Przekonałem się już dawno, jak bardzo naiwne jest myślenie, że wolontariuszem jest się bezinteresownie. Otóż nie!

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
20 listopada 2017
Fot. iStock/kieferpix
 

Jestem wolontariuszem dwóch fundacji… Jedna pomaga chorym dzieciakom, druga – seniorom. I tyle. Zauważyłem bowiem prawidłowość, że informacja na ten temat przyjmowana jest przez znajomych, czy dajmy na to współpasażerów autobusu (nie, żebym przesadnie się tym faktem chwalił i raczył nim każdego) z lekkim zaniepokojeniem. Ewidentnie wprawia ich to w zakłopotanie.

Nie mam pojęcia czy obawiają się, że zaraz zacznę ich agitować, namawiać na wsparcie finansowe, domagać się datków, czy… mają jednosekundowe poczucie zakłopotania, że sami nie robią nic. Otóż – nie ma takiego obowiązku, zatem nie ma powodu do wyrzutów sumienia. Niech każdy rządzi swoim czasem wolnym tak jak chce.

Ja przekonałem się już dawno, jak bardzo naiwne jest myślenie, że wolontariuszem jest się bezinteresownie. Otóż nie! To daje naprawdę bardzo dużo! Wydaje mi się nawet, że zdecydowanie więcej dostaję niż sam mogę dać. Uśmiechy dostaję na potęgę, ogrom radości, ciepła, chęci do życia, pozytywnej energii i… przyjaciół.

Tak, tak… przyjaźnię się z ośmioletnim Kacprem, chorym na raka i… z osiemdziesięcioletnią Panią Aurelią, której sił i zdrowia mogłaby pozazdrościć niejedna nastolatka, ale nie o tym chciałem pisać…

Jakiś czas temu Mateusz Damięcki odebrał wyróżnienie w plebiscycie Gwiazd Dobroczynności. Tak się składa, że wiem o ogromie jego działań w zakresie pomocy charytatywnej. Jest choćby „twarzą” fundacji mojego kolegi. Wykorzystuje swoje nazwisko, by pomagać innym. Po fakcie wylało się na niego wiadro z pomyjami, bo „lansuje się na pomaganiu”. Dorota Wellman przekazała lwią cześć wynagrodzenia z kampanii reklamowej na cele charytatywne – to samo… atak! Lans na pomocy innym? Proszę bardzo! Zdecydowanie wolę taki, niż ten opierający się na pokazywaniu dupy na Instagramie.

Nie wspomnę nawet o Jurku Owsiaku (którego sam wspieram całym sercem i nie tylko), bo mam świadomość, że ataki na niego i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy mają w dużej mierze charakter polityczny. Niemniej z podobnymi problemami mierzą się Janka Ochojska (Polska Akcja Humanitarna), Anna Dymna (Fundacja Mimo Wszystko), Ewa Błaszczyk (Fundacja Akogo) i pewnie wiele innych osób, które zdecydowały się pomagać innym.

Przez jakiś czas rozważałem założenie własnej fundacji. Mam jednak świadomość jak wielka jest to odpowiedzialność. Poza tą garstką, której zdecydujemy się jako fundacja pomóc, jest jeszcze ogrom osób, którym trzeba tej pomocy odmówić. Od jakiegoś czasu przeznaczam co miesiąc pewną kwotę, którą wspieram potrzebujące osoby na siepomaga.pl (Zajrzyjcie na tę stronę koniecznie i wesprzyjcie nawet kilkoma złotymi wybraną przez siebie akcję. Gwarantuję, że od razu poczujecie się fajniejsi). Czasami przyznaję całą tę kwotę jednej osobie, innym razem dzielę ją na kilka osób. Za każdym jednak razem podjęcie decyzji komu jest dla mnie niesamowicie trudne. Zupełnie jakbym podejmował decyzję od której zależą losy świata. Z drugiej jednak strony czasami czyjś cały świat może runąć jeśli odpowiedniej kwoty nie da się zebrać.

