Robol prawdę Ci powie! Obiecała sobie, że nigdy nikomu nie opowie tej historii, taki wstyd i upokorzenie

Iga Iguana Kwietniewska
Iga Iguana Kwietniewska
21 października 2015
 

Anna urodziła dziecko. Jak większość kobiet nie była wielce zadowolona ze swojego wyglądu, krytyczna wobec siebie, niezadowolona z włosów, które nadmiernie wypadały, giętkości i gibkości ciała, nóg, brzucha, cery. Powolutku, dzień po dniu wszystko na szczęście wracało do normy. Wizyta u fryzjera, wklepywanie kremów, trochę ćwiczeń, a przede wszystkim Annie pomogło przychylne i miłe opinie rodziny i otoczenia. Wszyscy zachwycali się tą młoda mamą, która zaczęła wierzyć w siebie! Skończyło się jej codzienne zamartwianie i nadmierne skupianie na sobie. Miała koło siebie kruszynkę, dzidziusia który kochał ja przecież bez względu na wszystko, mąż był z niej dumny, koleżanki zazdrościły, jej mama pomagała i chwaliła.

Nadchodziła wiosna, wszystko budziło się do życia, słoneczko rozpieszczało. Anna postanowiła wybrać się na spacer z dzieckiem, pierwszy w tak piękny wiosenny, ciepły dzień. Wcześniejsze wyjścia wyglądały bardziej jak uciekanie przed deszczem, lub pośpieszne wietrzenie, bo za zimno.

Serce miała radosne, więc bardzo naturalnie przyszło jej wystrojenie się i uszykowanie jak na ważną imprezę. Włosy związała w staranny kok, wyciągnęła jedno pasmo by bardziej podkreślał jej piękny teraz owal twarzy. Wybrała krótką, jasno żółtą sukienkę z delikatnej dzianiny. Narzuciła czarną lekką kurteczkę, która miała bardzo elegancko postawiony kołnierz co niewątpliwie dodawało Annie uroku. Czarne buty z lakierowanej skóry na małym obcasie, które świetnie pasowały do torebki, którą przywiozła sobie z Londynu – z czasów gdy jeszcze jej nic nie ograniczało – jak mówiła. Do tego wszystkiego czarne duże okulary przeciwsłoneczne na pół twarzy, czuła się jak gwiazda! Dziecko oczywiście też ubrała w szykowne ciuszki, wszystko pasowało do wózka, każdy detal był dopracowany. Tak wyszykowana Anna, z szerokim uśmiechem na twarzy wyszła…

Podziwiała naturę, zachwycała się każdym listkiem, drzewem, przemawiała do swojej małej pociechy, która już i tak drzemała wciągając świeże, rześkie powietrze. Spacerując tak po osiedlu, między alejkami miała poczucie, że wszyscy na nią patrzą, że się podoba, była zachwycona tak zaczętym dniem. Przechodząc koło budującego się domu, gdzie na placu budowy było około ośmiu robotników,  z radia muzyka- jakiś obwiązujący hit. Uśmiechnęła się w myślach do siebie, że wszystko tak pięknie się budzi, buduje, tworzy do życia. Nagle, za plecami usłyszała zdanie, które doszło do niej w jakimś zwolnionym tempie, w momencie gdy minęła tamten plac budowy : „Ale ma grube giry”.

Z każdym następnym krokiem dochodziło do niej każde pojedyncze słowo, dźwięk wypowiadanego wyrazu, śmiech kolegów na placu budowy. Szła i garbiła się coraz bardziej, z twarzy znikał uśmiech, a w głowie atakowały tylko myśli : ” Idiotko! Trzeba było ubrać czarne wyszczuplające spodnie, dres jakiś by być jedną niezauważalną masą.” , ”  Z czego tak się cieszyłaś? Mama, znajome, koleżanki Cię tylko pocieszały”, ” Myślisz, że jesteś gwiazdą? Robol prawdę Ci powie!”

