Przestań być miła i nieustannie pomagać innym. Zasługujesz na szacunek i uwagę

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 października 2017
Fot. iStock/Massonstock
Fot. iStock/Massonstock
 

Podobno mili i grzeczni ludzie zawsze na metę przybiegają ostatni. Czy tak jest faktycznie? To zależy, czy jesteś miły, ale szanujesz siebie i respektujesz swoje potrzeby czy pozwalasz się wykorzystywać. W domu często nam mówiono: „Bądź miła”, „Bądź grzeczna” tłumiąc w nas wszystkie przejawy naszej autentyczności, chęci wyrażania swoich emocji, sprzeciwu i buntu na zachowania, których nie chciałyśmy akceptować.

Dzisiaj kim jesteś? Tamtą małą dziewczynką, która jest miła i wszyscy z tego korzystają, czy miłą, ale potrafiącą określać i stawiać granice?

Pomyśl, czy masz problem z mówieniem „nie”, kiedy ktoś cię o coś prosi i choć tobie nijak to nie pasuje, to jednak się zgadzasz po chwili tego żałując?

A może boisz się odrzucenia, jeśli odmówisz, jeśli powiesz, że z czymś się nie zgadzasz lub na coś nie masz ochoty?

Czy często rezygnujesz ze swoich planów na rzecz innych ludzi, biorąc pod uwagę to, na co oni mają ochotę, a nie ty?

Jak często milczysz nie zabierając głosu w dyskusji, z której opiniami kompletnie się nie zgadzasz uznając swój głos za nieważny?

Będąc miłą robisz coś wbrew sobie? A przecież można być miłym w zdrowy dla ciebie sposób, tak by nie czuć się wykorzystywanym, tylko szanowanym za to, kim jesteś.

Praktyka samooceny – poznaj swoje prawa

To nie jest tak, że jeśli żyjesz w grupie, w społeczeństwie, to musisz się do innych dostosować w pełni. Nie jest też tak, że dbając o siebie i swoje potrzeby zostaniesz zepchnięta na margines. Wśród ludzi każdy z nas ma swoje prawa. Ty masz prawo do ustalenia swoich priorytetów i dbania o nie. Masz prawo powiedzieć „nie” bez poczucia winy chroniąc siebie przez nadmiernym wykorzystywaniem. Masz prawo wybrać zdrowe dla ciebie relacje. Masz prawo mówić, co czujesz, z czym się nie zgadzasz. Nie krzykiem, agresją, ale spokojnie, właśnie miło, nikt nie każe ci z mieczem i tarczą walczyć, tylko naturalnie zadbać o siebie.

Zmieniaj swoją postawę, masz do tego prawo

Istnieje różnica między byciem miłym, ponieważ chcesz, a bycie miłym dlatego, że musisz. Skąd ten przymus? Bierze się z negatywnych myśli i emocji.

Na przykład:

Myślisz: „Jestem samolubny, bo nie pomagam znajomym przez cały czas”.

Negatywna emocja: poczucie winy

Myślisz: „Nie będzie mnie akceptować/lubić, jeśli nie zrobię tego, czego chce”.

Negatywna emocja: strach przed odrzuceniem

Jeśli jesteś miłą osobą, której owo „miłe” szkodzi, powinnaś wiedzieć, że nikt nie powinien być miły przez cały czas. To nie jest ani racjonalne ani realne. Zamiast myśleć negatywnie i wyzwalać w sobie takie same emocje. Pomyśl:

„Jeśli pozwolę sobie na czas dla siebie, mogę lepiej o siebie zadbać, a w efekcie także o innych”.

„Jeśli traktuję siebie z szacunkiem, inni też mnie szanują, nie pozwalam się wykorzystywać”.

Bycie miłym nie oznacza robienia wszystkiego dla innych

Są dwa sposoby na bycie miłym. Możesz być przyjazna i uprzejma dla ludzi albo być miła robiąc wszystko to, o co poproszą cię inni. I oczywiście, że możemy pomagać, dopóki nie są naruszane nasze granice. Pomimo tego, że jesteśmy mili, mamy prawo decydować o tym, co chcemy zrobić, a czego nie. To bycie miły, ale też delikatnie stanowczym. Steve Jobs mówił, że nasz czas jest ograniczony, więc nie marnujmy go na życie życiem kogoś innego. Odróżnij bycie dobrym dla ludzi od konieczności nieustannego robienia dla nich różnych rzeczy.

