Pokaż mi, jak kochasz, a powiem ci kim jesteś

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
14 lutego 2017
6 z 6

Agape

Fot. iStock / Cecilie_Arcurs

Miłość czysta, dążąca do ideału

Ten typ miłości jest odzwierciedleniem stereotypowego podejścia do miłości przez kobiety. Jest to miłość altruistyczna, godna każdej ceny i poświęcenia.

Miłość jest dla tych osób emocją najważniejszą, taką, o którą zawsze trzeba i należy walczyć. Jest uczuciem, które bezwzględnie należy się każdej osobie; emocją, którą należy podarować drugiej osobie.

Osoby reprezentujące ten styl miłości są bardzo czułe, oddane partnerowi. Charakteryzuje je również gotowość do niesienia pomocy innym osobom.

PoprzedniNastępny

Życie z kłamcą, to taka zabawa w „kotka i myszkę”. Ty wiesz, czujesz to całą sobą, a on ciągle jeszcze stara się zachować pozory

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
14 lutego 2017
Fot. iStock / alien185
 

Pewność. Była, była i nagle pęka jak bańka mydlana. Ucieka, byle dalej od ciebie i już nie wróci, nawet jeśli wybaczysz. Inaczej z miłością, ta jest ciągle i uparcie nie chce odejść. Chociaż błagalnie prosisz, nie potrafisz przestać kochać właśnie wtedy, gdy tak bardzo tego potrzebujesz. Dziwne uczucie. Przedtem byłaś panią swojego losu, mogłaś wszystko. Teraz nagle nie kontrolujesz już swoich uczuć. Nie potrafisz powiedzieć sercu „stop”. Czy tak już zawsze będzie, odkąd wiesz, że on kogoś ma?

Zaczyna się tak zwyczajnie, że aż trudno ci uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Może nawet nie zauważysz, przeoczysz w tym codziennym porządku spraw. Są dzieci, praca, wasi rodzice, jego praca. Zawsze tak było, dlaczego coś miałoby się zmienić? Jesteście ze sobą już kilkanaście lat. Znasz go, najlepiej. Wiesz, kiedy szykuje dla ciebie niespodziankę, bo nigdy nie potrafi tego przed tobą dobrze zataić. Wiesz, kiedy ma problem, którym nie chce cię martwić. Wiesz, że jesteście, że trwacie jak skała, nawet wtedy, kiedy jest ciężko. Kochasz go, to, że on ciebie kocha jest dla ciebie równie oczywiste. Macie dzieci. To się nie może rozpaść.

Kochanie, wrócę później. Słyszałaś to, wiele razy. Banał. Czy tego dnia zabrzmiało jakoś wyjątkowo? Nie. Kłamstwo nie brzmi „inaczej”, jeśli nie wiesz, że nim jest. Szykujesz kilka kanapek wstawiasz do lodówki. Kiedy wróci, będzie głodny. Trudno, dziś sama kładziesz dzieci. Wraca, kiedy już śpisz. Taki zmęczony, tyle pracuje. Martwisz się, że w firmie wykorzystują jego obowiązkowość. Rano ucieknie szybciej, całując cię przelotnie w czoło. Jeszcze nie wiesz, że zwyczajnie głupio mu spojrzeć ci w oczy, ale ani twoja miłość, ani wspólne lata go nie powstrzymają.

On już w tym jest. Może to koleżanka z pracy, a może dawna znajoma, którą spotkał jedząc lunch, na mieście. Adrenalina, a może miłość. Sam jeszcze nie wie. Po prostu jest inaczej, inaczej niż z tobą, przez te ostatnie kilkanaście lat. Krzywdzi cię? Daj spokój, przecież o niczym nie wiesz. Nie cierpisz, bo nie masz świadomości. Żyjesz jeszcze w swoim świecie, zajęta budowaniem waszego wszechświata. Nie zauważasz, jak on, wymyka się z niego tylnymi drzwiami.

Muszę popracować, pójdziecie sami? Aj, ukłuło. Sobotnie spacery, to był wasz czas. Wasz i dzieci. Ale tłumaczysz sobie, że jemu też musi być ciężko. Przecież lubił te momenty z dziećmi, z tobą. Ubierasz dzieci, znikasz na dwie godziny. Myślisz, że kiedy wrócisz, będzie jak dawniej. Ale nie jest. Zostajesz sama, choć masz go na wyciągnięcie ręki.

Oddala się. Myślami jest gdzie indziej, widzisz to. Czujesz już gdzieś podświadomie, że twoje uczucia przestają mieć dla niego znaczenie. Tylko twoje serce, nie chce się z tym zgodzić. Odsuwasz od siebie tę myśl, że chodzi o inną kobietę. Co za bzdura. Jak? Gdzie? Kiedy? Przecież cały jego czas pochłania nowy projekt, biuro, służbowe wyjazdy.

Zaczynasz się starać, bardziej. Wyjedźmy gdzieś, tylko we dwoje. Chodźmy do znajomych, na cały wieczór. Obejrzyjmy film, zrobię coś dobrego do jedzenia, napijemy się wina. Oddajmy dzieci do mojej mamy, na weekend.

