Przestań tracić energię na rzeczy, na które nie masz wpływu. Jak szczerze cieszyć się życiem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
19 stycznia 2016
Fot. iStock /  RapidEye
Fot. iStock / RapidEye
 

Tak rzadko dbamy o siebie. I nie chodzi o dawanie sobie prezentów, o byciu dla siebie dobrym przez chwilę. Nie dbamy o siebie na co dzień, w życiu. Trzymamy się rzeczy, które ciągną nas w dół, które nas nie rozwijają. A to przecież ja – jako człowiek tu i teraz jestem ważny. Nie, to nie egoizm, to nie zamknięcie się na innych. To realne spojrzenie na rzeczywistość i dostrzeżenie, że ja tu też jestem. I że moje potrzeby są ważne. I że życie jest największym darem, wiec dbajmy o siebie i o swoje życie. Bądźmy dla siebie dobrzy.

Jak to zrobić? Kilkoma naprawdę prostymi krokami.

Przestań tracić energię na rzeczy, na które nie masz wpływu

Na kolejkę w sklepie i na to, że kolejna kasa nie jest otwarta. Na korki w mieście. Na spóźniony pociąg. Na to, że zabrakło twojego ulubionego pieczywa. Że jest ślisko. Że mróz. I że zima. Po co tracić czas na zajmowanie się tym, na co kompletnie nie mamy wpływu. Szkoda zupełnie energii. Bo to, że się wściekamy, przeklinamy pod nosem i przez pół dnia chodzimy rozdrażnieni sytuacją, która nie jest od nas zależna – nic nie zmieni. Zupełnie nic. Oprócz tego, że wyssie z nas energię, wprawi w podły nastrój.

 Rada: Gdy zaczynasz denerwować się czymś, na co nie masz wpływu odwróć swoją uwagę skup myśli na czymś przyjemnym. W samochodzie włącz ulubioną płytę, w sklepie zadzwoń do dawno niesłyszanej przyjaciółki. A zimą wyciągnij sanki, idź na spacer w mroźny wieczór.

Przestań narzekać na to, czego nie masz

Na to, że nie masz większego domu, lepszego samochodu. Że nie pojedziesz na wczasy do Dubaju. Dlaczego narzekasz? Dlaczego koniecznie szukasz powodów, by umniejszać to, co już masz, co osiągnęłaś. Narzekanie nic nie zmieni. Nie prowadzi do żadnych konstruktywnych rozwiązań. Wręcz przeciwnie sprawia, że tkwisz w zniechęceniu, w rozżaleniu, skupiasz się na tym, czego nie masz, zamiast dążyć do tego, by to osiągnąć.

 Rada: Doceń to co masz, rozejrzyj się wokół, to wszystko co osiągnęłaś masz dzięki swojej pracy, swojemu wysiłkowi. Doceń to. To wcale nie jest mało. Pomyśl, ile starań, siły musiała włożyć, by to osiągnąć.

 Przestań stawiać sobie wysokie cele

Dlaczego poprzeczka wymagań wobec ciebie samej wisi tak wysoko? Frustruje cię, że nie możesz osiągnąć wyznaczonego celu? Że nie możesz schudnąć od razu 10 kilogramów, że nie ćwiczyć pięć razy w tygodniu, że nie przeczytałaś trzech książek w miesiącu. Że za mało spędzasz czasu z dziećmi. Zbyt mało z siebie dajesz? Halo – nie tędy droga. Dlaczego jesteś dla siebie tam wymagająca? A gdyby tak odpuścić trochę, rozłożyć cel w czasie, dochodzić do niego małymi krokami? Jego osiągnięcie będzie równie wartościowe, a przede wszystkim możliwe dla ciebie.

Rada: Skup się na małych celach. Dąż do rzeczy dużych, ale bardzo małymi krokami. Doceniaj każde osiągnięcie, choćby to najmniejsze. I nagradzaj się za nie. Pamiętaj każdy twój wysiłek jest warty uznania dla siebie w twoich oczach.