Nie staraj się zadowolić wszystkich

Nie można zadowolić wszystkich w jednym czasie – to już chyba wiesz i nie jest to twoją porażką, tego się po prostu nie da zrobić. Czasami trzeba powiedzieć „nie”, by ktoś w końcu sam o siebie zadbał, a nie liczył tylko na twoją pomoc. Uprzejmi ludzie dający się wykorzystywać często nie mają szacunku wśród innych, a przecież na ten szacunek zasługują. A ci, którzy są szanowani, mają luksus bycia miłym. To znowu moc w mówieniu „nie” i ustalaniu własnych priorytetów. W pierwszej kolejności zadbaj o to, by pomoc, którą oferujesz, była naprawdę doceniana. Nie ma w tym nic złego.

Nie jesteś odpowiedzialna za to, jak czują się inni

Czasami czujemy się zobowiązani do robienia różnych rzeczy dla innych, ponieważ chcemy, żeby poczuli się lepiej, mamy świadomość, że jest im źle. Może to wynikać również z twojego niepokoju, jak ktoś zareaguje, jeśli nie dostanie tego, czego chce. I jasne, możesz pomóc, ale uważaj, bo jeśli robisz to cały czas, wpadasz we współzależność, w której szczęście innych staje się twoją odpowiedzialnością i ciężarem.

W takich sytuacjach ważne jest, by pamiętać, że dopóki jesteśmy sprawiedliwi, rozsądni i sumienni, nie jesteśmy odpowiedzialni za uczucia innych ludzi.

Naucz się, jak być być traktowanym z większą uwagą i szacunkiem.


Pszenna apokalipsa – fortuna ziarnem się toczy. Czyli o co chodzi z tym glutenem

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
21 października 2017
Fot. iStock/Zoran Zeremski
Fot. iStock/Zoran Zeremski
 

Informacje dotyczące szkodliwości pszenicy zalały również polski Internet, media masowe jednak wciąż omijają ten temat, zapewne ze względu na konflikt interesów – rzetelne informowane odbiorcy, czy reklamodawcy. Ten odwieczny medialny dylemat zawsze wygrywa ten, kto płaci. Co jakiś czas możemy usłyszeć, że aktorzy czy osoby publiczne przeszły na dietę bezglutenową – ale o tym po co, dlaczego nie ma czasu już wspomnieć na antenie. Dieta bezglutenowa ma swoje solidne podstawy i nie jest to chwilowa moda, a świadomy wybór i styl życia.

Pierwsze zapiski dotyczące konsekwencji spożywania pszenicy i występowania celiakii, czyli gluteno -zależnej choroby trzewnej, sięgają już roku 100 n.e.

Stare odmiany pszenicy, o nazwie samopsza i płaskurka, nijak się mają do współczesnej pszenicy karłowej i wytwarzanego z niej orkiszu.

Chleb nazywany powszednim w wielu kulturach prze długi czas był podstawą pożywienia. Samo słowo chleb stało się synonimem wszelkiego pożywienia. Mówi się o „zarabianiu na chleb”, o „pozbawieniu nas chleba” itd. Jest to pozostałość po czasach, kiedy mąki i pszenicy używano jako waluty rozliczeniowej.  Tysiące lat temu  człowiek prowadził koczowniczy tryb życia, aż do czasu kiedy odkrył ,że niektóre z traw nadają się do spożycia. Pierwszego celowego wysiewu nasion dokonano w Syrii, ok. 13000 lat temu, gdzie ciężka susza sprawiła, że ludzie musieli znaleźć alternatywę dla zbiorów dziko rosnącego zboża. Zrozumienie koncepcji wysiewu i zbiorów, oraz korzyści płynące z regularnego dostępu do pożywienia, spowodowały nieodwracalne zmiany w życiu człowieka. Zboża pozwoliły osiedlać się w jednym miejscu i dały początek nowym cywilizacjom.