Smutna, zdruzgotana, załamana, że w ogóle słyszała te cholerne zdanie, które brutalnie pociągnęło w dół jej poczucie własnej atrakcyjności, kobiecości, wartości tak ciężko budowane. Obiecała sobie, że nigdy nikomu nie opowie tej historii, taki wstyd i upokorzenie. Niestety to nie koniec, bo zorientowała się, że aby wrócić do domu, musi zawrócić i przejść jeszcze raz obok ów szczerych panów. Zbliżała się, miała ochotę zapaść się pod ziemię, jedynym małym plusikiem było to, że szła teraz po drugiej stronie ulicy, ale właściwie robotnicy, którzy pracowali na dachu mieli jeszcze lepszy widok na jej „grube giry”, z perspektywy. Dobrze, że miała okulary przeciwsłoneczne, bo starannie zrobiony makijaż spływał po policzku tym bardziej im była bliżej linii ognia. W tym momencie Anna zdała sobie sprawę, że jedne oczka wpatrują się w nią cały czas, jej kochane dzieciątko się już obudziło i nie widziało swojej dumnej mamy, podśpiewującej i pokazującej kwiatki, drzewka, ptaszki,mrówki. Poprawiającej kokieteryjnie kosmyk włosów, czy uśmiechającej się do wszystkich i wszystkiego.

To jej dało taką siłę, nie wytrzymała i w jednej sekundzie odwróciła się na pięcie, przeszła przez pasy niemal biegnąc z tym wózkiem. Szepnęła tylko ” to dla Ciebie kruszynko” i wtargnęła swoimi delikatnymi bucikami na plac budowy, wrzasnęła: „Który z was powiedział, że mam grube giry!!!???”

Grobowa cisza jaka wtedy nastała jeszcze bardziej Annę nakręciła, nie słyszała nawet tego radia tylko wpatrywała się w tępe twarze robotników. Jeden z nich, na dachu wskazał palcem któregoś kolegę pracującego na dole. Reszta bardzo intensywnie zajęła się robotą wbijając wzrok w jeden punkt z tak dużego zaskoczenia, które wywołała. Anna nie czekając na odpowiedź wrzasnęła na odchodne: ” Wy nawet pał nie macie grubych, nie wspominając o portfelach!!!”.

I poszła. Powolnym krokiem opuściła plac budowy kołysząc biodrami, z wysoko podniesioną głową i nasłuchując intensywnie, czy może coś jeszcze chcą dodać panowie. Nic, tylko piosenka z radia, świergot ptaszków, delikatny wiaterek, który suszył już jej łzy na policzkach. Anna obiecała sobie wtedy, że każdemu opowie te historię.


Czy nas kręci to – czego się boimy? Czy boimy się tego – co nas kręci?

Iga Iguana Kwietniewska
Iga Iguana Kwietniewska
28 listopada 2015
Fot. Pexels / Katie Salerno /
Fot. Pexels / Katie Salerno / CC0 Public Domain
 

Norma seksualna, co my o niej wiemy? Zastanawiacie się czy to, co dzieje się za drzwiami waszej sypialni jest „normalne”? Czy może jednak wyjście z niej, na łono natury, robienie tego w miejscu publicznym, a może przebieranie się za coś czy kogoś to zaburzenie lub zachowanie patologiczne?

Pary ze swoimi wątpliwościami, pytaniami pozostawionymi w głowie (często sami nawet przed sobą nie potrafiący obgadać tematu), żyją w lekkim strachu, dyskomforcie niewiedzy. Tworząc związek jest im dobrze w swej intymności i seksualności, trochę może się wstydzą, ale przecież nic nigdy się nie wyda, że on czasem uprawia seks w jej pończochach i makijażu, a ona lubi być związana i traktowana jak ostatnia …

Dla seksuologów pierwszym i najważniejszym kryterium jest Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10, definicja zdrowia seksualnego i deklaracja praw seksualnych Światowej Organizacji Zdrowia. Wszystko bardzo poważnie i groźnie brzmi dla naszej delikatnej, subtelnej lub dzikiej i nieokiełznanej seksualności. Z pomocą przychodzi norma seksualna partnerska! O której mało kto wie, a dotyczy każdego.

