Po co w niebie Dobre Anioły, kiedy bardziej potrzebne są tu, w cielesnej postaci

Małgorzata Mueldner
Małgorzata Mueldner
31 lipca 2016
Fot. iStock/Archv
Fot. iStock/Archv

Po co w niebie Dobre Anioły? Przecież bardziej potrzebne są tu, w cielesnej postaci.

– W niebie potrzebne są też Dobre Anioły – powiedział mi kiedyś znajomy ksiądz, z którym godzinami prowadziłam dyskusje na temat słabości mej wiary. Bo jak tu wierzyć w to Dobro, skoro wokół tyle przyzwolenia na zło. – Dlaczego w takim razie w piekle tak mało wolnych etatów, mimo że  kandydatów do pracy, jak świat światem, jakby więcej Nie wiem, sam się często nad tym zastanawiam… w zaciszu pustego kościoła, w lesie, na łące i wątpię… na korytarzach szpitala, i na mszy w intencji młodego chłopaka – odpowiedział, a po kilku latach odstąpił ze stanu duchownego.

Szkoda, bo to właśnie dzięki jego przekonującej słabości  uwierzyłam… w koncepcję Aniołów.

Urodziła się, dorosła, wyszła za mąż, urodziła dzieci, rozwiodła się, wychowała dzieci, poszła na emeryturę, krótko nacieszyła się wnukiem, zachorowała i umarła. Nic nadzwyczajnego. Nigdy nie osiągnęła sukcesu, nie zrobiła kariery zawodowej, nie zrobiła nawet prawa jazdy. Nie zwiedziła świata, nie poznała tylu ciekawych ludzi. Żyła bez szumu wokół siebie egzystencją zwykłego człowieka. Tylko dlaczego, mimo że mijają kolejne lata odkąd odeszła, nic nie może wypełnić tej strasznej pustki, którą po sobie zostawiła? Znacie to uczucie?

Była po prostu ładną kobietą – niewysoka, drobna, ale nie chuda. To typ urody, o który dzisiaj już ciężko i nawet trudno to bliżej sprecyzować. W jej uśmiechu przyozdobionym dołeczkami było tyle wdzięku…, a w dużych niebieskich oczach mieszkały figlarne ogniki, trochę buntu, później dużo smutku i zmęczenia, ale zawsze łagodność.

Jako dziecko wakacje spędzała u babci na wsi – przyroda, i wolność wybiegana na bosaka były rajem jej dzieciństwa. Tam zawsze coś się działo, był stary młyn, i rzeka, łąki, i towarzystwo… Tam poznała jego.

 – Boże! Dlaczego to musiał być właśnie on? – mówiła po latach jej starsza siostra. Ale to był jej wybór. Tak bardzo w sobie zakochani i tak bardzo za młodzi założyli rodzinę. Czy niespodziewanie? Nie jestem tego pewna, bo czego innego można było się spodziewać po dziewczynie, która, jak tylko wsiadała do pociągu, nim zdążył ruszyć z peronu, zjadała cały prowiant. – Wszyscy się na nią patrzyli. A ona zadowolona z siebie wsuwała te babeczki śmietankowe, jedną za drugą i mówiła, że odkładanie przyjemności w czasie jest bez sensu – śmiała się jej siostra i dodawała, że chociaż wtedy strasznie się za nią wstydziła, to jednocześnie zazdrościła… luzu.

Kiedy urodziła pierwsze dziecko, w szpitalu oddali jej noworodka na ręce i powiedzieli, że nie przeżyje tygodnia, bo wdała się jakaś infekcja. Więc zabrała syna i wyjechała do babci… do raju, bo przecież tylko tam mógł się wydarzyć cud.  I tak też się stało, gdzie zawiodła medycyna, pomogło poświęcenie i najzwyklejsza miłość. Nieobliczalne są jednak koleje losu, bowiem ten chłopiec, o którego tak walczyła, bardzo szybko przestał swoje i jej życie szanować.

Wcześniej jednak uczynił to jego ojciec.  Ich drogi wiele razy rozchodziły się i schodziły w efekcie czego na świat przyszła jeszcze dziewczynka.  Dziwna to była miłość… Nie wiem, kiedy złamał definitywnie jej serce, może wtedy…, a może kilkanaście lat później już po rozwodzie, gdy odwiedził ją z nową żoną w zaawansowanej ciąży.

– Dzieci nigdy nie są niczemu winne – powiedziała po tym, jak wyszli wcześniej ugoszczeni pysznymi naleśnikami…, bo przecież akurat smażyła.

Już nigdy później z nikim się nie związała, nigdy nie widziałam z jej strony zainteresowania mężczyznami. – Jeden obrzydził mi ich wszystkich do końca życia – mawiała. Ja jednak myślę, że nie o obrzydzenie tu chodziło. Myślę, że nigdy, mimo wszystko i wszystkiego, nie przestała go kochać.

Jej życie zdominowały problemy z synem, a wypełniała domowa krzątanina i praca w szkole.