W pierwszych uprawach dominowały płaskurka i samopsza, które dobrze się zachowywały w błotnistej ziemi w okolicy wodopojów. Około 6000 lat temu przed naszą erą zaczęto wypiekać w popiele lub na gorących kamieniach pierwsze placki, znane dziś jako tortille, indyjskie chapati czy chlebki pita. Myśliwi, zbieracze i rolnicy, zaczęli być piekarzami. Mistrzami byli Grecy ze swoimi 72 rodzajami chleba, którzy technikę wypieku chleba zaczerpnęli od Egipcjan.

I tak niezwykle ważny w naszym zachodnim życiu chleb, przeobrażony został przez przemysł spożywczy w jedną z największych trucizn XXI wieku. Kiedyś twoim kompanem był dosłownie ktoś , z kim dzielisz chleb. Słowo to pochodzi od łacińskiego com czyli „razem” i panis czyli „chleb”. Tak oto najlepszy niegdyś przyjaciel człowieka, stał się jego największym wrogiem.

Pszenica przez tysiące lat ulegała powolnej ewolucji. W latach 60-tych XX w. stare odmiany pszenicy − samopsza i płaskurka − które były uprawiane w warunkach organicznych, zaczęto wymieniać na nowy „przemysłowy produkt” − odmiany pszenicy karłowej. Dzięki hybrydyzacji, modyfikacjom genetycznym i innym działaniom hodowlanym, naukowcy stworzyli nowy gatunek niskiej masywnej pszenicy karłowej –  dający dziesięciokrotnie większe plony, odporny na suszę, wysokie temperatury i choroby. Zakładano, że dzięki tym zmianom, powstanie lepsza „pszenica”, która będzie tolerowana przez ludzi.

Niestety zmiana cech rośliny, struktury glutenu oraz modyfikacje enzymów i innych białek zmieniły starą pszenicę w zupełnie inny produkt. W ciągu pięćdziesięciu lat pszenica karłowa praktycznie zdominowała inne odmiany, stanowiąc 99 proc. zasiewu globu. Współczesne szczepy tej rośliny zmodyfikowane są do tego stopnia, że nie są już w stanie przetrwać w naturalnym środowisku, bez wykorzystania pestycydów i herbicydów.

Dlatego naukowcy od lat uświadamiają, że nowe sztuczne odmiany pszenicy, a także kukurydzy i soi, powodują  poważne problemy z otyłością, nadwagą, nowotworami, cukrzycą i całą gamą nowych schorzeń określanych mianem chorób cywilizacyjnych.

Najnowsze badania dowodzą, że glifosat – aktywny składnik herbicydu Roundup firmy Monsanto, zwiększył częstotliwość występowania nietolerancji na gluten, celiakii, i innych problemów związanych ze spożywaniem pszenicy i glutenu. Skala problemu wciąż rośnie przyczyniając się już do epidemii na skalę globalną.

Wiele osób zastanawia się, dlaczego po tysiącach lat spożywania pszenicy, człowiek przestał ją tolerować. Herbicyd, o którym mowa używany jest do zwalczania chwastów oraz podczas zbiorów. Co roku pola uprawne na całym Świecie, zalewają miliony litrów glifosatu, a jego użycie wciąż rośnie, zwłaszcza przy uprawach tzw. roślin Roundup Ready – najczęściej są to genetycznie zmodyfikowane odmiany kukurydzy i soi ale również pszenicy.

Badania wpływu tej substancji na zdrowie człowieka, wykazały, że nawet spożywane śladowe ilości prowadzą do poważnych problemów zdrowotnych. Do najczęstszych należy rak i zaburzenia hormonalne. Badania pokazują, że nietolerancja na gluten, rośnie wprost proporcjonalnie do wzrostu stosowania glifosatu, ponieważ niszczy on i uszkadza układ pokarmowy, powodując chorobę trzewną, nietolerancję na gluten oraz zespół jelita drażliwego. Substancja ta uszkadza komórki wątroby, przerywa wiązania w ścianie jelit, niszczy enzymy oraz florę jelitową, co w efekcie powoduje szereg zaburzeń funkcjonowania układu pokarmowego, co znajduje w konsekwencji odbicie w całym organizmie. Jest to jeden z wielu powodów, dla których powinniśmy unikać nie tylko pszenicy ale również roślin GMO.

