Piękno jest w tobie, ale jak je wydobyć i pielęgnować?

Redakcja
Redakcja
19 listopada 2018
Fot. Materiały prasowe
 

W dzisiejszych czasach coraz bardziej świadomie dbamy o swoją urodę, pielęgnując ciało i tuszując niedoskonałości. Poszukujemy specjalistów, którzy rozwiążą nasze problemy natury estetycznej. Czym kierować się wybierając klinikę, która profesjonalnie i komfortowo zadba o pielęgnację naszego wyglądu – podpowiada Blanka Pawłowska, ekspert beauty i właścicielka Kliniki Młodości.

Szukając zaufanego miejsca –  zobaczmy kto i jak je tworzy

Od wieków w sztuce najpiękniejsze obrazy czy rzeźby powstają z pasji. W każdej dziedzinie życia, a szczególnie w tej związanej z podkreślaniem urody  i wydobywaniem piękna za pomocą zabiegów pielęgnacyjnych, makijażu czy medycyny estetycznej, liczy się chęć ciągłego doskonalenia i umiejętność pracy zarówno z zespołem, jak i z wymagającymi Klientami.

W moim przypadku, pomysł na klinikę urody zrodził się z potrzeb moich Klientek, u których wykonywałam zabiegi makijażu permanentnego, a które sygnalizowały potrzebę kompleksowego zaopiekowania się ich wyglądem, prosząc o liczne porady. Moja pasja do zdobywania wiedzy w branży beauty rozpoczęła się kilkanaście lat temu od zainteresowania wizażem i kosmetologią. Następnie rozwijałam się w obszarze makijażu permanentnego i mikropigmentacji medycznej, szkoląc się u polskich i zagranicznych profesjonalistów. Zdobyłam uznanie wśród Klientek, które doceniły moją pracę i polecały moje usługi kolejnym znajomym, prosząc o coraz bardziej kompleksowe podejście do ich potrzeb. Dlatego wykorzystując kilkunastoletnie doświadczenie w branży beauty, zdecydowałam się po wielu miesiącach przygotowań i kompletowania zespołu specjalistów  stworzyć Klinikę Młodości. – opowiada Blanka Pawłowska.

Fot. Materiały prasowe

Klinika powstała z myślą o kompleksowym podejściu do dbania o urodę, ale również z przekonaniem, że piękno warto podkreślać subtelnie, nie zmieniając na siłę rysów twarzy. Oferując możliwość konsultacji u wybitnych specjalistów w zakresie kosmetologii, medycyny estetycznej, modelowaniu sylwetki, dietetyki, dermatologii, psychologii i trychologii – klinika jest w stanie zaoferować całe spektrum zabiegów dopasowanych indywidualnie do potrzeb poszczególnych osób. Liczy się również atmosfera, która ma zapewnić Klientom komfort, poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że są w miejscu, gdzie mogą się zrelaksować i oddać w ręce zaufanych specjalistów. Wiedza merytoryczna, doświadczenie, nowoczesny sprzęt i ciągły rozwój – to sprawia, że Klinika Młodości ma niezbędne zaplecze, aby uzyskać skuteczne efekty w dbaniu o wygląd swoich Klientów.

Fot. Materiały prasowe

 

Nowoczesne technologie w służbie piękna

Rozwój technologii od lat jest wykorzystywany w branży beauty, aby uzyskiwać lepsze i trwalsze rezultaty zabiegów, radzić sobie z niedoskonałościami estetycznymi natury czy problemami skóry. Również w Klinice Młodości z myślą o najlepszych efektach naszych usług, postawiliśmy na szeroki zakres technologii high-tech (HIFU, lasery, plasma, geneo, RF mikroigłowy). W doborze odpowiedniego sprzętu i technologii pomagają nam specjaliści. Zawsze jednak najpierw efekty sprawdzamy na sobie i jak jesteśmy w 100% przekonani do możliwość uzyskania pożądanego efektu, wprowadzamy dane rozwiązanie do oferty. Nowoczesne, profesjonalne urządzenia, umożliwiające realizację skutecznych zabiegów na twarz i ciało to ważny atut kliniki, która chce aktywnie się rozwijać i proponować Klientom usługi najwyższej jakości. Dziś trudno sobie wyobrazić klinikę urody czy gabinet medycyny estetycznej bez profesjonalnych urządzeń do m.in. głębokiego liftingu, usuwanie rozstępów blizn potrądzikowych czy laserów zamykających naczynka.

