Przepis na lniane pierogi z kapustą i pieczarkami

Redakcja
Redakcja
19 grudnia 2017
Fot. Materiały prasowew
Fot. Materiały prasowew
 

Mąka lniana to idealny produkt do gotowania, smażenia bądź wypieków. Nie zawiera glutenu i charakteryzuje się wysoką zawartością białka, błonnika pokarmowego oraz mikroelementów. To fenomen ostatnich miesięcy

Przepis na lniane pierogi z kapustą i pieczarkami

Składniki na ciasto:

  • ok. 2 szklanki mąki lnianej LenVitol®
  • szczypta soli
  • ok. ¼ szklanki wrzącej wody (można dodać mniej i w razie konieczności dodawać wodę, podczas ugniatania ciasta)
  • 1 jajko
  • łyżka masła

Farsz:

  • 6-8 dużych pieczarek
  • 200 g kiszonej kapusty
  • sól, pieprz do smaku
  • masło do smażenia

Przygotowanie:

Mąkę wsypać do miski, dodać sól. Do zagotowanej wody włożyć masło i roztopić, powoli wlewać do mąki mieszając. Dodać jajko i połączyć wszystkie składniki, zagnieść na gładkie ciasto. Wyłożyć na oprószony mąką blat i zagniatać ok 10 minut. Zawinąć w folię i odstawić na ok pół godziny.

Ciasto podzielić na mniejsze części i kolejno rozwałkowywać na cienkie placki, obsypując w razie potrzeby mąką. Pieczarki dokładnie umyć i obrać (ściągnąć górną warstwę „skórki” z kapelusza), drobno pokroić.

Przesmażyć na maśle, pod koniec smażenia dodać sól i pieprz. Kapustę w razie potrzeby przepłukać wodą (gdyby była zbyt kwaśna), drobno pokroić, włożyć do garna, dodać wodę i przyprawy. Gotować ok. 20 minut, aż kapusta będzie miękka. Kapustę odcedzić, połączyć z pieczarkami. Gdyby farsz był zbyt suchy, można dodać odrobinę roztopionego masła.

Wycinać kółka (np. za pomocą szklanki), rozciągnąć je trochę w palcach, następnie na środek nakładać po jednej czubatej łyżeczce farszu. Składać na pół i zlepiać dokładnie brzegi, układać na stolnicy. Jeśli ciasto będzie się za bardzo kleić można brzegi kółek podsypywać mąką.

W dużym garnku zagotować osoloną wodę, do gotującego wrzątku wrzucać pierogi (pierogi podzielić na partie po ok. 10 sztuk dla każdego „wrzutu”) włożyć pierwszą partię pierogów. Po ponownym zagotowaniu zmniejszyć ogień do średniego i gotować pierożki przez około 2 minuty.

Długość gotowania zależy od grubości ciasta. Pierożki można okraszać przesmażoną cebulką i skwarkami.

Lenvitol_MakaLniana+500+gsmall– Mąka lniana LenVitol – NOWOŚĆ! – polecana jest jako alternatywa dla tradycyjnej mąki pszennej lub jako dodatek do innych mąk, a więc w polskiej kuchni ma wyjątkowo wiele zastosowań. Jest przy tym  źródłem zdrowia w najprostszej postaci, bez zawartości glutenu. Idealna do gotowania, smażenia czy wypieków np. chleba, placków, naleśników i ciastek. Może być spożywana również bez obróbki termicznej jako dodatek do past, jogurtów, owocowych lub warzywnych koktajli. To także składnik polecany dla osób będących na diecie bezglutenowej, ponieważ nasiona lnu naturalnie nie zawierają glutenu. Charakteryzuje się wysoką zawartością białka i błonnika pokarmowego, który jest bardzo ważnym elementem zrównoważonej, zdrowej i skutecznej diety. Doskonała regulacja układu trawiennego to zatem jedna z najkorzystniejszych właściwości lnu. Wytwarzana z lnu zwyczajnego w składzie zawiera m.in. wapń, fosfor, żelazo, cynk czy magnez. Produkt charakteryzuje się również niską zawartością sodu i kwasów tłuszczowych nasyconych.