Dziś prawie wszystkie światowe odmiany pszenicy to półkarłowa, wysokowydajna, niska roślina o grubym źdźble i wielkich ziarnach. Starsze odmiany uprawiane są na bardzo niewielkich obszarach w południowej Francji, we Włoszech (potężni producenci makaronu importują pszenicę z USA) i na Bliskim Wschodzie. Dziś zarówno pełnoziarniste pieczywo jak i biała buła to efekt badań genetycznych. Nie mają nic wspólnego z dziką samopszą, biblijną płaskurką, średniowiecznym kamutem czy czy XIX wiecznym orkiszem. Współczesna pszenica jest tak zaprojektowana aby spełniać oczekiwania co do wielkości plonów, właściwości piekarniczych, elastyczności ciasta, jednak nie spełnia oczekiwań często nieświadomego konsumenta, ponieważ jest NIE ZDATNA DO SPOŻYCIA przez człowieka.

Pszenica półkarłowata zawiera mniej białka i więcej węglowodanów. Ma inne właściwości piekarnicze oraz konsystencję. Od swojej poprzedniczki różni się genetycznie i biochemicznie.

Gluten sprawia, że ciasto jest lepkie i sprężyste, działa jak klej, sprawiając że produkty łatwo się formuje tworząc niezliczone ilości wzorów i kształtów bułek, kajzerek, bagietek, ciabatty, czy słodkich smakołyków. Dodawany jest również do sosów, zup instant, mrożonek, parówek, mięsa mielonego, chipsów ziemniaczanych, słoiczków dla dzieci i niemowląt, pasztetów, wędlin, słodyczy, nadziewanej czekolady, cukierków, piwa, śmietany, jogurtów, serków, gotowych deserów, a nawet leków.

Przeciętny człowiek w samych dodatkach do żywności zjada dziennie 15-20 gramów czystego glutenu ! Do tego dochodzi pieczywo dwa, trzy razy dziennie, makaron na lunch, baton w przerwie, hot-dog na stacji benzynowej. Nie zdajemy sobie sprawy z tego ile glutenu naprawdę zjadamy.  Aby ulepszyć wyroby i nową pszenicę naukowcy krzyżowali roślinę z trawami niespokrewnionymi z pszenicą, używali też związków chemicznych i promieniowania aby wywołać pożądane mutacje. Dzisiejsza pszenica to nie jest niewinne ziarenko naszych przodków, a kiełkująca zaraza ludzkości.

Gluten należy do najbardziej szkodliwych białek w diecie współczesnego człowieka. Potrafi on wiązać białka występujące wewnątrz jelit człowieka, wywołując reakcje zapalne, prowadzące do nadwrażliwości na gluten i celiakii. U 1 % osób rozwinie się pełnoobjawowa celiakia, jednak co najmniej 10 % będzie wykazywać zwiększoną wrażliwość na gluten., objawiającą się m.in. poprzez skurcze brzucha, wzdęcia, biegunki.

Nie tylko gluten jest jednak szkodliwym składnikiem nowego produktu o nazwie „pszenica”. Gliadyna – jedno ze składowych białek glutenu – jest winna większości problemów ze zdrowiem. Badania genetyczne ostatnich 50 lat zlekceważyły powagę zagrożeń dla zdrowia człowieka.  Musimy pamiętać, że większość testów prowadzi się dla dobra rolnictwa, co w większości przypadków ma na celu zwiększenie zysków z produkcji, a nie podniesienie Światowego poziomu zdrowia.

Gliadyna może zwiększać przepuszczanie przez jelita obcych białek i wywoływać reakcje krzyżowe z ludzkimi strukturami takimi jak białka układu nerwowego (synaptyna), komórkami nabłonka jelita (enterocyty) czy białkiem modulującym wapń (kalretikulina). Może wywoływać również reakcje zapalne i odpornościowe na owe białka. Zmiany wprowadzone w ostatnich dekadach zwiększyły obecność aminokwasów w gliadynie, powiązanych z wywoływaniem celiakii. Sekwencja ta występuje w prawie wszystkich współczesnych odmianach pszenicy. Od 1948 roku odnotowano czterokrotny wzrost występowania celiakii ! Udowodniono również, że nowe formy gliadyny zawartej w glutenie, wywierają wpływ na mózg człowieka poprzez wiązanie receptorów opioidowych, tych samych które uaktywnia heroina, morfina czy oksykodon. Narkotyczne działanie nowej gliadyny wprawia w euforię, nasila apetyt i sprawia że spożywamy więcej pustych kalorii ( średnio o 400 kalorii dziennie, co daje 146 000 kalorii rocznie ! ).

