Przestań być dobra i miła. Zacznij myśleć o sobie. Wiem, co mówię, też tam byłam

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 lipca 2016
Fot. iStock / AleksandarNakic
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Ile można? Zastanówmy się, jak długo można żyć dla kogoś innego? Spełniać czyjeś zachcianki, pomagać w realizacji cudzych marzeń?

Można długo. Coś o tym wiem. Można przez całe życie. Jak moja matka, która do dziś na pierwszym miejscu stawia potrzeby mojego ojca i mojego brata. Biega między jednym a drugim, jednemu podając obiad, a drugiemu prasując koszule do pracy, które przywozi jej do domu.

Zawsze poświęcająca się, zawsze stawiając innych potrzeby najwyżej. Czy miała jakieś swoje? Nie wiem, nigdy mi o nich nie mówiła, nigdy ich nie pokazała.

Najcudowniejszą kobietą w moim życiu była babcia. Po śmierci dziadka wiele lat żyła sama i powtarzała, że to był najlepszy czas w jej życiu. Gdy pytałam: „Babciu, a miłość? Jak można być szczęśliwym bez miłości?”, uśmiechała się i mówiła, że jeszcze kiedyś to zrozumiem. Pamiętam, jak w swoim zielonym fotelu z wysokim oparciem czytała książki. Obok na stoliku stała zimna już herbata, a ona z wypiekami na twarzy… Wiedziałam, że nie mam szans na to, by oderwać ją od lektury, zawsze czekałam aż skończy. „Bo widzisz kochanie, największe szczęście to kochać siebie”, mówiła do mnie, kiedy pytałam, co ją tak wciągnęło i dlaczego woli czytać, niż obejrzeć z nami film. Wtedy nie rozumiałam. Ale kochałam jej spokój, tę wyjątkową i niepowtarzalną aurę, którą wokół siebie rozsiewała.

A później zostałam żoną, kobietą, która chciała odnieść sukces zawodowy, a w końcu matką, która nijak nie potrafiła pogodzić macierzyństwa z pracą. Musiałam wiecznie wybierać: dzieci czy praca, mąż czy dzieci, praca, czy małżeństwo. W wiecznym rozkroku. Bez możliwości znalezienia dla siebie dobrego kompromisu. Jak na jakieś huśtawce – raz szala przechyla się na jedną stronę, raz na drugą. Z ogromnym poczuciem winy, że tak naprawdę w żadnej z ról nie mogę się do końca sprawdzić, być idealna. Bo jak praca – cierpią dzieci i mąż, jak dzieci – cierpi mąż i firma, w której pracowałam, jak mąż – to gdzie tu upchnąć jeszcze dzieci bez szkody dla naszego związku. A ja tak bardzo chciałam być idealna. Idealna jak moja matka, która zawsze miała czas zrobić pierogi i pogodzona ze swoim życiem jak babcia.

Ale to moja mama mi pokazała, że najważniejsze to uszczęśliwić innych. I ja uszczęśliwiałam, zapominając o obietnicy złożonej babci, gdy ta umierała. Musiałam jej obiecać, że nie zapomnę o sobie. „Obiecaj” – mówiła trzymając mnie za rękę. Wtedy mogłam jej obiecać wszystko, byleby tylko jeszcze żyła, żeby mnie nie opuszczała.

Może zmarła, bo obietnicy nie dotrzymałam. Nie pamiętałam o sobie, za to nie zapominałam o innych. Wstawałam o szóstej rano gotując obiad na popołudnie, kiedy wszyscy będziemy już w domu. Biegałam na zajęcia z dziećmi, na ich występy. Każdy dzień obliczony i zaplanowany co do każdej cholernej minuty. I ja mająca wszystko pod kontrolą, tak, żeby nic mi się nie wymknęło, żebym o wszystkim pamiętała. Jeszcze koszulę musiałam po drodze mężowi kupić, bo przecież ma ważną kolację służbową następnego dnia. A wyprać i wyprasować trzeba zdążyć.

Jesteś tam gdzie ja wtedy? Spytaj siebie, co jeszcze dziś musisz zrobić?

– wstawić pranie?

– przygotować obiad?

– zrobić zakupy?

– pobawić się z dziećmi?

