Proste słowa i małe gesty, czyli o wielkiej mocy życzliwości

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
24 lipca 2017
Fot. iStock/PeopleImages
 

– Wystarczy miłe słowo. Wystarczy uśmiech, spojrzenie. I możemy zmieniać świat – twierdzi Anna Cwojdzińska, psycholog z Uniwersytetu SWPS w Poznaniu. – Wiedza o tym, że czynione dobro do nas wraca, nie jest niczym nowym. Ludzkość ma tę świadomość od tysięcy lat. Mówią o tym religie, zwraca na to uwagę filozofia – czyli o tym, jak ważne są małe proste gesty i o niesamowitej psychologicznej sile życzliwości.

Niby każdy potrafi powiedzieć, czym jest życzliwość. Według definicji Random Acts of Kindness Foundation, czyli amerykańskiej fundacji propagującej ideę życzliwości, to „naturalna właściwość, wyrażana poprzez akty dobrej woli, odzwierciedlające troskę o siebie i innych”. Według psycholog Anny Cwojdzińskiej jej źródłem są empatia i współczucie.

Życzliwe dbanie o siebie jest uznawane za czynnik dla psychologicznego i społecznego dobrostanu. Zdolność do odczuwania empatii i współczucia w stosunku do własnej osoby jest niezwykle ważna i przenosi się także do naszego obcowania w społeczeństwie. – Jest ona ujemnie skorelowana z agresją i przemocą, co oznacza, że im bardziej jesteśmy empatyczni, tym mniejsze mamy skłonności do krzywdzenia innych– tłumaczy psycholog.

Fot. iStock / Redrockschool

Fot. iStock / Redrockschool

Jednak przede wszystkim najważniejsza jest jednostka. Jaki wpływ ma okazywanie sobie życzliwości i bycie dla siebie dobrym? Według psycholog warto się sobą zaopiekować, ponieważ wpływamy wtedy na stan zdrowia. W ten sposób poprawiamy nastrój, obniża się poziom odczuwanego lęku i niepokoju, lepiej radzimy sobie ze stresem. Jednocześnie wzrasta nie tylko zdolność współodczuwania z sobą samym, lecz i poziom satysfakcji z życia.

Podobne korzyści przynosi okazywanie wdzięczności, która jest jedną z odsłon życzliwości. – Dobre uczynki dla wielu z nas są też okazją do zrobienia czegoś nowego. To sprawia, że fundujemy sobie trening elastyczności, zwiększa się nasza zdolność adaptowania się do zmieniających warunków – opowiada Anna Cwojdzińska. – Obie te rzeczy, czyli dobro i rzeczy nowe w odpowiednim natężeniu, także podnoszą poziom satysfakcji z życia – dodaje.

Wdzięczność powinniśmy okazywać każdego dnia. Za co możemy dziękować? Za wszystko. Za to, że możesz wypić dobrą kawę, za uśmiech bliskiej osoby, za to, że możesz iść na spacer. Dr Robert Emmons, psycholog oraz profesor na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, który całe swoje życie naukowe poświecił badaniu wdzięczności, stworzył listę korzyści, które pojawiają się, kiedy ją odczuwasz. Oto one:

  1. Stajesz się szczęśliwsza, bo twoje poczucie szczęścia zwiększa się o min. 25 proc.
  2. Lepiej śpisz
  3. Masz więcej chęci do działania, zwiększasz swoją życiową energię
  4. Odczuwanie wdzięczności, szczególnie w trudnych sytuacjach, pozwala lepiej sobie z nimi radzić. Zmniejsza także ryzyko pojawienia się depresji pod wpływem ciężkich doświadczeń
  5. Wzmacniasz swój system odpornościowy, ponieważ obniżasz poziom odczuwanego stresu
  6. Nie trzymasz w sobie negatywnych emocji, bo jesteś skłonna do wybaczania
  7. Dbasz o swoje zdrowie, więcej ćwiczysz. Masz świadomość, że nie jest to coś danego na zawsze i musisz o siebie zadbać
  8. Cieszysz się życiem, bo dzięki większej empatii jesteś w stanie zbudować trwałe i szczere relacje z innymi ludźmi. Wiesz, że jest to cenniejsze niż dobra materialne

Ostatni punkt jest naprawdę ważny i prowadzi do osiągnięcia stanu „subiektywnego dobrostanu”. Jeśli jesteśmy empatyczni, podejmujemy zachowania prospołeczne, które podnoszą stopień w jakim jesteśmy akceptowani przez grupę. A bycie lubianym, docenianym jest źródłem zadowolenia i sprawia, że żyje nam się lepiej.