Do szkodliwych składników zmodyfikowanego zboża zaliczamy również AMYLOPEKTYNĘ A –często obecną w produktach o nazwie „bezglutenowe” (zalecanych dla cukrzyków) pod postacią pszenicy bezglutenowej.

AMYLOPEKTYNA A – to wielocukier , który jest najłatwiej trawiony, dlatego w największym stopniu podnosi poziom cukru w organizmie, a najłatwiej strawna forma tego cukru znajduje się właśnie w pszenicy. Dlatego pszenica podwyższa poziom cukru we krwi znacznie szybciej niż biały cukier i inne węglowodany!  Warto pamiętać, że nawet pełnoziarnisty chleb i płatki śniadaniowe podwyższają cukier w większym stopniu niż sacharoza. Amylopektyna  A – w dużej mierze odpowiada za powstawanie tzw. „pszenicznego brzucha”, który powoduje stany zapalne, insulino odporność, cukrzycę, choroby serca, zapalenie stawów.

Nie daj się zwieść produktom pełnoziarnistym. Niestety to jeden z największych mitów w dziejach ludzkości. Jest coraz więcej lekarzy i badań naukowych, które potwierdzają, iż spożywanie „zdrowych” pokarmów pełnoziarnistych zdrowe wcale nie jest. Badania potwierdzają, że ziarna, zwłaszcza pszenica, kukurydza i soja GMO, mogą być przyczyną „nieuleczalnych” chorób, które występują wszędzie gdzie dotarło już „dobrodziejstwo” zachodniej cywilizacji. Dr Davis w książce „Wheat Belly” potwierdza, iż lansowana przez media i dietetyków niskotłuszczowa dieta oparta na spożywaniu pełnoziarnistych zbóż wpędza konsumentów w choroby, i nie pozwala im wyzdrowieć, zwiększając jedynie ich zależność od leków.

Musimy uświadomić sobie, że zdecydowana większość globalnych koncernów spożywczych, należy do gigantów farmaceutycznych lub odwrotnie. Zatem promowanie produktów pełnoziarnistych, jako zdrowych, to PR wymyślony na potrzeby utrzymania poziomu sprzedaży produktów masowych, których spożywanie prowadzi do wystąpienia całej gamy chorób, co z kolei nakręca sprzedaż farmaceutyków – istne błędne koło.

Globalnie zbiera się rocznie 2180-2200 milionów ton zbóż, gdzie pszenica ze swoimi 650 milionami ton, zajmuje trzecie miejsce. Lansujemy zdrowe zboża pełnoziarniste na każdym kroku ponieważ skoro zostało to wyprodukowane, to trzeba to sprzedać. Przecież produkcja musi się opłacać, więc niezbędny jest popyt, a ten można w czasach globalizacji po prostu wykreować.

Temat podchwyciły media, dietetycy i producenci żywności, bawiąc się bardziej w głuchy telefon, niż analizując dogłębnie słuszność i wiarygodność lansowanych przez siebie zaleceń czy przekazywanych na skalę masową informacji. Niestety większość konsumentów opiera swoją wiedzę na medialnych autorytetach i informacjach pochodzących ze środków masowego przekazu.