Fot. Materiały prasowe

W Klinice Młodości dobierając sprzęt analizowałam wraz z współpracującymi z nami specjalistami problemy, z jakimi przychodzą do nas Klienci. Diagnozowaliśmy mechanizm powstawania danego problemu estetycznego i poszukiwaliśmy nowoczesnych, ale bezpiecznych urządzeń, które mogą zapewnić skuteczną terapię. Pracując od lat w branży beauty zdaje sobie sprawę, że samo urządzenie nie czyni cudów. Kluczowe znaczenie ma wiedza i kwalifikacje specjalistów, lekarzy posługujących się urządzeniami do realizacji zabiegów oraz precyzja działania. Właściwie zdiagnozowany problem estetyczny, dobór odpowiedniego zabiegu realizowanego na wysokiej jakości urządzeniu i dobrze dobrane parametry do potrzeb – to czynniki decydujące o sukcesie w wykorzystywaniu zaawansowanych technologii w naszej pracy. – tłumaczy Blanka Pawłowska, właścicielka warszawskiej Kliniki Młodości.

Zabiegi z efektem WOW

Wśród zabiegów pielęgnacyjnych i odmładzających, dostępnych na polskim rynku, są takie, które przy profesjonalnym i precyzyjnym wykonaniu, przynoszą wspaniałe efekty. Niektóre z nich to faktycznie nowość z zagranicznych rynków, czasami nawet tak odległych jak Korea, a niektóre są realizowane od dawna znaną, ale ulepszoną metodą.

Fot. Materiały prasowe

Na szczególną uwagę zasługuje na przykład zabieg HIFU, czyli nieinwazyjny lifting twarzy i ciała bez użycia skalpela. Jeszcze niedawno ten zabieg ze względu na wysoką cenę był dostępny dla wąskiego grona, natomiast w chwili obecnej prawie każdy może sobie pozwolić na wymodelowanie twarzy, likwidacje tzw. „chomiczków”, likwidację zmarszczek. Ostatnio do Polski dotarł również zabieg BB Glow, realizowany z wykorzystaniem serum pochodzenia koreańskiego, wzbogaconego o naturalne ekstrakty roślinne, komórki macierzyste, peptydy oraz niacynamid. Dzięki zawartości substancji czynnych i dodatków pigmentacyjnych, pozwala na efektowne rozjaśnienie, wygładzenie kolorytu skóry oraz intensywną rewitalizację.

Oba zabiegi są dostępne w Klinice Młodości i cieszą się dużym zainteresowaniem, ale przede wszystkim ze względu na widoczne efekty zyskują pozytywne opinie. Sama poddałam się zabiegowi BB Glow i jestem zachwycona rezultatem rozjaśnienia, wyrównania kolorytu mojej skóry. – komentuje Blanka Pawłowska, właścicielka Kliniki Młodości.

Warte polecenia są również zabiegi medycyny estetycznej pod warunkiem, że wykonujemy je w rekomendowanej klinice. Dobrze podany botox czy kwas hialuronowy sprawia, że od razu wyglądamy młodziej, a efekty utrzymują się przez długie miesiące. W okresie jesienno –zimowym warto skorzystać również z zabiegów złuszczających stary, zrogowaciały naskórek. To idealny czas na peelingi chemiczne – kwasy, zabieg Geneo, laserowy peeling węglowy, czy też zabiegi łączone. Wybrane kliniki na rynku, w tym Klinika Młodości Blanki Pawłowskiej wykonują również autorskie procedury  zabiegów, wykorzystując szereg możliwości technologicznych i wiedzę ekspercką. Nie zawsze jeden zabieg czy jedna technologia wystarczy, dlatego istotne jest również łączenie terapii,  aby była ona skuteczna i przynosiła widoczne efekty.

