„Proszę, a macie wino? Muszę odreagować”. Nałóg perfekcjonistki

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
10 maja 2016
„Proszę, a macie wino? Muszę odreagować". Nałóg perfekcjonistki
Fot. iStock / kateholms

Powoli wracam do życia. Odwiezienie córek do szkoły, to dla mnie wyprawa. Na osiedlu spotykam sąsiadów: „O Pani Ewo, jak tam? Dobrze?”. Uśmiecham się. „Dobrze” odpowiadam. Pierwszy stopień trudności za mną. Potem szkoła. Muszę podjechać, zaparkować, znów się uśmiechnąć, pójść załatwić coś w sekretariacie. Spotkać mamę koleżanki córki, uśmiechnąć. Jestem taka blada wciąż. W niczym nie przypominam kobiety sprzed dwóch lat. Pani Cztery Razy P. Piękna, Perfekcyjna, Pożądana, Potrzebna.

Ale jestem bliżej siebie. Nie piję. Nie biorę leków. To może niewiele. Ale może wszystko.

Ostatnio uszyłam córce sukienkę na przedstawienie. Skończyłam o pierwszej. Byłam mokra od potu.

Śmieszne, co? Sukienek szyłam dziesiątki. Dla córek. I dla ich koleżanek też. „Ewa, możesz?”. Mogę, oczywiście. Lubiłam to. Lubiłam być potrzebna, lubiłam szyć, lubiłam.
Wszystko lubiłam.

Może dlatego zaczęłam pić, a potem chorować na depresję? Bo wszystko lubiłam. Ludzie nie mogą lubić wszystkiego. To nienaturalne. Jeśli teraz spotykam młodą osobę i widzę, że ona lubi każdego i cały świat – niepokoję się. Bo za to bycie „friendly” zawsze płaci się cenę.

Zresztą nie wiem co było najpierw. Picie czy depresja. Depresja czy picie.

W każdym razie to pewnie było razem. Ludzie, którzy czują niechęć do życia mają problemy ze wstaniem z łóżka. Mogą też próbować przeżyć dzień. Mi pomagał alkohol. Ci, którzy kiedyś pili za dużo wiedzą, że alkohol dodaje energii. Przynajmniej na początku.

Bo ludzie

Gdy jesteś zdrowa odbierasz dziesiątki telefonów, wymieniasz setki informacji. Ludzie są twoją codziennością. Byłam nieśmiała. Ale wybrałam zawód, który wymagał nieustannego kontaktu z ludźmi. Rozumienia ich. Pomagania im.

Gdy zaczęłam obserwować u siebie pierwsze sygnały depresji, jedyne co mi pomagało spotykać się z ludźmi to wino albo martini. Zaczęło się od wypadów ze znajomymi.

– Nie chcę iść – mówiłam.
– Ale jak to nie chcesz??? – dopytywali.

Ludzie wielu rzeczy nie rozumieją. Że jesteś zmęczona. Że smutna. Że po prostu chcesz się pogapić w ścianę. I to nie dlatego, że przeżywasz. Nie chcesz krzyczeć, uprawiać uśmiechów i miłych gadek. Jeść na imprezach. Że chcesz coś innego.
– Nie chcę iść – powtarzałam.
– A może jednak? Wiesz, martwię o ciebie, dawno nie wychodziłaś.

Zbierałam się więc i wychodziłam. Bo nienawidziłam rozczarowywać innych. I wciąż się tłumaczyć. Przed jednym z takich wyjść koleżanka nalała mi wina. Jeden kieliszek, drugi. Dobra, mogłam wyjść. Zapomniałam, że nie lubię. Wino mnie ukoiło. Impreza była fajna. Pomyślałam: skoro zapomniałam, że chce gapić się przez okno to może alkohol jest fajny?

Potem już zawsze piłam przed imprezą. I przed większym spotkaniem z ludźmi piłam. Na początku piwo, drinka.

