Podsumowanie akcji „Uporządkuj swoje życie. Zacznij od rzeczy najprostszych”

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
18 lipca 2016
Fot. iStock / Martin Dimitrov
 

Kochane,

Dziękujemy wam za wspólną walkę o przestrzeń, o spokój, o znalezienie tego własnego miejsca. Pokazałyście, że chcecie się zmieniać. Mieć wpływ na swoje życie. Osiągać cele, być ze sobą w harmonii. Słyszeć się, nie zagłuszać.A my cieszymy się, że mogłyśmy wam w tym towarzyszyć!

Dlatego z całego serca gratulujemy wam – każdego podjętego wyzwania i kroku naprzód oraz z przyjemnością ogłaszamy, że nagrody wędrują do…

Laureaci

Bogda Stankiewicz

Maa Hanna Hanna

Izabela Mika

Beata Korpecka Gardoń

Agnie Mirow

Laureatów prosimy kontakt mailowy w celu odbioru nagród w ciągu 7 dni od daty ogłoszenia wyników, tj do dn.: 25.07.2016 roku. Prosimy o przesłanie danych do wysyłki nagrody (imię i nazwisko, adres i nr telefonu) na adres e-mail: kontakt@ohme.pl. Otrzymanie danych potwierdzamy w odpowiedzi zwrotnej.

Prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Serdecznie dziękujemy wam za wspólną walkę o własną strefę zen, o uporządkowanie tego, co nam leży na sercu czy zalega od dawna pod łóżkiem. Miło nam również przekazać, że dzięki uprzejmości firmy Werner & Mertz Delta Polska Sp. z o.o., mamy  dla laureatek fantastyczne nagrody niespodzianki i gratulacje!

logotypy werner mertz

Regulamin akcji „Uporządkuj swoje życie. Zacznij od rzeczy najprostszych” dostępny jest tutaj.


„Oddaję Ci skórę”, czyli historia niezwykłej siostrzanej miłości

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
18 lipca 2016
fot. archiwum prywatne/Zofia Piwowar
 

Kradną ciuchy z szafy i ulubioną szminkę z torebki, bo akurat pasuje im do randkowego stroju, nie pytając o zdanie. Siostry potrafią być skaraniem boskim, ale są też największym błogosławieństwem. Pamiętacie Elzę i Annę z „Krainy Lodu”? Tak, to właśnie te od lepienia bałwana i posiadania mocy. W prawdziwym życiu siostrzana miłość jest silniejsza nie od lodowej mocy, ale przede wszystkim – od choroby.

Dom sztuki

W podwarszawskim domu rodziny Piwowar nie można uciec od sztuki. Obrazy, zdjęcia, grafiki wiszą na każdym kroku, a w tle zawsze słychać muzykę, także tę śpiewaną przez domowników. Mama, tata, dwóch braci, trzy siostry i kot – oto bilans domowników. 2/3 sióstr to wielbicielki tatuaży. Agata, absolwentka ASP zaczęła myśleć o karierze tatuatorki, a Zofia, najmłodsza z rodziny (poza kotem!), jest wielbicielką zdobienia ciała trwałymi malunkami. – Kiedy Agata powiedziała, że zastanawia się nad rozpoczęciem tatuowania, moja reakcja była szybka. Powiedziałam jej tylko „oddaję Ci moje ciało!” – mówi Zosia, właścicielka już kilku tatuaży. Pewnie wszystko poszłoby zgodnie z planem i Agata wymalowałaby na ciele młodszej siostry kilka pięknych dzieł, gdyby nie fakt, że przez chorobę Zofia nie może zbytnio ryzykować, pomimo tego, że ma 21 lat.

fot. Znaki Szczególne / Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne / Tatuaże Zmywalne

Rozsiane płytki

Kilka lat temu obok ogromnej ilości sztuki i plakatów The Beatles, na ścianach pokoju Zosi pojawiły się kartki z mantrą – „mam wystarczającą ilość płytek”. I wcale nie chodziło o płytki jej ukochanych brytyjskich muzyków, ale o płytki krwi. W styczniu 2014 roku, zaraz po studniówce, zauważyła na swoim ciele ogromne sińce, choć wcale się nie poobijała. W szpitalu okazało się, że liczba płytek jej krwi spadła do poziomu zagrażającego życiu. Przerażenie sięgnęło zenitu. Lekarze przez trzy tygodnie walczyli o jej życie, a cała rodzina robiła wszystko co mogła, żeby Zosia lepiej się poczuła. Strach paraliżował każdego, kto dowiadywał się o tej historii. No bo jak tak młoda osoba może tak bardzo chorować? Przecież to czas na pełnię życia! Jakby tego było mało, jakiś czas później okazało się, że Zocha choruje na stwardnienie rozsiane. Studia, marzenia o Liverpoolu i własnej cukierni poszły w odstawkę. Gdyby nie najbliższa rodzina, która zatrząsnęła niebem i ziemią, żeby pomóc najmłodszej z grona Piwowarów, dziś nie czytalibyście tej historii.