W związku z tym na początku lat 80. minionego wieku USDA ( Amerykańskie Ministerstwo Rolnictwa ) zadbało o to aby „zdrowe produkty pełnoziarniste” znalazły się u podstawy nowej piramidy żywieniowej. Należy podkreślić, że zadaniem tej instytucji jest promowanie rodzimych produktów. Po raz pierwszy spożycie zwiększonej ilości zbóż, publicznie rekomendowano na szczeblu rządowym w 1977 roku, kiedy to komisji senatu USA, przewodził senator George McGovern znany jako przedstawiciel lobby producentów zbóż. Wtedy powstał dokument o nazwie „ Cele żywieniowe dla Stanów Zjednoczonych”, który sprawił iż w promowanie rzekomo zdrowej żywności zaangażowały się wszelkie możliwe instytucje rządowe, a kiedy dołączyły doń instytucje naukowe i uniwersytety, sukces marketingowy  był już pewny. Jak wiadomo lubimy wszystko co zza wielkiej wody i również Unia Europejska konkurując z USA, często wzoruje się na tamtejszych „trendach”.

W porównaniu z rokiem 1997, na różnego rodzaju alergie pokarmowe cierpi dziś 18 % więcej dzieci niż pod koniec lat 90-tych; 10 % kodu genetycznego współczesnej pszenicy wygląda dziś inaczej, a modyfikacje te objawiają się u dzieci m.in. jako pokrzywka, astma, skurcze, biegunka lub egzema. Istnieje szereg objawów alergii na pszenicę. W branży piekarniczej nową jednostką chorobową jest tzw. astma piekarzy. Anafilaksja powysiłkowa – kolejne zaburzenie związane ze spożyciem pszenicy. Jest to dotkliwa, zagrażająca życiu alergia, spowodowana przez wysiłek mający miejsce po zjedzeniu pszenicy (ang. WDEIA).

Niestety mimo badań, pandemii chorób cywilizacyjnych, zalewających Nas alergii, modyfikacje genetyczne wciąż są prowadzone. Wszak produkty pszenne są pyszne i kochane przez masy. Od kaszki dla dziecka, po tort weselny, zapychamy się pszenicą. Wraz z nią do organizmu dostarczamy całą grupę związków, które wywołują w naszym ciele niepożądane reakcje.

Zalewamy organizm nowymi formami gliadyny, niezbadanymi sekwencjami gluteniny, nową postacią lektyn, nowymi sekwencjami inhibitorów alfa amylazy oraz szeregiem nowych białek, których człowiek do tej pory nigdy nie spożywał. Katastrofalne skutki widoczne są na ulicach miast, w szpitalach, w szkołach, na placach zabaw.

Nikt nie kontroluje nowych odmian pszenicy ani ich wpływu na ciało i zdrowie człowieka. Sekwencja jest prosta. Genetycy krzyżują, pojawiają się dla rolników, ci je sieją, a piekarze pieką. My testujemy, dobrowolnie, bez przymusu, w każdej postaci, 24 h na dobę, a ze skutkami spożywania nowych produktów zdani jesteśmy na siebie. Większości objawów nikt nie łączy ze spożytym przed chwilą rogalikiem, a już na pewno nie zagłębia się w genetycznie modyfikowana genezę powstania. Po posiłku łykamy tabletkę na zgagę, refluks, wzdęcie, dla bezpieczeństwa na wątrobę, jeśli trzeba to na zaparcia lub na biegunkę i już w porządku !

Standardowym wytłumaczeniem wszystkich współczesnych problemów jest lenistwo i obżarstwo. Jednak nie wspomina się nigdy razem o wszystkich winowajcach takich jak syrop kukurydziany, kukurydza GMO, sacharoza, tłuszcze TRANS, barwniki spożywcze, środki konserwujące, lecytyna sojowa. Konsument musi to strawić, a bynajmniej nie jest maszyną do zgniatania odpadów, a jednostką organiczną.

Jednak żaden z wymienionych składników czy produktów nie zawiera gliadyny – białka odpowiedzialnego za pobudzenie apetytu. Nie wiele produktów podwyższa poziom cukru we krwi, a tym samym insuliny co pszenica. Przekłada się to na gromadzenie tłuszczu trzewnego w jamie brzusznej, zalewającego nasze organy wewnętrzne. Powoduje on stany zapalne w całym ciele, co z kolei blokuje insulinę i koło się zamyka. Cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca, nowotwory, wszystko z powodu porannej bagietki czy płatków śniadaniowych. Współczesna pszenica to idealna trucizna – prawdziwy pakiet VIP – kupujesz jeden kawałek pizzy, a 20 objawów chorobowych dostajesz gratis, przez cały rok.  Zaburzenia neurologiczne, zapchane zatoki, infekcje, ADHD, autyzm, schizofrenia, depresja, otępienie, trądzik, łupież, łuszczyca, demencja, opryszczka – to cała lista gratisów, które otrzymujemy spożywając produkty pszenne lub zawierające jej pochodne, jak np. gluten.