 Przestań skupiać się na problemach

Nie skupiaj swojej uwagi na problemie. Nie myśl o tym, jak beznadziejną pracę masz. Jak nie możesz schudnąć. Jak w złym związku tkwisz. Jak jesteś nieszczęśliwa. Problemy są po to, by je rozwiązywać, a nie w nich tkwić. Ktoś kiedyś powiedział, że skupiamy się na problemie, bo rozwiązań nie widać. Ale to nie znaczy, że ich nie ma. Trzeba tylko podjąć odrobinę wysiłku by je dostrzec. Często rozwiązania są w nas samych, Kiedy pozwolimy sobie na wyjście z problemów. Kiedy zrobimy jeden, ale bardzo stanowczy i pewny krok, by znaleźć rozwiązanie – zobaczymy je.

Rada: Nie użalaj się nad sobą, nad tym gdzie jesteś, co cię przytłacza. Nie mów: „Mam problem”, tylko: „Szukam rozwiązania” i szukaj go, na różne sposoby, jakie tylko przyjdą ci do głowy. Ale szukaj naprawdę, a nie powtarzaj, że tylko spróbujesz.

Przestań myśleć o sobie złe rzeczy

I nie chodzi o myślenie: Jaka jestem beznadziejna, nie – o konkretne rzeczy, które sobie wyrzucasz. Że nie masz talentu do gotowania. Że trudno ci utrzymać porządek. Że się spóźniasz. Że jesteś zbyt mało zorganizowana. Że zbyt kontrolująca. Naiwna. I przez cały czas próbujesz to w sobie zmienić. Walczysz sama ze sobą, z cechami, które ciebie określają, czynią taką, jaką jesteś. Dlaczego sobie to robisz? Dlaczego nie pozwalasz sobie na skupienie się na tym, co w tobie dobre. Na pochwalenie siebie. Docenienie tego, kim jesteś.

Rada: Zaakceptuj swoje wady. Jeśli próbujesz w sobie coś zmienić, a ci cię nie udaje – odpuść. I jeśli nikogo nie krzywdzisz tym, kim jesteś, pomyśl, że to część siebie. Może zbyt chaotyczna, a może zbyt perfekcyjna. Ale jednak część. Zaakceptowanie siebie, to ogromna sztuka, które daje spokój i siłę.

 Przestań rozpamiętywać przeszłość

Nie myśl o tym, co było. Bo to już minęło. Niech zostaną wspomnienia, jeśli warte są zapamiętania. Ale przestań oglądać się za siebie. Rozpamiętywać, analizować, co się wydarzyło. Myśleć, co mogłaś zrobić, co pomyśleć, powiedzieć, jak się zachować. Tam już nic nie zmienisz. Możesz tylko wyciągnąć wniosku z tego, co się wydarzyło. Uczyć się na własnych błędach, dążyć do tego, by nie powtarzać tego, co było.

Rada: Patrz przed siebie. Skupiaj się na tym, co spotka cię za chwilę. Tylko tak twoje życie nabierze radości i wartości. Ciesz się na to, co nowe, a nie skupiaj się na tym, co stare. Po co? Żeby podręczyć samą siebie? Bo chyba tylko do tego do służy.

Przestań myśleć, że już nic dobrego cię nie czeka

Bo to kompletna bzdura. Wszystko co na ciebie czeka zależy tylko od ciebie. Od twojej otwartości, chęci do zmian, odwagi w patrzeniu w przyszłość. Nie zakleszczaj się. Szukaj bodźców, które pomogą ci się rozwijać. Wyjdź z kokonu, w którym jesteś. Jeśli myślisz, że już nic przed tobą, rozejrzyj się wokół szeroko otwartymi oczami. Próbuj nowych rzeczy, choćby najbardziej zdawałoby się banalnych. Idź na spacer, do kina. Pomaluj paznokcie na inny kolor niż dotychczas, zmień fryzurę. To już jest zmiana, która za chwilę może ci przynieść coś dobrego.