Koleżanka zaangażowała się w Szlachetną Paczkę. Wiecie… wybieracie sobie rodzinę, dostajecie spis czego ta rodzina potrzebuje (np. kredki, makarony, ryże, buty zimowe, środki czystości etc.) i zbieracie to firmą, grupą znajomych, rodziną, albo jeśli macie taką możliwość – sami. W okolicach Świąt – wolontariusze dostarczają te paczki potrzebującym rodzinom. Marta sama nie jest milionerką, więc zaczęła namawiać znajomych na Facebook’u, żeby pomogli jej zebrać wszystko. I znowu zalała ją fala żółci, nieprzyjemnych komentarzy. Zupełnie jakby chciała to wszystko zgarnąć dla siebie.

Zastanawiam się co takiego się z nami stało, że najzwyklejsze w świecie dobro, chęć pomocy… wydaje nam się podejrzane. Od razu zaczynamy dopatrywać się w tym drugiego dna, haczyka, przekrętu. Bo przecież trzeba coś na tym ugrać. Nikt nie robi niczego za darmo. Otóż tak jak mówiłem. Za darmo nie… Uśmiechy dostajemy na potęgę, ogrom radości, ciepła, chęci do życia, pozytywnej energii i… przyjaciół. I to wystarczy. To już BARDZO DUŻO! Nie napiszę już nawet o tym, że tak naprawdę fajny, potrzebny, ważny czuję się po każdych zajęciach komputerowych, które prowadzę dla seniorów. A gdy spotykam się z dzieciakami… czuję się kochany i… podziwiany. Także tak, z pewnością… coś z tego pomagania mamy.


Ona myśli, że on jej nie kocha, a on boi się, że to ona go zostawi… Jestem przekonany, że przez brak rozmowy rozpadło się tysiące związków.

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
20 listopada 2017
Fot. iStock / Good_Studio
 

Jestem unieruchomiony w domu, zatem jour fixe zaczął obowiązywać u mnie przez cały tydzień. Znajomi odwiedzają mnie dość licznie, pojedynczo i grupami. Kilka dni temu zaszczyciła mnie swoją obecnością dawno niewidziana znajoma. Lubimy się bardzo, ale ona podbija świat – otwiera z powodzeniem kolejne biznesy, przez co czasu ma niewiele. Ku mojej radości dla mnie go znalazła. Od początku wydawała mi się nieco przygaszona. W końcu po kolejnym kieliszku wina wyrzuciła to z siebie. „Mam kryzys w związku z Markiem”. – Jak to? Dlaczego? – nie mogłem wyjść ze zdumienia. Stanowili bowiem naprawdę wspaniałą, szczęśliwą jak mi się wydawało parę.

– On mnie kompletnie nie docenia. Wszystko robię dla niego. Tyram bez wytchnienia, niemal dniem i nocą, a mimo to staram się być kobietą domową. Wiesz – obiadki, zupki, posprzątane, poprawne, ugotowane. W sypialni też nam ogień przygasł. Nie wiem, co mam robić. Podejmuję poważne biznesowe decyzje, strategiczne z punktu widzenia firmy, a w życiu prywatnym – nie wiem… Kocham go! To facet mojego życia, a mimo to… a może właśnie dlatego… nie wiem.

W sobotę odwiedzili mnie kumple. Wśród nich Marek. Nie wiem, czy powinienem to zdradzać ;), ale jak to zwykle bywa zaczęło się utyskiwanie na kobiety. Każdy niemal zaczął wylewać swoje frustracje, zastrzeżenia i obiekcje do swoich wybranek. W końcu to Marek zabrał głos. – A ja nie mogę na Sylwię powiedzieć złego słowa. Wspaniała jest. Absolutnie wspaniała. Nie mogłem trafić lepiej. To ja jestem beznadziejny. A przynajmniej przy niej taki się czuję. Coraz częściej nachodzi mnie myśl, że to jednak nie moja liga. Boję się, że mnie zostawi. Wymieni na lepszy model. Nie daje mi to spokoju.

Im obojgu poradziłem, żeby ze sobą po prostu pogadali. Szczerze i otwarcie. O tym, co czują… Zastanawiam się dlaczego tak często o tej rozmowie zapominamy. Jestem przekonany, że przez jej brak rozpadło się tysiące związków. Czasami po prostu boimy się przyznać do tego, co czujemy. Bywa i tak, że wolimy żyć w atmosferze niedopowiedzenia. Boimy się prawdy i wygodniej jest tkwić w nieświadomości.

