Rezygnujesz z seksu podczas miesiączki? Już nie musisz! Z tymi tamponami możesz robić to bez obaw

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
1 czerwca 2017
Fot. Facebook/Tampons Beppy
Fot. Facebook/Tampons Beppy
 

Wiele kobiet rezygnuje ze współżycia w czasie miesiączki. Przyczyną są zazwyczaj względy higieniczne oraz estetyczne. I choć za sprawą szalejących hormonów mają zwiększony apetyt na miłosne uniesienia, to odmawiają sobie i partnerowi przyjemności. Powstrzymuje je wizja brudnej pościeli i myśli, że ich partner się do nich zrazi i może poczuć obrzydzenie.

Jeśli należysz do tej grupy kobiet, mamy dla ciebie świetną wiadomość. Na rynku znajdują się tampony, w których możesz uprawiać seks.

Tampony Beppy to niezwykle higieniczne, delikatne i elastyczne hypoalergiczne gąbki, które dopasowują się do kształtu ciała. Dzięki tym właściwościom kobieta czuje się komfortowo i bezpiecznie podczas okresu – zapewniają producenci na stronie „Naturalna Płodność”. Poza tym są niewidoczne, ponieważ nie mają sznureczków i są idealne podczas uprawiania sportu, pływania, wizyty w saunie, w podróży i przy współżyciu podczas menstruacji. Posiadają certyfikat ISO 13485, co świadczy o tym, że są wyrobem medycznym i spełniają niezwykle rygorystyczne wymogi międzynarodowe.

Fot. Facebook/Tampons Beppy

Fot. Facebook/Tampons Beppy

 

Na rynku europejskim są od ponad dziesięciu lat, w Polsce od ok. pięciu i można je kupić w sklepach internetowych. Pomimo tego, że już sporo czasu znajdują się na rynku, nie są bardzo popularne. Dlatego warto o nich wspomnieć, żebyśmy wreszcie bez krępacji mogły się cieszyć seksem także podczas miesiączki.

Polki chętnie po nie sięgają. Dzielą się swoimi spostrzeżeniami, w których chwalą produkt za to, że nie muszą rezygnować z przyjemności podczas okresu. Doceniają także to, że są niewyczuwalne dla partnera, który „nie ma szans czegokolwiek zauważyć ani wyczuć”, jak pisze jedna z internautek. Inna zwraca uwagę na to, że dzięki nim jest higienicznie i nie trzeba się martwić, że pościel będzie brudna.

Jedyne, co zarzucają tamponom, to trudności z wyjmowaniem. Nie ma sznureczków, więc wymaga to trochę więcej trudu. W zamian za to tampon posiada dziurkę, w którą trzeba włożyć palce i pociągnąć. Dlatego warto najpierw przeczytać instrukcję.

Nam ten pomysł się podoba. A Wy co o tym sądzicie? Może stosowałyście kiedyś?

Źródło: naturalnaplodnosc


A ty? Czego byś dzisiaj – tu i teraz, życzyła swojemu dziecku i… sobie?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 czerwca 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Kiedy oni tak urośli? Obserwuję ich, jak krzątają się po kuchni pakując kanapki do tornistrów, przepychając się, podnoszą głowę w moją stronę: „Mamo, jak myślisz, ubrać bluzę?”. Stoją na progu dorosłości, w miejscu, gdzie już dla nas jest mniej miejsca. Bo są koledzy, bo koleżanki, bo sport, rower i wypad z kolegami na pizzę.

Patrzę na nich z dumą, z rozpierającym mnie szczęściem, że ich mam, że są, tacy jacy są, ze swoimi wściekłościami i dobrociami, ze zniecierpliwieniem i racjonalizacją. To taki moment, kiedy dostrzegamy, że wszystko to, co chcemy, żeby wzięli ze sobą w dorosłość wykorzystują, że ziarenka, które posialiśmy zaczynają rosnąć i kiełkować.

A dzisiaj w ten dzień, który jest Dniem Dziecka życzę im i każdemu innemu dziecku:

– by nigdy nie zabrakło im powodów do radości, by każdego dnia uśmiechali się do siebie, do innych ludzi do świata, by umieli cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy i je doceniać

– by zawsze się zachwycali – żeby nie opuścił ich dziecięcy entuzjazm, żeby nie przykryły go cegły korporacji, odpowiedzialności, sztucznej powagi, żeby byli uważni na to, co przyniesie im każdy dzień

– by pozostawali wdzięczni – by każdego wieczoru kładąc się spać, obojętnie, czy będą mieć 20, 40 czy 60 lat mogli w głowie stworzyć listę rzeczy, za które są wdzięczni

– by zawsze wracali do siebie – by mieli swój własny twardy kręgosłup, system wartości, do którego, nawet gdy popełnią błąd, gdy się pomylą, to jednak będę wracać nie robiąc ostatecznie niczego wbrew sobie