Rada: Posłuchaj siebie. Pomyśl: „Czego ja chcę. Gdzie chcę być za pół roku, za rok”. Wypisz swoje potrzeby, a później pomyśl, jak je zaspokoić. Oswój strach przed zmianami. Pamiętaj: jeśli się czegoś boisz, to znaczy, że ci zależy, a to już bardzo ważny sygnał. Tylko od ciebie zależy, co z nim zrobisz.

Nie marnuj szansy. Bądź szczęśliwa.


Dzieciństwo, to tylko etap przejściowy, nie przegap go!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 stycznia 2016
Fot. Screen Z Facebooka/HulafrogMasonOH
Fot. Screen Z Facebooka/HulafrogMasonOH
 

Jak szybko rosną nasze dzieci? Za szybko… Czas mija i z uroczych, ciepłych i miękkich w dotyku istotek przekształcają się w kogoś, kto w końcu odejdzie by żyć własnym życiem. Taka jest kolej rzeczy, warto więc zdawać sobie z tego sprawę i być wtedy, kiedy tylko nas potrzebują. Dzieciństwo, to tylko etap przejściowy. Nie przegapcie go.

It’s Just A Phase…So Don’t Miss It from Saskatoon Christian Centre on Vimeo.


„Rzuciłam wyzwanie śmierci, powiedziałam: Nie oddam ci go! I, co gorsze, uwierzyłam, że jestem w stanie go uzdrowić. Wierzyłam w to do samego końca”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 stycznia 2016
Arch. prywatne
Arch. prywatne
 

Projekt Egoistka tworzyli we dwoje. Gdzie ona tam i on, i gdzie on tam i ona. Tomek i Dagmara Skalscy byli nierozłączni przez osiem lat. Łączyła ich miłość, pasja, to samo spojrzenie na świat, te same wartości i priorytety. I nagle jej świat się rozsypał. Pięć miesięcy walczyli z chorobą Tomka. Dzisiaj mija prawie rok od jego śmierci. A Dagmara? Została sama.

Ewa Raczyńska: Czytałam ostatnio wywiad z reżyserem filmu „Moje córki krowy”. Kinga Dębska nakręciła film opowiadający o odchodzeniu jej rodziców. Dopiero, gdy go zmontowała, pomyślała: „I to koniec, ich już nie ma. Naprawdę odeszli”. Czy ty pogodziłaś się ze śmiercią Tomka, dopuściłaś do siebie taką myśl?

Dagmara Skalska: Tak. Swoją najnowszą książką (premiera 3 lutego – przypis red.) zamykam bardzo wyraźnie etap żałoby. Pogodziłam się ze śmiercią Tomka. Jeszcze w poprzedniej książce, którą pisaliśmy wspólnie w czasie choroby, lecz prace nad nią przerwała śmierć, nie byłam gotowa opisać swojego doświadczenia ze szczegółami.

Wtedy jeszcze wierzyłam, że nasza relacja nie skończyła się tylko zmieniła formę. W nowej książce, która w dużej części jest beletrystyczna, opisuję cały proces choroby, umierania Tomka, tego, co się działo w moim umyśle: jakie wrażenia, myśli, wspomnienia, trudne emocje mi towarzyszyły. Dzielę się z czytelnikiem tym, co pomogło mi się podnieść i iść dalej. Krok po kroku.  

O tym wszystkim piszę bez lukru po to, żeby pokazać kobietom, że można świadomie przejść przez etap żałoby. Staram się powiedzieć, że nie musi być to czas, w którym będziemy czuły się samotne, porzucone, skrzywdzone, bezwartościowe, niepotrzebne. Nie musimy przyjmować roli ofiary.  Naprawdę te 12 miesięcy były dla mnie najbardziej twórczym i rozwojowym okresem w życiu. To wtedy najwięcej się o sobie dowiedziałam, ujrzałam najwięcej kłamstw, które miałam w swoim umyśle. Nawiązałam kontakt z wewnętrzną siłą i mocą; obrałam nowy kierunek życia. Spotkałam cennych nauczycieli i odkryłam, że życie ma dla nas wiele prezentów, jeśli uda nam się otworzyć i nie obrazimy się na los.

O jakich kłamstwach mówisz?

