Przejawom rasizmu w Polsce winni są też obcokrajowcy. Trochę inny głos w dyskusji o tolerancji

Anika Zadylak
Anika Zadylak
15 września 2016
Trochę inny głos w dyskusji o tolerancji
Fot. iStock / wildpixel
 

Chyba najbliżej mi do stwierdzenia, że nasz strach przed ludźmi o innym kolorze skóry wynika z niewiedzy. Wychowani w różnych kulturach, boimy się odmienności. Dlaczego? Przecież o tolerancji i jej potrzebie w naszym kraju, coraz więcej mówi się głośno, jednak w praktyce nadal bywa różnie, bo  cały czas uderzamy w drugiego człowieka. Uderzamy słowem, pięścią i pełnym obrzydzenia spojrzeniem. 

Dorota, narzeczona czarnoskórego Otiento, opowiada, że dopiero w większym mieście trochę odetchnęli, bo tu łatwiej wtopić się w tłum i nie zwracać na siebie uwagi. Nie ukrywa też, że łatwiej tu o pracę, a jej facet, ze względu na swój ciemny kolor skóry, zmieniał ją już kilka razy. Najczęściej powód jest ten sam: nie wytrzymuje napięcia, głupich, niby śmiesznych komentarzy za swoimi plecami lub zwyczajnego szykanowania. Raz dostał nawet sugestię od szefa, żeby sam się zwolnił. Tłumaczył to rozłamem w bardzo dobrym zespole, na który on nie może sobie pozwolić. I, że jedyne co może, to wystawić dobre referencje i rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Dorota śmieje się, że to największy objaw tolerancji, jaki ich spotkał do tej pory. – Co ci mam ściemniać, że jest super, że wychodzimy bez problemu na kolację czy do kina? Zdarzył się, może parę razy, względny spokój. A zazwyczaj, jak nie zaczepki czy pobicia, to chociaż spojrzenia. No ja wiem, niby rozumiem, że to też przez ciekawość, ale chciałabyś, żeby się wiecznie ktoś na ciebie gapił i przyglądał?

Pytam Dorotę, czy słyszała o ukraińskiej studentce Uniwersytetu Warszawskiego, która założyła na Facebooku grupę, w ten sposób próbując walczyć z rasizmem w Polsce (https://www.facebook.com/groups/1794709690745121/?fref=ts ) – Słyszałam, czytałam i krew mnie zalewa. Przez tę roszczeniowość  niektórych, każdy cudzoziemiec jest u nas postrzegany tak samo. Że wymaga, że wiecznie czegoś chce, więc trzeba go lać i gonić.  Bo ta ukraińska studentka, moim zdaniem nie miała racji, zrobiła niepotrzebny szum. Więcej szkody, niż pożytku.

Na wspomnianej  grupie „Polish Xenophobia” można przeczytać, że rasizm jest jedną z najważniejszych do uporządkowania kwestii we współczesnym świecie oraz, że dotknął on miliona osób, które przybywają do innego kraju w poszukiwaniu lepszego życia.  Studentka doświadczyła przejawu rasizmu ze strony kierowcy autobusu miejskiego, który po polsku (bo nie znał, i nie musiał znać ukraińskiego) poprosił ją o zaprzestanie rozmowy przez telefon. Dziewczynę, oburzył ton głosu kierowcy oraz… brak znajomości, jej rodzimego języka. Na Facebooku znajdziemy wiele głosów poparcia dla obrażonej studentki, ale też te pełne zdziwienia i oburzenia. Trwa dyskusja, gdzie jest granica między tolerancją a bezpodstawnymi zarzutami o jej brak.

– To nie jest tak, że my jesteśmy jakimiś nie do końca rozumnymi istotami, które biją drugą,  za posiadanie  skośnych  oczu. Gafur,  student  z Syrii, mieszka w Warszawie od czterech lat. – Nieraz to widziałem, obserwowałem. Zdziwi cię moja postawa, ale my, przybywający do was z innych krajów, sami sobie często jesteśmy winni. Zabieramy miejsca pracy, miejsca na uczelniach, domagamy się przestrzegania naszych praw w nie naszym kraju. I często w nas samych tej tolerancji brakuje. Gdy krzyczymy, że nie mamy tu meczetu. A kościoły katolickie u siebie stawiamy? Rozumiesz? Nic nie tłumaczy agresji, pobicia czy nawet odbierania życia w skrajnych przypadkach. Żeby było jasne! Ale postawa żądająca i  roszczeniowa z jaką tu często się sprowadzamy, potrafi wytrącić z równowagi i budzić skrajne emocje. To też prowadzi do zachowań rasistowskich. Nie wiem, czy można tego uniknąć, całkowicie wyeliminować.  Czy czasami, zbyt bardzo nie jesteśmy różni…