Gdybyś wtedy odeszła od ojca, byłabym dziś silniejsza, mamo. Nauczyłaś mnie, że miłość to ciągła walka o niego

Listy do redakcji
Listy do redakcji
19 grudnia 2017
Fot. iStock/Oleh_Slobodeniuk
Fot. iStock/Oleh_Slobodeniuk
 

Obrazek z dzieciństwa. Mam 9 lat. Patrzę na was wielkimi, okrągłymi oczami. Widzę Ciebie mamo, zapłakaną, zapuchniętą od płaczu. Błagającą tatę, żeby już przestał, żeby dał spokój. Krzyczysz, że go kochasz. On stoi, prawie się nie rusza. Jest wściekły, zmęczony. Pewnie chciałby odejść. Ale jestem jeszcze ja. Przeze mnie nie może tak po prostu zniknąć z twojego życia.  

Wtedy pierwszy raz pomyślałam, że go nienawidzę za to, że przed nim tak klęczysz i go błagasz. To było takie dziwne – miłość do mojego ojca i nienawiść do twojego męża. Od tamtego momentu, te dwie sprzeczne emocje towarzyszą mi nieustannie, gdy o nim myślę.

„Dlaczego od niego nie odeszłaś?” – pytałam wiele razy.  Dziś już nie pytam, dziś sama odchodzę, za ciebie i za niego, wciąż i wciąż. Kocham i nie kocham za chwilę. Boję się zostać, boję się cierpieć. Uciekam i już nie wracam. Lękam się, że kiedyś, tak jak ty będę klęczeć i błagać, aż on zdecyduje się wziąć mnie do łóżka. A ja będę się cieszyć, że choć tyle uczucia dostanę.

On cię nigdy nie szanował cię, wiedziałaś przecież. Ile razy nazwał cię idiotką, bezmyślną, niezdolną, leniwą?! „Gdyby nie DZIECKO, dawno bym się z tobą rozwiódł”. I nigdy o ciebie nie dbał. Pamiętam, kiedy chora leżałaś w domu z grypą, nie miałaś siły się podnieść. Przyszedł, ściągnął z ciebie kołdrę i krzyczał. Że katar to nie choroba, że w domu bałagan, że nie będzie za ciebie twoich obowiązków wypełniał. Że jesteś wielkim rozczarowaniem. Że chętnie by cię zostawił. Gdyby nie ja.

Tak, byłam jego księżniczką, dopóki, jak nastolatka, nie odwróciłam się od niego w swoim buncie przeciwko wam, przeciwko waszemu małżeństwu, przeciwko temu, jak cię traktował. To nawet nie było małżeństwo, to był jakiś dziwny, chory układ, który ja miałam scalać, spinać, nadawać mu sens. Nie wystarczyłam.

Moje związki? Najpierw był Maciek, lubiłaś go, bardzo. Spokojny, ciepły, trochę starszy. I taki bardzo rozsądny. Ten typ chłopaka, którego się nie docenia, gdy się z nim jest i za którym się tęskni, gdy skończysz trzydzieści lat. Wspominasz go i myślisz, jakie byłoby twoje życie, gdybyś z nim została. Wyobrażasz sobie, że mając go u boku, nie popełniłabyś tych wszystkich błędów.

Za późno. Odeszłam od niego w lęku, że to nie może być „to”. Za dobrze było, za „pewnie”. Miłość to niepokój, nauczyłam się tego od ciebie. Miłość, to ciągłe proszenie o uczucie, skomlenie o zainteresowanie. Wieczna walka.

Potem Kuba, wieczny buntownik. Powinniśmy do siebie pasować. Miałam przez chwilę swoją „niespokojną miłość” i próbę zasłużenia na nią. On – ten niedostępny, ja ta „zabiegająca”, wpatrzona w niego. Zakochana po uszy. Uszczęśliwiająca swojego pana i władcę. Jak ty tatę.

A jednak, to ja odeszłam, znowu. Może instynkt samozachowawczy zadziałał, kiedy kilka razy zbyt mocno chwycił mnie za rękę? A może stało się to, co zwykle.