Czy jesteśmy w stanie zarazić się wdzięcznością? Psycholog Anna Cwojdzińska twierdzi, że w dużym stopniu tak. – Na przykład rodzina ma wpływ na kształtowanie postaw. Wiemy, że styl wychowania wpływa na zdolność do regulacji emocji, a postawa uważności i zaangażowania może mieć pozytywny wpływ na radzenie sobie w rodzinie z trudnymi zachowaniami dzieci – tłumaczy. Dzieci obserwują zachowania rodziców i mają tendencję do ich naśladowania.

Dlatego warto dawać im dobry przykład. Poza tym rozwijanie kompetencji społeczno – emocjonalnych jest kluczem do sukcesu zarówno w szkole, jak i w życiu. Badania wskazują, że wysoki poziom kompetencji społecznych i emocjonalnych jest powiązany z wyższym poziomem dobrostanu i lepszymi wynikami w nauce, podczas gdy trudności w tym zakresie mogą prowadzić do całej gamy problemów osobistych, społecznych i związanych z przyjmowaniem wiedzy i zaangażowaniem na zajęciach.

Bycie życzliwym przynosi wiele dobrego. Dlatego warto praktykować ją na co dzień. – Dobre uczynki, przyjazne nastawienie, życzliwa troska o siebie i innych są tym, co czyni nasze życie pełnym, sensownym, tym co sprawia, że czujemy się dobrze – tłumaczy Anna Cwojdzińska i dodaje na koniec: -Wystarczy miłe słowo. Wystarczy uśmiech. Wystarczy spojrzenie. I możemy zmieniać świat.

Źródło: centrumprasowe, wellbelicious


„I chociaż mnie wkurzasz, chociaż nie raz myślę o tym, żeby wyjść i trzasnąć drzwiami, i już nigdy nie wrócić, to kocham cię”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
24 lipca 2017
Fot. Unsplash / Alex Hockett / CC0 Public Domain
 

Tak często cię przeklinam. Myślę sobie: „Rety, o ile moje życie byłoby prostsze, gdyby ciebie w nim nie było”. Jesteś przyczyną moich frustracji, złości. Wkurzasz mnie do granic możliwości, zwłaszcza gdy po raz kolejny mówisz: „zaraz”. A ja wiem, że to twoje „zaraz” wcale za chwilę nie nastąpi, tylko trzeba poczekać, aż dojrzeje, aż ty do niego dojrzejesz.

Patrzę na ciebie ze złością upatrując źródła moich problemów właśnie w tobie. Bo przecież łatwiej się żyje w pojedynkę, nie trzeba tych wszystkich kompromisów, dyskusji, zrzekania się tego, co ja właśnie chcę, żeby ciebie nie krzywdzić. Ile razy myślałam: „A idź ty sobie do diabła”? Marząc, żebyś pewnego dnia nie wrócił do domu, żebym mogła leżeć i nic nie robić, nie mówić, nie słuchać. Bo nie. Bo nie mam nastroju. Bo tak, boli mnie głowa. I nie mogę słuchać, że pewnie to znowu wszystko przez mój okres. Uwierz nie raz miałam ochotę skoczyć ci do krtani….