 

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

 

Zakazane marzenia

Absolutnie kocham tatuaże; mam ich kilka. Niestety, w międzyczasie zachorowałam i nie byłam pewna czy mogę robić kolejne – mówi Zosia. – Po dwóch latach poszłam do lekarki, która potwierdziła moje obawy. Dostałam zakaz na tatuaże. Łzom nie było końca. Nie codziennie dowiadujesz się, że nie możesz spełnić swoich marzeń ze względów zdrowotnych, choćby nie wiem, jak były błahe.  Najpierw problemy hematologiczne, potem SM, a na koniec jeszcze odbieranie małych-wielkich marzeń. Jesteś chora, świat ci się wali i na dodatek okazuje się, że choroba odbiera ci najmniejsze przyjemności. Z odsieczą młodszej siostrze przyszła Agata.
Napisała mi sms’a „Nie płacz, zrobię Ci zmywalny tatuaż”.
– No proszę, pamiętasz to?! –
nie kryła zdziwienia wzorowa starsza siostra, która miała już w głowie dokładny plan na obejście lekarskich zakazów. Nie ma przecież nic ważniejszego od uśmiechu osób, które kochamy, szczególnie w ciężkich dla nich, ale i dla nas, chwilach.  – Kiedy Zosia była chora i mówiła mi o zakazie na tatuaże postanowiłam coś zrobić. Poszperałam, poszukałam i zorientowałam się, że można zamówić specjalny papier do zmywalnych tatuaży. Kilka tygodni temu zamówiłyśmy dwie kartki na próbę. Zofia zaczęła mi wysyłać pomysły, na to co miałabym jej zaprojektować.

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

Wombat, flaming, wróżka

Okazało się, że pomysł był strzałem w dziesiątkę.  Papier okazał się idealny, a pierwszymi zmywalnymi tatuażami stały się wombat, flaming i wróżka. – Chciałam mieć taką prawdziwą wróżkę, bo koronę już mam! – śmieje się Zosia. – Ja zaprojektowałam jeszcze jakieś swoje pomysły i tak się zaczęło. Teraz w sumie przydałby się jakiś dodruk. – kwituje Agata, która ostatecznie siostrzaną pomoc zamieniła w mini biznes i praktykę, przed dekorowaniem ludzkich ciał na stałe. – Dla mnie to dobra opcja, bo zanim zacznę naprawdę tatuować, mogę sprzedać kilka tatuaży zmywalnych. – I tak oto powstały Znaki szczególne/Tatuaże zmywalne, którego ambasadorką jest niezmiennie Zosia. – Ja to jestem jedną wielką reklamą. W pracy pytają, kto mi robił tatuaże, w jakim studio. Chwalą i zachwycają się! Siostrzana solidarność poprawiła humor obu dziewczyn, każdej na inny sposób. Biznes biznesem, ale dobre samopoczucie u bliskiej osoby, która choruje jest po prostu bezcenne. Szczególnie, kiedy w grę wchodzi choroba nieuleczalna, którą można jedynie neutralizować drogimi lekami.

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

 

Niemożliwe nie istnieje

Dla wielu lekarski zakaz to taki, którego trzeba przestrzegać i koniec, kropka! Czasem jednak znalezienie wyjścia z krytycznej sytuacji okazuje się przełomem w leczeniu. Nie zdajemy sobie sprawy, jak ważna jest psychika. Agata nie szczędziła papieru na kolejne artystyczne dziary dla młodszej siostry. – Dla niektórych to pewnie banał, fanaberia, ale mnie to bardzo pomogło. Moje marzenie w jakimś stopniu zostało spełnione. Teraz praktycznie cały czas mam jakieś tatuaże i to nowe na przedramionach albo na dekolcie. W takich miejscach, gdzie normalnie bym nic nie zrobiła. Mam więcej możliwości. Mogę mieć wszystko, co Agata zaprojektuje – śmieje się Zosia, która jest dowodem na to, że tatuaże są tak wielkim uzależnieniem, że w głowie Zosi ciągle kłębią się myśli o tych prawdziwych, nie zmywalnych. – Chciałbym powiedzieć, że tak, że teraz to już w ogóle mi nie zależy na prawdziwych, ale to jest uzależnienie i bardzo bardzo duże marzenie. Skoro jednak mogą mi zaszkodzić, nie będę ryzykować.

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

fot. Znaki Szczególne /Tatuaże Zmywalne

 

Elza i Anna? Zosia i Agata!