Dbając o twarz często zapominamy o ciele, które również oprócz ćwiczeń potrzebuje relaksu i profesjonalnej pielęgnacji. Dlatego nieustannie rekomenduję zabiegi na ciało, od tych najprostszych jak dobry masaż po bardziej zaawansowane, jak modelowania, likwidacja tłuszczu czy cellulitu. Aktualnie do dyspozycji mamy wiele nowoczesnych technologii i sprawdzonych metod, m.in.: lipolizę, RF, laser biostymulujący, endermologię,  karboksyterapię, czy HIFU.  – mówi Blanka Pawłowska, właścicielka Kliniki Młodości.

Dbając o siebie i korzystając z usług kliniki urody, medycyny estetycznej, nie zapominajmy, że najskuteczniejsze efekty przynosi codzienna, regularna pielęgnacja domowa, wspomagana zabiegami gabinetowymi.

Fot. Materiały prasowe

Klinika Młodości Blanki Pawłowskiej jest przykładem miejsca, które powstało z pasji, gdzie można poddać się nowoczesnym zabiegom z zakresu nieinwazyjnej medycyny estetycznej pod opieką profesjonalistów. To również przede wszystkim, zgodnie z ideą założycielki kliniki, projekt realizujący kompleksowe podejście do atrakcyjnego wyglądu i zdrowia. Zdaniem Blanki Pawłowskiej osiągniecie pięknego efektu w dbaniu o twarz i ciało ze wsparciem medycyny estetycznej, możliwe jest tylko przez połączenie zdrowego odżywiania, pozytywnego myślenia oraz aktywnego trybu życia.


Artykuł powstał we współpracy z Klinika Młodości Blanka Pawłowska


7 symptomów depresji, o których byś nigdy nie pomyślała

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 listopada 2018
Fot. iStock / OcusFocus
 

Umysł każdego człowieka jest niezwykle złożony. Nie ma jednego schematu, według którego można by „naprawić” jego działanie. Gdy mówimy o objawach depresji, istnieją postawy, stany i zachowania, które na pozór nie mają nic wspólnego z zaburzeniami depresyjnymi, ale ostatecznie to właśnie z nich biorą swoje źródło. 

7 symptomów depresji, o których byś nigdy nie pomyślała

1. Objawy fizyczne niezwiązane z chorobą

Mowa tutaj o bólach mięśni, które nagle pojawiają się bez szczególnego powodu, oraz dolegliwościach takich jak migreny, częsta niestrawność, nagłe zawroty głowy i inne zaburzenia tego typu. Idziesz do lekarza i okazuje się, że „nic ci nie jest”. Ale twoje problemy nie znikają.

2. Zmiana częstotliwości spotkań z innymi osobami

Nagle spoglądasz wstecz i zdajesz sobie sprawę, że zawsze odkładasz na później wszystkie spotkania towarzyskie. Wydaje ci się, że jesteś zbyt wyjęty, że nie masz ochoty, siły.

3. Wolniejsze ruchy

Jest to jeden z tych objawów depresji, które pozostają niezauważone. Mózg osoby chorej na depresję działa inaczej niż osoby szczęśliwej, zdrowej. Depresja ma wpływ na motorykę, a ruchy stają się wolniejsze.

4. Atopowe zapalenie skóry

Nauka nie określiła jeszcze jasno związku między atopowym zapaleniem skóry a depresją. Jednak badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Wisconsin (USA) wykazało, że istnieje relacja między stanem psychicznym a pojawieniem się egzemy.

5. Za dużo czasu przed telewizorem

Zbyt dużo oglądania telewizji, spędzanie zbyt dużej ilości czasu przed ekranem komputera lub telefonu komórkowego może być objawem depresji. Jest to sposób na izolowanie się.

6. Brak pożądania seksualnego

Kiedy pragnienie seksualne znika i gdy ten fakt się przedłuża, możliwe, że kryje się za tym depresja, często związana z brakiem akceptacji swojego ciała i lękiem przed bliskością.

7. Częste błędy i omyłki

Gdy cierpimy na depresję, umysł działa wolniej. Mamy  trudności z koncentracją  i planowaniem działań. Zapominamy, mylimy fakty, trudniej nam się uczyć.