– by mieli przyjaciół – albo jednego przyjaciela, kogoś, dzięki komu nigdy nie będą czuć się samotni, komu będą ufać i na kim będą mogli polegać i kto polegać będzie mógł na nich

– by tworzyli zdrowe relacje – nie dla korzyści, nie dla poklasku, tylko takie, które ich ugruntują, które ich zbudują, aby odróżniali złe relacje – te wyniszczające od dobrych, z których mogą czerpać to, co dla nich najlepsze

– by pielęgnowali pasje – bo to, co czyni nasze życie wyjątkowym, a nas szczęśliwymi to pasje, które może realizować, to marzenia, które chcemy spełniać. Aby nigdy nie zabrakło im marzeń i energii do ich realizacji, by poszukiwali tego, co ich w życiu uszczęśliwia

– by uczyli się na własnych błędach, niech je popełniają, niech im się zdarzają jak najczęściej, bo dopiero refleksja nad tym, co zrobili nie tak pozwoli im się rozwijać, zmieniać, wyciągać wnioski. Tak, życzę im błędów, które sprawiać będą, że będą coraz lepszymi ludźmi, a ich życie będzie pełniejsze

– czerpali z życia garściami – niech nie zamykają się w czterech ścianach swojego mieszkania, niech nie utkną w fotelu za biurkiem swojej pracy, niech pamiętają, że życie, które im daliśmy mają jedno jedyne, że teraz i tutaj jest ich czas, więc niech nie boją się sięgać po to, o czym marzą, czego chcą

– by się nie bali – a raczej, by się bali, ale by ten strach nie kierował ich życiem, by lęki nie ograniczały ich samych. Aby zrozumieli, że strach jest emocją, jak każdą inną, a co z nim zrobimy i na ile mu pozwolimy, zależy od nas samych

– by wierzyli w siebie – zawsze, choć inni będą im mówić, że są nic nie warci, że nic nie znaczą, że są lepsi od nich – nie ma co się łudzić, że takich ludzi nie spotkają w swoim życiu. Dlatego tak ważne jest, aby pomimo i wbrew wiedzieli, że stać ich na wiele, że pomimo swoich słabości, a także dzięki nim są silni, by znali swoje mocne strony i nie bali się nigdy powiedzieć: „Wiem, jak dużo jestem wart!”.

– by kochali najpierw siebie, byli dla siebie dobrzy, a później innych, bo tylko tak kochać będą szczerze, bezwarunkowo, a nie po coś. By miłość nigdy nie stała się dla nich substytutem uzupełnienia własnych braków, by nie wierzyli, że od miłości drugiego człowieka zależy ich szczęście, by mieli świadomość własnej sprawczości, wpływu na swoje życie i na szczęście

– by byli pięknymi ludźmi – tak, tego im życzę z całego serca, by pozostali tacy piękni, jak są teraz. By zawsze zachwycali się zapachem kwitnącego rzepaku, by zauważali, że kwitnie bez, by zjadali prosto z krzaka truskawki, by lubili ludzi, by ich entuzjazm i apetyt na życie nie ustał. By dążyli do tego, co dla nich dobre, by mieli zawsze czas się zatrzymać, zapłakać, wzruszyć się i powiedzieć, co gdzieś tam w głębi duszy czują.

By zawsze jak najczulej opiekowali się dzieckiem, które w nich pozostanie. Tego też życzę nam wszystkim dzisiaj – byśmy przytulili dziecko mieszkające w nas, które się boi, które płacze, które czasami jest pogubione, bo nie chcemy go wysłuchać. Dajcie mu dzisiaj przestrzeń, oddajcie głos, usiądźcie z nim na waszych ulubionych lodach i posłuchajcie, co ma wam do powiedzenia!


Jeśli on cię zdradził, a ty wierzysz, że się zmieni, to przestań głupio wierzyć

Listy do redakcji
Listy do redakcji
31 maja 2017
Fot. iStock/gilaxia
Fot. iStock/gilaxia
 

Myślisz, że on się zmieni? Ile razy słyszałaś: to nie tak, jak myślisz, to pomyłka, ona nic dla mnie nie znaczy. Matko, jakbym czytała jakiegoś idiotycznego harlequina albo była jedną z bohaterek komedii pomyłek. Bo przecież wy mieliście być inni, przecież on miał być tym jedynym, dobranym specjalnie tak, byś przy nim czuła się bezpieczna i kochana. Nie brałaś pod uwagę nawet takiego scenariusza, bo przecież mieliście żyć długo i szczęśliwie. A nie długo, ale w kłamstwie i zdradzie.

