Ratunku! Pomocy! Singielka przy świątecznym stole

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
21 grudnia 2016
Singielka przy świątecznym stole
Fot. iStock/ vm

Boże Narodzenie – czas kolędowania, objadania się, obdarowywania prezentami i spotkań w rodzinnym gronie. No właśnie, ten ostatni punkt niejednego przyprawia o ból głowy i gęsią skórkę. Nie jest łatwo mierzyć się z oceniającym wzrokiem matki, dobrymi radami ojca, czy wścibskimi pytaniami dalekiej ciotki. Nie jest łatwo, zwłaszcza, gdy twój serdeczny palec wciąż świeci pustakami, a  zamiast obowiązków rodzicielskich pochłaniają cię te zawodowe i towarzyskie.

Pytania, ach pytania!

Trzydziestka na karku, doświadczeń w życiorysie już kilka, życie na pełnej parze, ale… Ale nie ma „tego jedynego”, królewicza wyśnionego, drugiej połówki, czy jak go tam zwał. Na umywalce wciąż jedna szczoteczka do zębów, a gdy nożyki w maszynce do golenia stępieją trzeba gnać do sklepu i kupić nowe, bo pożyczyć od kogo nie ma. Bycie singlem wcale nie jest tak różowe i słodziutkie jak na filmach i często ten temat jest nieco drażliwą i delikatną kwestią. Nie dla twojej rodziny, oczywiście.

Zapewne jeszcze przed barszczem usłyszysz pytania o to, czy ktoś się pojawił w twoim życiu, czy miłość już znalazłaś i czy masz kogoś na oku. Przy pierogach, ośmielony kompotem z suszu wujek zapyta wprost, czy chcesz zostać starą panną, przypomni wszystkim twoją datę urodzenia i ze zmartwioną miną powita wjeżdżającego na stół karpia. Wracając z pasterki stara ciotka weźmie cię pod rękę i zaklinając się,  że możesz jej zaufać i ona nikomu nie powtórzy, weźmie cię na miłosne spytki, o seks może nawet zapyta (w jej wieku pruderia nie istnieje), swoimi doświadczeniami niby niechętnie, a jednak z lekkim rumieńcem, podzieli.

I tak przez trzy dni będą podpatrywać, zerkać, pytać i wyciągać strzępki miłosnych informacji, więc przygotuj się na ewentualne pytania: Czy z kimś się spotykasz? Czy jest ktoś, kto ci się podoba? Kiedy chcesz mieć normalny dom, męża i dzieci? Jak wyobrażasz sobie swoją starość? Kto na stare lata poda ci szklankę wody?

Wujek dobra rada

Oczywiście, na samych pytaniach się nie skończy, bo za każdym wędrować będzie dobra rada, a nawet kilka z nich. O tym gdzie poderwać idealnego mężczyznę, jak podrywać, co zmienić w swoim wyglądzie i zachowaniu. Twoje atuty zostaną podkreślone (głośno i wyraźnie, wprawiając cię często w zakłopotanie, a nawet wywołując rumieniec niczym u pensjonarki), ale nieodłącznie z nimi pojawi się lista twoich wad, przez które pewnie ci się nie układa w życiu miłosnym.

Bo za wybredna jesteś – stanowczo, to na pewno to, chciałabyś dobrego, inteligentnego, zaradnego, przystojnego i odpowiedzialnego w jednym, ale takich nie ma. Bo za bardzo niezależna – utrzymujesz się sama, decydujesz sama, masz swobodę intelektualną i emocjonalną, błąd! Bo się wstydzisz niepotrzebnie, bo szukasz za daleko, bo za blisko patrzysz, a to trzeba wyjść do ludzi, poznawać ciągle nowych. Na dyskotekę ci trzeba, albo przez Internet spróbować, jak wszyscy teraz (choć według części rodziny tam to sami psychopaci, mordercy i gwałciciele czyhają). Najlepiej zaopatrz się w kajecik i długopis, bo mnogość dobrych i skutecznych porad może cię przytłoczyć i nie daj Bóg, coś zapomnisz, nie zastosujesz i za rok znowu sama będziesz (sobie winna).