Ale miała swoją odskocznię – przyjaciółki. Prawdziwe od serca, na zawsze. Chodziły na spacery do pobliskiego lasu i wracały z bukietami polnych kwiatów, a później piły herbatę Pamiętam ich ciche rozmowy w kuchni i śmiech. Często rozmawiały o swoich mężach, których już nie miały, trochę plotkowały, trochę żartowały i drwiły…, czasem cierpiały – normalnie, jak to kobiety…tyle, że nigdy nie widziałam w nich desperacji, którą dziś tak często spotykam wśród samotnych kobiet.

Jaką była matką?

– Jestem taka głupia, że powinnam walnąć głową w ścianę – powiedziała kiedyś do niej córka. – Naprawdę? W takiej sytuacji wszyscy chodzilibyśmy obklejeni plastrami. Nie przejmuj się tak i nie myśl, co powiedzą inni – ludzie zawsze gadali, gadają i gadać będą – odpowiedziała spokojnie i pod nos podstawiła najlepsze na świecie kotlety mielone – odpowiedziała.

Jaką była babcią?

Kiedyś mały M. w sklepie z zabawkami poprosił o miecz. – Jesteś pewny, że potrzebujesz drugi miecz, może coś innego? – zapytała mama. – To nie dla mnie, to dla babci, bo walczy ze mną drewnianą łyżką.

Gdy dowiedziała się o swojej chorobie, na kilka dni wycofała się, posmutniała. A później stawiła jej czoła i postanowiła żyć mimo, że już nie o życie to była walka.

– Poproszę na łyso. Niech się pani nie przejmuje, to po chemii – powiedziała do fryzjerki widząc jej zakłopotanie. Drwiła ze zmian w swoim wyglądzie, chociaż choroba konsekwentnie krok po kroku odbierała jej i urodę i siły. – Nie załamujcie mnie – powiedziała, gdy otworzyła na chwilę oczy i zobaczyła zapłakane twarze matki, siostry i córki – i chwilę później odeszła… na zawsze.

A one nadal szukają jej ciepła, humoru, dystansu i siły, której czasem tak brakuje.

Więc ciągle zastanawiam się, po co w niebie Dobre Anioły, kiedy bardziej potrzebne są tu, w cielesnej postaci. Jedno jest pewne, niebo nie jest daleko, bo często czuję obecność jednego z nich. Nie mogę się do niego przytulić, za to zawsze mogę zagadnąć i czasem skrzydłem po głowie dostanę, ale to samo skrzydło ochroni mnie przed wszystkim, z czym nie byłabym w stanie sobie poradzić.

Wsłuchajcie się dobrze w odgłos pustki, która niekiedy was ogarnia, jestem pewna, że też wychwycicie szelest …czyichś skrzydeł.


Sabrina Pilewicz: „Żeby dzień był świetny, musi świecić słońce”

Redakcja
Redakcja
31 lipca 2016
Mat. prasowe
Mat. prasowe

Sabrina Pilewicz – która z nas nie chciałaby być posiadaczką choć jednej torebki z jej projekcji. Torebki Sabriny Bilewicz na stałe zagościły na ulicach polskich i nie tylko miast, gdyż torebki przez nią zaprojektowane łączą w sobie designe, jakość wykonania i codzienną użyteczność. Nie sposób wymienić sławnych osób, które uwielbiają torebki Sabriny. My złapaliśmy ją w zapracowanym dniu i zadaliśmy kilka krótkich pytań. 

Pierwsza myśl po przebudzeniu to…

zweryfikowanie dzisiejszej agendy

Pierwsze moje słowa wypowiadam do…

telefonu. 😉

Zawsze muszę zadzwonić do…

mojego butiku.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

A chciałabym zadzwonić….

do szefa i poprosić o dzień wolny

Bez kawy…

nie ma moich projektów.

Idealny poranek byłby…

na tarasie w Portofino.

Sport przedpołudniem to…

trening na siłowni.

Rano nigdy nie zjem…

obiadu. Każdy dzień zaczynam od jajek po benedyktyńsku.

Ale co to za śniadanie bez…

espresso doppio.

Codziennie postanawiam, że…

skończę pracę przed północą (rzadko się udaje).

W mojej sypialni musi być…

biała pościel.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Najgorszy poranek mojego życia był…

tak dawno, że nie pamiętam.

Ale ten najlepszy…

mam codziennie – kocham poranki!

Żeby dzień był boski to…

musi świecić słońce.

Kiedy czuję, że będzie zły staram się…

siebie pozytywnie zaskoczyć.

Złoszczę się, gdy…

brakuje mi czasu.

Z domu nigdy nie wyjdę bez…

nanotorebki.

Gdy dopada mnie kryzys to…

rezerwuje lot do Mediolanu.

Idealna godzina, by wstać to…

godzinę przed startem produkcji.

Motywacji szukam w….

sobie.

Mat. prasowe

Mat. prasowe

Gdy się smucę…

to biegnę do kawiarni Labour, na ulubiony deser.

Za to śmieję się najczęściej…

w obecności mojego partnera.

Gdybym miał(a) coś zmienić w swoim dniu to…

nie zmieniłabym nic.