To nic, że często wtedy zaczynamy sobie dopowiadać, dobudowywać swoje teorie. To nic, że taka sytuacja nigdy nie wychodzi nam na dobre… Rozumiem codzienny natłok obowiązków, rozumiem zabieganie… Wychodzę jednak z założenia, że ZAWSZE mamy czas na to, na co chcemy go mieć. Może zatem warto wyłączyć 103569-ty odcinek serialu, wyłączyć komputer, odłożyć tablet, czy inny telefon… BA! Może warto nawet podarować sobie lekturę Oh!me! [Redakcja mnie zabije za to zdanie;)] i po prostu porozmawiać.

Mam świadomość, że nie zawsze jest możliwość umówienia się „na randkę”. Tak, tak… po wielu latach związku nadal należy umawiać się na randki! Nawet jeśli nie możecie pozwolić sobie na wyjście gdzieś razem – bo dzieci, bo brak kasy, bo coś tam… Świetnym rozwiązaniem jest po prostu spacer, nawet po mieście… Wymusza on odłożenie telefonów komórkowych. Najlepiej zostawcie je w domu. Ha! Trudne, co? Kto to widział wyjść na godzinę z domu bez telefonu. Uwierzcie mi jednak – świat się nie zawali, jeśli przez chwile nie będzie miał z wami kontaktu.

A jeśli naprawdę nie możecie ruszyć się z domu – zaparzcie sobie herbatę i przegadajcie wieczór. Skoro zdecydowaliście się być razem, to z pewnością kiedyś mieliście mnóstwo wspólnych tematów. Jestem przekonany, że naprawdę nadal tak jest. I tylko błagam… nie wykorzystujcie tego jako przyczynku do robienia wymówek. To nie ma być okazja do wzajemnego rozliczenia grzeszków. Macie oboje czerpać z tej rozmowy przyjemność. Będzie fajnie. Obiecuję…


Absurdem jest dla mnie sytuacja, gdy kobieta chce zoperować się dla… mężczyzny. I nie ma znaczenia, że „zrobiłam tylko piersi”, bo on lubi duże

Maciej Rębisz Męskim Okiem
Maciej Rębisz Męskim Okiem
11 listopada 2017
Fot. iStock/teksomolika

Kilka dni temu biegając po lesie poślizgnąłem się na mokrych liściach, upadłem tak niefortunnie, że złamałem nogę. Jestem przykuty do łóżka, więc… czytam, przeglądam Facebooka i … piszę. 🙂

Na jednej z facebookowych grup rzucił mi się w oczy post kobiety, która zastanawia się nad zoperowaniem sobie piersi i brzucha dla… swojego faceta. Urodziła mu czwórkę dzieci, a co za tym idzie, jej ciało przestało być perfekcyjne. Być może nigdy nie było – tego nie wiem, w każdym razie teraz ma rozstępy na brzuchu, a piersi straciły jędrność. Jej mężczyzna „niby nie narzeka, ale ogląda filmiki z innymi „idealnymi” kobietami (wiecie, co mam na myśli), a mnie jest przykro. I właśnie się zastanawiam, czy zrobić sobie taką operację.”

Wiele moich koleżanek poddało się operacjom plastycznym, korektom piersi, twarzy, oczu, ust i sam diabeł wie, czego jeszcze. Zabiegi medycyny estetycznej stały się swego czasu prawdziwą plagą. Co gorsza… koleżanki polecały sobie wzajemnie jeden gabinet, dzięki czemu wszystkie teraz wyglądają jak ze sztancy. Różnią się rzecz jasna wzrostem, odcieniem włosów, ale twarze mają bardzo podobne.

Pół biedy, gdy kobieta decyduje się na ingerencję w swój wygląd w pogoni za jakimś bliżej nieokreślonym ideałem piękna. Rozumiem, że można mieć wyobrażenie na temat tego jak chcielibyśmy wyglądać. Ba! Sam mam cel, który chciałbym osiągnąć, sylwetkę, którą chciałbym wypracować.