– zaplanować urlop?

– wysłać wieczorem służbowego maila, bo w pracy nie zdążyłaś?

– uśmiechnąć się do męża i zachęcić go, by opowiedział ci swój dzień?

– ułożyć ciuchy?

– pozbierać ręczniki w łazience?

– zadzwonić do matki, spytać, jak się czuje?

– zanotować wszystkie ważne rzeczy, które jutro masz do zrobienia?

DOŚĆ. Mówię ci – WYSTARCZY! Chcesz być w tym miejscu, w którym ja byłam, proszę bardzo, ale ostrzegam.

Ktoś cię spyta, dlaczego przestałaś się uśmiechać

I nagle z wesołej, fajnej dziewuchy stałaś się kobietą ze spuszczoną głową. Nie, ja? Jak to? Przecież jestem szczęśliwa – mam męża, dzieci jest cudownie. Tak? Jesteś pewna, że tak cudownie?

Ktoś ci powie – źle wyglądasz, jesteś chora

Bo twoja twarz poszarzeje, bo w oczach zabraknie blasku, bo tylko nerwowo zaczniesz zerkać na zegarek i telefon. Nie, nic mi nie jest. Może trochę jestem zmęczona, ciężki czas w pracy. Kogo chcesz oszukać?

Przyjaciółka napisze SMS-a z pretensją, że w ogóle się nie odzywasz

Zadzwonisz, a jakże. W twoim napiętym dniu znajdziesz trzy minuty na rozmowę i na zapewnieniu, że gdy tylko niech nadejdzie urlop, na pewno się z nią spotkasz, że obiecujesz i że tak, nic złego się nie dzieje. Jest dobrze. Naprawdę. Naprawdę???

Sąsiadka wpadnie na kawę i powie: „Czy ty nie możesz na chwilę usiąść?”

No nie możesz, bo przecież jedno chce pić, drugie kanapkę, a jeszcze mąż nie naje się makaronem, więc musisz coś mu na szybko ugotować. Ale tak, jesteś rozmawiasz przecież, słuchasz uważnie. Nie, ty nie musisz siadać, masz podzielność uwagi, nie potrzebujesz odpoczynku. Tak, jasne.

Naprawdę w to wierzysz? Że nic bez ciebie się nie uda? Że musisz być wszędzie i ze wszystkimi, żeby czuć, że jesteś potrzebna, że ważna? Halooo! Zatrzymaj się na chwilę.

Usiądź na tyłku z kawą, czy winem w ręce. Ja tak usiadłam pewnego dnia. W kolejna rocznicę śmierci mojej babci. Otworzyłam nalewkę malinową, którą od niej dostałam wiele lat temu bojąc się, czy ta się już faktycznie po tylu latach nie zepsuła. Pomyślałam o co, by mnie spytała, gdym do niej pojechała z życzeniami. I zaczęłam płakać. Bo ona spytałaby, czy jestem szczęśliwa? Czy JA jestem szczęśliwa, a nie ludzie wokół mnie, nie o ich szczęście by pytała. I wcale nie płakałam ze szczęścia. Płakałam nad sobą, nad tym, w jakim miejscu jestem. Nad tym, że nie wiem kim jestem, czego chcę?

Ja, mając 38 lat, nic nie wiedziałam o własnym szczęściu. Za to wiele wiedziałam o szczęściu innych. Wiedziałam, jaką zupę lubią moje dzieci, gdzie mój mąż chciałby pojechać na weekend, co przyjaciółka chce dostać na urodziny. Wiedziałam też, że koleżanka z pracy marzy o domku z ogródkiem, a pani w osiedlowym sklepie jest szczęśliwa, gdy wnuki do niej przyjeżdżają. A ja? Kiedy ja jestem szczęśliwa? Czy w ogóle jestem? Czy może jestem szczęśliwa szczęściem innych.

Nie masz swojego szczęścia. Nie ma ciebie. Są zdrowe dzieci, fajny mąż, praca, która jakąś tam satysfakcję daje, ale bez szału. Jesteś miła, wszyscy cię lubią, każdy chętnie prosi cię o pomoc, bo nie odmawiasz. I tyle. Tak definiujesz własne szczęście? WŁASNE. Bądź ten jeden raz uczciwa wobec siebie i powiedz: „Tak jestem szczęśliwa. Robię, to co kocham, jestem w miejscu, w którym chcę być, jest mi dobrze ze sobą, ze swoimi wyborami, mam marzenia, które realizuję, pasje, które dają mi radość. Jest mi dobrze”.