I patrzę na ciebie, jak śpisz. Padłeś zmęczony po ciężkim dla ciebie dniu. Tak śmiesznie układasz ręce, twarz ci się marszczy. Masz takie ładne brwi, włosy ci trochę posiwiały, może trochę bardziej niż ostatnio, gdy zwróciłam na nie uwagę. Nie przykrywam cię, bo wiem, że nie lubisz spać, gdy ci ciepło, a na dworze przecież duchota. I myślę sobie, że tak rzadko ci mówię, że kocham. Nie,” kocham” mówię często, ale tak automatycznie, jak dzień dobry nad ranem, gdy otwierasz oczy i uśmiechasz się do mnie każdego dnia. Tak, chyba nie było poranka, kiedy byś się nie uśmiechnął. Czasami, gdy wyjeżdżasz, brakuje mi tego uśmiechu, rozglądam się wtedy nieprzytomnie po sypialni zastanawiając się, jak można wstać, gdy nikt do ciebie się nie śmieje, gdy nie mówi wiedząc, że musisz już wstać: „zrobię kawę” i jej zapach dopiero wytrąca z sennego letargu.

I chociaż mnie wkurzasz, chociaż nie raz myślę o tym, żeby wyjść i trzasnąć drzwiami, i już nigdy nie wrócić, to kocham cię.

Kocham cię za ten poranny uśmiech i kawę, nawet tę czasami za mocną.

Kocham cię za pewność, którą dzięki tobie mam, bo wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć, że gdyby mój świat legł w gruzach, ty będziesz tym, który na swoich barkach te gruzy będziesz dla mnie za wszelką cenę trzymał. Będziesz mówił, że jesteś, że przecież ty jesteś, więc musi być dobrze, choćby nie wiadomo, jak źle było.

Kocham cię za to, że znosisz moje nastroje, za pytanie: „Ale o co ci naprawdę chodzi?”, które stawia mnie do pionu i każe zmusić do myślenia i szukania faktycznej przyczyny mojej złości, a nie czepiania się brudnej ścierki w kuchni. Wiesz, że czasami za to pytanie cię nienawidzę, zwłaszcza, gdy chcę jedynie dać upust swojej frustracji, a ty wytrącasz mnie z mojego szału.

Kocham cię za to, że dzięki tobie jestem lepszym człowiekiem. Że uczę się siebie nieustannie pytając siebie, czego chcę, czego mi brak, by nasz związek też był lepszym, by każde z nas o sobie pamiętało. Tak, ty nauczyłeś mnie myśleć o sobie. Powiedziałeś: „zrób coś ze swoim życiem”, gdy kiedyś marudziłam, że wszystko, co robię, jest do dupy. Pomyślałam wtedy: jakim swoim? Przecież teraz jest nasze? Myliłam się, jest nasze życie, ale jest też moje i twoje, nasze przestrzenie i enklawy, gdzie realizujemy wszystko to, czego pragniemy. Chyba nigdy ci nie powiedziałam, że to, gdzie jestem dzisiaj zawdzięczam tobie, bo nigdy nie trzymałeś mnie kurczowo za rękę, pewnego dnia zrozumiałeś, że potrzebuje wolności, że muszę trochę sama, czasami bardziej sama niż razem, żeby móc do ciebie wrócić szczęśliwszą i spokojniejszą.

Kocham cię, bo na mnie czekasz, bo wiesz, że w swoim zapędzeniu w końcu się zatrzymam, że tak mam i muszę lecieć do przodu. Rozumiesz, bo też tak masz, bo nagle dostrzegamy, że się mijamy, że brakuje nam wspólnego czasu i potrafimy usiąść i skupić się na nas, nim byłoby za późno.

Kocham cię, bo pokazujesz mi, że nie wszystkim trzeba się przejmować, nie wszystko brać sobie do serca. Że można powiedzieć: „mam to w dupie” posługując się męską logiką, że dopóki coś się nie wydarzyło, to po co dramatyzować.

Kocham cię, gdy ściskasz mocniej moją rękę na spacerze w tak banalny sposób zaznaczając swoją obecność.

Kocham cię za przyjaźń, którą mi dajesz, za szczerość i zaufanie. I za kłótnie i awantury i zupełnie chwilami odmienne zdania, które potrafimy uszanować dyskutując zacięcie.