Kłamstwa to inaczej nasze przekonania, nawyki, poglądy, wewnętrzne programy, które prowadzą nas przez życie. Sytuacja, w której się znalazłam uświadomiła mi, jak silnie przywiązana jestem do Tomka. Zrozumiałam, że poczucie bezpieczeństwa budowałam na tej relacji. To naprawdę niebezpieczne jest uzależniać swoje szczęście, a nawet życie (!) od drugiej osoby. Dlatego, że każdy kiedyś umrze, zupełnie nie mamy na to wpływu. Życie jest zmianą i przyjmowanie za pewnik czegoś, co jest zmienne prowadzi do cierpienia – to rodzaj kłamstwa.  Doświadczyłam tego, gdy mój świat się rozsypał. Straciłam nie tylko najbliższą osobę ale także dom, firmę, samochód, wspólne plany i wizję przyszłości. Nagle znalazłam się w punkcie w którym musiałam zacząć nowe życie – zupełnie sama i od zera. Do tej pory wszystko robiliśmy razem…

Byliście jak jeden organizm.

Właśnie. Spędzaliśmy ze sobą 24 godziny na dobę, razem pracowaliśmy, razem pisaliśmy, razem żyliśmy. Stworzyliśmy sobie swój własny świat, który fantastycznie działał. Dlatego zderzenie z rzeczywistością, w której zabrakło Tomka, było silnym przeżyciem. Nagle okazało się, że ten „inny” świat nie wygląda tak, jak ten w którym zwykłam funkcjonować.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Wy nawet w chorobie Tomka byliście nieustannie razem.

Tak. Przyznam ci się, że teraz widzę, że były momenty, gdy walczyłam za Tomka. Rzuciłam wyzwanie śmierci, powiedziałam: „Nie oddam ci go!”. I, co gorsze,  uwierzyłam, że jestem w stanie go uzdrowić. Wierzyłam w to do samego końca.

Było mi niezwykle trudno pogodzić się z tym, że przegrałam, że on umarł, że mi się nie udało. Zobaczyłam, że nie jestem tak wszechmocna, jak mi się wydawało… Dostrzegłam swoją dumę i pychę. Szczerze mówiąc, to naprawdę przejaw dumy uważać, że można stanąć między umierającym a śmiercią i liczyć, że się ją przechytrzy. Tego nie da się zrobić. Każdy z nas ma własną drogę, możemy komuś towarzyszyć w niej, lecz nie możemy jej zmienić. Uświadomienie sobie, że są na świecie siły i rzeczy, na które nie mamy wpływu – wyzwala.

Bycie z kimś blisko nie polega na przeżywaniu za niego jego życiowych lekcji, rozwiązywaniu jego dylematów. Pozbawiamy go wtedy szansy na naukę i zmianę życia. Chodzi raczej o towarzyszenie, podanie ręki, gdy jest to konieczne czy przytulenie w chwili słabości. Teraz widzę, że mogłam dać to wszystko Tomkowi nie walcząc tak zaciekle z życiem i z sytuacją. Więcej siły bym zyskała, gdybym zaakceptowała sytuację.

Żałujesz tej walki?

Nie żałuję, wiesz dlaczego? Dawno temu jak byłam małą dziewczynką wysyłałam taką intencję, później robiłam to także z Tomikiem, że chcę się rozwijać. Efekt jest taki, że dostaję bardzo dużo lekcji od życia. Bezustannie jestem stawiana w sytuacjach, w których muszę wychodzić ze swojej strefy komfortu. Dzięki cierpieniu i wybojom na ścieżce, wciąż trenuję „mięsień zrozumienia”, uczę się życia i zdobywam mądrość. To, że jestem jaka jestem, to wynik świadomego przeżycia wielu trudnych sytuacji życiowych.  

Sumiennie odrabiałaś zadania domowe.

Tak. Wszystko czym dzielę się na blogu czy w książkach, jest moim doświadczeniem. Życie to nieustanny proces dojrzewania, widzenia rzeczy jakimi są – czyli prawdy. Jest to podstawą filozofii pozytywnego egoizmu – bycie ze sobą szczerym, bo jeśli nie jesteś, hamujesz samą siebie.

