia osoba u boku spokój właśnie nam daje!

„Przynajmniej nie będziesz teraz musiała prać jego gaci, sprzątać po nim i szykować codziennie obiadków” – jakbym to kiedykolwiek robiła! Znaczy się prałam, gotowałam i sprzątałam, ale wspólnie ze swoim facetem! Nie byłam przecież jego służącą, ale narzeczoną – aż mi żal tej kobiety, która to powiedziała, bo zakładam, że ona biedna sama musi obsługiwać swojego partnera. Mamy 2017, równouprawnienie, partnerstwo i podział obowiązków bez względu na płeć.

„Teraz możesz sama o sobie decydować i robić to, na co masz ochotę” – wcześniej też mogłam, ale najwyraźniej nie dla każdego jest oczywiste, że związek to nie są nałożone nam kajdany, a partner nie jest klawiszem z aresztu, który kontroluje, karze i upomina. Na litość boską, bycie z mężczyzną nie zabiera nam prawa głosu i możliwości samostanowienia, decydowania i posiadania własnych poglądów, opinii i upodobań.

„Baw się, próbuj, korzystaj z życia! Singielki mogą, mają prawo” – tylko, że… ja nie chcę być singielką! Nie chcę się bawić i korzystać z życia, szaleć, imprezować albo skakać z kwiatka na kwiatek. Chcę by poranki pachniały świeżo zaparzoną kawą – jego dla mnie lub moją dla niego – a wieczory miały smak naszej namiętności i intymności. Chcę się znowu zakochać, mieć swojego faceta, wspólne plany i wspomnienia.

Ktoś powie, że nie mam odwagi być sama, że jestem słaba, ale to nie tak – ja po prostu mam odwagę powiedzieć, że nie o to mi w życiu chodzi, że chcę czegoś innego. Mam odwagę otworzyć się przed drugim człowiekiem i spróbować zbudować z nim wspólną przyszłość, nie chowam się za etykietką, nie udaję, że nie potrzebuję miłości i bliskości drugiego człowieka, że samotność mnie przeraża. To całe singielstwo to jeden wielki mit – nie wierzę, że ktoś może być naprawdę szczęśliwy w samotności, że bez osoby, z którą dzieli radości i smutki jest mu w życiu dobrze i łatwo. Wszystko, co powtarzają single brzmi dla mnie jak wielka ściema – to niczym mówienie osobie, która wdepnęła w gówno, że przyniesie jej to szczęście.

Zapisz

Zapisz


Po co ci facet kobieto? Czy naprawdę „potrzebujesz” mężczyzny, żeby być szczęśliwa – lista kontrolna

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
8 stycznia 2017
Fot. iStock / max-kegfire
Fot. iStock / max-kegfire

Minęło pół roku odkąd twój mąż/partner/kochanek się wyprowadził. Dawno już przebolałaś tę stratę (albo odetchnęłaś z ulgą, jeśli bilans rozstania wyszedł dodatnio). Jesteś już w stanie w miarę realnie popatrzeć na ten związek, a raczej na swój stosunek do mężczyzn. Te ostatnie pół roku utrwaliło cię w przekonaniu, że mimo całej ich wspaniałości, całkiem dobrze radzisz sobie w życiu bez nich. I że „bycie z kimś” nie gwarantuje poczucia szczęścia. A świadomość, że ci świetnie idzie w pojedynkę – i owszem.

Nie, to nie będzie kolejny tekst o wyższości kobiet nad facetami. To będzie tekst o tym, że jesteś samowystarczalna. Że nie musisz swojego szczęścia uzależniać od mężczyzny. Od nikogo, w ogóle.

Pewnie te pierwsze dni, może tygodnie po rozstaniu, zwłaszcza, jeśli byliście ze sobą długo, były najtrudniejsze. Była w tobie niepewność i lęk. Ale potem przyszło życie i zweryfikowało te twoje lęki swoimi prozaicznymi okolicznościami.

Rachunki? Nie potrzebujesz faceta, żeby je zapłacić. Potrzebujesz pracy – dobrej, satysfakcjonującej, również pod względem zarobków. Żeby ją zdobyć i utrzymać, musisz mieć w domu i w duszy spokój, który umożliwi ci rozwój osobisty, skupienie na karierze zawodowej. Jeśli do tej pory żyłaś w związku, w którym to on zarabiał więcej, ale wypominał ci to na każdym kroku, dając fałszywe poczucie bezpieczeństwa materialnego i kontrolując twoje wydatki – teraz możesz odetchnąć z ulgą. Jesteś sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Zależysz jedynie od siebie. Taka wolność uskrzydla, otwiera nowe możliwości.

Dzieci? Jeśli wasz związek się rozpadł, choć mieliście dzieci, zakładam, że być może i twój facet nie wywiązywał się najlepiej ze swoich ojcowskich obowiązków. Znam nawet kilku takich mężczyzn, którzy zdecydowanie w wychowywaniu dzieci przeszkadzają swoją obecnością niż w nim współuczestniczą, ale niestety, wcale nie mają zamiaru nigdzie odchodzić. Dość częsta jest też sytuacja, w której panowie zazwyczaj po rozstaniu z matkami swoich synów i córek zaczynają swoje dzieci zauważać i cenić spędzany z nimi czas.

