„Przepraszam, myślałem, że zdążę…”. Najmocniejsza kampania świata. Każdy powinien obejrzeć ten film!

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
31 lipca 2017
Fot. iStock
Fot. iStock
 

Wakacje. Drogi. Wypadki. Zaczęło się, wysłuchujemy z każdej strony: że wakacje i należy pamiętać o bezpieczeństwie na drodze, że coraz więcej wypadków, że nie wszystko zależy od nas itepe, itede. I potakujemy głowami, bo nie sposób się nie zgodzić. Racja. Prawda. A jednak wpada nam to jednym uchem, te wszystkie przemaglowane slogany – a wypada drugim.

Ale czasem w tych ostrzeżeniach trafia się taka perełka, która wbija szpilę bardzo głęboko.  I nagle otwierają się nam oczy. Bo każdy ze sloganów, każde nudne powtórzenie, nagle zaczyna mieć swoje imię: Zosia lat 5, Kajtek 14 lat, Ania 3 miesiące, Wojtek 18-cie, Ewa 29 lat, druga ciąża… I każde z nich, może siedzieć z tyłu… albo z przodu. Czyjaś córka albo siostra, wujek, mąż, brat… każdy z nas, może być na tym siedzeniu. Każdy!

„Stary, to był głupi błąd…”. Ten spot robi wrażenie. Niestety to tylko spot, w życiu za każdym razem stawiamy wszystko, co mamy.

Obejrzyjcie i podajcie dalej.

Najmocniejsza kampania świata. Każdy powinien obejrzeć ten film!


Miała być suknia jak z bajki, był dramat w salonie ślubnym. To, co się tam dzieje, jest czasami szokujące!

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
31 lipca 2017
Fot. iStock / Kostyazar
Fot. iStock / Kostyazar
 

Piękna biała suknia ślubna, taka z prawdziwego zdarzenia, jedyna w swoim rodzaju, bo przecież ten dzień i ta chwila mają być wyjątkowe. Z pewnością większość z nas mówiąc magiczne „tak” i decydując się zostać żoną swojego męża w głowie od razu rysowała obraz tego, jak w tym dniu wyglądać będzie. Przecież to jeden jedyny raz mamy szansę założyć suknię ślubną, którą nierzadko podziwiamy na wystawach wypożyczalni czy sklepów i poczuć się trochę jak z bajki… Tyle z wyobrażeń i oczekiwań, bo rzeczywistość jednak rysuje się zupełnie inaczej i czasami suknia staję się koszmarem własnego ślubu, zwłaszcza gdy trafiamy do salonów takich, jak nasze bohaterki. .

Nie przychodź bez pytania i bądź na czas

„Trzeba się umawiać na konkretną godzinę telefonicznie. Zdarzało się nawet, zanim wiedziałam, że trzeba zadzwonić, że w salonie były osoby, ale drzwi były zamknięte, panie nikogo nie wpuszczały bez umówienia” – mówi K., która jest żoną od miesiąca. W wielu salonach trzeba umawiać się na konkretną godzinę i tylko w ustalonym czasie można przymierzać suknie. Niektóre salony ograniczają nawet ilość kreacji, które przyszła panna młoda może założyć: ” W jednym salonie pani miała pół godziny i tylko pięć sukienek do przymierzania, które sama wybrała” – wspomina K. „Mogłam zmierzyć, ale tylko trzy kiecki i pod warunkiem, że zdecyduję się tam kupić” – pisze jedna z internautek, a podobnych wypowiedzi znaleźć można znacznie więcej.