Do dziś do niego tęsknię, po kryjomu oglądam jego zdjęcia. Zła miłość, zła. Ale jaka dobra, mocna. Jak narkotyk.

Kiedy uciekłam od Kuby, spotykałam się z wieloma mężczyznami. „Spotykałam”, nic więcej. Kawa, kino, teatr. Czasem wycieczka rowerowa i obserwowanie się, z daleka. Wyczekiwanie i wycofywanie się. Lęk przed samotnością i lęk przed „byciem razem”.

Potem pojawił się mój mąż. To nie był zły związek. To nie był zły człowiek, ale na pewno nie potrafił okazywać uczuć. Kiedy poprosił mnie o rękę, pomyślałam „dobrze, wyjdę za mąż i przestanę uciekać, nie będzie już odwrotu”. Nie kłóciliśmy się, nie było o co. Po pewnym czasie przestaliśmy ze sobą rozmawiać, nie było o czym.

Po dwóch latach od ślubu spakowałam walizkę, zamieszkałam u przyjaciółki. Odetchnęłam. Nie na długo, dziś znów poczułam strach.

Wczoraj złożyłam pozew o rozwód. Już zadecydowałam, uciekam kolejny raz. Mówisz, że ucieczka z małżeństwa, to już poważna sprawa, prawda? A niby dlaczego? Obie wiemy, że nie o ten papier tu chodzi. Że to nie on cię przy nim trzymał przez trzydzieści pięć lat.

Dlaczego nie odeszłaś, mamo? Byłabyś szczęśliwa. Ja też.


Dlaczego mówimy „Wszystko w porządku”, choć świat nam się wali?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
19 grudnia 2017
Fot. iStock/Viktor_Gladkov
Fot. iStock/Viktor_Gladkov

Ile razy zdarzyło się, że byłaś smutna, zdenerwowana, zmartwiona lub przerażona, ale nie wiedziałaś, jak poprosić kogoś o pomoc? Liczyłaś w duchu, że ktoś się zorientuje, że zauważy, że sam zapyta. A gdy już to zrobił, automatycznie odpowiadałaś: „Wszystko w porządku, dzięki, zdaje ci się”. A może jeszcze inaczej. Ile razy zdarzyło się, że czyjeś zachowanie cię zaniepokoiło? Koleżanki z pracy, partnera, dziecka, matki. Ile razy zapytałaś, czy wszystko w porządku? Ile razy zadowoliłaś się odpowiedzią, że tak, wszystko w porządku i odpuściłaś temat? Bo w sumie to nie masz do tego głowy, nie chce ci się, co cię to interesuje… Między inni właśnie dlatego kłamiemy, gdy inni pytają nas, co się dzieje.

Najsmutniejsze jednak jest to, gdy ludzie ukrywają (nieświadomie lub celowo) swoje lęki, smutki i troski przed najbliższymi osobami. To bywa frustrujące dla obu stron. Jedna osoba czuje się samotna, a druga odrzucona. Niby takie to proste i jasne, a jednak wciąż powtarzamy te same schematy. Dlaczego zdarza nam się mówić, że wszystko jest ok, gdy właśnie w tym momencie do „ok” jest cholernie daleko?

Powód 1: Bo to błaha sprawa

Najczęściej nasze pierwsze reakcje są nieadekwatne do sytuacji. Czymś się mocno zmartwimy lub coś nas wyjątkowo przerazi, ale już po chwili zdajemy sobie sprawę z tego, że problem nie jest aż tak poważny lub można go szybko i łatwo rozwiązać. Takich sytuacji zdarza się mnóstwo, niemalże każdego dnia i czasem faktycznie lepiej powiedzieć, że wszystko gra, niż obarczać problemami drugą osobę. Wyjątek stanowią pary – w związku lepiej mówić o wszystkich. Nawet o tych małych-wielkich lękach.

