„Przestań go szarpać”, czyli o tym jak jesteśmy agresywni wobec własnych dzieci

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 kwietnia 2018
Fot. istock / LorenzoPatoia
Fot. istock / LorenzoPatoia
 

Niedziela, słoneczny dzień, ojciec z trzylatkiem wychodzą z kościoła. Tata trzyma dziecko za ucho i wykręca je mocno, za karę. Ma swoje powody: dziecko uciekało mu podczas mszy. Do mężczyzny podchodzi kobieta, mówi spokojnie, ale stanowczo: „Proszę pana, tak nie wolno, to potwornie boli.” Tata nie mówi nic, po chwili pojawiają się dziadkowie chłopca i biorą go na spacer. Ojciec oddycha głośno, wraca do kościoła na spotkanie komunijne starszego dziecka. Trzylatek ufnie chwyta za rękę babcię. Jest już spokojny.

Szarpanie, popychanie, krzyki, klapsy… Każdego dnia jesteśmy wobec naszych dzieci agresywni. Przelewamy na nie nasze frustracje, traktując jak katalizatory emocji. Dzieci są „wygodne” – nie mogą się obronić, nic nikomu nie powiedzą (nie wystąpią przeciw nam, bo jesteśmy dla nich najważniejsi, mimo wszystko) i można im wmówić, że są odpowiedzialne za nasze emocje. To okropnie smutne, to okrutne. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak nasza nieporadność wpłynie na życie tych osób, które kształtują się pod naszą opieką? Czy rozumiemy, że przekazujemy im błędną definicję miłości i troski o bliską osobę?

Jasne, że czasem puszczają nam nerwy. Widzę często zmęczone matki pchające wózki z niemowlęciem i prowadzące za rękę krzyczące przedszkolaki i zbuntowane, starsze dzieci. Słyszę rozmowy pełne agresji i braku szacunku. Uwagi, komentarze, zaczynające się od słów: „Ile razy jeszcze mam ci powtarzać…”, a kończące się stwierdzeniem „Jesteś… (niegrzeczny, okropny, beznadziejny, głupi).

Widzę ojców, którzy podczas spacerów krzyczą na swoje dzieci, bo: zepsuł się rowerek, bo dziecko spadło z rowerka, bo upuściło lody, po które on stał w kolejce całe dziesięć minut, bo dziecko jest śpiące i płacze, bo chciałoby się iść powspinać na placu zabaw, a on zaplanował coś innego, a córka się z tego nie cieszy tak, jak powinna, bo „znowu jest jakiś problem”.

Agresywni rodzice nie rozumieją, że dziecko potrzebuje czasu, cierpliwości, zrozumienia dla jego potrzeb i tego, żeby je wysłuchać. Nie pojmują, że to, co dasz, to i z powrotem dostaniesz. Wydaje im się, że dyscyplina i fizyczny bądź emocjonalny ból to klucz do wychowania, bo wychowanie dziecka to dla nich umiejętność sprawienia, by było posłuszne i dało im „święty spokój”. Nie, to nie jest zbyt surowa ocena.

Przedszkole mojego syna, kilka minut po ósmej. Zdenerwowana mama prowadzi bardzo zaspanego czterolatka na zajęcia. Właściwie nie prowadzi, tylko popycha mocno przed siebie. Za każdym razem, gdy dotyka ramienia syna, przelewa na niego całe napięcie, całą złość.

Tego dnia, po południu, gdy będzie odbierała dziecko do domu, wychowawczyni zwróci jej uwagę: „Franek znów dziś bił kolegów, kiedy tylko coś mu nie odpowiadało. Proszę zwrócić na to uwagę”. Zdziwiona wzruszy ramionami: „Naprawdę nie wiem, skąd u niego ta agresja. W domu trzymamy go krótko”…

Zanim kolejny raz szarpniesz, popchniesz, obrazisz swoje dziecko, zatrzymaj się, weź głęboki oddech. Pomyśl.


Kiedy kobieta decyduje, że to koniec, to już nie zmieni zdania

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 kwietnia 2018
depresja
 

Jesteś cierpliwa i wyrozumiała. Jesteś w stanie wiele wytrzymać, przeczekać, zrozumieć, zanim podejmiesz decyzję o rozstaniu, zanim odejdziesz. Wielu mężczyzn odeszłoby już dawno, oni nie radzą sobie z takimi sytuacjami. Doszłaś jednak do punktu, w którym nie możesz dłużej tolerować tego, co dzieje się w twoim związku. Sprawy zaszły zbyt daleko, twoja cierpliwość została wyczerpana. Nie ma już odwrotu.

Co się działo wcześniej, że nie byłaś w stanie podjąć tej decyzji? Nie, to nie chodzi o niezdecydowanie. Chodzi o twoją zdolność do wybaczania wszystkiego, na przekór rozsądkowi, o twoje tolerowanie tych jego strasznych zachowań. Ale jest taki moment, kiedy widzisz, że wszystkie twoje granice (tak, masz te granice!) zostały przekroczone. Wtedy nie będziesz niezdecydowana. Kiedy zdecydujesz, że masz dosyć, odejdziesz na zawsze. On nie będzie w stanie już zrobić nic, by to zmienić.