Nie warto też się spóźniać, bo pani w sklepie może nie być wyrozumiała. „Zalogowałam się na stronie internetowej, gdzie przedstawicielka szukała dla mnie salonów ślubnych. W trzecim, który mi poleciła byłam umówiona, ale spóźniłam się 10 minut. Pani już była bardzo zła, taka babeczka 50+, może była już zmęczona tą pracą, od wejścia przewracała oczami. Przeprosiłam za spóźnienie i powiedziałam, że przymierzymy w te 20 minut tyle, ile zdążymy – było na mnie przeznaczone pół godziny. Zaczęła przerzucać wieszakami, szybko wyszukiwać sukienki – w innych sklepach obsługiwano mnie  powoli i bez nerwów, z klasą. Pani zapinała sukienki tak, jak w tych starych filmach matki zapinały córki przed balem, żeby je dopiąć to popychały je do przodu i szarpały, aż im łzy ciekły po policzkach. Ona mnie właśnie tak bezczelnie dopinała, bez łagodności i wyczucia” – relacjonuje O. swoją wizytę w felernym salonie.

Fot. iStock / ModernNomads

Fot. iStock / ModernNomads

Przyjdź w odpowiednim momencie i bądź gotowa na poprawki

„Ślub brałam w lipcu. W październiku w jednym z salonów dostałam reprymendę, że to nie sezon na letnie suknie, że za wcześnie. Pan dał mi z łaski do przymierzenia jedną sukienkę nie zostawiając mi wyboru i twierdząc, że ta jest idealna. Kazał przyjść najwcześniej w styczniu. W lutym powiedział, że to już bardzo późno, że nie zdążą, że jest mało czasu”. Trudno zatem wyczuć kiedy będzie najlepszy moment na wybór sukni, choć nie powinno się z tym zbyt długo zwlekać, bo zazwyczaj potrzebne są poprawki i dopasowanie kreacji do figury panny młodej, a z tym też nie jest łatwo.

„Trzeba oszukiwać, jeśli chodzi o datę ślubu, najlepiej mieć miesiąc do przodu – bo oni też oszukują z datami” – radzi K. – „Znajoma ma nietypową figurę – rozmiar 34, ale bardzo duży biust. Suknię kupiła więc w dużo większym rozmiarze i musiała ją przerabiać. Była 14 razy na przymiarce, suknię odbierała na kilka dni przed ślubem i jeszcze musiała szukać kogoś, kto jej poprawi, chociażby krzywe szwy. Masakra.. Od krawcowej usłyszała, jak pracują niektóre panie w salonach przy poprawkach sukienek – „aby odebrała”, tylko to się liczy”.

„Wizyty w salonie to był koszmar mojego życia i żadnej pannie młodej nie życzę łez wylanych przy mierzeniu wymarzonej sukni ślubnej. Przy każdej wizycie pokazywałam paniom, że suknia ciągle była źle uszyta, zaszyta czy dopasowana. Kierowniczka była niekompetentna, okropnie niemiła, krzycząca, przemądrzała… brak słów, aby opisać jej zachowanie” – czytam na forum i ze zdziwieniem dowiaduję się, że dochodziło nawet do wzywania policji. Kilka dni przed ślubem niektóre kobiety musiały wręcz walczyć o suknie, za które płaciły czasem po kilka tysięcy złotych.

Decyduj się szybko

„No to co, na którą się pani decyduje?” – O. usłyszała to pytanie po 20 minutach wizyty i przymierzeniu paru sukienek. „Wy tak wszystkie nie wiecie, nie wiecie! Lepiej się zdecydować od razu, bo nie będę potem latać, wszystko na ostatnią chwilę” – narzekała pani z salonu naciskając na natychmiastowe podjęcie decyzji.  „Już chciała mnie zapisywać, taka chamska sprzedaż. Powiedziałam, że jeszcze potrzebuję czasu na podjęcie decyzji, muszę się poradzić (był listopad, a ślub w kwietniu), to coś tam pod nosem sobie mówiła. Zupełnie nie traktowała mnie jak klienta, jakby robiła mi łaskę. Poczułam się beznadziejnie. Głęboki PRL, bardzo głęboki PRL” – wspomina O.

W opowieści K. widać podobny pośpiech i naciski. „Panie potrafią powiedzieć, że trzeba się już decydować, bo nie mają dla nas więcej czasu, trzy suknie przymierzone i powinno wystarczyć. Wiadomo, że na manekinie sukienka wygląda inaczej, trzeba zobaczyć jak na danej osobie leży, jak się sylwetka prezentuje, bo czasami wymarzona sukienka może być zupełnie nie dla nas”.