Powód 2: Nie jesteśmy jeszcze gotowi

Niektórzy wolą samodzielnie rozwiązywać problemy lub chociaż analizować wszelkie możliwe wyjścia, zanim opowiedzą partnerowi, co ich trapi. Takie postępowanie może być trudne do zaakceptowania dla osób, które chcą, by w związku otwarcie o wszystkim ze sobą porozmawiać. Czym innym jest jednak oszukiwanie lub posiadanie tajemnic, a czym innym wstępna analiza, zanim wciągnie się do sprawy drugą osobę. To raczej wyraz szacunku, a nie ignorancji.

Powód 3: Trzeba wylizać rany

Tuż po kłótni zdarza się, że jedna ze stron wciąż jest naburmuszona, choć wszystko zostało już wyjaśnione. Doszliście do porozumienia, ale on potrzebuje chwili, by dojść do siebie, ułożyć sobie wszystko w głowie. W takiej sytuacji z pewnością skłamie, że „jest ok”. Nie ma więc sensu zadawać takich pytań, choć cisną się na usta. Niektórzy potrafią szybko przejść do porządku dziennego, inni potrzebują czasu, żeby wylizać rany po bójce.

Powód 4: To nie czas i miejsce

Widzisz, że ewidentnie coś go trapi, więc bombardujesz do pytaniami, co jest grane. Celowo odpowiada, że nic, bo właśnie jesteście w drodze na kolację u twoich rodziców, albo zbierasz się do pracy, a czeka cię dziś poważne zadanie. Jeżeli faktycznie będzie wiarygodny w tym, co mówi, do tematu wrócicie później, a problemy nie przysłonią aktualnych priorytetów. Jeśli jednak: „Wszystko w porządku” zabrzmi sztucznie, będziesz się martwiła przez całą dzień. Tak czy siak – intencje były dobre.

Powód 5: Niestabilność emocjonalna

Osoby, które mają problemy emocjonalne, bardzo często udają, że wszystko gra, tylko po to, żeby później mieć się o co przyczepić. Bo przecież to twoja wina, że nie widzisz, co się dzieje. Bo przecież chciał powiedzieć, ale jakieś niezadowolenie w twoim głosie wyczuł. Bo w sumie to twoja wina i z tobą nie da się o niczym normalnie porozmawiać. Bo ty go nigdy nie rozumiesz.

Powód 6: Brak zaufania

Jeżeli nie czujemy się pewnie w związku, boimy się ośmieszenia lub bagatelizowania naszych problemów, będziemy unikać szczerych rozmów. To jasny sygnał, że między wami nie jest najlepiej. Jeżeli w porę nie naprawicie waszych relacji, ten związek się rozpadnie.

Powód 7: Bo po co komuś zawracać głowę

Często, a zazwyczaj, gdy bardzo kogoś kochamy, próbujemy za wszelką cenę uchronić drugą osobę przed wszelkim złem. W dobrej wierze staramy się unikać trudnych rozmów, nie opowiadamy o tym, co spędza nam sen z powiek. Bo przecież po co go martwić, ma tyle swoich problemów. Znam go i wiem, że ta wiadomość totalnie go przybije… Argumentów znajdzie się sporo. Problem w tym, że życie ciągle rzuca kłody pod nogi, a udane związki charakteryzują się tym, że partnerzy ramię w ramię przeskakują przez przeszkody.

W jakich sytuacjach nie wolno udawać, że wszystko jest ok? Kiedy sprawa jest naprawdę poważna i nic nie stoi na przeszkodzie, by swobodnie porozmawiać. Także wtedy, gdy widzimy, że tajemnice i niedopowiedzenia oddalają nas od siebie.

Samotne mierzenie się z przeciwnościami losu często przynosi więcej szkody, niż pożytku. Warto o tym pamiętać.

 


Zobacz także

iStock/Nomadsoul1

„Nie nadajesz się! Nie powinnaś mieć więcej dzieci”. Jak musisz żyć, by nazywano cię dobrą matką

Fot. Materiały prasowe/R.Pałka

Masz być „Najlepszy”. Ten film wbije was w fotel, poznacie historię osoby silnej i słabej jednocześnie

Fot. iStock / BraunS

„Obyś cudze dzieci uczył”, czyli byśmy we wrześniu bardziej wyrozumiali dla nauczycieli byli