Kolega mojego syna, zadaje inne pytanie – Wie pani co, ja jestem normalny człowiek. Żyje, uczę się, niedługo studia i praca. Mam kolorowych znajomych, cieszę się, że ich znam, bo to świetni ludzie, przyjaciele. I wiadomo, że różne sytuacje nas spotykają, zwłaszcza, gdy gdzieś razem wychodzimy. Ale taka smutna obserwacja, mnie kiedyś dopadła, że jak to jest? Jak pobiją czy obrażą obcokrajowca, to wszystkie media o tym krzyczą. Zbierają się debaty, marsze tolerancji, dyskusje o tym, co z nami Polakami jest nie tak? Ale gdy w ubiegłym roku Chińczycy z mojego miasta pobili dwóch chłopaków, to nikt o tym nie mówił. Zdarzenie zostało  zamiecione pod dywan ze stwierdzeniem, że pewnie to był atak ksenofobii, bronili się. Tylko, że poturbowanych  chłopaczków było dwóch, a drugich panów aż siedmiu. Zresztą, podobnych sytuacji, mógłbym przytoczyć, więcej, tylko po co. I tak zawsze wszystko sprowadza się do tego, że jesteśmy faszystami, którzy leją gdzie popadnie, jak tylko inny kolor skóry zobaczą.

Mauricio, Włoch od 20 lat mieszkający u nas, mówi krótko: – Ja tego całego sporu nie rozumiem. To ja tu przyjechałem, nie wy do mnie. Mój to był wybór i moja decyzja. Jeśli komukolwiek, kto też tu ląduje, coś nie pasuje, droga wolna. Przecież świat jest taki duży, pomieścimy się wszyscy. Po co na siłę wykrzykiwać swoje racje, sądzić się, mieć za złe krzywe spojrzenia. Wyróżniamy się, zawsze będziemy zwracać na siebie uwagę, zwłaszcza my, przyjezdni. O co ten raban, po co te hasła o braku tolerancji, o krzywdach. Zamiast tracić na to siły, lepiej pomyśl, czy ty, tak wiele wymagający od innych, potrafisz dać tyle samo w zamian? Przez ponad 20 lat, oprócz kilku zaczepek, nie spotkało mnie nic złego. Ktoś powie, że miałem szczęście, że Włosi aż tak się wyglądem, nie wyróżniają. A ja odpowiadam, że gówno prawda.  Bo to dzięki temu, że najpierw sam nauczyłem się szacunku do tego kraju i zaakceptowałem jego prawa i tradycje. Bez tego, gdziekolwiek nie będziemy mieszkać, zawsze spotka nas atak drugiej strony.

” Problemy twoje, moje, nasze boje, polityka
A przecież każdy włos jak nasze lata, policzony
Kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamień, niech rzuci
Daleko raj, gdy na człowieka się zamykam”    Stanisław Soyka ” Tolerancja”


Zjedz mnie, a pomogę ci schudnąć i poprawię humor…

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
15 września 2016
Fot. iStock / Courtney Keating
 

Temat zachowania szczupłej sylwetki lub co trudniejsze, zarzucenia nadprogramowych kilogramów, nie musi być dla ciebie łatwy i oczywisty. Internet obfituje w porady jak schudnąć szybko, ale ty skup się na tym, jak schudnąć skutecznie i zdrowo. Bo zamiast łapać za apteczne suplementy na odchudzanie i stosować ryzykowne diety, planuj swoje zakupy i układaj posiłki tak, by najlepiej wykorzystać moc natury do osiągnięcia założonego celu. Bo przecież można jednocześnie i całkiem przyjemnie chudnąć i zadbać o swoje zdrowie i samopoczucie. 

Natura obfituje w pokarmy, które zwierają substancje wpływające przyspieszenie przemiany materii i spalania tłuszczu. W dodatku są bogate w składniki odżywcze, więc pozytywnie napędzają ciało do działania i pozwalają zachować je w zdrowiu. Często bywa, że wprowadzenie takich zmian dietetycznych, skutkuje nie tylko utratą kilogramów, ale stałą, pozytywną zmianą nawyków żywieniowych całej rodziny.