„Pani blondynka ze „słodkim” uśmieszkiem bardzo narzucała swoje zdanie, nie mogłam obejrzeć żadnych sukien, zaprowadziła mnie za rękę do przymierzalni i przyniosła dwie wstrętne bezy, później coś lżejszego.[…]Pani zaczęła się zachwycać, od razu proponować, że przynosi umowę, a ja już, teraz wpłacam zaliczkę…. Przyszły jakieś dwie inne pracownice i wręcz opieprzały mnie, dlaczego nie chcę wziąć tej sukienki skoro tak świetnie według nich wyglądam (to był mój pierwszy salon i pani o tym wiedziała). Ulotniłam się szybciutko, obsługa tragiczna, masakra” – żali się na ślubnym forum jedna z internautek.

Zapomnij o zdjęciach i ubierz się odpowiednio

„Nie można robić zdjęć, gdy zapytałam o to (chciałam pokazać mamie) pani burknęła na mnie. Szwagierka robiła mi zdjęcia z ukrycia. W niektórych salonach były nawet wywieszki z zakazem”. W pewnym sensie jest to zrozumiałe – w ten sposób salony zabezpieczają się przed plagiatowaniem, choć w przypadku firm, które wystawiają swoje modele w katalogach internetowych wydaje się to nieco bezzasadne. Często od wejścia panie patrzą podejrzliwie na panny młode i zwracają im uwagę w bardzo nieprzyjemny sposób, głośno komentując, że pewnie później podrobią wzór u krawcowej. Potrafią też zlustrować klientkę i na podstawie jej ubioru oceniają zamożność i to, czy opłaca im się nią zajmować.

„Miałam wrażenie, że sprzedawczyni naśmiewa się z tego, że szukam sukni w tak „ekskluzywnym” salonie”.

„Na mierzenie powinnam przyjść przygotowana – tu mnie babsko zmierzyło wzrokiem. Nie wyglądałam „na bogato” zatem do mierzenia się nie nadawałam”.

„W salonach panuje dość dziwna polityka – nie dajemy przymierzać droższych modeli skromniej ubranym klientkom”.

Przeglądam ze zdumieniem opinie na ślubnych forach – podobne sytuacje nie są wcale rzadkością i wiele kobiet potwierdza takie zachowania. A przecież wiele panien młodych, choć na co dzień nie kupują drogich ubrań, są gotowe wydać całkiem sporo na wymarzoną sukienkę. Pytam o to O., która swój ślub brała trzy miesiące temu. „Pani przyniosła mi suknię za 8 tysięcy i tak dziwnie spojrzała na mnie, z uśmieszkiem, czy w ogóle będę taką drogą mierzyć. I przymierzyłam, bo byłam już wkurzona, chociaż nie miałam zamiaru jej kupować” – wspomina.

Panna młoda to klient – wyzwanie

„Suknia ślubna – jej zakup to prawdziwy horror, chyba że trafi się na profesjonalny salon ślubny, gdzie obsługuje profesjonalistka” pisze wprost jedna z forumowiczek. Moje rozmówczynie także twierdzą, że wiele salonów potrafi podejść do panien młodych z życzliwością, a obsługa dwoi się i troi by pomóc spełnić im marzenia o wyjątkowej sukni. Wciąż jednak zdecydowanie zbyt często zdarzają się miejsca, w których klientki traktowane są z łaską i arogancją.