I wiesz, kocham cię za to „zaraz”, które zaraz nie następuje, choć nigdy ci się do tego nie przyznam. Bo to jesteś ty w całości.  Z zarostem, którego nie chce ci się golić, z brudną ścierką w łazience, z rozrzuconym w sypialni praniem, ze spóźnieniami i tym, że „za godzinę” rzadko bywa godziną (coś masz z tym poczuciem czasu).

Kocham cię każdego dnia i każdego dnia mocniej. Kocham za to, jakim jesteś ojcem, jak byłeś przy mnie, gdy nasze dzieci opuszczały nasz dom idąc już swoją drogą. I wiesz, nigdy się nie bałam, że gdy ich zabraknie, to nas już nie będzie.

Dzisiaj jesteśmy spokojniejsi, pewniejsi siebie i siebie nawzajem. Ostatnio usłyszałam: „Widać, że wam się dobrze żyje”. I tak, mam dobre życie, to nasze wspólne, za to życie cię kocham.

Może jednak cię przykryję, bo chyba grzmi i burza nadchodzi. Wsunę się obok ciebie i zasnę przytulona do twoich pleców. A rano… rano poczekam na twój uśmiech i zapach kawy.


Nienaganne maniery, wielkie zmiany i ten angielski akcent. „Downton Abbey” – najlepszy brytyjski serial ostatnich lat

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
24 lipca 2017
fot. screen z YouTube/ JoBlo TV Show Trailers

Podobno jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana. O prawdziwości tego powiedzenia z pewnością przekonują się bohaterowie szóstego sezonu serialu „Downton Abbey”, dla których stara, dobra Anglia, jej tradycje i obyczaje nabierają nowych kształtów i kolorów. Oto nadchodzi nowe i nawet nienaganne maniery i tytuł szlachecki nic nie może na to poradzić.

Telewizyjny hit

„Downton Abbey” zadebiutował w 2010 roku, szybko podbił serca telewidzów i zdobył uznanie krytyków. Serial przedstawiający losy mieszkańców i pracowników angielskiej posiadłości dla wielu był swoistą lekcją historii i obrazem burzliwych zmian w społeczeństwie i obyczajowości Brytyjczyków. Dla Amerykanów, którzy zachwycili się produkcją, przedstawione w niej konwenanse, five’o’clocki, angielskie maniery i przywiązanie do tradycji było czymś niesłychanie egzotycznym, a przez to wciągającym i intrygującym (no i ten angielki akcent, któremu nie sposób się oprzeć!). Przez kilka lat świat śledził losy rodziny Crawley’ów, ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy i oto przyszedł czas na powiedzenie im „do widzenia” – a raczej „goodbye”. I dla telewidzów, i dla bohaterów serialu, szósty sezon oznacza koniec pewnej epoki.

Serialowa lekcja historii

Przez pięć sezonów „Downton Abbey” fascynował i zachwycał, zapewniał nam wzruszenia, radości, smutki i skandale. Dla wielu serial był też źródłem wiedzy na temat historii Anglii i stosunków pomiędzy arystokracją, a klasami niższymi.  Z zaciekawieniem oglądaliśmy pokaz najlepszym manier, dobrych obyczajów i savoir – vivre’u, ale ten nieco dziwny z dzisiejszej perspektywy świat właśnie dotarł do swojego kresu – oto nadeszło nowe, inne, bardziej liberalne. Kończą się kolacje, na które trzeba przebierać się w strojne suknie, ludzie przestają mieszkać w wielkich pałacach, kobiety głośno wyrażają swoje zdanie i stają się bardziej niezależne, a granice pomiędzy klasami nie są już tak wyraźne jak dawniej (choć do ich zatarcia jeszcze daleka droga). A co najważniejsze, zmienia się także myślenie ludzi i ich światopogląd – u jednych nieco szybciej, inni potrzebują więcej czasu na oswojenie się i powolne pogodzenie z nowym światem.

czteropłytowe wydanie szóstego sezonu "Downton Abbey" to prawdziwa gratka dla miłośników serialu

Czteropłytowe wydanie szóstego sezonu „Downton Abbey” to prawdziwa gratka dla miłośników serialu.