Nie każda osoba spożywająca pszenicę dozna wszystkich tych objawów naraz. Można np. mieć jedynie duszności, a może tylko wysypkę na skórze, a być może czuć się nieco smutnym, ale nikt nie jest odporny na jej działanie. Niezależnie od tego czy dostrzegamy działanie pszenicy na nasz organizm, czy też nie, ona robi swoje, a skutki mogą być dostrzegane po długim czasie. Najbardziej niepozorne objawy widać u osób szczupłych, wysportowanych, zdecydowanie częściej gastryczne nieprzyjemności spotykają osoby o typie metabolicznym białkowym.  Pozornie nie szkodliwy makaron pełnoziarnisty, jest jak tykająca bomba z opóźnionym czasem eksplozji, jednak prędzej czy później eksploduje, a jak wiadomo łatwiej zapobiegać niż leczyć.

Dlatego właśnie eliminację pszenicy z diety, zaleca się wszystkim, nie tylko osobom z celiakią czy z zespołem jelita drażliwego. Nowinki technologiczne ewoluują w ekspresowym tempie, tak samo jest z produktami spożywczymi, musimy być czujni i sprawdzać skład produktów równie często jak zmienia się asortyment na sklepowych półkach. Wystarczy przestać jeść pszenicę żeby odnotować gwałtowny spadek apetytu. Wiele osób nie radzi sobie z odchudzaniem, ponieważ zgodnie z poradami żywieniowymi, wciąż wypełniają swoje posiłki zdrowymi pełnoziarnistymi produktami, pozostając w efekcie na pszennym haju. Głód narkotyczny sprawia, że nie są wstanie się kontrolować. Nie wierzysz? To już nie jest kwestia, wiary, tylko wiedzy. Przekonaj się sam. Zrób eksperyment. Odstaw swojej rodzinie wszystkie produkty pszenne na 72 godziny, w czasie gdy jesteście razem i możesz kontrolować wszystko, co konsumują. Obserwuj, co będzie się działo …

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Autorka Agnieszka Pająk – diet coach, ekspert wellness, więcej o glutenie, a także test na jego nietolerancję znajdziecie na stronie SLOW FOOD LIFE.


Czy można być szczęśliwym z partnerem, który cię zdominował. „Jej najwyraźniej jest tak dobrze”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
20 października 2017
Fot. iStock/Orla
Fot. iStock/Orla

Czy można być szczęśliwym z partnerem, który cię zdominował? Z ukochanym, który zawsze musi mieć ostatnie zdanie, który musi decydować – zbyt często – za was dwoje? Który, choć kocha, uważa, że sam wie najlepiej, a zapyta cię o to, co myślisz, jedynie po to, by sprawić ci przyjemność. Czy to się może udać, czy da się z tego wybrnąć z godnością i zachowaniem (dla siebie samego i dla drugiej połówki) szacunku?

Znasz ich od dawna. Od dawna obserwujesz „tę sytuację”. Ona – cicha myszka, pogodna i potulna przy nim (bo kiedy jesteście same, jest wulkanem energii i kopalnią niespodzianek). Jakby „uczepiona” jego ramienia. Wpatrzona w swojego partnera jak w wyrocznię. To, co on powie, jest święte. Zawsze pyta go o zdanie, nie podejmuje bez niego decyzji. Dzwoni do niego nawet w sprawie zakupu nowej bluzki. Wolałby, żeby kupiła zieloną czy czarną? On wie, w której wygląda lepiej. A ona wie dzięki niemu. Zawsze woli zapytać. Po prostu.