Na podstawie: nospensees.fr


Naszego życia nie musi determinować to, skąd pochodzimy. Możemy sami nim kierować, jak bohaterka nagrodzonego filmu „Sofia”

Redakcja
Redakcja
19 listopada 2018
Fot. Materiały prasowe

Współczesne Maroko, gdzie tradycja miesza się z nowoczesnością. Dwudziestoletnia Sofia mieszka z rodzicami w Casablance. Jest w ciąży, ale nawet sama przed sobą nie chce się do tego przyznać. Seks pozamałżeński jest w jej kraju karany więzieniem. Sofia musi podjąć decyzje, które uratują honor jej rodziny i zaważą na całym jej życiu.

Reżyserka Meryem Benm’Barek-Aloïsi, niczym Asghar Farhadi pokazuje obraz społeczeństwa przez pryzmat problemów i lęków swoich bohaterów. Choć życie Sofii determinuje miejsce urodzenia, to dziewczyna znajduje w sobie siłę, by pokierować swoim życiem.

Sofia” opowiada o młodej Marokance, która wypiera ze świadomości swoją ciążę i rodzi dziecko z pozamałżeńskiego związku. Skąd wziął się ten pomysł?

Meryem Benm’Barek-Aloïsi: Gdy byłam nastolatką, matka opowiedziała mi niepokojącą historię dziewczyny, którą przyjęli moi dziadkowie. Miała siedemnaście lat, a moja mama, niewiele od niej starsza, pewnego dnia przypadkiem odkryła, że dziewczyna jest w ciąży i wkrótce urodzi. Trzeba było jak najszybciej zorganizować ślub.

Takie sytuacje zdarzają się w Maroku dość często. Nie wolno tam uprawiać seksu pozamałżeńskiego. Każdy słyszał o kimś, lub zna kogoś, kto wypierał ze świadomości ciążę, albo też o dzieciach, których rodzice nie byli małżeństwem. To trudna sytuacja, bo zarówno matka, jak i ojciec mogą zostać skazani i trafić do więzienia. W takim wypadku jedynym rozwiązaniem jest szybki ślub.

Ta historia wpadła mi do głowy, gdy zadawałam sobie pytanie, jak tego typu dramaty podkreślają tutejsze problemy społeczne, jak demaskują rysy na funkcjonowaniu społeczeństwa.

Trzeba zrozumieć, że w Maroku małżeństwo nadal jest symbolem sukcesu i że wszyscy do niego dążą. Dzięki niemu ustala się swoją pozycję społeczną. Dlatego wesela muszą być jak najwystawniejsze i pełne przepychu. Żyjemy w społeczeństwie na pokaz, gdzie bardzo ważne jest, jaki stworzymy obraz siebie i swojej rodziny. Rodzice Sofii bardziej przejmują się tym, że ojciec dziecka pochodzi z niskiej klasy społecznej, niż samym dzieckiem. Ciąża ich córki jest mniejszą hańbą niż jej ślub z chłopakiem pochodzącym z ubogiej dzielnicy. Chodzi oczywiście o ratowanie honoru rodziny i córki, ale przede wszystkim o zachowanie pozycji w oczach innych. Szczególnie, że sytuacja ma miejsce w istotnym dla rodziny momencie – gdy mają podpisać umowę z bratem przyrodnim z Francji, co ma odmienić ich życie i umożliwić wejście na wyższy szczebel drabiny społecznej.

Czyli „Sofia” jest filmem o podziałach społecznych w marokańskim społeczeństwie?

To współczesny portret tego kraju. Nie chciałam robić filmu, który opowiadałby tylko o sytuacji kobiet w Maroku, postrzeganych jako ofiary systemu patriarchalnego, bo uważam, że nie da się mówić o sytuacji kobiet bez mówienia o całości społeczeństwa. Miejsce kobiet w społeczeństwie określają jego ramy socjalno-ekonomiczne. I to właśnie pokazuje „Sofia”.