NORMA SEKSUALNA PARTNERSKA

  1. Partner (jest potrzebny :) ponieważ nie chodzi o zachowania seksualne solo ).
  2. Dojrzałość  (obojga!)
  3. Zgoda i akceptacja (nie namawianie, czy udowadnianie czegoś drugiemu)
  4. Dążenie do obustronnej rozkoszy
  5. Nieszkodzenie zdrowiu (swojemu, jak i partnera)
  6. Nieszkodzenie społeczeństwu

W pierwszej wersji zapisywanej normy partnerskiej występował jeszcze punkt 7. dotyczący różnicy płci, ale go zniesiono.

NORMA SEKSUALNA KLINICZNA ( Imieliński ) dzielimy ją na :

Norma optymalna – obejmuje zachowania seksualne najbardziej pożądane z punktu widzenia rozwoju indywidualnego i społecznego.

Norma akceptowana – zachowania seksualne nieograniczające rozwoju osobistego, nieutrudniające więzi międzyludzkich, ale nie zawsze spełniające rolę normy optymalnej.

Norma tolerowana – zachowania seksualne ograniczają możliwość doboru seksualnego.

Różnimy się i to pięknie naszą seksualnością, mamy różne podejścia do niej i różnie reagujemy na nią. Każdy z nas ma odmienne potrzeby seksualne ilościowe jak i jakościowe, co zapewne utrudnia stworzenie jednej obowiązującej normy seksualnej. Takiej, która byłaby akceptowana przez wszystkich, przestrzegana z łatwością, poprawna politycznie, a może jeszcze lubiana – niemożliwe!

Bardzo często to, co nie jest akceptowane społecznie np. fetyszyzm, homoseksualizm czy transwestytyzm spełnia normę partnerską, wówczas gdy są spełnione powyższe punkty.To co dla jednych jest normą, dla innych zboczeniem i dewiacją.

Neutralna, dostępna i zrozumiała dla tych dwojga, którzy sami przed sobą tworzą normę.Zachęcam do wspólnego przeczytanie i zastanowienie się nad punktami normy seksualnej partnerskiej.

Uwaga! To zbliża.

Jesteśmy wyjątkowi w naszej miłości i to w jaki sposób tworzymy i realizujemy ją z drugą osobą.Dobieramy się przecież w pary, ta jakość układu jaki tworzą dwie osoby ma decydującą rolę w ocenie zachowań seksualnych. Nie ma takiego samego związku seksualnego. W tych paru punkach możemy się przejrzeć, ocenić naszą osobistą skalą w zakresie współdziałania, współrozumienia i współodczuwani.

Powodzenia w waszym jakże normalnym seksie :)


Chcesz wychować fajnego mężczyznę? To zostaw go mężczyźnie!

Iga Iguana Kwietniewska
Iga Iguana Kwietniewska
12 października 2015
Fot. Pixabay / CC0 public Domain
Fot. Pixabay / CC0 public Domain
 

Mam dwóch i siedzi mi w głowie niepokojące,  w sumie proste zdanie : „chcesz wychować fajnego mężczyznę – to zostaw go mężczyźnie!”

Takie to banalne! Mimo wszystko czuję gdzieś podskórnie, że tak trzeba, oddać, zostawić, wypchnąć w świat męski. Niech się zmierzy, porównuje, szuka męskich autorytetów, znajdzie się w swoim gronie. To takie krótkie zdanie, a ja mam tyle wątpliwości:

Co to znaczy zostawić? Tak po prostu? Nie obgadać tego wcześniej z mężem, partnerem, chłopakiem , starszym bratem, dziadkiem, kolegą?