Singielka przy świątecznym stole

fot. iStock/ eclipse_images

Życzenia z podtekstem

„Oby w przyszłym roku było nas przy stole więcej” powie wujek zerkając na ciebie i puszczając znaczące oczko. „I żebyś faceta fajnego sobie znalazła, a nie tak ciągle sama” będzie życzyć ci wprost kuzynka zatroskana twoim stanem cywilnym. „No i seksu, bo bez seksu to bez sensu” wypali brat, nieco mniej zatroskany, za to bardzo rozbawiony rodzinnym szumem wokół twojego staropanieństwa. Będziesz łamać się ze wszystkimi opłatkiem życząc samej sobie tylko jednego – by dali ci już spokój i spojrzeli na ciebie, jak na człowieka, a nie starą pannę, czarną owcę bez barana i jagniątek, buntowniczkę przeciwko instytucji małżeństwa i macierzyństwu.

A może święta solo?

Jest jednak prosty i skuteczny sposób na ominięcie tych pytań, rad i życzeń – Boże Narodzenie z dala od rodziny. A czemu by nie? Będzie tak jak chcesz, w twoim rytmie, bez wymagań i dostosowywania się do innych. W końcu nadrobisz zaległości czytelnicze, obejrzysz w telewizji coś fajnego, z przyjaciółmi się spotkasz na świątecznych pogaduchach. Pierogi możesz kupić, sernik jakoś się upiecze, choinkę małą w rogu pokoju postawi. Karp? Sushi zamówisz, będzie bardziej nowocześnie! Choć z drugiej strony…

W końcu będziesz otoczona innymi ludźmi, będzie gwarno, niespokojnie i nieprzewidywalnie. Ktoś poda ciepłą herbatę, przygotuje dobry obiad, przytuli, po ręce pogłaszcze. Może i zada kilka niewygodnych pytań, ale będzie też wspominać stare czasy, a ty uśmiejesz się z dawnych historii i zdjęć, na których nikt dobrze nie wygląda. Wreszcie poczujesz się częścią większego układu, a nie bezludną wyspą gdzieś na środku wielkiego oceanu. Ech, ta rodzina – z nią źle, a bez niej jeszcze gorzej…

Zapisz

Zapisz


Wysyłaj pozytywną energię i czerp to, co dobre, od innych. Jak? Zacznij od tych 10 zwrotów

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 grudnia 2016
Fot. iStock
Fot. iStock

Nikt nie lubi narzekaczy, tych, którzy wiecznie są niezadowoleni i widzą tę ciemniejszą stronę życia. Zdecydowanie bardziej wolimy przebywać wśród ludzi pozytywnie nastawionych do świata, którzy z wiarą i nadzieją patrzą w przyszłość. Ogrzewamy się w ich dobrym nastroju, w ich entuzjazmie do życia.Unikamy tych, którzy wysyłają negatywne emocje, bo przebywając wśród takich ludzi jesteśmy bardziej skłonni do kłótni, podatni na fatalny nastrój, a nawet na depresję. Nie ma co ukrywać, że nikt nie lubi takiej ludzkiej szarzyzny i poczucia beznadziejności.

Można ulec tej pesymistycznej aurze, albo się jej przeciwstawić, co wbrew pozorom wcale nie jest trudne. Bo choć narzekanie przychodzi nam naturalnie, to emanowanie pozytywną energią wcale nie jest jakąś nadzwyczajną umiejętnością.

Pomyśl – chcesz się wpisywać w szaro-bury trend negowania wszystkiego i wszystkich, czy wręcz przeciwnie – zaszczepiać w ludziach uśmiech, chęć do działania i dawać dobrą energię? Wybieraj.

Jeśli stajesz po tej jaśniejszej stronie mocy, zacznij od prostej rzeczy: do rutynowej rozmowy dorzuć zwroty, które ożywią relację z drugą osobą i dzięki którym będziesz emanować dobrymi emocjami.

Tak…

„Tak. To brzmi świetnie”.

„Tak. Zgadzam się”.