Urodziłam się w Maroku, a dorastałam w Belgii, gdzie studiowałam reżyserię. Jednak po ukończeniu studiów zdecydowałam się wrócić do kraju mojego urodzenia i z perspektywy dorosłej osoby doświadczyć tego, jak funkcjonuje marokańskie społeczeństwo i co ma do zaoferowania młodzieży. Podziały społeczne są tak głębokie, że hamują postęp. Młodzi ludzie z ubogich środowisk są ograniczeni swoją pozycją społeczną. Nie mają nadziei na przyszłość, żadnych perspektyw rozwoju – bez względu na ich motywację, energię i osobiste zaangażowanie. Istnieje szklany sufit, który zmusza ich do pozostania w tej samej sytuacji społecznej, w jakiej się urodzili. Przyszłość ludzi jest całkowicie zależna od ich pochodzenia. System edukacji także nie jest skonstruowany tak, by odwrócić tę sytuację i zakończyć z podziałami społecznymi. Najlepsze szkoły są prywatne i bardzo drogie, zaś szkoły publiczne są bardzo zaniedbane. W efekcie młodzi ludzie z bogatych i ubogich środowisk nigdy się nie spotykają. Każdy dorasta po swojej stronie społecznego podziału.

Sofia i jej kuzynka Lena doskonale ucieleśniają te dwie twarze marokańskiego społeczeństwa – tradycyjnego, ale zwracającego się ku Zachodowi.

Obawy tych postaci są doskonałą wskazówką, jak funkcjonuje społeczeństwo marokańskie. Tak właśnie wymyśliłam tę historię. Sofia i Lena wychowały się w różnych kręgach. Sofia pochodzi z bardzo tradycyjnej rodziny z klasy średniej. Przez większość filmu nosi dżelabę. Jej francuski jest niepewny, co jest prawdziwym wskaźnikiem przynależności klasowej w Maroku. Jest w stanie zdobyć pracę najwyżej w call center, a i stamtąd ją wyrzucają. Lena natomiast pochodzi z bardzo zamożnej rodziny. Lepiej mówi po francusku niż po arabsku. Jest bardzo kobieca, prowadzi życie towarzyskie, ma wykształcenie uniwersyteckie. Jej rodzice to marokańska matka i francuski ojciec. Te czynniki sprawiają, że jest bardziej wyzwoloną osobą niż Sofia.

Postać Leny patrzy na świat arabski z perspektywy ludzi Zachodu – ogólnie, a także konkretnie, na społeczeństwo Maroka. Jest w swoich poglądach czasem zbyt pewna siebie. Lena mogłaby wyjechać zagranicę, ale postanowiła zostać na stażu w Maroku, bo wydaje jej się, że mogłaby się przysłużyć krajowi. Jest życzliwa i chce dobrze, ale jest również naiwna. To, co przydarza się Sofii, wpycha ją w rzeczywistość dla niej nieznaną. Jej wyobrażenia zostają zdruzgotane. Lena i Sofia nie mają takich samych poglądów na tę sytuację. W końcu świadomość Sofii, jak wyglądają realia codzienności, jest znacznie wyższa niż Leny. Zdaje sobie sprawę, jakim ryzykiem społecznym i ekonomicznym jest jej ciąża i ewentualny ślub. Lena postrzega Sofię, jako ofiarę, ale Sofia nie chce nią być.

Francuski wuj Sofii, ojciec Leny, jest jak opiekuńczy cień chroniący rodzinę. Wszyscy mówią o Jean-Lucu, ale nigdy go nie widzimy.

To był świadomy wybór, który podjęłam na wczesny etapie pisania scenariusza. Miał się nigdy nie pojawić na ekranie. Przez cały film go nie widzimy, a jednak jego obecność i wpływ wydają się z tego powodu silniejsze. Jean-Luc jest dla rodziny Sofii potężną siłą, bo jest kluczem do ich awansu społecznego. Ta postać – i jej ważność dla innych – pokazuje bardzo wiele na temat marokańskiego społeczeństwa i uprzywilejowanej pozycji, jaką w jego oczach nadal mają Francuzi. Postrzegani są, jako ci z pieniędzmi i władzą. Tak uważają głównie klasy średnie i średnie wyższe. Klasa robotnicza znacznie mniej chętnie przyjmuje wszechwładność Francuzów. Szczególnie młodsze pokolenie, świadome, że Maroko było francuską kolonią.

Kolejnym męskim bohaterem filmu, a może również ofiarą w tej historii, jest Omar.