Historii takich ja ta są dziesiątki, choć rzadko się o nich mówi, bo przecież w większości przypadków choroba przysłania cały optymizm i pozytywne strony życia. Siła sióstr to jednak niezwykła potęga, która potrafi wpłynąć na postrzeganie każdego problemu zupełnie inaczej. Tak jak w „Krainie lodu”, którą kochamy wszyscy i nie ma w tym nic złego, tak i w historii sióstr Piwowar nie ma rzeczy niemożliwych, przez co łatwiej myśleć o jutrze w kolorowych barwach, nawet w czasie choroby, która przecież nie jest uleczalna. – Tylko miłość może rozpuśc lód w sercu i naprawić smutek z okazji choroby – kwituje Zosia, ale Agata szybko dodaje: – Tylko prawdziwa miłość przetrwa każdą zimę! Ich miłość na pewno jest tą, która przetrwa nawet burzę śnieżną i inne zawieruchy.


Przemoc domowa nie dotyczy tylko kobiet. Kiedy mężczyzna jest ofiarą…

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
18 lipca 2016
Przemoc domowa nie dotyczy tylko kobiet. Kiedy mężczy
Fot. iStock / sanjeri

Pamiętam, że wracam któregoś dnia z pracy, wcześniej zabrałem jej klucze od domu, dzieci były u dziadków, bałem się o nie. Usiadłem na schodach, opadłem z sił. Drzwi rozniesione łomem, wyważone siłą, w środku jakby huragan przeszedł, wszystko poniszczone, wartościowe rzeczy powynoszone… – wspomina Marek, ojciec dwójki dzieci, mąż alkoholiczki. 

Rzeczywistość 

Marek lat 38. Jego była już dzisiaj żona jest alkoholiczką. Mają dwoje dzieci, którymi nigdy się nie interesowała, a zdarzało się, że je biła. Z problemem przemocy stosowanej przez jego żonę długo próbował poradzić sobie sam. Od 5 lat walczy z nią o opiekę nad dziećmi.

Mieszkanie, w którym żyje ze swoimi synami (4 letnim Dawidem i 6 letnim Bartkiem) jest czyste, zadbane a  w powietrzu unosi się zapach przygotowywanego obiadu. Chłopcy odrabiają lekcje przy nowych biurkach. Są otwarci, życzliwi i ufni, co znających ich historię może zaskakiwać. – Taki spokój jest dopiero od ponad roku, odkąd ona z nami nie mieszka. Nie miałem innego wyjścia, jak po prostu  doprowadzić do eksmisji – zaczyna opowiadać Marek. – Najpierw usiłowałem walczyć z tym sam, tłumaczyć, no wiesz, jakoś to rozwiązać. Chwalić się nie było czym, ale w końcu sąsiedzi zaczęli interweniować – kontynuuje.

Marek z trudem opowiada o koszmarnych sytuacjach, kiedy był w pracy i co chwilę dzwonił do domu, bo wiedząc do czego była zdolna jego ówczesna żona, drżał o życie i zdrowie swoich synów. Gdy w słuchawce telefonu słyszał, że jest pijana, a w mieszkaniu są jacyś obcy ludzie, mimo groźby utraty pracy, brał kolejny raz wolne, by jak najszybciej znaleźć się w domu. Zanim jeszcze dotarł na miejsce już od sąsiadów dowiadywał się, że jego żona właśnie odjechała ze swoimi kompanami do picia.  Zabrała ze sobą telewizor po to, by go sprzedać, a pieniądze przeznaczyć na libacje.

– Piła, awanturowała się, była agresywna. Dochodziły do mnie informacje, że chłopcy przez pół dnia byli zamknięci na balkonie, załatwiali tam swoje potrzeby. Gdzie była w tym czasie? W mieszkaniu ze swoimi kolesiami. Chyba nie muszę ci mówić, co tam robili. Synek opowiadał mi jak mama krzyczała i za głowę wyciągała go z samochodu. Chłopcy pytali mnie później, czy mama ich kocha….- głos Marka drży.

– Zrozumiałem, że nic z tego.  Albo zawalczę o swoje dzieci, wyrzucę ją z naszego życia, albo któregoś dnia dojdzie do prawdziwej tragedii. Choć od tej, którą nam zgotowała ciężko było mi wyobrazić sobie większą.

Zaczęła się batalia młodego, pokrzywdzonego ojca z urzędami: MOPS, policja, kurator sądowy, sąd rodzicielski. Instytucje te choć często chciały pomóc, miały związane ręce. – To nie tak, że nie chcieli pomagać tylko wszędzie jakieś ograniczenia prawne i paragrafy, które się często wykluczają i wszystko przez to stoi w miejscu. Eksmitować tak, ale gdzie? Przecież na bruk nie można. Kurator też przychodził starał się.  Ona wtedy trzeźwiała, obiecywała poprawę, płakała. Potrafiła odgrywać oscarowe wręcz role, oczerniała mnie, mówiła że jest odwrotnie, że to ja się znęcam, że piję, że biję – irytuje się Marek.