Bo stres

Odkąd pamiętam czułam stres. Nie chcę obwiniać rodziców. Ale to pewnie i tak ich wina:) Że kłótnia, że konieczność bycia najlepszą, że klasówka, że tyle zajęć pozaszkolnych. Po latach zrozumiałam – dziecko chce przede wszystkim spokoju. Jedno to pokazywać mu nowe życie, drugie to wymagać, żeby te nowe rzeczy kochało. Żeby to stawało się rywalizacją. Żeby było lepsze.
Dlatego, kochani rodzice, którzy tak pchacie swoje dzieci do przodu, zastanówcie się czy przypadkiem nie wychowujecie Perfekcyjnej w depresji. Pożądanej w stresie.
Jeśli całe życie mówią, że musisz być najlepsza to zawsze się porównujesz. I zawsze zastanawiasz się czy dostatecznie dość
– czy to ciasto dość dobre?
– czy ta praca wystarczająca?
– a ja w tej pracy dostatecznie.
– czy nie powinnam zrobić tego ładniej?
– a lepiej?
– dokładniej powinnam na pewno.
Nieustannie podwyższasz sobie poprzeczkę. Nieustannie czujesz napięcie. Napięcie. Wydawało mi się, że wszyscy to czują. Wszyscy się denerwują. I wciąż.
Nie?
Chciałabym, żeby ktoś napisał, że nie, bo ja myślę, że tak, że wszyscy udajemy.
Więc wolałabym, żeby ktoś wprost powiedział: niczym się nie denerwuję, nie musisz tak żyć.

Gdy nie miałam siły, piłam. Nie, niewiele. Jeden, dwa drinki. Ale tak chyba nie wygląda życie. Tak zaczyna się uciekanie przed światem, picie, (nie) dawanie rady.

Bo dzieci

Dopóki nie urodziłam wierzyłam, że jestem matką idealną. Że wystarczy kochać. I chcieć. Ale to nieprawda. Dzieci wymagają poświęceń. Moje córki chorowały. Jedna miała kolejna operacje, miała problemy z sercem. W szpitalach uczyłam się pokory, wystając pod kolejnym gabinetem, prosząc profesorów, żeby udzielili mi informacji.
– Napijesz się drinka? – pytała przyjaciółka do której przychodziłam zmęczona i wycieńczona. Mieszkała tuż pod szpitalem Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.
– Pewnie, że się napiję – mówiłam.
Bo jedyne o czym marzyłam po szpitalu to odprężający drink. Ale to nic takiego.
Nic takiego. Oczywiście.

Bo plany

Których nie udaje nam się, z różnych powodów realizować. Bo tych planów jest za dużo. Albo za bardzo marzysz. Wiem, że po każdym dniu pracy marzyłam, żeby wypić martini z lodem. I nawet nie zauważałam, gdy wypijałam butelkę. A potem piłam po prostu wino, bo wydawało mi się mniej kaloryczne.

Przez pięć lat wypijałam dziennie butelkę wina i nikt tego nie widział. Piekłam, gotowałam, sprzątałam, odrabiałam lekcje z jedną córeczką, drugiej pomagałam w przedszkolu, prasowałam górę ubrań, załatwiałam milion rzeczy związanych z życiem, uprawiałam seks.
Byłam perfekcyjna.

Postanowiłam

Któregoś dnia postanowiłam, że już więcej nie będę szukać energii w używkach.
Moje córki mają prawo mieć świadomą matkę, a ja chcę rozumieć wszystko. Obiecałam sobie: „nigdy więcej”/
Nie, to nie jest proste. Szczególnie na początku. Zapisałam się na grupę AA. Każdy dzień był bolesny, bo był strasznie zwyczajny. Albo bolał, a ja nie mogłam tego odreagować.
Zrozumiałam wtedy kilka rzeczy.
– nie lubimy ludzi smutnych– nikt nie akceptował mnie smutnej, a w pewien sposób byłam smutna
– nie lubimy ludzi odważnych. Mówiłam: nie piję, miałam z tym problem. Ludzie się śmieli, patrzyli po sobie. Dlaczego słabość jest tabu? Każdy nałóg jest tabu.
– nie lubimy ludzi, którzy się nie starają, a ja nie miałam sił się starać. I w domu, i w pracy. Gdy mówisz: nie ma siły, ludzie się dziwią. Boże, kłam chociaż. Że chory jesteś na grypę, że babcia umiera, pies kona. Jak to jesteś słaba? Tak po prostu.
Ogromną ulgą było powiedzenie: tak po prostu.
Tak, po prostu. Zostawcie mnie na chwilę.

Nie prasuję, rzadziej sprzątam, mniej się śmieję. Rano piję zieloną herbatę, jestem bardziej zwyczajna. Tak trwam od kilku miesięcy.

Mam lepszy kontakt z córkami, przestałam być panią miłą, mniej sprzątam, mniej prasuje, wszystkiego robię mniej.