Właśnie tak. Omar jest ofiarą. Jego opinia tak naprawdę nigdy się nie liczy. Ma być mężczyzną w rodzinie, ale nie umie stawić czoła nowym obowiązkom. Jest kruchy emocjonalnie. Gdy w życiu jego rodziny pojawia się Sofia, matka Omara natychmiast orientuje się, co może być stawką i jak mogłaby wykorzystać tę sytuację. Postrzega ślub, jako możliwość awansu dla Omara, sposób na ukojenie jego niepokojów, czy zmuszenie go do wzięcia na barki losu rodziny. Dzięki temu będzie mógł zaspokoić jej potrzeby, bo Jean-Luc da mu pracę.

Z tej perspektywy ten film jest również pytaniem o sytuację mężczyzn. To oni mają być odpowiedzialni za dobrostan rodziny i na nich spoczywa ogromna presja społeczna. Chłopak taki jak Omar, mający ubogie pochodzenie, nie ma prawa zignorować potrzeb swojej rodziny. Wyobraziłam sobie taką poetycką indywidualność. On nie miał czasu w pełni dorosnąć, kiedy spada na niego wielka odpowiedzialność. Musi wejść w rolę własnego ojca i wziąć na swoje barki losy całej rodziny. „Sofia” to obraz kraju, w którym powinniśmy się przyjrzeć sytuacji zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Sofia” to twój pierwszy film fabularny. Jego naturalizm jest bardzo wyraźny. Jakie były twoje odniesienia estetyczne?

Chciałam, żeby oprawa filmu była bardzo prosta. Nie potrzebowałam niczego „modnego”. W kinie cenię Ashgara Farhadiego, Nuriego Bilge Ceylana i Cristiana Mungiu. Ci niezależni reżyserzy inspirowali mnie zarówno w warstwie formalnej, jak i treściowej. Ashgar Farhadi ma dar pokazywania irańskiego społeczeństwa poprzez lęki i obawy swoich bohaterów. Używa efektów spoza ekranu, a oprawa jego filmów nigdy nie jest ostentacyjna. Cristian Mungiu także wykorzystuje efekty spoza ekranu, jak w „4 miesiącach, 3 tygodniach i 2 dniach”. Ma też doskonałą umiejętność kadrowania, szczególnie w scenach kręconych kamerą z ręki.

„Sofia” zaczyna się jak thriller społeczny, a potem staje się studium społeczeństwa. Mniej ważne jest pokazanie, kim jest ojciec dziecka, bardziej przedstawienie presji, jaką na rodziców wywiera społeczeństwo nie potrafiące zaakceptować dzieci urodzonych w związkach pozamałżeńskich. W rezultacie rozpoczyna się rodzinny dramat i walka charakterów.

Kadrujesz tak, jakbyś otwierała okna na marokańskie społeczeństwo.

Tak. Kadrowanie miało sprawiać wrażenie portretów. Wiele scen ma kompozycję polegającą na ustawieniu kamery w pewnym położeniu i nie skupianiu jej na postaciach. Na przykład rodzinny posiłek na początku filmu zaczyna się jak obraz pokazujący ramę drzwi salonu, nad którymi znajduje się wers z Koranu poświęcony rodzinie. Sofii nie widać na ekranie aż do czasu, gdy ojciec prosi ją, żeby przyniosła deser. Ta pierwsza scena filmu jest jak fotografia marokańskiej rodziny.

Dlaczego jako miejsce akcji „Sofii” wybrałaś Casablancę?

Po pierwsze dlatego, że to miasto znam najlepiej w Maroku. Ale głównie dlatego, że w tej finansowej stolicy kraju najlepiej widać podziały społeczne. Wszyscy przyjeżdżają do Casablanki w poszukiwaniu pracy. Próbują się wspiąć wyżej na drabinie ekonomicznej. Różne dzielnice, z których składa się miasto, są doskonałą repliką całego marokańskiego społeczeństwa. Zdjęcia nagrywałam w dzielnicach, które, moim zdaniem, najlepiej odpowiadały tematowi filmu. Derb Sultan, gdzie mieszka rodzina Omara, to jedna z najstarszych dzielnic, zamieszkiwana przez klasę robotniczą. W śródmieściu, gdzie żyje rodzina Sofii, dominuje architektura kolonialna, przypominająca o historii kraju. Anfa, gdzie mieszka Lena z rodzicami, to największe skupisko willi i posiadłości.