I jak? Ja przepłakałam wtedy całą noc nad stratą, przeżyłam żałobę pogrzebanego szczęścia, zapomnienia siebie. I nad złamaną obietnicą złożoną babci. To nie jest łatwe. Walczyć o siebie. Zwłaszcza, gdy zakleszczamy się w ramy naszych codziennych obowiązków, zobowiązań i zadań do wykonania. Ale powiem ci coś – warto walczyć. To jest ku*ewsko trudne, ale jak już zrobisz pierwszy krok. Jak powiesz sobie: od dziś będę pamiętać o sobie i zaczniesz naprawdę pamiętać, to uwierz -wygrasz wszystko. I miłość, i radość i siebie. Ty jesteś najważniejsza. Tę lekcję mojej babci teraz odrabiam skrupulatnie i myślę, że jest ze mnie dumna, czytając gdzieś tam książkę w swoim fotelu.


A ja nie chcę się czołgać z mozołem przez życie. Dziękuję, za to że…

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
6 lipca 2016
Fot. iStock / FilippoBacci
Fot. iStock / FilippoBacci
 

Są takie dni, gdy trudno zwlec się z łóżka, gdy budzisz się z poczuciem, że najgorsza wiadomość świata to taka – że do wieczora jeszcze długa droga. I choćbyś wykrzesała z siebie cały entuzjazm, siły i pożyczyła jeszcze trochę – nie wystarczy, żeby nie zrzędzić, uśmiechać się i w podskokach ruszyć na autobus. Siedzisz, masz wrażenie, że nawet to wymaga od ciebie nadludzkiego wysiłku, bo po prostu jesteś tak bardzo zmęczona…

Zmęczona życiem, monotonią, pracą i ludźmi, a jedyne o czym marzysz, to zaszyć się głęboko pod kołdrą, żeby nie musieć przez następne godziny czołgać się przez te wszystkie czynności. Gdyby tylko… – ale to gdyby jakoś nie zamierza się ziścić… i wtedy masz tylko dwa wyjścia, dwa. Możesz czołgać się ze łzami w oczach do tej 20-tej, przeklinając każdą minutę lub usiąść, zamknąć oczy, wziąć oddech i zacząć kompletnie odnowa. Zrobić trzy listy.

Lista rzeczy, za które jestem wdzięczna

Wdzięczna losowi, Bogu, sobie i innym. Przecież tak wiele złożyło się na tę układankę.

  1. Mam dach nad głową, pracę, lodówkę.
  2. Nie walczę o swoje życie każdego dnia, jestem bezpieczna.
  3. Mam rodzinę.
  4. Mam dzieci, zdrowe dzieci.
  5. Lubię swoją pracę i mam świetnego szefa.
  6. Jestem w kontakcie  z moimi rodzicami, siostrą. Żyjemy w zgodzie.
  7. Mam miejsce, do którego mogę wracać. Zawsze.
  8. Mam jeszcze babcie i dziadka. Miałam okazję poznać ich w swoim życiu, miałam to szczęście.
  9. Dziękuję za to, że mogę teraz wspominać jak z dziadkiem łapaliśmy w wakacje motyle, i jak je wypuszczaliśmy.
  10. Mam przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć.
  11. Co rano piję kawę ze swojego ulubionego kubka.
  12. Mam wspomnienia i marzenia.
  13. Jestem zdrowa.
  14. Mam do kogo zadzwonić wieczorem.
  15. Mam bagaż błędów, które mnie ukształtowały, ale nie zniszczyły.
  16. Mam plany na przyszłość.
  17. Mam z kim snuć moje plany.
  18. Mam dobre wykształcenie i wiele zdolności, które powinnam rozwijać.
  19. Mam miłych sąsiadów.
  20. Mam czas, który mogłabym lepiej wykorzystać.
  21. Mam wokół siebie wielu życzliwych ludzi.
  22. Może nie jestem bogaczem, ale tego wcale nie potrzebuję.
  23. Mam przyjaciółkę z dzieciństwa, która zawsze na mnie czeka, a ja na nią (od trzydziestu lat) – i wiem, że to się nigdy nie zmieni.
  24. Mam siłę, którą zawsze mogę z siebie wydobyć (nawet w takie dni jak ten).
  25. Mam miłość, która mnie otacza.
  26. Mam kogo poprosić o radę.
  27. Mam komu się wypłakać w ramię.
  28. Zawsze mogę znaleźć jakiś powód, żeby się jednak uśmiechnąć.
  29. Mam sporo „szczęścia”, skoro tak wiele dobrego jednak mnie w życiu spotkało.
  30. Mam wiele powodów, by podnieść się z kolan, gdy upadnę.