Banalne prawda? A to jedno krótkie słowo robi dużą różnicę w odbiorze naszego entuzjazmu. Bo gdyby powiedzieć: „Tak, ale…” – trudno tu o pozytywny wydźwięk.

Zgadzam się

„Zgadzam się, dzisiaj lepiej odpocząć”.

„Zgadzam się, masz rację”.

„Zgadzam się, to nie jest dobry pomysł”.

Niby nic, a jednak każde „zgadzam się” spowoduje, że nasz rozmówca poczuje od nas dobrą energię.

Doceniam

„Doceniam, że chcesz mi pomóc”.

„Doceniam, że stajesz po mojej stronie”

„Doceniam, że to dla mnie zrobiłeś”

Okazywanie wdzięczności zawsze wzbudza pozytywne emocje.

Dziękuję ci za…

„Dziękuję, że mnie zmobilizowałaś do spaceru, inaczej przeleżałabym popołudnie na kanapie”.

„Dziękuję, że namówiłaś mnie na kino”.

Tak rzadko dziękujemy, a przecież to jedno z podstawowych słów, które otwiera przed nami drzwi do budowania pozytywnych relacji.

 Lubię/Cieszę się

„Lubię tę sukienkę. Wyglądasz świetnie!”.

„Lubię, jak wpadasz do mnie na kawę”.

Prosta emocja, a jak ważna i jak bardzo pozytywna. Prawda? Warto o „lubieniu” pamiętać.

To ma dla mnie sens…

„Zamówienie pizzy ma sens, po co stać w korkach”.

„Twoja propozycja wyjazdu ma sens, jest zdecydowanie bardziej atrakcyjna”.

Przyznawanie racji drugiej osobie to ważna umiejętność.

Jestem zachwycona

„Jestem zachwycona twoją propozycją”

„Świetny pomysł, jestem zachwycona”

Okazywanie entuzjazmu to także emanowanie dobrymi emocjami. Nie ukrywajmy ich.

Świetnie/wspaniale/doskonale

Jeśli coś cię cieszy, podoba ci się – po prostu to okaż. Nie ma jak mówienie dobrze o czymś, co nas spotyka, czego doświadczamy.

Otwarte pytania

Warto w rozmowie stosować otwarte pytanie, które pokazują, że jesteśmy zainteresowani tym, co u drugiej osoby. „Co czułeś?”, „Jak się czujesz?”, „O czym ostatnio rozmawiałeś/co czytałeś”. Jeśli pytam, bądźmy zainteresowani odpowiedzią.

 Niewerbalne pozytywy

Oprócz samych zwrotów ważna jest mowa naszego ciała: uśmiech, patrzenie w oczy, bliskość. O ile lepie rozmawia się z nam z kimś, kto podtrzymuje kontakt wzrokowy, a nie patrzy w czubki swoich butów, kto gestykuluje okazując swój entuzjazm i zainteresowanie. Z takim człowiekiem chcemy rozmawiać, chcemy go słuchać, czerpiemy do niego pozytywną energię.

Kiedy rozmawiasz unikaj sarkazmu, oceny i obwiniania. Twoja dobra energia pozwoli ci budować dobre i szczere relacje z innymi. Ludzie będą lubili przebywać w twoim towarzystwie, a ty sama będziesz coraz częściej spotykać uśmiechnięte osoby niż ponuraków. Optymiści przyciągają ludzi do siebie podobnych, z pozytywnym nastawieniem do życia.


Co potrafi zniszczyć idealny związek? Warto czasami przyjrzeć się uważniej

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 grudnia 2016
Co potrafi zniszczyć idealny związek? Warto czasami przyjrzeć się uważniej
Fot. iStock/Pekic

– Byliśmy małżeństwem od pięciu lat. Mieszkaliśmy w dużym mieście. Wiadomo młodzi, po studiach, głodni sukcesu, awansu i pracy dającej satysfakcję – opowiada Marzena. – Wydawało mi się, że złapaliśmy Pana Boga za pięty, kiedy mąż zaczął pracę w nowo otwartym w Polsce banku, a ja pracowałam w sieci dużych marketów dopiero wchodzących na nasz rynek. Budować coś od postaw, to było coś. Urodziłam dziecko, oczywiście szybko wróciłam do pracy, jeśli chciałam awansować. Zresztą mieliśmy priorytety – szybko się „dorobić” – mieszkanie, samochód, jak najmniej uwikłać się w kredyt. Tyle tylko, że zaczęliśmy się ze sobą mijać. Zauważyłam, że warczymy na siebie, nie rozmawiamy normalnie. Mijamy się w korytarzu między łazienką a sypialnią i nawet nie mamy czasu się przytulić, spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: „kocham”.