On – zaradny, zdecydowany, typ bezwzględnego biznesmena, choć z zawodu PR-owiec. W stosunku do niej pobłażliwy, trochę. Czuły, widać, że ją kocha (czy to miłość zaborcza, pragnąca by nie widziała poza nim świata – dosłownie?). Apodyktyczny – wiele razy słyszałaś jak mówił do niej TYM tonem. „Kotku, może już powinniśmy się zbierać?”. Ty wiesz, że można to powiedzieć inaczej. Na wiele sposobów. On mówi to tak, że twoja przyjaciółka natychmiast zrywa się z krzesła i zaczyna ze wszystkimi żegnać. Jakby potajemnie nacisną jakiś guzik, uruchomił jakąś maszynerię. Ty być zaraz trzasnęła go talerzem w głowę. Nie będzie do ciebie tak mówił i już, co on sobie wyobraża.

Zdominował ją – stawiasz diagnozę. Rozmawiasz o tym inną przyjaciółką. Zgadzacie się, że ona przy nim nie jest sobą, dopiero kiedy go nie ma, odreagowuje. Co też musi się dziać w ich domu – wyobrażacie sobie. Chcecie pomóc, wyrwać ją z tego dramatu (tak, na pewno jest tam dramat i przemoc), próbujecie namówić do zwierzeń. Ale ona uparcie mówi, że nie wie o co wam chodzi. Bo JEST szczęśliwa, wszystko jest w porządku. Dobrze jest. W życiu nie chciałaby być z nikim innym. To jej wymarzony facet, jej wymarzony związek. Początkowo nie wierzysz, myślisz, że to syndrom ofiary, szukasz nawet siniaków. Tymczasem lata mijają, a nic niepokojącego się nie dzieje. Ona nie blednie i nie chudnie w oczach, przeciwnie wygląda na szczęśliwą. I mimo, że trudno ci to zaakceptować (bo nic tu ci się „wewnętrznie nie zgadza”), wiesz, że to nie pozory. No jak ona może z nim, w tym wszystkim wytrzymać? Jak ona to znosi?

Ale prawda jest taka, że to ty nie mogłabyś żyć w „takim” związku. To tobie nie odpowiadałby ani taki mężczyzna, ani rola „słabej, niezdecydowanej”. To ty wybrałabyś inaczej (i mam nadzieję, wybrałaś). Jej najwyraźniej jest z tym dobrze, choć ty tego nie rozumiesz. Nie zrozumiesz, bo jesteś inna, bo czego innego w relacji z mężczyzną potrzebujesz, oczekujesz. I dobrze. Tylko pozwól innym żyć ich bajką.

Oczywiście, wiele z nas dorastało obserwując jak bardzo nasze matki zostały zdominowane przez swoich partnerów. Albo odwrotnie – jak postacią dominującą były w naszym domu właśnie kobiety, a mężczyzna – cichy, milczący „pantoflarz” jedynie potulnie spełniał ich oczekiwania. Jednak i jemu było z tym dobrze. Kiedyś mówiło się o takich parach: „dobrali się”, pasują do siebie. A oni byli szczęśliwi na przekór wszystkim.

To nie jest proste. Żeby żyć z dominującym partnerem i być naprawdę szczęśliwym, trzeba po prostu tego chcieć. Trzeba mieć taką osobowość, która potrzebuje się wesprzeć na ramieniu kogoś silniejszego. Trzeba widzieć miłość właśnie w taki sposób. By to się udało, potrzebne nie tylko wielkie uczucie i zapatrzenie w partnera, ale i mądrość obu stron i miłość do samego siebie. Kochaj samą siebie, a będziesz potrafiła wyznaczyć nieprzekraczalne granice. Jedną z nich jest szacunek. Tu gdzie go nie ma, zaczyna się przemoc i cierpienie, a kończy się związek.

Związek z dominującym partnerem nie zawsze oznacza, że jesteśmy mniej ważni, skrzywdzeni, słabi albo wygodni. Nie oceniajmy innych, póki nie mamy pewności, że komuś dzieje się krzywda. Nie uczmy innych jak i kogo mają kochać.


Zobacz także

Fot. iStock/bymuratdeniz

9 potencjalnych przyczyn niedoczynności tarczycy

Fot. iStock

Kosmetyk musi mieć to „coś” i… MUSI dobrze pachnieć! Domowe SPA – nasze redakcyjne Ochy i Achy

Fot. iStock / Pekic

Twoje dziecko ma rację! Jest co najmniej 25 powodów, dla których kochamy psy