Napoje i pokarmy, które pozytywnie wpłyną na utratę kilogramów i poprawią humor

1. Kakao

Brzmi słodko, pysznie i kojarzy się albo z kubkiem gorącego napoju w chłodne wieczory, albo ukochaną tabliczką czekolady, czyli raczej mało odchudzająco. A jednak kakao ma dobry wpływ na sylwetkę, o ile wiesz, w jakiej postaci najlepiej je spożywać. Ziarno kakaowca jest bogate w polifenole i teobrominę, które przyczyniają się do szybszej utraty tłuszczu. Związki te wykazują efekt termogenny oraz korzystnie wpływają na pracę hormonów zaangażowanych w gospodarkę energetyczną organizmu. Kakao zawiera także tyrozynę, poprawiającą nastrój i samopoczucie poprzez podniesienie poziomu dopaminy w mózgu. Najlepsza wersja kakao to jego filiżanka  z odrobiną chilli po posiłku. Kapsaicyna z chilli nasila efekt odchudzający. Od czasu do czasu czekolada z 90% kakao również nie zaszkodzi sylwetce.

mleko czekoladowe


Fot. Pixabay / stevepb / CC0 Public Domain

2. Mleko

Wbrew skojarzeniu z tłustym mlekiem prosto od krowy lub pozbawionym wartości mleku 0,5% z kartonu, mleko jest przydatne w walce z nadmiarem kilogramów z brzucha. Zawiera wiele witamin i minerałów, w dodatku jest bogate w białko i dobrze przyswajalny wapń, niezbędny do utrzymania szczupłej sylwetki. Dobrze pić o 3 szklanki dziennie, by pokryć to zapotrzebowanie. Co więcej, badania opublikowane w Journal of Nutrition świadczą, że mleko obniża poziom kortyzolu, hormon stresu, który jest związany z nadmiarem tłuszczu na brzuchu. Najlepiej wybierać zamiast pełnotłustego mleka, te z etykietką 2%  ;).

3. Sok z ananasa

Jest on niskokaloryczny, bogaty w witaminy, w dodatku wspiera wytwarzanie melatoniny na lepszy sen. Ten z kolei dobrze wpływa na przyspieszenie metabolizmu podczas chudnięcia oraz obniża podatność na podjadanie w ciągu dnia. Podnosi także poziom serotoniny, która ma niebagatelne znaczenie dla dobrego nastroju, co ułatwi mierzenie się z wyzwaniami życia na diecie. Wystarczy szklanka soku, by osiągnąć te efekty.

 Fot. Pixabay / security / CC0 Public Domain


Fot. Pixabay / security / CC0 Public Domain

4. Bób

Bób to niskokaloryczne warzywo, o specyficznym, przyjemnym smaku. Jest bogate w białka, węglowodany, żelazo, magnez i miedź, zawiera dużą ilość błonnika, więc ułatwia trawienie i zapewnia uczucie sytości na długo. Zawiera lewodopę, prekursor dopaminy, która poprawia nastrój. Wystarczy raz na jakiś czas zjeść szklankę gotowanego bobu, który dostarcza 200 kcal.

5. Marmite

To przysmak, szerzej jeszcze nieznany w polskich kuchniach. Jest to popularny w Wielkiej Brytanii wyciąg drożdżowy, powstający jako produkt uboczny podczas warzenia piwa, bogaty w witaminy z grupy B. Wygląda jak pasta o ciemnobrązowym kolorze i intensywnym zapachu, a w smaku przypomina sos sojowy, o intensywnym, „mięsnym” smaku. Nie zawiera tłuszczu i cukru, jest dobrą alternatywą na śniadania dla miłośników słodkich dżemów i marmolad. Dwie kromki chleba tostowego z marmite stanowi połowę RDA kwasu foliowego oraz podnosi produkcję serotoniny.

6. Dziczyzna

Z lasu na talerze? Nie każdego przekonuje taka perspektywa obiadu z sarniną w roli głównej, ale warto zmienić swoje nastawienie. Dziczyzna ma wyjątkowy smak, jest bogata w pełnowartościowe białko, witaminy i składniki mineralne. Zawiera mało tłuszczu i złego cholesterolu oraz jest zdrowsza od sztucznie dokarmianych hodowlanych zwierząt. Standardowy 120g stek zawiera duże ilości tryptofanu, aminokwasu, ważnego dla produkcji (poprawiającej nastrój) serotoniny. To droższa, ale i lepsza alternatywa na dietetyczny obiad od wieprzowiny.

Fot. iStock / Lisovskaya

Fot. iStock / Lisovskaya

 


źródło: www.womenshealthmag.co.ukpl.wikipedia.org

 


Dynamit, który rozsadzi każde małżeństwo. Dwa najczęstsze powody rozwodów

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
15 września 2016
Dynamit, który rozsadzi każde małżeństwo. Dwa najczęstsze powody rozwodów
fot. iStock/mofles

W XXI wieku małżeństwo zaczęło uchodzić za niepotrzebny wytwór przeszłości. Każdy chce żyć na własną rękę, być w wolnym związku, a przede wszystkim mieć poczucie wolności i swobody. Jednak badania przeprowadzone przez New York Times są jednoznaczne – ślub to najlepsza rzecz, jaką możesz zrobić dla swojego życia. Dlaczego? Ludzie żyjący w małżeństwie są po prostu szczęśliwszymi ludźmi, którzy mają mniej stresu.