„Mam wrażenie, że to za chwilę będzie osiągało większe rozmiary, bo nie ukrywajmy, że każda panna młoda wybrzydza. Mimo że na co dzień nie jest osobą, która wybrzydza, to chce mieć tę suknię jak najlepszą – tu jej się nie podoba, tam jej się nie podoba i te babki w salonach sobie nie radzą” – mówi szczerze O. i dodaje – „Panna młoda to jest trudny klient, to jest osoba, która musi być naprawdę zadowolona, bo jak nie, to ci się poryczy. To jest tyle emocji przy tym dniu. One wszystkie powinny przejść szkolenie, jak sobie radzić z trudnym klientem, jak się uzbroić w cierpliwość itd. Niejednokrotnie to obsługa powoduje, że podejmujesz decyzje, bo dobrze się czujesz w salonie, wiesz, że się tobą odpowiednio zaopiekują”.  Wielka szkoda, że nie każdy pracownik salonu ślubnego to rozumie i zamiast sukni jak z bajki, funduje pannom młodym przygotowania niczym z horroru.

Zapisz


Socjopaci są mili i sprawiają, że czujesz się wyjątkowo. Dlaczego są niebezpieczni i jak rozpoznać osobę, która tobą manipuluje dla swoich korzyści?

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
31 lipca 2017
Fot. Flickr / EMILIE RHAUPP / CC BY
Fot. Flickr / EMILIE RHAUPP / CC BY

Kiedy słyszysz „socjopata” przed twoimi oczami przewijają się sceny z filmów. Myślisz, że takie rzeczy dzieją się tylko w kryminałach. Jesteś przekonana, że ciebie to nie dotyczy i na pewno nie spotkasz nikogo takiego w swoim życiu. Nic bardziej mylnego. Martha Stout, psycholog, twierdzi, że jedna na 25 osób ma skłonności socjopatyczne.

Dlatego każdy z nas, kiedyś, może na swojej drodze spotkać socjopatę. Warto więc, żebyś wiedziała, jak go rozpoznać. I najlepiej dla ciebie będzie, jeśli szybko zerwiesz z nim kontakt.

Maska normalności

Socjopatia według definicji jest zaburzeniem osobowości. Charakteryzuje się działaniami impulsywnymi, brakiem poczucia winy i niezdolnością do stworzenia związku opartego na miłości. Często to osoba o wysokim ilorazie inteligencji oraz bardzo lubiana. Bywa też duszą towarzystwa i przybiera maskę normalności tylko po to, żeby osiągać swoje cele. Pozornie interesuje się innymi i sprawia, że każdy w jej towarzystwie czuje się wyjątkowo, jednak jest to tylko złudzenie. Tak naprawdę dla socjopaty liczy się tylko on sam i jego potrzeby.

Po czym rozpoznać socjopatę?

Jest czarujący

Socjopaci są niezwykle czarującymi ludźmi. Zawsze wiedzą, co powiedzieć, aby ludzie ich lubili. Posiadają zdolność manipulowania i wiedzą, jak podejść rozmówcę używając pochwał i pochlebstw.

Jednak należy uważać. Nie każda urocza osoba jest socjopatą. Przy ocenie należy zwrócić także uwagę na inne cechy. Dopiero w połączeniu z pozostałymi sygnałami możesz stwierdzić, czy masz do czynienia z osobą z zaburzeniami osobowości.

Lekceważy twoje uczucia

Socjopaci nie mają w sobie empatii. Dlatego mają za nic twoje uczucia i nie przejmują się tym, że np. wyrządzili ci krzywdę i cierpisz. Mogą obrażać, poniżać. A jeśli ktoś zwróci im uwagę, nie widzą swojego błędu i w ogóle ich nie obchodzi to, że ktoś przez nich płacze. Nie będą czuć się winni. A nawet mogą zacząć oskarżać ciebie, że chcesz sprawić, że będą czuć się źle. Czyli z kata zrobią z siebie ofiarę.

Sam nie wierzy w to, co mówi

Osoby z zaburzeniami osobowości potrafią pięknie mówić, ale za słowami nie idą działania. A wręcz to, jak się zachowują, przeczy temu, co twierdzą. Sami sobie nie wierzą i nawet nie starają się stworzyć pozorów. Mają za nic swojego rozmówcę, którego bez skrupułów okłamują.