Marzena wspomina, że z cieszącego się sobą małżeństwa stali się przeszkadzającymi sobie nawzajem ludźmi, z wiecznymi pretensjami, że buty nie tak ustawione, masło nie na tej półce w lodówce. – Nawet nie wiem, kiedy tak się stało. Pamiętam tylko wieczory, kiedy Rafał wybywał na siłownię – bo musiał rozładować stres, a ja zasypiałam z synkiem w pokoju nie mając siły nawet posprzątać po kolacji. Myślałam: przesilenie, później, że zmęczenie i wakacje wystarczą, żeby nabrać sił. I faktycznie w wakacje było cudownie – przez pierwszy tydzień. W drugim zaczynaliśmy się kłócić, atmosfera gęstniała. Rafał został dyrektorem oddziału banku, ja byłam odpowiedzialna za znalezienie i nabywanie nieruchomości pod nowe sklepy w całej Polsce. Oboje – duża odpowiedzialność, obowiązki i oczekiwania szefów. Tylko napięcie między nami rosło. Wymienialiśmy się tylko SMS-ami, albo telefonami, kto odbierze syna z przedszkola, zrobi zakupy, czy spóźni się jednak do domu, bo musi zostać dłużej. Nie mogłam już tak funkcjonować. Nie wiem, przyszedł moment, kiedy coś we mnie pękło. Usiadłam wieczorem naprzeciwko Rafała pytając: „Co się z nami dzieje?”. To była trudna rozmowa. Rozłożyliśmy wszystko na czynniki pierwsze, zamiast rzucać w siebie nawzajem oskarżeniami przyjrzeliśmy się wszystkiemu, co dzieje się wokół. Nie obyło się bez łez, bez początkowych pretensji, ale w końcu zrozumieliśmy, że to co zabija nas – naszą rodzinę, związek, to stres, w jakim żyjemy.

Kilka dni szukałam rozwiązania. Wiedziałam, że ograniczenie godzin pracy, zmniejszenie obowiązków jest zwyczajnie niemożliwe. „Rezygnuję z pracy” – powiedziałam i poczułam ulgę. Płakałam jak dziecko, że to takie proste, że jak mogliśmy się tak zatracić…

Przeliczyliśmy oszczędności, skalkulowaliśmy wszystko i… chyba nie było wyjścia, wiedzieliśmy, co dla nas jest najważniejsze. Rafał postanowił poszukać innej pracy. To wtedy padł pomysł wyprowadzenia się za miasto, zwolnienia tempa – na wsi życie toczy się innym rytmem…

Rafał dostał propozycję pracy na drugim końcu Polski. „Jedziemy” – postanowiliśmy. To wyglądało na szaleństwo, na ucieczkę, ale wtedy już wiedzieliśmy, że chcemy postawić na nas, na siebie, na to wszystko, co niemal straciliśmy.

Brzmi jak bajka? Ta historia wydarzyła się naprawdę. Marzena z Rafałem i synem wyprowadzili się, znaleźli dom na wsi, 15 kilometrów od niedużego już tak jak wcześniej miasta. Ona hoduje kury, on założył własną działalność. Ona zawsze marzyła o salonie kosmetycznym, z ekonomisty stała się „panią od paznokci” i dobrze jej z tym. On rzeźbi w drewnie, ma coraz więcej zamówień.

Uratowali to, co dla nich było najważniejsze – siebie nawzajem, swoją miłość. Na pytanie, co było przyczyną wszystkiego co złe w ich związku, Marzena dzisiaj bez zastanowienia odpowiada: – Stres, dzisiaj dostrzegam wszystkie jego symptomy i ucząc się na błędach czasami mówię znajomym – zobaczcie, gdzie leży prawdziwa przyczyna kryzysu w waszym związku.