Myślę, że każdy może napisać swoją listę, o wiele dłuższą, bardziej intymną. Bo nie tylko miłość, to te małe momenty – całe życie, nasze życie to te momenty, chwile, okruszki. Napisz za co jesteś wdzięczna, na innej kartce zapisz, co kochasz w swoim partnerze, na kolejnej wypisz ważne osoby w swoim życiu. Może i brzmi to jak durna zabawa z pseudorozwojowych warsztatów, ale nie stracisz więcej niż 5 minut – więc co ci szkodzi?

Zbyt często zapominamy, że relacje, emocje, miłość – to nasza największa wartość w życiu, zbyt często bierzemy je za pewnik. Każdy z nas ma swój prywatny milion powodów, by cieszyć się zyciem, wstać z kolan i zacząć dobrze dzień. Lepiej. Dla siebie, dla tego kogoś. A gdy naprawdę ogarnie cię zwątpienie i zgubisz całą energię – obejrzyj ten film. Bądź wdzięczna za to, co masz. Dzisiaj.

Be grateful fot what you have!Look on the Bright Side

Posted by Bright Side on 2 marca 2016


Niewidzialny – nie znaczy gorszy. Przyjaciel potrzebny od zaraz. Akcja „Prawdziwa przyjaźń rodzi się w dzieciństwie”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
5 lipca 2016
Fot. iStock / ArtMarie
Fot. iStock / ArtMarie
 

Mamy dziś dla was niecodzienne wyzwanie, można śmiało powiedzieć, że całkiem wariackie! Mieliście w dzieciństwie wymyślonego przyjaciela? Takiego całkiem z innego świata albo niewidzialnego bohatera bajki? Jeśli nie, nic straconego! No bo jak nauczyć dziecka czym jest prawdziwa przyjaźń? Najlepiej pokazać.

Małe dzieci często mają swoich przyjaciół na niby, są idealni, prawdziwi – bo nigdy nie zdradzają, nie krytykują, nie ranią. Taki przyjaciel jest bardzo konkurencyjny w prawdziwym świecie ludzi, szczególnie tych mniejszych, którzy dopiero uczą się funkcjonować w grupie, czy panować na emocjami. Dlatego, wróć na chwilę razem ze swoim dzieckiem do tego niesamowitego świata wyobraźni. Przeczytajcie wspólnie książkę i zaprzyjaźnijcie się z którymś z jej bohaterów. Zainteresowani?

Super-zadania:

? Postaraj się, żeby wasz przyjaciel na niby miał równorzędne prawa, jak reszta domowników.

? Traktuj go jak prawdziwego przyjaciela (tak TY, pokaż dziecku, jak wygląda przyjaźń).

? Zróbcie dla przyjaciela coś ekstra – narysujcie mu obrazek z widokiem na jego książkowy dom, żeby za nim nie tęsknił.

? Pocieszcie przyjaciela, jeśli zrobi się smutny.

? Opowiedz dziecku, o problemach jakie wasz przyjaciel miał tego dnia – poszukajcie wspólnie rozwiązania.

? Jeśli zdarzy wam się konflikt na niby – spróbujcie poszukać razem z dzieckiem rozwiązania – pozwól doprowadzić do sytuacji, w której to twoje dziecko przejmie pałeczkę sędziego i bedzie chciało wyjaśnić ci, co powinieneś zrobić (jeżeli jest jeszcze bardzo małe – odegrajcie scenkę, a ty podpowiadaj zadając odpowiednie pytania).