Tylko trudno przyznać się do własnych słabości, ułomności, nawet przed sobą

Jak ty jesteś ze sobą szczera, to prowokujesz, by inni też szczerze na siebie spojrzeli. Proces budowania autentyczności polega na tym, że musimy stopniowo ściągać swoje maski, odrzucać pełnione role, zauważać fikcje, które zbudowaliśmy na swój własny temat.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Jednak ten brak autentyczności ci zarzucano, że twoja postawa po śmierci Tomka jest sztuczna, bo nie pokazujesz rozpaczy, łez i cierpienia.

Ale to jest prawdziwe. Nie popadłam w depresję, nie wzięłam ani jednej tabletki uspokajającej. Za to w pewnym momencie podjęłam decyzję jak chcę przeżyć to, co do mnie przyszło. Powiedziałam sobie tak: „Czasu nie cofnę, przez osiem lat żyliśmy z Tomkiem świadomie, chcę tak żyć nadal, chcę rozwijać to, co było wartościowe”. Oczywiście istniało ryzyko, że mogłam popaść we frustrację i zamknąć się na świat i ludzi. Tylko wtedy na pewno nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem dziś.

Na pewno nie.

No właśnie. Wycofałabym się ze świata, nie zauważyłabym wielu nauczycieli i przyjaciół, którzy w tym czasie stanęli na mojej drodze. Postanowiłam jednak, że chcę z tej straty, z odejścia Tomka, z tego czego doświadczyłam, uczynić kolejną lekcję.

Dla siebie czy dla innych?

Dla siebie. Robię to dla siebie, a kiedy mam pewien nadmiar to nim się dzielę. Bywamy w życiu w różnych momentach. Jestem w stanie do wielu rzeczy się przyznać. Także do tego, że mam chwile, kiedy nie daję rady. Miałam taki moment, kiedy się rozpadłam. Leżałam dwa tygodnie i płakałam, bo musiałam zasymilować pewną informację na swój temat. I po tych dwóch tygodniach, kiedy to wszystko przeze mnie przepłynęło, mogłam iść dalej.

Filozofia pozytywnego egoizmu nie polega na tym, że przykleisz sobie uśmiech i udajesz, że idziesz do przodu. Nie, czasami trzeba się zatrzymać. Uczę się tego cały czas. Przyglądam się sobie, swoim emocjom. Uczę się nie podążać za tymi, które mi szkodzą, czyli ściągają mnie w przeszłość. Wiem, że one pojawiają się na chwilę i zaraz znikną. Intensywnie trenuję utrzymywanie skoncentrowanego stanu umysłu. Wiesz, wszystko jest naszym wyborem. Mamy przecież wolną wolę, nie musimy być niewolnikami swoich myśli, czy emocji. Gdy pracujesz z umysłem i swoją uwagą, uczysz się, by nie podążać za każdą myślą czy emocją pojawiającą się w twojej głowie.

Zarówno za negatywną jak i pozytywną?

Tak. Wcale nie uważam, że trzeba być skrajnym optymistą, ani pesymistą. Bo kto nim jest, cierpi. Skrajny optymista może zostać skonfrontowany z rzeczywistością, która jest różna od jego obrazu. Tutaj zaś, chodzi o to, żeby widzieć rzeczy takimi, jakimi są naprawdę, nie ulepszać ich, lecz rozumieć, że od nas zależy jakie cechy im nadamy. Nic nie jest dobre ani złe, dopóki my nie postanowimy, żeby takie było. I dlatego, kiedy do mnie przyszła ta sytuacja, postanowiłam, że chcę uczynić ją lekcją, chcę ten czas wykorzystać, żeby odkryć te wszystkie rzeczy, zrozumieć procesy, które się wydarzyły i co najważniejsze – nie zamknąć się.

Piszesz jednak, że wpadłaś w pułapkę „podążania za śmiercią” po stracie Tomka.

