W Rossmannie znów mega promocja 2+2 gratis. Tym razem kupujemy kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
22 maja 2018
Fot. Flickr/Adrián Pérez / CC BY 2.0
 

Ledwo zdążyłyśmy uprzątnąć kosmetyczki po mega promocji na kosmetyki do makijażu, a tu już czeka nas kolejne zakupowe wyzwanie. 😉 Rossmann po raz kolejny nas nie zawiódł. Do 28 maja, wszyscy klubowicze mogą skorzystać z promocji na kosmetyki do pielęgnacji twarzy 2+2 gratis.

Zakupy możecie zrobić online lub w drogerii, jest tylko jeden warunek: musicie być członkami Klubu Rossmann, czyli posiadać specjalną aplikację. Tym razem promocja jest jednorazowa, czyli możecie skorzystać z niej jeden raz. Jeśli wasz książę marzy o peelingu albo męskim kremie, raz, dwa zagońcie go do sklepu z apkami, niech założy swoje konto – i po rycersku odstąpi wam dwa, trzy produkty z puli. : )

Co można kupować?

Fot. Screen z Rossmann.pl

Fot. Screen z Rossmann.pl

Wszystkie produkty biorące udział w promocji, zostały oznaczone czerwonym kółeczkiem z napisem 2+2. Robiąc zakupy przez internet lub aplikację, klikając w banerek zostaniecie przekierowani na stronę produktów promocyjnych. A wśród nich znajdziecie m.in. kremy, serum, kapsułki, maski, peelingi, żele, produkty do demakijażu, oczyszczania czy dedykowane mężczyznom, itepe, itede. Promocja jest ogromna, więc grzech nie skorzystać!

Udanych łowów!


„Znikający” partner, czyli wyszedł tylko do sklepu, ale już nie wrócił

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
22 maja 2018
Fot. istock/Martin Barraud
 

Było pięknie. Spotykaliście się, może nawet zamieszkaliście ze sobą, robiliście jakieś plany na przyszłość. Aż przyszedł dzień, który wywrócił wszystko do góry nogami. Twój partner przestaje odbierać od ciebie telefony, nie odpowiada na SMS-y. Wychodzi z domu „ na chwilę”  , a potem przesyła przez kogoś wiadomość, że więcej się nie zobaczycie. I naprawdę nie masz pojęcia co się stało. Zostajesz sama, bez słowa wyjaśnienia. Miłość była i nagle jej nie ma. Co takiego się wydarzyło? Masz do czynienia ze „znikającym partnerem”. Otrząśnij się jak najszybciej i zacznij wszystko od nowa. Bez uporczywych myśli o nim.

Prawda jest okrutna: tak było mu łatwiej z tobą zerwać. Trudno stanąć przed kimś twarzą w twarz i powiedzieć: „nie kocham cię już, nie możemy być razem”. Ten, kto nie ma w sobie odwagi woli zniknąć. A twoje pytania pozostają bez odpowiedzi: „Co zrobiłam źle?”; „Czy on kiedykolwiek naprawdę się o mnie troszczył?”; i jeszcze: „Czy coś mu się stało?”, „Może jest chory?”. Nie ma co analizować w nieskończoność. Pomocne może być zrozumienie możliwych przyczyn takiego zachowania. Zrób to dla siebie, dla własnego spokoju.

Unikanie konfrontacji

Czyli unikanie wszelkiego rodzaju bezpośredniej komunikacji, która może wywołać gniew, a nawet jedynie zaniepokoić drugą osobę. Wiele (jeśli nie większość) osób unika konfliktów i wolałoby odejść lub zmienić temat niż wdać się w kłótnię. Strach przed gwałtowną reakcją, przed krytyką oraz unikanie reakcji emocjonalnych (na przykład płaczu) są niezwykle powszechne.

Strach przed emocjonalną intymnością

To jest strach przed pozwoleniem sobie na głęboką troskę o kogoś i zaakceptowanie, że ta osoba również głęboko troszczy się o ciebie. Ci, którzy cierpią na ten rodzaj lęku, mogą spotykać się z kimś kilka miesięcy lub nawet na lata, o ile potrafią zachować dystans emocjonalny. Relacja randkowa może być stabilna, dopóki coś nie wywoła tego lęku w sposób, który jest nie do zniesienia dla potencjalnego „znikającego”.

Narcystyczny styl osobowości

Narcyz nie jest bardzo wrażliwy na emocjonalny ból osoby, z którą się spotyka. Brak empatii jest znakiem rozpoznawczym narcystycznej osobowości i jest prawdopodobnie sam w sobie przyczyną nagłego „zniknięcia”.

Obawa przed gwałtowną reakcją

Mówiąc krótko – chciał odejść, ale bał się twojej reakcji, więc postanowił zniknąć bez słowa i nie narażać się na nieprzyjemne przeżycie. Być może są chwile, kiedy nagłe zniknięcie jest jedynym bezpiecznym wyjściem. Jednak w większości przypadków jest to zwykła niedojrzałość, egoizm i brak troski o spokój i szczęście drugiej osoby.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Czy wiesz, jak prawidłowo wyrywać brwi? Uwaga – większość z nas dotychczas robiła to źle

Redakcja
Redakcja
22 maja 2018
Fot. iStock/master1305

W ostatnim czasie odnoszę wrażenie, że brwi przeżywają swój rozkwit. Oczywiście nie w dosłownym tego słowa znaczeniu – co to, to nie, ale faktycznie mówi się o nich coraz więcej i częściej zwraca się na nie uwagę. Już nie mają być cienkie i wyskubane do granic możliwości. Teraz wyglądać mają jak najbardziej naturalnie.

Jednak naturalnie nie znaczy, że mają być zaniedbane. Większość z nas co jakiś czas siada z pęsetą w ręce przed lustrem i wyrywa te włoski, które niesfornie nie rosną w idealnej linii naszych brwi. Okazuje się jednak, że większość z nas popełnia jeden i ten sam błąd próbując pozbyć się niechcianych włosków brwi.

Ekspert od brwi Sania Vucetaj ujawnia, że brwi powinniśmy skubać przy… słabym świetle. Zaskoczone? Z pewnością, przecież większość z nas próbuje doświetlić twarz, by dojrzeć wszystkie włoski, których chcemy się pozbyć. Okazuje się jednak, że mocne światło prowadzi do obsesyjnego wyrywania brwi, co prowadzi do tworzenia wręcz pajęczych, cienkich linii nad naszymi oczami. Im lepiej widzimy, tym większa chęć wyrwania jeszcze jednego włoska i kolejnego, by uzyskać idealny kształt. Tyle tylko, że ten kształt często na koniec staje się bardzo wyskubany, co nie wygląda ładnie.

Dlatego – drogie panie – od dziś jeśli będziecie chciały wyrwać niepotrzebne włoski swoich brwi róbcie t przy jak najbardziej naturalnym świetle. Pozwólcie swoim brwiom wyglądać jak najbardziej naturalnie.


źródło: The Sun

 

 

 


Zobacz także

Pokrzyczmy sobie nad aborcją, żeby się trochę lepiej poczuć... Kto dał nam prawo krzyczeć nad czyimś nieszczęściem?

Pokrzyczmy sobie nad aborcją, żeby się trochę lepiej poczuć… Kto dał nam prawo krzyczeć nad czyimś nieszczęściem?

Czego możemy dowiedzieć się o sobie będąc w relacji z drugim człowiekiem?

Wychowujemy pokolenie dzieci, które ocenia innych przez pryzmat „mieć, nie być”. To droga donikąd