Dzisiaj spuszczasz głowę na wspomnienie słów, które przyjaciółce mówiłaś kilka lat wcześniej, że głupia, że jak zdradził, to powinna odejść, a dziś? Dziś nawet się nie przyznajesz, że odkryłaś w jego telefonie wiadomości brzmiące jednoznacznie. Z datami, godzinami, miejscami i zdjęciami jej nóg, jej biustu… W jednym się nie pomyliłaś, że faceci są głupi i nie potrafią zdradzać dyskretnie, oni wystawiają się od razu na ostrzał, przynajmniej za tym pierwszym razem. Wystarczy zajrzeć do telefonu, przez pomyłkę zerknąć na nie wylogowaną pocztę i wszystko jest jasne, jeśli tylko chcesz to zobaczyć. Później fakt – są ostrożniejsi, wiedzą, że zaufanie trudno odzyskać, że ty dajesz sobie prawo do kontrolowania go, bo inaczej nie wyobrażasz sobie wspólnego życia.

Tak, w teorii jestem mocna. Za pierwszym razem to był przypadek, jeden SMS, który wywołał mój niepokój… Nie mogłam się pozbyć tego ścisku w żołądku, zaczęłam grzebać i znalazłam to, czego nigdy w życiu nie chciałabym znaleźć. Zamarłam. Bo jak to mogło mnie spotkać? Jak mnie – kobietę starająca się ze wszystkich sił być idealną, on mógł zdradzić? Nie, to na pewno nie on, to ona tylko naciskała, ale on na pewno się oparł. A jednak… Nie ma co się oszukiwać, że nie uległ tej pokusie, a kto wie, może to on dla niej stał się pokusą. Kto kogo zdobywał, kto kogo namawiał, czy w ogóle musiał namawiać? A może to jednorazowy wybryk, może taka zabawa. W ciągu kilku minut próbowałam zracjonalizować sobie wszystko to, co zobaczyłam, co przeczytałam. A w głowie najgłośniej brzęczało: TO NIEMOŻLIWE! To nie może być prawda! A zaraz za tym pytałam siebie: co ja takiego zrobiłam, czym sobie zasłużyłam, gdzie popełniłam błąd. Dlaczego on nie przyszedł, nie powiedział: „hej, źle mi, coś się psuje, zróbmy coś, bo nie wiem, jak to się skończy”. Nie, on poszedł na skróty. To wszystko, czego mu brakowało, znalazł sobie w innym łóżku, w innej sypialni, w innym zapachu.

Nie umiał wytłumaczyć, co się stało. Właściwie to nawet nie wiedział, kiedy, jakby cała ta sytuacja działa się poza nim, a on był tylko pionkiem do przesunięcia w prawo lub w lewo – ale zawsze jak najdalej ode mnie, od nas. Tak, ja, która zapierała się, że zdrady wybaczyć się nie da, wybaczyłam. Nie umiałam sobie wyobrazić siebie samej zamykającej drzwi jednoznacznie przekreślając to wszystko, co mieliśmy. Dobre to „wszystko”. Jak często posługujemy się takimi nic nie znaczącymi ogólnikami? Wszystko przekreśliłeś, wszystko straciłam – czyli co? Czym jest owo wszystko? Iluzją, którą próbujesz żyć, nadzieją, że to, co czujesz, to jest właśnie szczęście? Błagam cię, nazwij to „wszystko” punkt po punkcie, zapisz, co się na to składa, a czego na pewno nie ma. Ty się tylko łudzisz, że istnieje. A tymczasem on ma cię w dupie, w głębokim poważaniu. To jemu jest ciepło i wygodnie, bo kiedy tylko chce, ma gdzie wrócić, do kogo się przytulić i kogoś, kto mu gacie wypierze, bo on zupełnie nie ma do tego głowy.

Brzydziłam się sobą. Dzisiaj to widzę. Choć mówiłam, że wybaczyłam, tkwiłam w niewyobrażalnym rozczarowaniu. Najpierw sobą, później nami, a na końcu nim samym. Bo przecież miłość nie polega na ranieniu się, na wyliczaniu krzywd. Miłość to akceptacja, to zrozumienie. No więc ja jak taka idiotka próbowałam zrozumieć, próbowałam zaakceptować,bo tak się zdarzyło, bo przecież nikt nie jest idealny, każdy popełnia błędy. Ja sama nie wiem, jakbym się zachowała znajdując się w takiej sytuacji jak on, mając żonę zajmującą się dziećmi, pracą, domem, rzadko tak naprawdę zwracając uwagę na niego. DOŚĆ! Krzyczałam i zatykałam uszy. Jak mogłam to sobie robić, jak mogłam siebie obarczać winą za to, co on zrobił. Przecież on jest dorosły, on podejmuje decyzje i powinien ponosić za nie odpowiedzialność. Tymczasem ja nadal gotowałam jego ulubiony obiad, w weekend piekłam ciasta, a kiedy był zmęczony wychodziłam z dziećmi na spacer, żeby mógł odpocząć po pracy. Skoro nie chciał mnie tamtej idealnej, teraz musiałam być idealna jeszcze bardziej, żeby do głowy mu nie przyszło znowu wejść do obcej sypialni.