Miałam taki moment, kiedy nie mogłam się pogodzić z tym, że Tomek odszedł. Wiedziałam, że go fizycznie nie ma, ale stworzyłam sobie fikcyjną wizję tej relacji – że jest inna, trochę taka energetyczna, kosmiczna, że się jeszcze spotkamy – wiesz mam bogatą wyobraźnię. Nie chciałam przyjąć prawdy, że Tomek odszedł, że to koniec.

W tamtym momencie, na mojej ścieżce stanął buddyjski nauczyciel  – Marcin (współautor nowej książki). Popatrzył na mnie, na ołtarzyk, który zbudowałam Tomkowi. Obok Buddy stało zdjęcie Tomka, wokół były zapalone świeczki. Spojrzał na to i powiedział mi: „Jego już nie ma, on jest martwy, ty jesteś żywa”. To było cztery miesiące po śmierci Tomka. „Chcesz iść za nim ku śmierci?” – zapytał.  Zrozumiałam,  że jeśli nie rozepnę tego związku i nie zaakceptuję faktu, że Tomka już nie ma, to pójdę w jego ślady.

A ja na tyle kocham życie, że tego nie chciałam! Pracowałam nad zrozumieniem owego niebezpiecznego mechanizmu, o którym wiele pisze Bert Hellinger. Polega on na tym, że kiedy kogoś mocno kochasz, a on umiera w cierpieniach, podświadomie chcesz tego samego dla siebie. Więź w rodzinie jest tak silna, że żywi, którzy pozostali, czują się niegodni, żeby doświadczać szczęścia i radości. Możesz do końca życia egzystować z obciążeniem i poczuciem winy.  

Dostaję wiele wiadomości od osób, które straciły kogoś bliskiego i które tak właśnie myślą. To mi pokazało, jak wielu ludzi tkwi w tym mechanizmie. Niestety, jeśli się nie usuniemy tego destrukcyjnego programu z głowy – bo to jest tylko program, to możemy przypłacić to zdrowiem a nawet życiem. Poczucie winy i połączony z nią żal jest na tyle silną emocją, że kodując się w ciele często manifestuje się chorobą!

Wiele osób ma ukryte w podświadomości mechanizmy autodestrukcji. Spotykam się z osobami , które nie dają sobie pozwolenia na życie. Ewidentnie dążą ku śmierci. Wiesz, kiedy to widać? Kiedy dajesz takiej osobie przestrzeń do zmiany, a ona tego nie robi, nie chce się pożegnać z własnym nieszczęściem. I nie możesz jej pomóc.

Ale trzeba mieć też siłę, żeby się dźwignąć. Mówisz, że po czterech miesiącach ktoś wyrwał cię z tego cierpienia, a są ludzie, którzy tkwią w tym przez wiele lat, w tym niepogodzeniu się ze stratą.

Tak, ale ja nie musiałam posłuchać Marcina. Nie musiałam przyjąć tego, co mówił. Mogłam powiedzieć: „Ja tu teraz będę siedzieć, płakać i cierpieć bo mam do tego prawo, bo straciłam najbliższego mi na świecie człowieka”. Jak widzisz to jest kwestia naszej wewnętrznej otwartości i gotowości do zmiany sytuacji w której jesteśmy.

Było ci trudno?

No pewnie. To jest proces. Masz nawyki w umyśle, które są jak koleiny, nie pozwalają ci zmienić życiowego kursu. Jak guma od majtek rozciągałam się, by widzieć świat inaczej i wracałam znów na stare tory myślenia. Lecz byłam wytrwała. Powiedziałam sobie: „Kochasz życie, kochasz siebie, masz tu zadanie do wykonania. Pracuj nad tym do skutku!” Jeśli jesteś dla siebie kimś ważnym, nie odpuścisz. Gdy siebie nie kochasz, to ci nie zależy – prosta sprawa. Dziecko kochasz – nie pozwolisz mu iść ku śmierci, ale sobie pozwolisz…

Cierpienie jest największym nauczycielem na drodze ku odkryciu siebie. I ja w to wierzę. Wszystko, czego doświadczamy, powoduje nasz rozwój. Jeśli tak na to spojrzymy, to przestaniemy myśleć, że to, co nas spotyka, dzieje się przeciwko nam. Nie jesteśmy celem, to tylko życie jest zmianą. Jest najlepszym nauczycielem i wierzę, że każdy w końcu – niektórzy milion razy uderzając głową w mur – wyciągnie z tego, czego doświadcza, lekcję.