Dziewczyny – za każdy NADMIAR w końcu zapłacimy. Musicie być skałami, żeby nie zapłacić. Ale po co nimi być? Ja nie jestem pierwszy raz w życiu skałą. Mówię nawet czasem: mam to w dupie.

Nigdy nie byłam szczęśliwsza.

wysłuchała: Katarzyna Troszczyńska


Jak czytam takie brednie, to robi mi się słabo. Nie ma we mnie zgody na pogardę wobec kobiet

Listy do redakcji
Listy do redakcji
11 maja 2016
Nie ma we mnie zgody na pogardę wobec kobiet
Fot. iStock / RapidEye

Kompletnie nie rozumiem, skąd tyle pogardy wobec kobiet. Jak bardzo można kobiet nienawidzić, a raczej tego, kim dzisiaj są. Czytam czasami komentarze pod różnymi tekstami, zazwyczaj tymi, w których wypowiadają się kobiety – mądre, wykształcone, mające naprawdę coś do powiedzenia i co widzę: „do garów”, „dzieci rodzić”, „nic dziwnego, że jest sama, kto by z nią wytrzymał”, „z taką twarzą to do zakonu”. My naprawdę nadal jesteśmy postrzegane przez pryzmat tego, jak wyglądamy, czy mamy mężczyznę obok siebie, choćby najgorszego, i ile dzieci urodziłyśmy.

I zastanawiam się, jakie życie mają kobiety, z którymi autorzy takich komentarzy żyją. Mamy dwudziesty pierwszy wiek, czas, kiedy kobiety głośno mówią, czego chcą, wyszły z tych swoich kuchni, odeszły od garów i postanowiły się realizować – zawodowo, uczuciowo, czy już nawet uogólniając – życiowo. Wyznaczają sobie cele, mają marzenia, do których dążą. I nie jest to jedynie posiadanie dwójki dzieci i nowej zastawy do obiadu.

I niech ktoś mi powie, co w tym złego? Dlaczego nadal nam kobietom odbiera się przyjemność z bycia sobą, po prostu. Uważa się za gorszy jednak rodzaj człowieka, bo słabszy, bo nie wiem – gorzej rozwinięty, mniej inteligentny? Naprawdę czasami mam wrażenie, że właśnie tak o nas myślą – nie tylko mężczyźni, ale też część kobiet tak się właśnie czuje i dobrze im z tym. I niech tak będzie. Przecież każdy wybiera swoją ścieżkę.

Jakbyśmy były tylko do rodzenia dzieci i spełniania zachcianek seksualnych facetów. Chociaż to nie zawsze idzie w parze, bo oni nadal w większości najchętniej chcieliby mieć ułożoną i grzeczną kobietę w domu, co to poda pod nos, posprząta, dzieci ogarnie i jeśli nie ona, to jakaś inna na boku chętnie nogi rozłoży wieczorem i powie mu, jakim jest świetnym samcem alfa. O tak, to poczucie władzy deprawuje mężczyzn. Oni chcą czuć się ważni, oni muszą wiedzieć, że mają nad kimś przewagę. A nad kim mieć najprościej – nad kobietami, które często nie mają dość siły by się pogardliwemu traktowaniu przeciwstawić, bo też skąd mieć wzorzec takiej kobiety, skoro nasze babcie i matki w patriarchalnym systemie nieustannie trwały.

Trafiłam wczoraj na artykuł przekazywany ze ściany na ścianę na Facebooku. I szczerze – oczom nie wierzyłam, myślałam, że to jakiś idiotyczny żart (tylko czemu znowu kosztem kobiet). Okazało się jednak, że list opublikowała Fronda  – gdyby ktoś nie wiedział to bardzo konserwatywny portal katolicki. Chciałam zacytować fragmenty tego tekstu, ale zniknął ze strony… Jak można publikować tekst, którego redakcja nie jest w stanie obronić? Teraz pewnie powiedzą, że nigdy go u nich nie było i pójdą się wyspowiadać z kłamstwa. Oni akurat rozgrzeszenie zawsze dostaną, bez względu na to kogo i jak bardzo by opluli.