Absurdem jest dla mnie natomiast sytuacja, gdy kobieta chce zoperować się dla… mężczyzny. I nie ma znaczenia, że „zrobiłam tylko piersi”, bo on lubi duże.
Jeśli mały biust jest dla Ciebie, DLA CIEBIE poważnym kompleksem, który spędza Ci sen z powiek – jak najbardziej – skorzystaj z możliwości, które daje medycyna by poczuć się lepiej. Mam świadomość jak ważna jest pewność siebie, dobre samopoczucie we własnym ciele. Będąc nastolatkiem wyglądałem jak żółtozębny pryszczaty troll. Naprawdę wiem jak to jest, gdy kompleksy zatruwają ci życie. Zainwestowałem w swój wygląd sporo czasu i pieniędzy i czuję się znacznie lepiej.

Nigdy natomiast nie zdecydowałbym się na operację plastyczną tylko dlatego, że namawia mnie do tego moja partnerka. Tak samo nie rozumiem, jak można dopuścić myśl, że jakakolwiek kobieta miałaby zoperować się dla mnie. Jeśli kocham, to akceptuję…

Naprawdę drogie Panie, moim zdaniem – żaden, ŻADEN facet nie jest tego wart. A już taki, który nie akceptuje Waszych „niedoskonałości” tym bardziej.

Toczę odwieczny bój z moim kumplem, który ożenił się z korpulentną brunetką, choć zawsze podobały mu się chłodne „norweskie” blondynki. Do tego… anorektycznie chude. Doprowadził swoją żonę, którą podobno bardzo kocha, do takiego wychudzenia, że przy wzroście 168 cm ważyła 39 kg. To nic, że przez anemię i permanentne farbowanie włosów dziewczyna niemal wyłysiała. Przecież są peruki i to w dodatku w idealnym odcieniu blondu. Rozmawiałem z nimi dziesiątki razy. I z nim i z nią… Ona czuje się szczęśliwa, bo… uszczęśliwia jego. To nic, że wyniszcza swój organizm. Na każde moje wspomnienie, że on jest zwyczajnym dupkiem, totalnym egoistą – oboje reagują agresją.

Wielokrotnie słyszałem wypowiedzi kobiet, które martwią się swoim cellulitem, rozstępami, czy kilkoma kilogramami za dużo, a co za tym idzie wstydzą się rozebrać przed partnerem/facetem/mężem/kochankiem/mężczyzną.

Otóż drogie Panie… TERAZ BĘDZIE WAŻNA LEKCJA.

Możecie mi wierzyć lub nie, choć wolałbym, żebyście jednak uwierzyły…

Faceci nie zwracają na to uwagi. Naprawdę żaden, ŻADEN facet, który zobaczy kobietę w seksownej bieliźnie, albo w negliżu nie pomyśli… Ooo! Ma kilka kilogramów za dużo. Albo… ooo! Ma cellulit. Zdradzę Wam w sekrecie, że 80 % facetów nawet nie wie co to jest. Ja też musiałem prosić moje partnerki kilkukrotnie, żeby mi go pokazały, żeby zrozumieć o co chodzi. A nawet gdyby znalazł się jakiś niedobitek, któremu zrodzi się taka myśl to… obawiam się, że to z nim jest coś nie tak, a nie z WAMI.

Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – nie chodzi mi o to, żebyście sobie teraz absolutnie odpuszczały. Tak jak Wy lubicie zadbane ciała, tak faceci też je lubią. Jasna sprawa… każdy z nas docenia piękno. Nie warto jednak dać się zamknąć w sidła pogoni za idealnym wyglądem. A już szczególnie dla faceta…

Co jeśli teraz całkowicie się dla niego zmienicie, a on odejdzie bo znajdzie kogoś kto bliższy jest jego ideałowi? Co jeśli ten kolejny facet będzie oczekiwał, żebyście wyglądały zupełnie inaczej?

Przypominam, że POLKI uchodzą za najpiękniejsze na ŚWIECIE. Podróżuję sporo i gotów jestem podpisać się pod tym obiema rękoma. Pomijamy Wenezuelę, gdzie operuje się już nastoletnie dziewczynki i panuje zatrważający kult skalpela.

Drogie Panie, jesteście naturalne, jesteście piękne i… niczego nie musicie w sobie zmieniać. No chyba, że to WY naprawdę chcecie.