Mam takie słabości…

jak każda kobieta.

Z tych już wyrosłam…

wyrosłam z przejmowania się.


10 filmów o miłości, które musisz zobaczyć, zwłaszcza, gdy zaczynasz w nią wątpić

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 lipca 2016
Fot. iStock/svetikd
Fot. iStock/svetikd

Na zimowy wieczór i na letnie popołudnie. Na smutki i na radości. Po to, żeby na nowo uwierzyć w miłość i dlatego, że już w nią wierzymy. Do oglądania samotnie, z przyjaciółką albo z ukochanym. Pudełko lodów albo nawet dietetycznych ciasteczek, kieliszek wina albo ciepła herbata, kocyk albo kot. Albo jedno i drugie. I jeszcze bohater tej chwili, czyli twój ulubiony film o miłości… Bo czasem po prostu trzeba. 

Dla was dziś nasza bardzo subiektywna lista ukochanych filmów o miłości. Dodawajcie w komentarzach wasze propozycje!

1.Bezsenność w Seattle („Sleepless in Seattle” 1993)


Samotnie wychowujący syna wdowiec (Tom Hanks) wcale nie szuka miłości, choć skrycie o niej marzy. Ona (Meg Ryan) jest dziennikarką, która pewnego dnia słyszy w radiu opowieść chłopca, który szuka żony dla swojego taty i decyduje się na wyjazd do Seattle, żeby poznać ich osobiście…

2. To właśnie miłość („Love actually” 2003)


„Odgrzewany” co roku w okresie świątecznym, wzruszający i ciepły film prezentujący kilka zaskakujących wątków miłosnych. Poprawia nastrój, rozczula i daje nadzieję. No i jeszcze plejada gwiazd brytyjskiego kina obsadzona nie tylko w głównych rolach!

3. Listy do M (2011)


Polska odpowiedź na „Love actually” – bardzo udana i sympatyczna z kilkoma niezapomnianymi kreacjami (Wojciech Malajkat, Maciej Stuhr, Tomasz Karolak). Miód na serce stęsknionych za pozytywnymi emocjami.

4. Amelia („Le fabuleux destin d’Amelie Poulain”, 2001 )


O miłości inaczej, bajkowo i w zupełnie nie hollywoodzkim wydaniu. O takiej miłości, która zmienia życie ludzi i pozwala im zrozumieć. I o tym, co się dzieje, kiedy się jej bardzo pragnie, ale boi się otworzyć na nią swoje, nawet bardzo młode serce. Film magiczny o dojrzewaniu do miłości i odrzucaniu lęku przed nią.

5. Zakochany Anioł (2005)


Choćby tylko dla Krzysztofa Globisza w roli Anioła Giordano, który codziennie spełnia dobry uczynek. Sprawa skomplikuje się,  gdy z woli Nieba Anioł traci swą moc by poznać ludzkie uczucia…

6. Kochankowie z księżyca („Moonrise Kingdom”, 2012)


Czasem miłość nastoletnia jest dojrzalsza i głębsza niż miłość dorosła…  Czasem trzeba zostawić wszystko i uciec razem, przed siebie.

7. Tajemnica Brokeback Mountain („Brokeback Mountain”, 2005)


Ważny, poruszający film o miłości niemożliwej, łączącej dwóch mężczyzn – romantyka Jack’a i szorstkiego Ennisa. O uczuciu, które łączyło ich przez lata, wbrew wszystkim okolicznościom, a nawet i wbrew im samym. Do łez.

8. Śniadanie u Tiffany′ego („Breakfast at Tiffany′s”, 1961)


To raczej film o uciekaniu przed miłością – tą prawdziwą, autentyczną, dobrą miłością dwojga ludzi, których łączy więcej niż by chcieli, którzy są do siebie podobni bardziej niż podejrzewali. Kiedy ostatecznie uciec się nie uda, okaże się przy okazji, że to uczucie ma olbrzymią moc naprawczą. Miłość to tutaj zdecydowanie przeciwwaga dla cynizmu, gwarantującego głównej bohaterce, Holly, iluzoryczne bezpieczeństwo.

9. Casablanca (1942)

Z różnych, licznych powodów. Za Ingrid Bergman, za Humphrey’a Bogarta, za genialną muzykę, za „ich piosenkę”, za emocje, za „miłość czy obowiązek”… Do zdarcia taśmy.

10. Co się wydarzyło w Madison County? („The Bridges of Madison County” 1995)


Tak pięknie o miłości niespełnionej i późnej, o uczuciu ludzi dojrzałych, którzy wiedzą, że ich związek jest niemożliwy. Za to, że bardzo chcemy zmienić zakończenie tej historii…


Zobacz także

image-6

PIASKOWY WILK i PRZYGODY DZIESIĘCIU SKARPETEK

Fot. Pixabay/ ThePixelman /

O czym marzą Polki? Częściej, niż kiedykolwiek marzenia inwestujemy w siebie

Fot. iStock / sunemotion

Jest takie miejsce w mózgu mężczyzny pełne… niczego. Kobieto, wyjdź z tej głowy!