W każdym razie dowiedziałam się z tego tekstu „widmo”, że kobiety, które faszerują się tabletkami antykoncepcyjnymi mają obniżone poczucie własnej wartości, chorują na depresję, a nadmiar hormonów zawartych w tabletkach może sprawić, że stają się zdzirami wijącymi się wokół mężczyzn niczym wiewióry. Było coś jeszcze o tym, że kiedyś to kobiety miały Koła Gospodyń Wiejskich, ale dziś z powodu środków antykoncepcyjnych, które wypaczają im mózg nie potrafią się zorganizować.

Z tego tekstu można też było się dowiedzieć, że przed era terapii hormonalnej kobiety były odważniejsze, silniejsze, a dzisiejsza słabość feministek jest wynikiem choćby chemii zawarte w kremach na ujędrnienie biustu, czy likwidowanie cellulitu. Aaa i jeszcze – obniżenie testosteronu u kobiet sprawia, że one gorzej dogadują się z mężczyznami. Także drogie panie – testosteron w pigułce i wszystkie problemy w związku, małżeństwie czy w relacji z chamskim szefem, który ma ochotę obmacywać was w firmowej kuchni, idą w zapomnienie.

Brednie? Jasne, że brednie, którymi nikt nie powinien się zajmować i raczej przejść obok tego obojętnie. A z drugiej strony czułam jak rośnie we mnie wściekłość, jak publicznie można w ogóle wygłaszać takie opinie? Jak można publikować coś, co uwłacza drugiemu człowiekowi i to przez mieniące się katolickimi media. Tak, ja wiem, że już dawno to co związane z kościołem niekoniecznie zwłaszcza w Polsce związane jest z samą religią. A raczej związane nie jest, bo kościół swoje: od mowy nienawiści, po wyciąganie pieniędzy skąd się da, a religia żyje sobie a muzom i mało kto przywołuje jej prawdziwe wartości bez jakiejkolwiek hipokryzji.

Ale miało być o kobietach. Dlaczego my nieustannie musimy coś udowadniać? Dlaczego wpycha się nas w ramy, które owszem funkcjonowały jeszcze 50, a nawet 30 lat temu? Ale dzisiaj? Jesteśmy fajnymi babkami, które postanawiają zawalczyć o własne szczęście. A że to szczęście niekoniecznie związane jest z mężczyzną u boku, który nas nie szanuje, a tylko oczekuje, że jednak wyhamujemy, że nie będziemy chciały więcej i więcej od życia, od innych, od niego? Jasne, znam wiele świetnych par opartych na partnerskim układzie, ale też często kobiety z takich związków mówią: „stara, musiałam sobie to wypracować, przecież gdybym nie wymagała, to myślisz, że on sam z siebie by pranie wieszał?”. No nie wieszałby pewnie. I nie robił wielu innych rzeczy, które zdaniem nadal wielu mężczyzn facetom nie przystoi. Któryś z nich jest autorem niewybrednych komentarzy na temat feministek, kobiet, które odnoszą zawodowe sukcesy, są na wysokich stanowiskach dużych spółek?

Nie wiem. Ale wiem jedno. Nie możemy pozwolić na to, by nami pogardzano. By próbowano wtłoczyć nam do głów, że nie jesteśmy nic warte tak po prostu same z siebie. Ile z nas spotyka się z pogardliwym spojrzeniem w pracy tylko dlatego, że jest kobietą, ile z nas codziennie słyszy komentarze na ulicy, w sklepie, autobusie, które sprawiają, że czujemy się brudne i dotykane klejącymi łapami obleśnych facetów?

Nie ma we mnie na to zgody. Tak jak nie ma zgody na traktowanie nas jak istot, którymi rządzą jedynie hormony. Dopóki będziemy dawały nieme przyzwolenie na takie traktowanie, nie będziemy reagować, kiedy ktoś nas chce poniżyć, potraktować jak przedmiot, upokorzyć nas i ściągnąć do roli usługującej, to pozostaniemy w tej zaściankowości. Pozwolimy, by ktoś inny mówił za nas, ile jesteśmy warte. By podważał nasze poczucie pewności opowiadając publicznie bzdury, które wywołują śmiech, ale które ktoś gdzieś powtórzy w mniej zabawnej dla kobiety sytuacji.

Dla mnie dzisiaj najważniejsze prawo kobiet, to prawo do bycia szczęśliwą. Na swój własny sposób, to prawo do walki o własne lepsze życie, to pewność własnej niezależności i tego, że nie potrzebuję opiekuna, który poprowadzi mnie przez życie. Bo wiem, że mogę sama decydować o sobie i nie zamierzam z tego rezygnować. I wy tez nie rezygnujcie i pamiętajcie o tym, bez względu na to, co usłyszycie na swój temat.