Napotykasz na mur, nie przebijesz się już przez niego. Chociaż słyszysz „Kotku, to nie jest dobry czas. Jestem zmęczony. Jeszcze tylko kilka tygodni i będę „wolniejszy”, to wiesz dobrze, że on po prostu nie chce być z tobą „sam na sam”. Wybucha, tak jak nigdy wcześniej. Czujesz, że sama twoja obecność go drażni, denerwuje.

Seks? W łóżku też się starasz. Ale intuicja podpowiada ci, że choć jego ciało się na ciebie otwiera, serce jest już zamknięte. To nie jest już ten sam dotyk, uważny i czuły, przepełniony dobrą, starą miłością. To jest dotyk obojętny. Jesteś obowiązkiem, który należy wypełnić i odwrócić się do swoich myśli, do marzeń o NIEJ. To ty jesteś teraz „Tą Drugą”, bo jego serce należy już do kogoś innego. To z tobą zdradza, bo do niej należy.

Życie z kłamcą, to taka zabawa w „kotka i myszkę”. Ty wiesz, czujesz to całą sobą, a on ciągle jeszcze stara się zachować pozory. Zawsze to lepiej wygląda w pracy, w życiu: mąż, ojciec, głowa rodziny. On przecież tak lubi, jak się myśli o nim w ten sposób.

Przez chwilę jeszcze grasz w tym, słabym filmie swoją rolę. Przez moment jeszcze trwasz w tym stanie uśpienia, myśląc, że gdy otworzysz oczy, to wszystko zniknie, znów będzie tak, jak dawniej. A potem przychodzi dzień, w którym nie ma już odwrotu, bo jego kłamstwo wyskakuje ci na ekranie jego telefonu, albo komputera. Albo przychodzi do ciebie słowami wspólnego znajomego, który „chciał tylko, żebyś wiedziała”.

Jak nisko można upaść, walcząc o… właśnie, o co właściwie? O dobre życie, które mieliście kiedyś? O rodzinę, żeby się nie rozpadła, nawet jeśli nigdy już nic nie będzie tak, jak dawniej? O uczucia kogoś, kto podeptał twoje własne?… Jeszcze tego nie wiesz. Jesteś dopiero na początku drogi.


Z ateizmem lepiej się za bardzo nie wychylać. Nie w tym kraju

Anika Zadylak
Anika Zadylak
14 lutego 2017
Fot. iStock / ta_samaya

– Byłam chrzczona, byłam też u komunii, chodziłam na religię i do spowiedzi. Rodzice kazali, z takiego domu pochodzę, więc nawet nie wiedziałam, że mogę inaczej. Potem, gdy zaczęłam dorastać, poznawać, czytać i dokonywać wyborów, zrozumiałam, że nigdy nie wierzyłam, tylko powielałam stereotypy wbijane mi do głowy od lat. Że musi być Bóg, że trzeba należeć do kościoła, zapraszać księdza po kolędzie co roku. W liceum powiedziałam rodzicom, że mam inne poglądy. Nie byli zadowoleni, ale też do niczego już mnie nie zmuszali, starali zrozumieć. Jakoś tak nie przywiązywałam uwagi do tego, co inni myślą na ten temat, co o mnie sądzą, jak to postrzegają. Dopiero, gdy poznałam Kubę i usłyszałam, że albo ślub kościelny albo nic, zamarłam. Bo to nie on stawiał warunki, tylko jego matka, której on niestety, choć myślał inaczej, nie potrafił się sprzeciwić. Ślubu nie było, nas też nie ma. Koleżanka mi doradziła, żebym się lepiej więcej nie wychylała ze swoim ateizmem. Nie w tym kraju.

Monika, mówi, że ma względny spokój tam, gdzie mieszka, czyli za granicą. Po rozstaniu z narzeczonym bardzo wszystko przeżyła. Najbardziej jednak bolało ją nie to, że niedoszły mąż, nie potrafił bronić ani jej, ani też swojego zdania. Najgorsze, że  straciła szansę na szczęśliwe życie, tylko dlatego, że powiedziała prawdę.

– Uczono mnie przede wszystkim szacunku. Mam różnych znajomych, wierzących i nie, z różnymi poglądami. Zapraszamy się na różne uroczystości, na święta również. Zresztą, w domu w grudniu, dzielę się z rodzicami opłatkiem. Hipokryzja? Ja to widzę inaczej, raczej poszanowanie tradycji, z którymi moi rodzice się utożsamiają. Oni rozumieją moje wybory, ja nie krytykuje ich wiary. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, wyśmiewać czy ubliżać komuś za to, że klęka co wieczór, żeby zmówić modlitwę. Za to ja, bywam wytykana palcami, szczególnie przez starsze sąsiadki, w mojej rodzinnej miejscowości. Przykre, gdy nie odpowiadają mi „dzień dobry” tylko dlatego, że jestem ateistką. Patrzą na mnie z zawiścią, jakby to, że nie wierzę, automatycznie, skreślało mnie z listy normalnych ludzi. Jakbym w ogóle,  przestała być człowiekiem.