Nie wszystko jest jednak tak kolorowe, jak byśmy chcieli. Relacja między dwoma osobami, decydującymi się na wspólne życie jest narażona na niezliczoną ilość przeszkód. To trochę jak laski dynamitu podstawiane nam pod nogi, kiedy patrzymy przed siebie. Efekty mogą być tragiczne. Jednak jak uważa Peter Pearson, terapeuta małżeński i założyciel Couples Institute więcej niż 60% par natyka się na dwa problemy.

Dwa najczęstsze powody rozwodów

Unikanie konfliktów

Kłótnia wisi w powietrzu, a atmosfera jest gęstsza niż ulubiona domowa zupa. Jednak nikt nie podejmie się rozpoczęcia rozmowy. Ze strachu przed konsekwencjami, słowami które paść zupełnie niechcący, ale przede wszystkim przez jedno kotłujące się w głowie pytanie „po co mi to?”. Ten problem najczęściej zdarza się wśród par, w których panuje relacja dominujący-podwładny. Wtedy wszelkie marzenia, plany czy potrzeby są podporządkowane osobie z silniejszym charakterem. Tak dla świętego spokoju. W takim związku raczej nie zdarzy się nic dobrego, a każda decyzja będzie podejmowana z większym uwzględnieniem potrzeb osoby dominującej. Niezależnie czy będzie chodziło o dziecko czy wakacje.

W wypadku dynamitu z napisem „unikanie konfliktów”, niekoniecznie jeden partner musi przejmować kontrolę nad drugim. Nie zmienia to faktu, że w pewnym momencie zaczynamy kopiować pewne zachowania, a cele partnera stają się naszymi. Zapominamy o sobie, a gdy już przyjdzie nam przez myśl, żeby sobie przypomnieć – boimy się o tym mówić. Potem narasta frustracja, rodzą się w nas coraz większe pretensje, aż w końcu nie wytrzymujemy i dochodzi do rozwodu. Kłótnie to normalna rzecz, rozładowanie napięcia, bycie zupełnie szczerym. Jak mówi Pearson, zanim ludzie się pobiorą, powinni się pokłócić.

Wrogowie niezależności

Numer dwa na liście terapeuty małżeństw to wrogie nastawienie do niezależności w związku. Ten element zdarza się, kiedy obie osoby w związku to silne charaktery. Najchętniej oboje by dominowali, ale wiadomo – trzeba się ‚dotrzeć’, pójść na kompromis. Czy to jednak możliwe, kiedy każdy chce powiedzieć ostatnie słowo i narzucać swoje poglądy? Już sam pomysł narzucania komuś swoich poglądów nie brzmi zbyt dobrze. Kiedy dodamy do tego poważny związek, który z założenia ma trwać do końca życia… Może pojawić się ogromny problem. Bo kiedy zaczynają się kłótnie, obwinianiu siebie wzajemnie nie ma końca. „To nie ja decydowałam!” „To ty miałaś ten idiotyczny pomysł!” I tak w nieskończoność. Aż w końcu pojawia się taktyka obronna – robienie z siebie ofiary. Cała wina spada na partnera, a my jesteśmy czyste jak łzy.

Rozwiązanie tego problemu wcale nie jest takie łatwe. Uparci partnerzy dążący do ciągłej dominacji to chleb powszechny dla wszystkich terapeutów, ale i ich największa zmora. Słowo klucz w przypadku dynamitu nazwanego wrogiem niezależności jest po prostu kompromis. A to ogromna sztuka, szczególnie dla upartych osób, które zawsze chcą stawiać na swoim.

Najważniejsza według Petera Pearsona jest jednak ciągła praca nad związkiem. Bo tak długo, jak pracujesz nad sobą i tym, co dla ciebie najważniejsze – żaden dynamit nie rozwali twojego małżeństwa.


źródło: LifeHack.org


Zobacz także

20 cech, które utrudniają ludziom szczęśliwe życie. Ile z nich masz?

Zrób coś dla miłości – pokaż, jak kochasz siebie i podaj dalej pozytywną energię! 💗 Akcja „Pokaż, jak kochasz”

Chcesz dziecko, chętnie pomogę. Dawca spermy łatwy do znalezienia