A może zbadać grunt i ustalić zasady? Nie uczestniczyć, ale z daleka obserwować, z dumą przyglądać się kontrolnie staranniej wymalowanym okiem (bo przecież więcej czasu było na make-up

Udawać, że nas to kompletnie nie obchodzi – zostawić ich panów, to znaczy wyjść z domu samej i zająć się wszystkim tylko nie interwencją w ich tworzący się świat. Nawet telefon wyciszyć, by nie odpowiadać na pytania typu” gdzie są pieluchy?”, „co ma dać do picia?”, „o której starszego, szkolnego ma położyć spać na drzemkę popołudniową…”

A dlaczego właściwie mam tych moich młodych mężczyzn wypychać do też męskiego świata ? A co? Ja nie jestem wystarczająca? Ja niby nie podołam?? Ukochana mamunia? Przecież to do mnie pierwszej lecą jak sobie rozbiją kolano, albo w nocy śni się koszmar to mamunie wołają.

Wyrzuty sumienia. Czy to nie czasem jest pójście na łatwiznę? Przecież mam dwóch chłopców, zostawiam ich mężowi, dziadkowi, bratu itd., a ja sobie leżę do góry brzuchem zadowolona, że nie mam dwóch córek…, a potem ze stresu i zżerających wyrzutów sumienia obgryzam świeżo pomalowane paznokcie.

I jeszcze jedno, chyba najważniejsze. Czy ci dorośli mężczyźni są na to gotowi? Już widzę oczyma wyobraźni, gdy planuję iż mój kochany mąż spędzi cały dzień z synkami. Wymykam się, nie przeszkadzam, nie interesuję. Co się okazuje po powrocie? Zupełnie przypadkowo przejeżdżała jego mamusia, była w pobliżu, akurat ugotowała zupkę i musiała przywieźć…

A teraz weźmy dziadka. Przyjedzie po wnuki ze wspaniałą intencją zabrania ich na basen, potem obiad w restauracji, a następnie spacer po parku. Brzmi wspaniale!  Jak się kończy? Babcia pojechała też, bo dziadka boli kręgosłup i on by sobie naprawdę popływał , a nie pilnować dzieci w wodzie brodząc po kolana. Babcia restaurację wybiła wszystkim z głowy bo już nagotowane, lepsze w domu, świeże i taniej. Na ów obiad wpadła ciocia, która z ogromnym zapałem i chęcią wzięła chłopców na spacer i plac zabaw… dziadek nie dołączył bo musiał po tak obfitym posiłku się położyć.

Walczę nieustannie z tym zdaniem i chyba trochę w zależności od dnia, nastroju, okazji różne warianty przerabiam z chłopcami. Spalę obiad, robie trzecie pranie, zbieram dziesiąty raz autka po całym domu i wychodzę do pracy w wałkach na głowie… to nie ma takiej opcji bym była najukochańszą, cudowną i niezastąpioną mamunią. Sio do taty na rower, spacer, kosić trawę razem, choć by do sklepu niech wyjadą na pół dnia!

Inny dzień, który zaczyna się od wyrzutów, że zapomniałam dać wody dziecku do szkoły i nawet nie ma grosza by sobie ja kupić. Drugi w nocy przespał całą noc  nie wołając mamuni by przytuliła ( już mnie nie potrzebuje?), a jak się już obudził to jakoś nie uśmiechnął się , nie dostałam buziaczka. Bardzo szybko przychodzi mi do głowy pomysł, że za mało czasu im poświęcam, że jestem taka nieobecna. Hmmm nie mam dziś właściwie dużo obowiązków. Posprzątam by mieli przestrzeń ze mną do zabawy, pogram w piłkę w ogrodzie z nimi – przecież oni tak lubią jak się wygłupiam. Pojadę jeszcze do miasta załatwię tysiące spraw razem z nimi bo co to za problem? Nie potrzebuje pomocy, nie będę się prosić o przechowanie ich, a to że w trakcie każdy się gdzieś rozpełza, pokłócą się, pobiją nawet to wszystko jest do opanowanie.

Zadowolona, spełniona, bo przecież kolejny raz przekonuję samą siebie jak idealnie potrafię się starać, tak… jestem idealna w wiecznym staraniu się.