P.S. Dla komentujących: tak, codziennie łykam tabletki antykoncepcyjne, mam dwójkę świetnych dzieci i fajnego męża.


Trądzik, cellulit lub kłopoty z włosami? Sprawdź, jak działają herbatki ziołowe

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
10 maja 2016
herbatki ziołowe
Fot. Pixabay / condesign / CC0 Public Domain

Napary z ziół kojarzymy przede wszystkim z ludową medycyną i sposobami babć na różne dolegliwości. Teraz na drogeryjnych półkach stoi wiele nowoczesnych specyfików, które mają za zadanie pomóc w utracie masy ciała, poprawie kondycji skóry czy włosów. Zanim sięgniesz po gotowe farmaceutyki, spróbuj moc ziół, których dobroczynne działanie dla organizmu, jest na nowo odkrywane.

W składzie ziół, naukowcy dopatrzyli się bogactwa antyoksydantów, minerałów i witamin. Dzięki temu,  oczyszczają one ciało z toksyn, nadając cerze, włosom oraz paznokciom blask. W zależności od potrzeb, do wyboru jest wiele różnych herbatek, które dzięki aktywnym substancjom ukrytym w ziołach, oddziaływają na różne kłopoty.

Bratek i łopian pomogą na kłopoty z trądzikiem 

bratek

Fot. Pixabay / Euselia / CC0 Public Domain

Bratek dzięki zawartości antyrodnikowych flawonoidów i antocyjanów, dogłębnie oczyści skórę od wewnątrz. Pierwszej poprawy należy spodziewać się po ok 2 tygodniach, pijąc herbatkę 1-2 razy w ciągu dnia, zaparzaną po przykryciem przez 5 minut. Łopian wykazuje właściwości przeciwgrzybiczne i przeciwbakteryjne, łagodzi zmiany łuszczycowe skóry, zmniejsza łojotok i wypryski trądzikowe, pomaga usuwać toksyny ze skóry.

Skrzyp poprawi stan paznokci

skrzyp


Fot. Pixabay / summa / CC0 Public Domain

Skrzyp polny to bogate źródło krzemu, który wspomaga naturalną produkcję kolagenu. Wpływa on na stan skóry, włosów i paznokci, warto pić herbatkę z tego ziela, parzoną przez 15 min, 3 razy dziennie.

Pokrzywa wzmocni włosy

pokrzywa


Fot. Pixabay / blickpixel / CC0 Public Domain

W potocznym mniemaniu, ten zielony, parzący chwast należy omijać z daleka. To błąd, ponieważ pokrzywa posiada dużo flawonoidów detoksykujących organizm, witaminy C, K, A,  a także krzem, żelazo i wapń które fantastycznie odżywiają włosy. Herbatkę z tego ziela zaparzaj pod przykryciem przez 10 min, pij 3 razy dziennie.

Świetlik załagodzi podrażnienia okolic oczu

świetlik


Fot. Pixabay / majdharma / CC0 Public Domain

Świetlik działa skutecznie przy zapaleniu spojówek, tęczówki i łzawieniu, leczy zapalenie wiosenne spojówek, stany zapalne brzegów powiek i skóry powiek. Zamiast sięgać po gotowe specyfiki, wystarczy łyżeczkę ziela zalać 1 szklanką ciepłej wody, łagodnie gotować pod przykryciem przez 5 minut, odstawić do ostygnięcia. Jałowe kawałki gazy zwilżyć odwarem i przykładać kilkakrotnie na powieki lub przemywać nimi brzegi powiek.

Kwiat czarnego bzu pomoże w walce z cellulitem

Kwiaty czarnego bzu zawierają  flawonoidy, wzmacniające tkankę łączną i wspomagające produkcję włókien kolagenowych. Dzięki temu skóra jest bardziej elastyczna, jędrna i wygładzona. Herbatkę zaparzaj 10 min i pij 3 razy dziennie.


Zobacz także

Fot. iStock/milos-kreckovic

O czym myśli kobieta przed snem? Zależy kto obok niej zasypia

Fot. iStock / stock_colors

Koszmar życia Polki na diecie. Wspomnienia, ludzie, własne demony. Jak nie zabić siebie i innych?

Fot. iStock / princegarik

Chcesz czuć się lepiej? Nie czytaj poradników