Seks? Seks zawsze kuleje, jeśli w innych sferach związku nie jest dobrze. Potrzebny ci mężczyzna do seksu? To chyba niekoniecznie akurat właśnie ten? Tylko uwaga, seks z mężczyzną – większości z nas – grozi uczuciem. Jeśli nie chcesz traktować nikogo przedmiotowo, albo boisz się, że zaraz zaangażujesz się emocjonalnie, pomyśl: potrzebne ci teraz te wszystkie komplikacje i zastanawianie się, czy on jeszcze oddzwoni? Gdybyś potrafiła oddzielić seks od uczucia, prawdopodobnie nie byłabyś tu teraz i nie czytała tego tekstu. No i na koniec złota myśl jak z amerykańskiej komedii romantycznej – nie ma nic bezpieczniejszego niż seks w pojedynkę ;).

Towarzystwo? Daj spokój, masz przecież przyjaciół. Acha, nie masz, bo ON był o nich zazdrosny? Pora odnowić dawne znajomości. Nie musisz się wstydzić, przyjaciele, w przeciwieństwie do byłych mężów WYBACZAJĄ. Poza tym, skoro się rozstaliście, to towarzystwo tego ukochanego mężczyzny prawdopodobnie już zaczęło ci nieźle ciążyć. Albo jemu twoje i postanowił się od niego uwolnić. Rozejrzyj się, masz wspaniałą rodzinę, przyjaciół. Na świecie jest kilka miliardów ludzi. Wystarczy wyciągnąć rękę, żeby ich poznać. Poznawanie ludzi, obserwowanie ich,  to fascynujące zajęcie, zwłaszcza kiedy nie ma obok nikogo, kto ciągle komentuje i krytykuje nowych znajomych.

Miłość? Najdziwniejszą i najwspanialszą rzeczą w miłości jest to, że tak naprawdę, jest ona wszędzie wokół, przez cały ten „ziemski” czas. To nie jest coś, zamkniętego na zawsze w jednej osobie lub jednej rzeczy. Jeśli przeżyłaś już miłosny zawód, zdążyłaś już to zrozumieć. A teraz… Może najwyższa pora zakochać się w sobie i przypomnieć sobie, kim byłaś, zanim poznałaś te swoje kolejne „połówki”…?

Życie? Ono jest tu i teraz, toczy się, niezależnie od tego, czy wracasz do pustego mieszkania, czy do mieszkania, gdzie czeka na ciebie ON. Obecność faceta nie sprawi, że przeżyjesz je lepiej. Przeżyjesz je lepiej, jeśli potrafisz być szczęśliwa sama ze sobą. I tylko pod takim warunkiem, twój związek z mężczyzną, czy każda inna relacja z ludźmi wokół, będzie czymś udanym, funkcjonującym na satysfakcjonujących warunkach.

Pora zastąpić swój strach i swój brak wiary w siebie zaufaniem i uwierzyć, że jesteś w stanie być szczęśliwa i spełniona bez mężczyzny. Że to nie druga osoba jest warunkiem koniecznym twojego spełnienia, że to prawdziwe spełnienie możesz znaleźć jedynie gdzieś wewnątrz siebie.

Tak więc, żeby było jasne – nadal kochasz mężczyzn, bo kochasz ludzi w ogóle. Ale wiesz już, że  możesz równie dobrze jak z facetem, żyć na własną rękę. I to wystarczy. Reszta ułoży się sama.


8 znaków, że zmierzasz w dobrym kierunku

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
7 stycznia 2017
Fot. iStock
Następny

Nie jesteś pewna. I sama wkurzasz się na siebie, że znów zaczynasz wszystko analizować. Serce podpowiada ci jedno, ale zdawać by się mogło, że tylko ty w siebie tym razem wierzysz. Znasz to uczucie, kiedy postanawiasz zrobić coś nowego, zmienić swoje życie, postawić się światu albo samej sobie?

Okropna niepewność, która usiłuje zdusić w zarodku cały twój entuzjazm. I nawet sama nie wiesz, dlaczego wciąż się tym przejmujesz, ale jeśli…

Prawda jest taka, że nasz entuzjazm i wiara w siebie to najlepsza waluta do przekupienia świata, by stanął po naszej stronie. Nie oznacza to oczywiście, że cokolwiek by się zadziało, odniesiesz zawsze spektakularny sukces, we wszystkim, czego dotkniesz – ale wszystko w życiu dzieje się po coś, a najważniejsze to być na właściwej drodze. Swojej drodze.

Jest kilka znaków, które upewnią cię, że idziesz w dobrym kierunku – gdziekolwiek byś zmierzała…


Na podstawie: Lifehack

Zobacz także

Rozwiązanie akcji "List do męża"

Regulamin akcji: „LIST DO MĘŻA”

Fot. iStock/Kladyk

Kobieta w pracy, to dom w ruinie – kontrowersyjna reklama francuskiej stacji France 3

Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE /

Obrażają się, trzaskają drzwiami, zrywają przyjaźnie i związki, a potem spektakularnie wracają… Jak sobie radzić ze zbyt emocjonalnymi ludźmi