Miłość, sekrety i tajemnice

„Downton Abbey” to jednak przede wszystkim opowieść o ludziach, ich uczuciach, lękach, namiętnościach i pragnieniach. Serial pokazuje nam, że bez względu na to, czy jest się lady pijąca herbatę z filiżanki, czy służącą, która owy napój serwuje, w każdym człowieku drzemią podobne emocje, każdy ma własne marzenia, wrodzone umiejętności, a nawet talent, który czeka na odkrycie. Kamerdyner, który okazuje się urodzonym pedagogiem, lokaj, który odkrywa w sobie żyłkę pisarską, pomoc kuchenna, której ciężką pracą udaje się zdobyć wykształcenie i w której rodzi się świadomość polityczna, czy córka lorda, która staje się niezależną bizneswoman i kobietą sukcesu – oto jedynie część nowości, które serwuje nam szósty sezon „Downton Abbey”.

Dla starszego pokolenia nadchodzące zmiany będą trudniejsze do przyjęcia. Przez lata stare tradycje, obyczaje i zasady stały na straży istniejącego świata i choć nie zawsze sprawiedliwe (zwłaszcza dla klas najniższych), to jednak znane i bezpieczne. Co dziwniejsze, trudniej jest je znieść staremu, oddanemu kamerdynerowi niż lordowi, który jest nawet pouczany przez swojego podwładnego o tym, co wypada i jakich tradycji powinien przestrzegać ze względu na swoje szlacheckie położenie. Bez wątpienia sceny z udziałem Carsona (Jim Carter) należą do zabawniejszych w tym sezonie, a jednocześnie najlepiej pokazują, że zmiany tylko pozornie wydają się czymś łatwym i oczywistym. Uśmiech i zachwyt budzi też hrabina Violet Crawley (fenomenalna Maggie Smith), na której ironiczne komentarze i małe złośliwości mogliśmy liczyć od pierwszego odcinka.

Rodzinna zawierucha z (happy?) endem

Szósty sezon to także zawirowania i trudne relacje pomiędzy lady Mary i lady Edith. Siostry od zawsze rywalizowały ze sobą, kłóciły się i miały odmienne poglądy niemal na każdy temat, a w finałowym sezonie wyraźnie widać, jak wielka jest miedzy nimi przepaść i jak niewiele sympatii. Choć ostatecznie dojdą do wniosku, że chcąc nie chcąc muszą trzymać razem, bo pewnego dnia z tego dobrze znanego im świata zostaną już tylko one, to czeka je wiele emocjonalnych, bolesnych i trudnych wydarzeń. Mary, jako kobieta charakterna, pokaże swoje gorsze oblicze, złośliwość i bezwzględność wobec siostry, a Edith będzie musiała odnaleźć w sobie wystarczająca siłę, by znieść kolejne przeszkody od losu i ciosy ze strony (teoretycznie) najbliższej osoby.

Choć wielu miłośników serialu zasmuca wieść o zamknięciu bram do posiadłości Downton Abbey, to finałowy sezon zmierza do szczęśliwego happy endu i rozwiązania spraw każdego z bohaterów. Zostawiamy ich w zupełnie innym świecie, ale z przekonaniem, że prędzej czy później, każdy z nich jakoś sobie w nim poradzi i zaaklimatyzuje się w nowej epoce. A kiedy zatęsknimy za podglądaniem życia mieszkańców góry i dołu pałacu, będziemy mogli sięgnąć do DVD z serialem i ponownie przeżyć przygodę w starym, dobrym, angielskim stylu. Obowiązkowo wznosząc przy tym toast dobrą herbatą.

Zapisz

Zapisz


Zobacz także

Sałatka z kaszą jęczmienną i kabanosami

Jest tylko jedno pytanie, które chciałby ci zadać przyszły TY. Czy potrafisz na nie odpowiedzieć?

Rzuć wszystko i chodź się przytulać!