Naprawdę w to wierzysz?

Tak. Każdy ma swoją ścieżkę, swój zestaw doświadczeń. Dostaję to, co jest mi potrzebne. Ja naprawdę wierzę w to, że nie dostajemy więcej niż jesteśmy w stanie udźwignąć. Tylko musimy się otworzyć i zdać sobie sprawę ze swojej siły. Tomek umierał mi na rękach dwie doby. I nagle dostałam taki strzał, wstąpiła we mnie taka siła, nie wiem skąd się wzięła, że jeszcze pocieszałam innych. Człowiek jest niezwykły, ma potencjał.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Tęsknisz za Tomkiem?

Tęsknię. Brakuje mi go fizycznie, jego głosu, naszych rozmów. Byliśmy razem bardzo blisko osiem lat. Ale też im bardziej skupiam się na tym obecnym życiu, które jest bardzo fascynujące, tym jest mi łatwiej.

Nie boisz się, że zapomnisz o nim?

Na pewno niektóre rzeczy zapomnę, ale nie chodzi o to, żeby je za wszelką cenę utrzymywać w pamięci. To jest mylne przekonanie wielu wdów, że są zobowiązane, by kultywować przeszłość, muszą nieustannie wspominać, rozpamiętywać, bo inaczej zapomną i wtedy albo stracą poczucie sensu, albo skrzywdzą osobę, która odeszła. Tylko, że jej już nie ma, dlatego nie można jej skrzywdzić, a ty jesteś żywa. Naturalne jest, że niektóre rzeczy z dnia na dzień coraz bardziej się oddalają. Taka jest natura wspomnień. Teraźniejszość jest zawsze bardziej żywa niż przeszłość.

Tomek jest jednak istotnym elementem mojego życia, wiele z tego, co wiem, kim jestem zawdzięczam naszej wspólnej pracy. Jest współautorem projektu egoistka i o tym nigdy nie zamierzam zapomnieć. Tomek ma miejsce w moim sercu i w moim życiu.

Nie jesteś wdową, do której obrazu jesteśmy przyzwyczajeni.

Myślę, że ta żałoba, która jest nam kulturowo dana, jest niebezpieczna. Bo kształtuje w nas nawyk cierpienia, żalu, poczucia winy, korzystania z energii innych ludzi. A potem, po roku jest trudno ten nawyk myślenia zmienić. Przyzwyczajasz się do biernej postawy, wycofania się z  życia, kultywujesz destrukcyjne stany.  Rodzi się w tobie coraz więcej lęków. Ja po prostu z tego nie skorzystałam, bo wiedziałam, że to do niczego dobrego mnie nie doprowadzi. Chciałam przez to przejść  świadomie. Czegoś się nauczyć. Jednak nie chodzi o to by tłumić emocje lecz by pozwolić im wypłynąć, zaakceptować zmianę i zacząć żyć.

 


okladka_165x215_egoizm_cz3Premiera nowej książki Dagmary Skalskiej „Egoizm to nie grzech! Pokochaj swój umysł” odbędzie się 3. lutego. A autorka już dziś zaprasza na swoje warsztaty 12. marca w Warszawie. Więcej dowiecie się na www.projektegoistka.pl

 

 


Zobacz także

Poniedziałkowy dół...? Kolejki do Maćka Stuhra! Aktor rozdawał kwiaty z okazji poniedziałku!

Poniedziałkowy dół…? Kolejki do Maćka Stuhra! Aktor rozdawał kwiaty z okazji poniedziałku!

Fot. iStock/djedzura

W jaki sposób rozmawiać z ofiarami przemocy domowej. Co powiedzieć, kiedy już wiesz, że jej partner jest katem

Fot. iStock/AleksandarNakic

Synowie samotnych matek. Jak brak ojca wpływa na relację matka – syn