? Napiszcie/narysujcie list do przyjaciela, w którym okażecie mu swoje uczucia.

? Zróbcie przyjacielowi mały bal – ale taki, który sprawi mu przyjemność, spróbujcie skupić się podczas przygotowań nie wyłącznie na potrzebach dziecka, ale przede wszystkim na potrzebach waszego przyjaciela.

Rozmawiajcie o tym, co by było gdyby „przyjaciel” żył w naszym świecie – z pewnością znajdziecie wiele potencjalnych różnic, jak w przypadku BFG – Bardzo Fajnego Giganta. Możecie zapytać, co dziecko zrobiłoby w określonych sytuacjach; czy np. nie przeszkadzałoby mu, że przyjaciel-gigant nie mógłby uczestniczyć we wszystkich ulubionych zabawach dziecka, miał inne zainteresowania, ograniczenia, humory… wreszcie był tak odmienny już z samego wyglądu.

Narysujcie swojego kumpla na niby – niech dziecko go opisze, jaki jest, co lubi i co najbardziej lubicie w jego charakterku – dlaczego się z nim kumplujecie?

Czy jest lepszy sposób na pokazanie, że prawdziwa i szczera przyjaźń może akceptować i tolerować bardzo wiele odmienności? Zróbcie sobie taki przyjacielski dzień, gdy nie wasze zachcianki będą na pierwszym miejscu, a „jego”. I zanim gdzieś się wybierzecie zapytajcie się nawzajem – czy nasz przyjaciel miałby ochotę tam pójść?

To dobry moment, żeby pokazać dziecku, że nie tylko fajnie jest mieć prawdziwego przyjaciela – ale fajnie (choć trudno) jest nim być.

Akcja „Prawdziwa przyjaźń rodzi się w dzieciństwie”

Prawdziwe przyjaźnie rodzą się często w dziecięcych głowach, jeszcze na długo przed tym, gdy zmaterializują się w przedszkolu czy szkolnej ławce. Bądźcie z nami, od dziś będziemy wspierać was i wasze dzieci w poszukiwaniach prawdziwej przyjaźni w bardzo miłym towarzystwie BFG, czyli Bardzo Fajnego Giganta. Bo to właśnie tacy bohaterowie jak Sophie i BFG, zamieszkują w naszej wyobraźni, gdy jesteśmy mali i prowadzą nas trochę jak przyjaciel, trochę jak przewodnik do dorosłości. Sprawmy, by ta była wypełniona szczęściem – nie goryczą!

Co trzeba zrobić?

Trzy razy w tygodniu bedziemy przygotowywać dla was mapę naszej przyjacielskiej podróży, bądźcie z nami – piszcie w komentarzach, jak udało wam się wspólnie pokonać kolejny jej odcinek! Jak szukacie z dzieckiem prawdziwej przyjaźni.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Nagrody:

3 x razy zestaw 6 książek autorstwa Roalda Dahla, z urodzinowj edycji

Fot. Materiały prasowe

linia 2px

BFG – Najnowszy film od ludziołków, którzy stworzyli E.T. oraz od autora Charliego i fabryki czekolady i Matyldy. Bardzo Fajny Gigant nie jest takim sobie zwykłym olbrzymem. On jest aż nadto miły i w dodatku mocno zakręcony. Sophie doprawdy ma szczęście. Gdyby w środku nocy porwał ją inny gigant, szybko zostałaby jego śniadaniem. Gdy Sophie dowiaduje się, że olbrzymy knują niecny wypad, razem z BFG postanawiają raz na zawsze położyć temu kres.

Akcja trwa od 01.07.2016 – 14.07.2016 roku. Wyniki zostaną opublikowane do dnia 26.07.2016 roku.


Zobacz także

Fot. iStock/LarsZahnerPhotography

Dobra, koniec z wymówkami – idę biegać. Tylko od czego zacząć, żeby w końcu się udało?

wstepniak-targowisko-proznosci

Targowisko próżności

Fot. Unsplash/Brooke Cagle / CCO

Na te 10 rzeczy nikt nie musi dawać ci pozwolenia!