Jak wybrałaś młodą aktorkę, która gra Sofię?

Szukałam marokańskiej piękności z poważną twarzą. Młodej kobiety, w której wyczuwa się tradycje. Kogoś, kogo determinację widać w oczach. Maha Alemi wydawała się naturalnym wyborem do tej roli. Znałam ją wcześniej i pisałam „Sofię” z myślą o niej. Wcześniej nie była aktorką, ale miała w sobie pewność siebie i zagadkowość potrzebną w tej roli. Sofia to tragiczna postać, nieustannie mierząca się z trudnościami, która próbuje przetrwać, nie pozwalając ojcu jej dziecka się wymknąć.

Czy postać Leny również pisałaś mając na myśli konkretną aktorkę?

Nie. Tutaj trudniej było mi znaleźć odpowiednią osobę. Spotkałam się z 250 aktorkami. Wiele z nich było zbyt sztucznych. Szukałam energicznej osoby, naturalnej piękności. Musiała mówić po francusku, ale również po arabsku. Jej postawa również musiała odpowiadać przedstawicielce marokańskiej klasy wyższej. Trafiłam na Sarę Perles zaledwie trzy tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć.

A Omar?

Natychmiast zakochałam się w Hamzie Khafifie. Poznaliśmy się przypadkiem, przez wspólnych znajomych. Pracował w grupie teatralnej. Ale przede wszystkim jest poetą-performerem. Jego typ sylwetki doskonale pasował do tego, jak wyobrażałam sobie Omara. Podobało mi się też to, że otaczała go aura melancholii, a w jego oczach jest odrobina smutku. Musiałam go przekonać, żeby przyszedł na przesłuchanie. Sprawdzałam innych aktorów, ale w moich oczach to on był Omarem. Specjalnie zmodyfikowałam dla niego tę rolę. Był inspiracją dla postaci Omara. Delikatność Omara jest bezpośrednio inspirowana Hamzą Khafifem.

Jak, twoim zdaniem, „Sofia” zostanie odebrana w Maroku?

Zadbałam o to, żeby nie było powodu do cenzurowania tego filmu. Było dla mnie ważne, żeby mogło go obejrzeć jak najwięcej osób, co mogłoby wywołać poważna dyskusję o tematach podjętych w filmie. Mam nadzieję, że widzowie znajdą w tej historii elementy, z którymi mogą się identyfikować, bo chciałam, żeby była jak najbardziej przystępna. Bardzo też starałam się unikać stereotypów.

Nie wydaję osądów. Ja tylko przedstawiam rzeczywistość. W Maroku codziennie 150 kobiet rodzi dzieci ze związków pozamałżeńskich. Mogą przez to trafić do więzienia. Je i ich dzieci czeka stygmatyzacja.


Meryem Benm’Barek urodziła się w 1984 roku w Rabacie. Studiowała arabistykę w Narodowym Instytucie Języków i Cywilizacji Orientalnych w Paryżu. W 2010 roku zaczęła studia reżyserskie na INSAS w Brukseli. Podczas studiów wyreżyserowała pięć filmów krótkometrażowych, między innymi „Nor” (2013) i „Jennah” (2014), które prezentowano na licznych festiwalach międzynarodowych. Benm’Barek tworzy także oprawy dźwiękowe projektów i miała swoje wystawy w Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie. „Sofia”, jej pierwszy film długometrażowy, otrzymał nagrodę Gan Fondation, grant od Instytutu Filmowego w Doha oraz nagrodę za scenariusz na festiwalu filmowym w Cannes (sekcja Un Certain Regards).


Zobacz także

„Ciebie można tylko zostawić, nic dziwnego, że tata cię zdradza”. Kiedy dziecko jest katem

„Chcę mieć pewność, że to ty…”. Upokorzył mnie tak strasznie, że dzisiaj nie umiem spojrzeć na siebie w lustro

„Ratujmy kobiety” - zebrano 160 tyś. podpisów. Czy prawa kobiet będą kogoś obchodzić?

„Ratujmy kobiety” – zebrano 160 tyś. podpisów. Czy prawa kobiet będą kogoś obchodzić?