Ojciec Dominik, zakonnik, tłumaczy mi, że problem nie w Bogu. – Widzisz, ze smutkiem ale muszę potwierdzić, że to kościół ludzi od siebie odpycha, skłóca. Mi twoja niewiara nie przeszkadza, jesteś dobrym człowiekiem, nie krzywdzisz świadomie, nie obrażasz, na krzyż nie plujesz. Nikt nie dał ani mnie ani nikomu  prawa, żeby ocieniać ciebie, ateistów, czy ludzi innych wyznań. Czasem, gorszy jest ten, co do kościoła biega trzy razy dziennie od tego, co go omija latami. Brakuje nam takiego ludzkiego zrozumienia, że jak ktoś nie jest taki jak my, to nie oznacza, że jest gorszy. Każdy z nas, rodzi się wolnym człowiekiem i nawet jeśli przez jakiś czas, rodzice dokonują za nas wyborów, to nie znaczy, że już cały czas,  będziemy podążać wyznaczoną ścieżką. W życiu chodzi o to, żeby znaleźć swój kierunek, zgodny z naszym sumieniem. Bo co to za życie, w przymusie i zakłamaniu? Jaki ze mnie byłby zakonnik, gdybym przyszedł tu z woli matki czy ojca, a nie swojej? Moi rodzice, nie do końca z byli zadowoleni, gdy im powiedziałem, że moim planem na resztę życia jest Bóg. Myśleli o wnukach, żonie dla mnie. Wybrałem inaczej, ciężko było, ale się z tym pogodzili. I tak samo, powinno być na odwrót. Jeśli czyjaś córka, brat, sąsiadka czy ciotka, mówi, że modlenie się jest dla niej bez sensu, to pewnie tak jest. I trzeba dać im spokój, uszanować. W Piśmie Świętym, tak wiele pięknych słów o pokorze, zrozumieniu, miłowaniu bliźniego. Może gdyby większość katolików, poczytało ze zrozumieniem. Sęk w tym, że nie czytają w ogóle. A potem głoszą, krzywdzące opinie. A od miłości do nienawiści, droga krótka. A o tym, jakie spustoszenie na przełomie setek lat wywołała zawiść, niezrozumienie i fanatyzm, chyba nie muszę nikomu przypominać.

Monika, opowiada o zmaganiach i przeprawach –  jak sama to nazywa, z dalszą rodziną i  niektórymi przyjaciółmi. Wiele osób się od niej odwróciło, gdy głośno zaczęła przyznawać się do tego, że jest ateistką. Od najbliższej koleżanki usłyszała, że niczym się nie różni od psa. Bo skoro, na pogrzebie nie będzie księdza, to pochowają ją gdzieś pod płotem i nawet krzyża nie postawią.-  Nie mam sił tłumaczyć, że krzyż nie jest dla mnie, żadnym ważnym symbolem. Nie będę kolejny raz powtarzać, że dla mnie śmierć, jest po prostu końcem. Przestaje bić serce i tyle, kończy się moja droga. I żadna inna, nie zaczyna. Powiedziałam ci na początku, że tam gdzie teraz mieszkam, mam względny spokój. Poznałam kogoś, urodził nam się syn. Tym razem, wojna jest nie o ślub, tylko o chrzciny. Moi rodzice plus rodzice mojego partnera. Nie rozumieją, nie słuchają, że chcemy, by nasze dziecko podejmowało świadome i własne decyzje. Jeśli za kilkanaście lat, oznajmi nam, że tego potrzebuje, to żadne z nas, nie stanie mu na przeszkodzie. A jeśli zapyta, czy poprosi o coś wcześniej? Córka moich znajomych, chodzi na religię, bo chciała. Mimo tego, że jej rodzice, nie wierzą. Oni twierdzą, że jeśli czuję taką potrzebę, to  nie widzą w tym niczego złego. Widzisz, że można, jeśli tylko się chcę i ma w sobie, odrobinę zrozumienia i zdrowego rozsądku. Po co, doprowadzać do tak strasznych sytuacji, jaka teraz jest u nas. Matka mojego partnera, napisała nam wczoraj, że albo chrzest albo zrywa z nami kontakty. I, że nie musi na rękach nosić naszego synka, bo ma inne dzieci, więc wnuki, też pewnie będą. Normalne – nie bezbożne, że wstyd się komuś przyznać.

„Często zachowujemy się jak kontrolerzy łaski, a nie jak ci co ją przekazują. (..) Kościół jednak nie jest urzędem celnym, jest ojcowskim domem, gdzie jest miejsce dla każdego z jego trudnym życiem.”  

Papież Franciszek

Każdego…


Zobacz także

Poczuj energię jogi - oto 8 korzyści, dla których warto ją ćwiczyć

Nie taka joga straszna, jak ją malują… Nie od razu musisz stać na głowie

Kosmetyki z arszenikiem i smarowanie twarzy smalcem… Urodowe triki naszych babek

8 zaskakujących faktów o śnie

O czym śnisz najczęściej? Obrazy z marzeń sennych mają znaczenie