Jeśli czujesz, że masz do czynienia z takim zachowaniem, prawdopodobnie trafiłaś na socjopatę.

Ciągle kłamie

Socjopaci są kompulsywnymi kłamcami. Oszukują innych, aby wydać się lepszymi niż są w rzeczywistości. I są w tym naprawdę dobrzy. Ich kłamstwa brzmią wiarygodnie i są mocno przekonywujące. Mówią to, co ich rozmówca prawdopodobnie chciałby usłyszeć. I robią to bez wyrzutów sumienia.

Nie można się długo na nich gniewać

Nawet jeśli złapiesz ich na kłamstwie, nie potrafisz się długo gniewać. Mają nieprawdopodobną zdolność do zjednywania sobie ludzi i charyzmę, którą wykorzystują z korzyścią dla siebie. Potrafią pięknie mówić i być czarujący, przez co inni nie potrafią mieć długo do nich żalu.

Nie mają (wielu) bliskich relacji

Socjopaci mają zdolność do zjednywania sobie ludzi. Wielu z nich chce przebywać w ich towarzystwie, gdyż są świetnymi mówcami i są bardzo uroczy. Jednak te kontakty są puste i socjopaci tak naprawdę nie tworzą z nikim bliskich relacji.

Jeśli ktoś ma za sobą wiele spalonych mostów i nie ma prawdziwych przyjaciół może to być znak, że masz do czynienia z socjopatą.

Nie możesz na niego liczyć

Socjopata jest skupiony wyłącznie na sobie i nie liczy się z innymi. Nie pomoże ci w trudnych momentach, nie okaże wsparcia. To jego potrzeby są na pierwszym miejscu. Inni nie mają dla niego żadnego znaczenia.

Nie potrafią utrzymać jednej pracy

Socjopaci często są bezrobotni. Ze względu na swój charakter i podejście do innych nie potrafią utrzymać jednej pracy i są zwalniani bądź sami odchodzą z wielkim poczuciem niesprawiedliwości. Są tak aspołeczni, że palą za sobą wszystkie mosty i obwiniają innych za to, że nie mogą osiągnąć sukcesu. W ogóle nie dostrzegają swoich błędów. Winni są zawsze inni, którzy się na nich uwzięli.

Obwiniają ciebie za swoje błędy

Jako że są osobami zawsze niewinnymi, nie potrafią przyznać się do błędu. Zawsze ktoś inny jest winny i to ich należy przepraszać. Zrzucają wszystko na swoich bliskich. Np. kiedy zapomną wziąć ważnych dokumentów, obwinią domowników o to, że nikt im o nich nie przypomniał.

Wydają twoje pieniądze

Nie mają problemu z tym, żeby wydawać pieniądze innych. Chętnie korzystają z cudzych kart kredytowych i bardzo rzadko, wręcz prawie nigdy, nie płacą w restauracji czy sklepie.

Fot. iStock / demaerre

Fot. iStock / demaerre

Chcą zemsty

Jeśli czują, że zostali zdradzeni bądź oszukani, pragną zemsty. Nigdy nikomu nie odpuszczają ani nie starają się zrozumieć powodów, przez które ktoś postąpił inaczej niż oni tego oczekiwali. Nie zapominają i w odpowiednim dla siebie momencie zaatakują. A zemsta sprawia im przyjemność.

Socjopaci są świadomi tego, co czynią. Wykorzystują każdego, kogo spotkają na swojej drodze. Nie potrafią kochać i budować relacji. Dlatego jeśli masz w swoim otoczeniu kogoś takiego, bądź ostrożna. Bo możesz ulec urokowi, przez co możesz potem mocno cierpieć.


 

Źródło: independent, milosctopasja

 


Zobacz także

baba sama w podróży

Baba sama w podróży – bo chcemy i możemy!

Fot. iStock/gradyreese

Gdzie ta wiosna! W zapachach, dźwiękach, kwiatach? Akcja #MiesiącKobiet

Fot. iStock/kieferpix

3 sposoby narcyzów, aby cię wykorzystać