Każdy jego wyjazd, każde spóźnienie się do domu, każde przedłużające się zakupy wywoływały u mnie ból żołądka. Nie chciałam myśleć, co robi, gdzie i z kim jest, bo wyobraźnia podsuwała mi najgorsze scenariusze. A może to była intuicja… Intuicja, która nigdy się nie myli, choć tak bardzo byśmy chciały wierzyć, że tym razem nie ma racji.

Moja miała, choć zaprzeczałam jej bardzo długo, choć wysyłała mi sygnały, choć na mój bunt reagowała fizycznym bólem, to ja stałam murem za moją, nie za jej prawdą.

Rozsypywałam się tysiące razy czekając na zgrzyt kluczy w zamku, żyjąc nadzieją, że jednak wróci szybciej, że tym razem rzekoma służbowa kolacja się nie przedłuży. Nie chciałam sprawdzać, kontrolować, przecież obiecał, że teraz już na zawsze i tylko razem, przecież ja powiedziałam, że jeszcze jeden raz i koniec, może się pakować. Mówiłam poważnie, postawiłam granicę. A tymczasem miałam poczucie, że przesuwam ją coraz bardziej. Z każdym jego telefonem odbieranym w łazience, z każdym nagłym wypadkiem w pracy, wyjazdem tylko na jeden dzień, zapachem na jego koszuli, który nie był jego zapachem.

Zamykałam się na to wszystko. Zaciskałam granice na własnej szyi. To ja się dusiłam, a on miał coraz więcej przestrzeni, on był panem sytuacji. Matko, jaka byłam głupia, jak naiwna, jak uparcie wierząca, że mnie to nie dotyczy. Żyłam dziećmi, pracą, życiem mojej mamy, przyjaciółki, tylko na pytania, czy wszystko w porządku, odpowiadałam, że zmęczeni oboje jesteśmy. Ktoś zauważył, że go często nie ma, że nie wychodzimy razem. To chyba wtedy do mnie dotarło, to wtedy usłyszałam kierowane do mnie samej: kogo ty chcesz oszukać, on się nie zmieni. Nie był księciem na białym koniu, to już wiedziałam. Nie był doskonały – to też.

Powiedział: „Tak łatwo mi wybaczyłaś”, a we mnie wszystko krzyczało, że nie wybaczyłam, że udawałam, żeby nie uciekł, żeby został, żeby poczuł, że ma szansę wszystko naprawić. Kogo chciałam okłamać? On się nie zmienił, bo ja zostałam tą, od której uciekał. I to nie jest tak, że go usprawiedliwiam. Głupia byłam chcąc wierzyć, że jedna zdrada zdarza się w co drugim związku, a one jakoś są w stanie przetrwać ten kryzys. Nigdy nie spytałam, jak im się udało. Naiwnie wierzyłam, że moja wspaniałomyślność, moja dobra wola przebaczania wyrówna wszystkie doły, że ocalejemy, bo ja na to pozwolę.

Nie bądź głupia, jak ja. Proszę. Nie daj się zwieźć podszeptom strachu, który wkłada w twoje usta: „wybaczam, spróbujemy, tylko obiecaj, że już nigdy więcej”. Nie da się wybaczyć kierując się lękami, że co inni powiedzą, że kim będę w oczach innych – tą nieszczęsną i nie dość doskonałą, którą musiał zdradzić, bo miała jakieś braki? Nie musisz wybaczać, możesz spróbować, ale tylko i wyłącznie na twoich warunkach, na twoich zasadach z kłótniami, awanturami, z nieufnością – jeśli kocha, przetrwa i zostanie i będziesz go pewna, jak nikogo innego na świecie. Tak może się wydarzyć, bo każda historia musi mieć swój plan B, swoje szczęśliwe zakończenie. Bardzo chcę w to wierzyć.


Zobacz także

Jak odświeżyć swoją garderobę małym kosztem

Koniec narzekania! Jak odświeżyć swoją garderobę małym kosztem

Fot. Wikimedia/  Studio publicity still. 20th Century Fox /

Marylin Monroe – dziewczyna, która umiała być szczęśliwa nawet wtedy, gdy była smutna

Foto. Produkcja Plus Me Projekt "Sesja zdjęciowa zorganizowana przez PLUS ME PROJECT Beauty has no size (fot. Bogusia Skrzypczak Photography)"

Leczenie kompleksów sukienkami, czyli Urszula Lola i jej sposób na bodypositive