Możesz czekać, dawać szansę, obserwować. Sparzyć się – raz, drugi, trzeci. Możesz czuć się z jego powodu źle, możesz cierpieć, patrzeć na to, jak on rujnuje ci życie, jak marnuje twój czas. A mimo to, on, w jakiś magiczny sposób, ciągle potrafi sprawić, że wybaczasz, że starasz się nie pamiętać, jak cię zranił. Ale kiedy naprawdę podejmiesz decyzję, przestaniesz tolerować wszystkie jego porażki i ten negatywny wpływ na twoje życie. Odejdziesz. Jego dziwna moc nad tobą przeminie. I nie będzie w stanie już zrobić nic, by cię zatrzymać. Zrozumie, że nigdy nie powinien brać twojego przywiązania, twojej miłości, ciebie, za pewnik.

I może zrozumie także, że nie traktował cię tak, jak na to zasługiwałaś, że był zbyt pewny siebie i okrutny dla twoich emocji. A może nie. Miał szansę cię zatrzymać, zanim będzie za późno. Miał szansę wszystko naprawić. Nie skorzystał z niej. Jasne, że będzie próbował przekonać cię, że źle robisz, odchodząc. Że popełniasz życiowy błąd, bo nigdzie nie znajdziesz już nikogo, kot by cię tak kochał. Nie słuchaj go. W głębi dobrze wiesz, że to nieprawda.

Wahasz się, bo ciągle kochasz. Ale też zastanawiasz się, jak to możliwe, że kochasz. Jak to możliwe, że można kochać kogoś, kto rani. Czy może coś jest z tobą nie tak, jeśli go kochasz? Nie, to nie jest twoja wina, że obdarzyłaś go uczuciem.

Nie będzie łatwo z tym całym odchodzeniem. Masz wątpliwości, masz wspomnienia, masz serce. Ale przede wszystkim, masz to, co przed tobą. Musisz patrzeć w przyszłość, przed siebie, do przodu. Zostaw przeszłość za sobą jako część twojej osobistej historii, coś, co cię tworzy, wzmacnia trudnymi doświadczeniami. Tam, gdzie patrzysz, jego już nie widać. To jest nowy początek, nowy start, który sobie dałaś. Twoja szansa na lepsze życie, niekoniecznie w związku

Możesz jeszcze o nim myśleć, możesz mieć momenty, w których zastanawiasz się, czy na pewno dobrze zrobiłaś. Możesz płakać wiczorami lub na wspomnienie wspólnuych chwil, jego słów, jego dotyku. Nie wiń się za to, nie ma w tym nic złego, ani dziwnego. Podarowałaś mu przecież kawałek swojego życia, zaoferowałaś mu siebie. To, co teraz czujesz, wszystkie twoje wątpliwości są naturalne i ważne. Poradzisz sobie z nimi, z czasem będzie ich coraz mniej. Ale jeśli do niego ciągle wracasz, to znaczy, że jeszcze nie podjęłaś decyzji.


Czy można uniknąć zaangażowania się w zły związek?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 kwietnia 2018
Fot. iStock/AntonioGuillem
Fot. iStock/AntonioGuillem

Czy złej miłości, złej relacji da się uniknąć? Czy można przewidzieć, że związek jest dla nas więcej niż niekorzystny i skończy się katastrofą? Gdyby to było możliwe, udałoby się nam oszczędzić wielu niepotrzebnych emocji, łez i uchronić się przed wieloma życiowymi komplikacjami.

Naukowcy uważają, że są cztery mechanizmy interakcji, które pozwalają nam przewidzieć koniec związku. Są to krytyka, pogarda, ofensywność  i  defensywność. Unikanie złych relacji – i budowanie dobrych – polega na umiejętności wyczucia, w którym momencie zaczynamy wciągać się w owe mechanizmy lub stajemy się ich ofiarami. Oprócz tego, nigdy nie należy zapominać o tym, że związek to wymiana satysfakcjonujących obie strony interakcji, spełniających potrzeby obojga partnerów. Jeśli osoba, z którą się spotykasz nakłania cię do zrobienia czegoś dla niej, nie mając ci do zaoferowania nic, taka interakcja nie zajdzie.

Nie jest egoizmem oczekiwanie, że twoje potrzeby zostaną zaspokojone.

Lekkomyślnością jest natomiast „ślepe” poświęcanie się dla nowo poznanego partnera i udowadnianie mu natychmiast, jak wiele jesteśmy w stanie dla niego zrobić. Każda wymiana powinna zostać zrównoważona, niekoniecznie z precyzyjną dokładnością – czasem wystarczy jedynie okazanie wdzięczności za coś, co otrzymaliśmy od partnera.

Ogólnie rzecz biorąc, jeśli chcesz zdrowych relacji, unikaj interakcji z osobami, które grożą, obrażają lub w inny sposób manipulują tobą, aby uzyskać coś dla siebie, nie dając w zamian nic wartościowego. Unikaj też traktowania innych w ten sposób. Następnie zbuduj relację, w której zarówno ty, jak i twój partner jesteście sobie w stanie dać coś pozytywnego i zaspokajacie nawzajem swoje potrzeby.


Na podstawie: psychologytoday.com

 


Zobacz także

Sport to zdrowie

Fot. iStock/AleksandarNakic

15 prostych rzeczy, które są ważne dla twojego dziecka, tato

5 błędów, które popełniasz jeszcze przed 10-tą rano

5 błędów, które popełniasz jeszcze przed 10-tą rano