Twierdzi, że nie ma żalu, ale zbyt często słyszał, że to jednak matka, że każdy popełnia błędy, że trzeba dać szanse. Nie ustawał mimo to w walce o bezpieczne i godne życie nie tylko swoich dzieci, ale też swoje.

– Tak w końcu jakoś się udało, choć to jeszcze nie koniec. Mamy spokój, nie mieszka z nami, nie kontaktuje się prawie, nie wiem co się z nią dzieje. Nadal walczę o alimenty na dzieci i inne sprawy. Jeszcze długa droga przede mną, wiem to, ale dla dzieci wszystko – kończy Marek z lekkim uśmiechem spoglądając na swoich synów.

Pomoc 

SOS Specjalistyczny Ośrodek Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie w Lesku ma 20 miejsc hostelowych. Od czasu powstania do dziś ze schronienia skorzystało blisko 500 osób, głównie matki z dziećmi, ale mieszkało też kilku mężczyzn. Z pomocy ambulatoryjnej – prawnej, psychologicznej, pedagogicznej i socjalnej skorzystało ok. 900 osób, z czego kilkadziesiąt z nich to mężczyźni.

– Mitem jest fakt, że przemoc zdarza się tylko w rodzinach patologicznych i jest stosowana tylko wobec kobiet. Coraz częściej zdarza się, że to właśnie mężczyźni są ofiarami. Przemoc zdarza się we wszystkich środowiskach i grupach społecznych. Pomagamy również dzieciom pokrzywdzonych ofiar. Prowadzimy z nimi zajęcia grupowe oraz indywidualne dostosowane do wieku dziecka, pracują z nimi psycholodzy i terapeuci – mówi Joanna Szurlej dyrektorka Ośrodka SOS w Lesku.

– Ofiary ukrywają fakt przemocy. Spowodowane jest to nie tylko wstydem, stereotypami czy złymi doświadczeniami z instytucjami pomocowymi. Sprawca powtarza ofierze, że nikt jej nie uwierzy, izoluje ją od wsparcia, dlatego ta często nawet nie próbuje szukać pomocy. Do tego dochodzi jeszcze brak wiary we własne możliwości, wtórna bezradność, aż w końcu zespół stresu pourazowego. Proszę zaznaczyć, że nawet gdy rodzice stosują przemoc tylko wobec siebie, to i tak choruje cały dom. Pomoc jest wtedy potrzebna wszystkim. Oprawcy – jeśli się na to zgodzi, również. Część ofiar, która do nas trafia, usamodzielnia się, znajduje pracę, odcina się od sprawcy. Pozostałe wracają wierząc, że sprawca zmieni się, zrozumiał swój błąd.

Teoria 

W 2010 roku wprowadzono zmiany w Niebieskiej Karcie dotyczące zasad postępowania przy podejrzeniu przemocy w rodzinie, które według Najwyższej Izby Kontroli kompletnie się nie sprawdziły. W ocenie Izby procedury są na tyle przewlekłe, że mogą zniechęcać do zgłaszania przypadków przemocy. Wcześniej policja podejmowała samodzielne działania siedem dni od zgłoszenia, natomiast teraz zdarza się, że dzielnicowy odwiedza rodzinę, która zgłaszała pomoc nawet dwa miesiące po zgłoszenia przypadku. Kuleją też inne instytucje odpowiedzialne za pomoc ofiarom przemocy a ośrodków interwencyjnych jest wciąż za mało.

W roku 2016 w Polsce odnotowano ponad 150 tyś. zgłoszeń o przemocy w domu.

Pytanie, ile takich przypadków rozgrywa się do dziś, w piekle czterech ścian.

linia 2px

anika zadylak awatarAnika Zadylak
Dziewczyna z tatuażem nie jednym. Wieczna Alicja z Krainy Czarów, która uparcie wierzy w życie po Tamtej Stronie Lustra. Optymistka niepokonana przez żadne burze i kataklizmy. Otwarta na świat i ludzi, których uwielbia. Pisanie jest dla niej jak oddech. Kocha ponad wszystko swoje dzieci, wszystkie dzieci, koty i inne zwierzęta. Wegetarianka i buntowniczka, manifestująca głośno swoje poglądy.


Zobacz także

„Odejdź, jesteś głupia”, czyli czego uczy chłopca zły stosunek ojca do jego matki

gwyneth paltrow

Gwyneth Paltrow pokazała, jak powinnyśmy naprawdę kochać siebie. #Nomakeup na 44 urodziny

Jak przygotować się do wizyty u dietetyka?