Jakiś czas temu podczas rozmowy ze znajomą psycholog usłyszałam: „To co widzimy to tylko czubek góry lodowej, który wystaje nad powierzchnią wody, nie widzimy tego co pod wodą”. I faktycznie tak jest. Pobieżnie interpretujemy rzeczywistość, nie znajdujemy czasu na refleksję, na zatrzymanie się. Wszystko jest czarne albo białe – koniec i kropka. Pewnie Marzena z Rafałem rozwiedliby się, gdyby nie potrzeba włożenia głowy pod wodę, dotknięcia istoty tego, co się między nimi działo. Nie oni byli winni, żadne z nich. Winna byłą sytuacja, do której sami doprowadzili. Tyle, że obudzili się, nim ich statek rozbił się o górę lodową…

A wy? Spoglądacie czasem pod wodę? Stres potrafi zniszczyć niejedną miłość, a jego symptomy nie są niczym nadzwyczajnym, dotykają wszystkich.

– kiedy nie mamy dla siebie czasu

nie spędzacie czasu sami ze sobą, tak prawdziwie. Nie znajdujecie go na wspólne zjedzenie kolacji – nawet w domu, na zagranie w kiedyś ulubioną waszą planszówkę, a może w kości. A wystarczyłoby obiecać sobie, że codziennie zjecie razem śniadanie. Nie w biegu, nie latając między kuchnią a łazienką – wspólnie mogąc spojrzeć sobie w oczy.

– kiedy brak intymności, a seks jest coraz rzadszy

bez intymności, bez seksu możemy być parą przyjaciół, kumpli. To intymność wprowadza naszą relację na wyższy poziom. Jasne, że z czasem jest jej mniej, ale nie można o tym zapominać i warto rozmawiać.

– kiedy ze sobą nie rozmawiamy

nasza komunikacja sprowadza się jedynie do krótkich i ostrych odpowiedzi. „O co ci chodzi”, „daj spokój”, „znowu się czepiasz”. Tak nie da się budować związku – musimy rozmawiać, mówić o swoich uczuciach, potrzebach i lękach.

– kiedy wolimy spędzać czas z innymi niż ze sobą

unikamy siebie obawiając się konfrontacji. Spędzamy czas z dziećmi, ze swoimi zwierzętami, ze znajomymi, zagłuszamy w ten sposób wszystko to, co nosimy w sobie. Jeśli twój partner poświęca się swojej pasji hobby, kosztem waszego związku – może to być niepokojący sygnał.

– kiedy irytuje nas druga osoba w najdrobniejszych szczegółach

nagle przeszkadza nam chrapanie, drapanie się po głowie, sposób mówienia. Drażni nas wiele szczegółów zachowania partnera. I to nie jest tak, że przestaliśmy kochać, że teraz dostrzegamy wady – bardzo często przyczyną takiego stanu jest właśnie stres.

– kiedy jedno z nas nadużywa alkoholu

drink na rozładowanie emocji, lampka wina na lepszy sen staje się rytuałem, bez którego trudno się obejść, a zwracanie uwagi powoduje złość i agresję. To niepokojący sygnał.

Łatwo się rozwieść, rozstać – teraz, to właściwie żadnej problem, wręcz przeciwnie z myślą o „lepszym życiu, na które zasłużyłam” porzucamy miłość. Czy jednak zawsze znamy powód rozstania, czy przyjrzeliśmy się sobie? Czy zajrzeliśmy pod wodę, kiedy na horyzoncie ukazała się góra lodowa?


Zobacz także

Fot. iStock

6 największych uprzedzeń randkowych – najwyższy czas, by się ich pozbyć!

Fot. iStock/ilyaska

Im dłużej będziesz przyglądać się sobie, tym piękniejszego łabędzia zobaczysz. Teraz tylko rozwiń skrzydła…

Nie mam już mamy, męża, ukochanego psa. Ale spełniłam swoje marzenia...

Nie mam już mamy, męża, ukochanego psa. Ale spełniłam swoje marzenia…